[Alicja]
Kiedy wsiadam w samolot, nie jestem w stanie wyrzucić z
pamięci ich twarzy. Ten zawód i niedowierzanie będą mi się śnić przez wiele miesięcy.
Boli mnie wzrok Klemensa, który patrzył na mnie tak, jakby wierzył, że zdoła
mnie jeszcze zatrzymać, zamknąć w objęciach i już nigdy nie puścić. Wcale mi
nie ułatwił pożegnania.
A ja musiałam schować mój żal głęboko w sobie i udawać kawał
lodu. Rzeczowy ton, która informacja i „przepraszam”, które jest jedynie pustym
słowem. Tyle po roku pełnym radości, sukcesów i wspólnie spędzonych chwil.
Więzi jakie się między nami wytworzyły zerwane momentalnie przez trzy krótkie
zdania. Nawet zapewnienie „To nie było uzależnione od was” nic nie dało. Tak
będzie lepiej, wmówiłam sobie i w takim przekonaniu próbowałam wytrwać aż do
Polski.
W Balicach jak zwykle czeka na mnie tata. Obejmuje mnie na
przywitanie, chowa walizkę do bagażnika, włącza radio i wyjeżdża na autostradę.
Na pytania odpowiadam lakonicznie, więc szybko zauważa, że coś jest nie tak.
Ścisza radio i patrzy na mnie wymownie.
- Patrz na drogę – upominam go, co skutkuje tylko przez
krótką chwilę.
- Powiesz, co się stało?
- W domu – mówię i nawet nie mam siły szukać wymówek. Po
prostu powiem im prawdę. Komuś muszę.
Dojeżdżamy do domu w milczeniu. Tata bierze moje walizki i
wnosi po schodach – awaria windy. Ostatnio są coraz częstsze. Mama otwiera nam
drzwi i natychmiast znikam w jej objęciach. Wdycham jej zapach, za którym tak
tęskniłam.
- Kochanie, tak się stęskniłam…!
- Ja też cię kocham, mamo… - mruczę i ukradkiem ocieram łzę,
która bez mojej zgody uciekła z kącika oka. Ostatnio bardzo ciężko jest mi
utrzymać emocje na wodzy.
- Ale się zmieniłaś… nie widziałyśmy się od… od lipca! –
wykrzykuje przyglądając mi się uważnie.
To prawda, całe LGP spędziłam poza domem. Kiedy nie byłam na
zawodach to spędzałam czas w Zakopanem na treningach, sypiając kątem u kolegów
z kadry.
Lub u kolegi, jak kto woli.
- Teraz będziecie się mogli mną nacieszyć – mówię gorzko. –
Odeszłam ze sztabu.
Uśmiechy zamierają na twarzach moich rodziców i pojawia się
na nich niedowierzanie.
- Ale… Ale przecież kochałaś tę pracę… - mówi niepewnie
mama.
Kochałam… aż za bardzo. I to nie tylko pracę.
- Nadal kocham i bardzo żałuję, że odeszłam. Ale nie miałam
wyboru…
- Ktoś ci postawił ultimatum…? – pyta tata, a po jego głosie
słyszę że jest gotowy pójść i stłuc na kwaśne jabłko osobę, która jest powodem nieszczęścia
jego małej córeczki. Gdyby to było takie proste…
- Tylko życie tato, tylko życie – wzdycham.
Siadamy przy stole, na którym magicznym sposobem pojawia się
herbata. Tak, moja mama zawsze przygotowana. Perfekcyjna pani domu. Rodzice nic
nie rozumieją, ale nie ciągną mnie za język, a ja jestem im za to wdzięczna.
Sama muszę się zastanowić co tak właściwie mam im powiedzieć…
- Zakochałam się – mówię.
Rodzice spoglądają na siebie z lekkim niepokojem. W duszy
uśmiecham się na myśl, że już tworzą w duszy najgorsze scenariusze.
- Czy to któryś z twoich kolegów…? – pyta ostrożnie tata.
Przymykam oczy i oplatam kubek rękami.
- Tak – podnoszę oczy na mamę i pytam z żałością, która
nagromadziła się we mnie w ostatnim czasie. – Powiedzcie, co ja takiego
zrobiłam, że zakochałam się ze wzajemnością w żonatym facecie…?
[Klemens]
Nie ma jej.
Nie ma jej od dwunastu godzin i czterdziestu jeden minut. Sekund nie liczę, bo
wleką się niemiłosiernie. Dlaczego więc te trzy dni, które minęły od czasu jej
rezygnacji minęły tak szybko…?
Dwanaście godzin i czterdzieści sześć minut mija dokładnie w momencie, w którym
wjeżdżam na podjazd. Widzę jak w kuchennym oknie pojawia się głowa mojej żony z
synem na rękach. Czterdzieści siedem minut. Wyłączam samochód, ale nie wysiadam z auta. Wiem, że
muszę ogarnąć swoje myśli, wyrzucić z nich Alicję. Teraz jestem w domu. A w
domu jest moja żona.
