11 lutego 2015

ROZDZIAŁ 5. „Może byście w końcu zamknęli te drzwi?”

[Klemens]
Biegam koło skoczni ze słuchawkami na uszach, całkowicie pogrążony w swoim świecie. Muzyka dudni w uszach głośniej niż krew. Przez chwilę jestem w stanie nie myśleć o swoich problemach, próbuję skupić się na kwalifikacjach, które zaczynają się za parę minut. Minęły już te czasy, kiedy był to dla mnie po prostu trening. Ostatni rok był rozpaczliwą walką o punkty.
Ktoś klepie mnie w ramię, więc ściągam słuchawki i zatrzymuję się lekko zdyszany.
- Klimek, masz się zbierać powoli – Kamil klepie mnie przyjacielsko po plecach. – Powodzenia!
Kiwam głową i idę po sprzęt. Z wysokości wyciągu podziwiam skocznię i tłum, który powoli gromadzi się na trybunach. Jakaś część mnie łudzi się, że gdzieś tam będę w stanie ją dostrzec, jednak natychmiast karcę się w myślach.
Powinienem skupić się na skoku.
Lato w moim wykonaniu nie zaliczało się do udanych, ale jakąś w miarę dobrą pozycję udało mi się wypracować. Dlatego na belce siadam z takim numerem startowym, że wskoczenie do pierwszej piątki da mi spokojną kwalifikację. Czekam na zielone światło i znak od Łukasza. Wszystko co robię, wykonuję mechanicznie, tu nie ma czasu na myślenie, jest tylko odruch. W powietrzu czuję, że mam mocny wiatr pod narty, gdybym go wykorzystał, mógłbym polecieć bardzo daleko. Mnie jednak dopada ta obojętność, która nie pozwalała mi czerpać radości ze skoków przez ostatni rok. Spadam tuż za punktem K, ląduję niedbałym telemarkiem i dojeżdżam do operatora kamery. Macham, bo wiem, że mój syn siedzi przed telewizorem i trzyma kciuki. Posyłam żonie całusa, składam narty i schodzę z areny, nawet nie patrząc jaki osiągnąłem wynik.
Zdejmuję szybko kombinezon i wychodzę by z całą resztą oglądać skok Kamila. Po drodze wpadam na jakąś dziewczynę. Obracam się za nią gdyż wygląda znajomo, jednak ona szybko znika w tłumie. Myślałem, że to ona. Naprawdę zaczynam już chyba wariować.
- Brawo, Klimek! Było całkiem nieźle! – koledzy klepią mnie po plecach, a ja w końcu patrzę na tabelę wyników. Na dziesięciu skoczków przed końcem jestem dwudziesty, a więc kwalifikacje zakończę na trzydziestym miejscu. Nie jest to zły wynik, ale wiem, że stać mnie na dużo więcej.
Kamil prezentuje bardzo ładny styl, ale nie bawi się w straszenie rywali. My zbieramy się powoli, aby jak najszybciej znaleźć się w hotelu i się trochę zrelaksować przed konkursem. Oraz przyjąć kubeł zimnej wody, którą Łukasz wyleje nam wieczorem na głowę. A przynajmniej mi.
Kiedy wsiadam do samochodu, mój wzrok przyciąga grupa słoweńskich skoczków, która tłoczy się wokół młodej dziewczyny. Ta stoi do mnie tyłem, ale charakterystycznie niedbale zapleciony warkocz sprawia, że się zatrzymuję. Coś każe mi podejść do grupki, ale koledzy wołają mnie, więc zmuszam się by odwrócić wzrok i wsiadam do auta.