Żona, którą kocham.
Jest tam także mój dwuletni syn, który właśnie wypada przed
dom i ślizgając się na jesiennych liściach dopada samochodu. Wysiadam ostrożnie
i biorę go na ręce. Piszczy z radości gdy robię z nim „samolocik” raz i drugi i
trzeci. Aga przygląda nam się w progu domu i śmieje się do nas radośnie. W
końcu sadzam sobie Klimka na biodrze i podchodzę do żony.
- Dobrze, że już wróciłeś – staje na palcach, mimo
dzielącego nas schodka i czule całuje. – Tęskniłam za tobą.
- Ja też za tobą tęskniłem, kochanie.
Co jest w tym wszystkim najgorsze? Że wcale nie kłamię.
Tęskniłem za Agnieszką, bo ją kocham. Nasze małżeństwo nie jest dziełem
przypadku. Ale mimo to, w każdej chwili jestem w stanie wsiąść w samochód i
jechać do Alicji błagając ją by…
Właśnie. By co zrobiła…?
[Alicja]
Rodzice moje rewelacje przyjęli spokojnie. Nie obyło się bez
łez i tony chusteczek higienicznych. Ale teraz biorę się w garść. Ostatecznie
upewniłam się, że podjęłam najlepszą decyzję, jaką można było podjąć.
Jestem sama w mieszkaniu, przeglądam facebooka i szperam w
internecie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Nie mogę się ponownie uzależnić od
rodziców. Muszę jak najszybciej znaleźć jakąś pracę.
Dzwoni dzwonek do drzwi, a gdy otwieram zostaję porwana w
objęcia mojej najlepszej przyjaciółki.
- Alka, jesteś! Nareszcie…!
- Kaś, puść, bo mnie udusisz! – wołam ze śmiechem i zamykam
za nią drzwi. – Co ty tu robisz?
- Spotkałam twoją mamę w sklepie, mówiła, że już
przyjechałaś… Co tak szybko? Nie miałaś zostać jeszcze tydzień w Zakopcu i
jechać z nimi na obóz…? – jak zwykle wypowiada milion słów na minutę, ale ja
już się przyzwyczaiłam do tego słowotoku.
Tydzień w Zakopcu? Tuż obok Klemensa…? To byłby bardzo zły
pomysł.
- Nagła zmiana planów – mówię. – Musiałam wrócić.
- Ech, to mam cię dla siebie do końca listopada, a potem
znów w trasę…? – pyta, kiedy wchodzimy do kuchni, by zaparzyć herbatę.
- Nie wiem – odpowiadam, włączając czajnik. – Jeszcze nie
wiem, co będę robić za miesiąc.
- Jak to co? – dziwi się Kasia. – Będziesz z polską kadrą na
inauguracji sezonu w Niemczech. Tak jak w zeszłym roku…
- Nie będę – mówię cicho. – Odeszłam.
- CO ZROBIŁAŚ?! – Kasia jest tak zaskoczona, że upuszcza
szklankę, którą właśnie wyciągała z szafki. Jakimś cudem ta nie rozpryskuje się
w drobny mak, tylko toczy się dźwięcznie po blacie. Łapię ją nim spada na
podłogę.
- Odeszłam. Zrezygnowałam. Już tam nie pracuję – mówię
spokojnie.
- Czy tobie odbiło?! – szok już minął, więc teraz już na
mnie regularnie wrzeszczy. – To była najlepsze rzecz jaka mogła ci się
przydarzyć! Marzyłaś o tej pracy, cieszyłaś się jak głupia jak ją dostałaś!
Poświęcałaś im każdą chwilę, a teraz tak po prostu odeszłaś…?!
- Nadal ja kocham. Nawet nie wiesz jak żałuję, że musiałam
odejść. Ale nie miałam wyboru – zalewam herbatę i niosę ją do pokoju. Kasia
podąża za mną wciąż wzburzona.
- Co do cholery może sprawić, że rzucasz w kąt coś co
kochasz i wracasz do domu jak zbity pies? Bo z całym szacunkiem, ale wyglądasz
jakby cię tramwaj przejechał…
Uśmiecham się krzywo. Zapewne ma dużo racji co do mojego
wyglądu, bo jeżeli choć w nikłym procencie odzwierciedla on moje uczucia, to
musi być naprawdę kiepsko.
- Miłość do niewłaściwej osoby – mówię cicho, mieszając
bezwiednie herbatę.
Kasia wyrzuca z siebie wiązankę przekleństw, które wieńczy
jedno imię.
- Klemens. Tak, zgadłam?
Kiwam głową.
Kasia wyrzuca z siebie jeszcze jedno przekleństwo i
energicznie miesza herbatę.
- Mówiłaś, że go lubisz… tak, mówiłaś mi to w grudniu. Potem
powiedziałaś mi, że lubisz go za bardzo, ale, że nad tym panujesz. W marcu
byłaś na etapie „to jest platoniczna miłość, przejdzie mi, nie martw się o
mnie”, a teraz mówisz mi TAKIE RZECZY?!
- Przeszłoby mi, gdyby Klemens choć trochę mi to ułatwił. Ale
od marca było wręcz przeciwnie. Tydzień temu stwierdziłam, że dłużej nie dam
rady i jeżeli nie oddalę się od niego to oboje popełnimy jakąś głupotę…
- On ma żonę – przypomniał mi Kasia ponuro. – I syna.
- Nie musisz mi o tym mówić – krzywię się. – Od pół roku
powtarzam to sobie jak mantrę milion razy dziennie. Klemens też. Nie
zadziałało.
- Czy wy…
Kręcę głową. Stąpaliśmy po bardzo cienkiej linii, ale nigdy
jej nie przekroczyliśmy. Choć często było blisko. Bardzo blisko.
- Wiesz, że on był gotów odejść? Bylebym tylko została w
sztabie? – mówię, a w oczach pojawiają mi się łzy. Kasia bez słowa sięga do
szafki i podaje mi chusteczki. – Dopadłam Kruczka i wcisnęłam mu wypowiedzenie,
zanim on zdążył wyciągnąć swoje.
- Chciał zrezygnować z kariery tylko dlatego, żebyś mogła
nadal robić to co kochasz?
Kiwam głową.
- Cholera, Alka… On cię naprawdę kocha – mówi zmartwiona
Kaś. – Ale coś poszło nie tak, bo nie wyglądasz na szczęśliwą.
- Wierz mi, że czuję się o wiele lepiej niż wtedy, gdy
zamartwiałam się, czy aby na pewno dam radę utrzymać dystans między nami. Nie
chcę by zdradzał żonę. A już na pewno nie ze mną. Nie takiego go pokochałam.
W milczeniu pijemy herbatę, przytulne do siebie na kanapie.
Brakowało mi jej przez te ostatnie miesiące. Strasznie brakowało. Brakowało mi
kogoś, kto powiedziałby mi, że robię dobrze, że nie miałam lepszego wyjścia.
- I co teraz zrobisz? – pyta w końcu Kasia.
- Muszę znaleźć pracę – mówię po prostu.
Pracę, która nie będzie miała najmniejszego związku ze
skokami narciarskimi.
Rozstania bolą. Przez rok Alicja nie tylko zdążyła się zakochać ale i zaprzyjaźnić. Wspólne przeżywanie radości i smutków musiało zbliżyć do siebie ekipę. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, niestety, nie ma lekko. Ciesze się że Ala ma rodzinę i przyjaciółkę, której może powiedzieć wszystko. Bliscy nie oceniają jej a dają wsparcie, ciepło. Masz szczęście, że ma takich ludzi przy sobie.
OdpowiedzUsuńNie lubię Klemensa, wpakował się w taką sytuacje i zadowolony. Marudzi, że tęskni, że boli go to rozstanie a po chwili tuli się do syna i małżonki. Masz bardzo pojemne serce Klemensie. Nie możesz kochać jednocześnie dwóch kobiet. Jeśli jesteś w stanie podczas głupiej rozmowy z Alicją zapomnieć o swojej rodzinie to coś jest z tobą nie tak. Odpuść sobie, jeśli ją kochasz daj jej odejść. No chyba, że chcesz poświęcić swoją rodzinę i zawalczyć o Alicję. Albo jedno albo drugie. Nie uznajemy półśrodków.
Wydaje mi się, że Alicja i Klemens przekroczyli jednak granice. Zdradzić można nie tylko typowym romansem. Zdanie "my tylko się całowaliśmy" nie uspokoi zdradzonej osoby. To nie chodzi o głupie całowanie, tu chodzi o przekroczenie granicy, wprowadzenie innej osoby w strefę, która jest przeznaczona tylko dla wybranej osoby.
Czas odciąć się od Klemensa. Czas znaleźć nową pracę.
No rodzinkę i przyjaciółkę Ala ma na sto dwa!
UsuńEh, dlaczego nikt nie lubi Klemensa? :( on jest... Skomplikowaną postacią. Alicja zresztą też.
Co do zdrady to osobiście muszę się zgodzić, ale jal wspomniałam - ta sytuacja jest zbyt subtelna i skomplikowana, by rozpatrywać ją tak po prostu.
Czekam na resztę wrażeń :)
Jak to nikt nie lubi Klimka? Ja go polubiłam. W sumie... Nawet nie wiem do końca czemu. Może po prostu lubię pogmatwane losy i uczuciaa bohaterów czytanej przeze mnie historii
UsuńJa mam do niego pewien sentyment. Zresztą nie mów hop, a nuż ktoś inny skradnie Twoje serce :)
UsuńStało się 😂
Usuń