[Alicja]
Kwalifikacje bardzo udane w wykonaniu moich nowych podopiecznych. Oczywiście nie odmówiłam sobie przyjemności kibicowania wszystkim biało-czerwonych. Prawie wszystkich. Gdy komentator zapowiada Klemensa szybko udaję, że natychmiast potrzebuję czegoś do picia i udaję się do stoiska z napojami. W kieszeni kurtki trzymam jednak mocno zaciśnięte kciuki.
Po kwalifikacjach swoim zwyczajem zbieram skoczków dookoła siebie i głośno komentuję ich skoki. Śmiejemy się przy tym głośno lecz ja rozglądam się ukradkiem sprawdzając, czy moja kurtka w słoweńskich barwach nadal zapewnia mi względną anonimowość. W niebezpiecznie bliskiej odległości dostrzegam wóz na polskich numerach, więc wciskam się głębiej między Słoweńców.
- Skupcie się, bo mi zimno…
- A niby w jaki sposób nasze procesy myślowe mają wpłynąć na temperaturę twojego ciała? – pyta błyskotliwie Hvala.
- Po prostu pociągają mnie inteligentni mężczyźni… - mówię. – Nie martw się, tobie to nie grozi, Jaka.
Jego koledzy wybuchają śmiechami, a ja czochram naburmuszonego skoczka po głowie. Skupiam się na zacieśnianiu relacji z nimi, mając nadzieję, że zapomnę o bliskości grożącego mi niebezpieczeństwa.
- No i co? Nadal mi zimno, a wy nic z tym nie robicie… - marudzę, tupiąc w miejscu. W ramach natychmiastowej reakcji Jurij i Peter, którzy stoją najbliżej obejmują mnie ramieniem. – No, to to ja rozumiem!
Wracamy do hotelu, gdzie biorę długi gorący prysznic. Zima w tym roku zdążyła na czas więc jestem cała przemarznięta po kilku godzinach pętania się po mrozie. Niestety zapomniałam suszarki do włosów, więc owijam się ręcznikiem i wychodzę z łazienki, by poszukać jej w torbie.
- Alicja, słuchaj, bo… - drzwi otwierają się z hukiem na oścież, a Hvala zamiera w pół słowa i wbija we mnie wzrok.
- Hvala! Puka się, do cholery! – cedzę przez zęby, mocniej ściskając ręcznik.
- O co…? – zainteresowany hałasem w progu pojawia się Peter.  – Młody, wyjazd – szturcha młodszego kolegę, sam jednak nie rusza się z miejsca.
- Ten też nie lepszy! – warczę. – Może byście w końcu zamknęli te drzwi, co? Z DRUGIEJ STRONY.
Peter wypycha Hvalę na korytarz i w końcu zamyka drzwi. Nie mogę znaleźć suszarki, więc zaglądam do łazienki. A jakże! Leży pod spodniami…!
Kiedy suszę włosy dochodzę do wniosku, że cała ta sytuacja była całkiem zabawna. Obawiam się, że jeszcze sporo takich chwil mnie czeka w towarzystwie składającym się tylko i wyłącznie z facetów…
Myślę jednak, że skoro udało mi się wychować Dawida Kubackiego oraz pokonać Kota w „Tekkena” to z moimi nowymi chłopcami też dam sobie radę.

[Peter]
Jaka siedzi bardzo cicho przy stole, a kiedy wpada lekko spóźniona Alicja, opuszcza jeszcze niżej głowę. Dziewczyna siada gwałtownie na miejscu między Jurijem a Janusem i patrzy na nas z naganą.
- Oficjalnie ogłaszam, że o każdej porze dnia i nocy do mojego pokoju się PUKA – artykułuje wyraźnie ostatnie słowo.
Jej wzburzenie jest tylko udawane, bo w jej oczach widzę śmiech. Patrząc obiektywnie ta sytuacja z boku musiała wyglądać bardzo zabawnie. Jaka chyba jednak nie dostrzega, że dziewczyna żartuje, bo mruczy cicho w kierunku talerza:
- Przepraszam, ja nie chciałem…
Po mojej twarzy błądzi uśmiech, co natychmiast zostaje dostrzeżone.
- No proszę, a ten jeszcze się śmieje…! Wstydzilibyście się! – teraz już z trudem hamuje śmiech. – I wiecie co? Jesteście gorsi od Kubackiego!
Od jakiegoś czasu obecni przy stole przyglądają się nam dziwnie, ale na ostatnie słowa wybuchają śmiechem. Hvala podnosi głowę z naburmuszoną miną, bo dociera do niego, że znów się z niego nabijamy.
- A czym ci tak zawinił Kubacki? – dopytuje się Jurij. Mnie również nurtuje to pytanie, więc przyglądam się jej ciekawie.
- Dawid…? Cóż był tak przejęty obecnością kobiety w sztabie, że na wszelki wypadek przeczytał jakieś durne porady w tanim pisemku dla pań, jak się należy obchodzić z kobietą. Niestety nie zauważył, że te porady tyczą się… kobiet w ciąży.
Cały stół wybucha śmiechem, siedzący na drugim końcu Austriacy, którzy mieszkają z nami w jednym hotelu, zerkają na nas dziwnie. Reszta kolacji mija w miłej atmosferze. Alicja opowiada różne anegdotki dotyczące pracy z kadrą Polski, Goran też nie pozostawia na nas suchej nitki. Najbardziej poszkodowany jest w tym momencie Jaka, który często pada ofiarą żartów Jurija i Nejca. Kończymy kolację i rozchodzimy się do pokojów. Jurij, z którym dzielę pokój bierze klucz i szybko się oddala. Pewnie po to by zająć łazienkę. Nie ma się zatem co śpieszyć, czekam więc na Alicję, która jeszcze rozmawia z trenerem. Janus życzy jej dobrej nocy i idzie do siebie, a ona nagle zauważa, że na nią czekam. Wydaje się być zaskoczona.
- Ładnie to tak się ze mnie śmiać…? – pyta.
- Nie śmieję się z ciebie, tylko do ciebie… - prostuję, o mało nie mówiąc czegoś innego.
- Powiedzmy, że ci wierzę… - droczy się. – A tak właściwie na co czekasz?
- Na ciebie – mówię po prostu.
Posyła mi spojrzenie, którego nie jestem w stanie rozszyfrować.
- Uważasz, że się zgubię? – pyta prawie że urażona.
- Myślę, że nie powinnaś sama szwendać się po korytarzach o tej porze – mówię poważnie. – Austriacy grasują, jeszcze cię nam porwą… Wiesz, oni nie mają takich ładnych dziewczyn u siebie…
Prycha, ale teatralnym gestem podaje mi dłoń.
-W takim razie niech pan prowadzi, sir.
W holu mijamy się z Hayboeckiem, z którym witam się skinięciem głowy. Austriak odprowadza nas zdziwionym wzrokiem, gdyż musimy wyglądać jak żywcem wyjęci z innej epoki. Gdy znikamy za zakrętem Alicja parska śmiechem.
- No i zepsułaś – wytykam jej.
- Dziękuję książę, ale tutaj ma wieża – wskazuje drzwi. – Zresztą sam chyba dobrze wiesz.
Patrzę jak otwiera kluczem drzwi i jakoś nie mam ochoty odchodzić.
- Nie zaproszę cię do środka – odwraca się w drzwiach, zostawiając tylko niewielką szparę. – Za krótko się znamy.
- Akurat. Po prostu masz bałagan – śmieję się.
- To właśnie miałam na myśli – mówi. – A ty o czym myślałeś…? – pyta, unosząc brew do góry.
- Dobranoc – mówię, nie chcąc przeciągać struny. – Jakby co wiesz gdzie mnie szukać.
- Niby w jakim przypadku…? – pyta podejrzliwie, otwierając nieco szerzej drzwi.
- Jakbyś potrzebowała pomocy w sprzątaniu – mówię, a parę kroków dalej dodaję – A ty o czym pomyślałaś…?
Chyba mam szczęście, że jedyne co miała pod ręką to hotelowa poduszka…

2 komentarze:

  1. To jest świetne! Ostatni akapit rozwala system.Wciągnęło mnie lecę czytać dalej;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń