11 lutego 2015

ROZDZIAŁ 2. „Tak bardzo ich ranię…”

[Alicja]
Kiedy wsiadam w samolot, nie jestem w stanie wyrzucić z pamięci ich twarzy. Ten zawód i niedowierzanie będą mi się śnić przez wiele miesięcy. Boli mnie wzrok Klemensa, który patrzył na mnie tak, jakby wierzył, że zdoła mnie jeszcze zatrzymać, zamknąć w objęciach i już nigdy nie puścić. Wcale mi nie ułatwił pożegnania.
A ja musiałam schować mój żal głęboko w sobie i udawać kawał lodu. Rzeczowy ton, która informacja i „przepraszam”, które jest jedynie pustym słowem. Tyle po roku pełnym radości, sukcesów i wspólnie spędzonych chwil. Więzi jakie się między nami wytworzyły zerwane momentalnie przez trzy krótkie zdania. Nawet zapewnienie „To nie było uzależnione od was” nic nie dało. Tak będzie lepiej, wmówiłam sobie i w takim przekonaniu próbowałam wytrwać aż do Polski.
W Balicach jak zwykle czeka na mnie tata. Obejmuje mnie na przywitanie, chowa walizkę do bagażnika, włącza radio i wyjeżdża na autostradę. Na pytania odpowiadam lakonicznie, więc szybko zauważa, że coś jest nie tak. Ścisza radio i patrzy na mnie wymownie.
- Patrz na drogę – upominam go, co skutkuje tylko przez krótką chwilę.
- Powiesz, co się stało?
- W domu – mówię i nawet nie mam siły szukać wymówek. Po prostu powiem im prawdę. Komuś muszę.
Dojeżdżamy do domu w milczeniu. Tata bierze moje walizki i wnosi po schodach – awaria windy. Ostatnio są coraz częstsze. Mama otwiera nam drzwi i natychmiast znikam w jej objęciach. Wdycham jej zapach, za którym tak tęskniłam.
- Kochanie, tak się stęskniłam…!
- Ja też cię kocham, mamo… - mruczę i ukradkiem ocieram łzę, która bez mojej zgody uciekła z kącika oka. Ostatnio bardzo ciężko jest mi utrzymać emocje na wodzy.
- Ale się zmieniłaś… nie widziałyśmy się od… od lipca! – wykrzykuje przyglądając mi się uważnie.
To prawda, całe LGP spędziłam poza domem. Kiedy nie byłam na zawodach to spędzałam czas w Zakopanem na treningach, sypiając kątem u kolegów z kadry.
Lub u kolegi, jak kto woli.
- Teraz będziecie się mogli mną nacieszyć – mówię gorzko. – Odeszłam ze sztabu.
Uśmiechy zamierają na twarzach moich rodziców i pojawia się na nich niedowierzanie.
- Ale… Ale przecież kochałaś tę pracę… - mówi niepewnie mama.
Kochałam… aż za bardzo. I to nie tylko pracę.
- Nadal kocham i bardzo żałuję, że odeszłam. Ale nie miałam wyboru…
- Ktoś ci postawił ultimatum…? – pyta tata, a po jego głosie słyszę że jest gotowy pójść i stłuc na kwaśne jabłko osobę, która jest powodem nieszczęścia jego małej córeczki. Gdyby to było takie proste…
- Tylko życie tato, tylko życie – wzdycham.
Siadamy przy stole, na którym magicznym sposobem pojawia się herbata. Tak, moja mama zawsze przygotowana. Perfekcyjna pani domu. Rodzice nic nie rozumieją, ale nie ciągną mnie za język, a ja jestem im za to wdzięczna. Sama muszę się zastanowić co tak właściwie mam im powiedzieć…
- Zakochałam się – mówię.
Rodzice spoglądają na siebie z lekkim niepokojem. W duszy uśmiecham się na myśl, że już tworzą w duszy najgorsze scenariusze.
- Czy to któryś z twoich kolegów…? – pyta ostrożnie tata.
Przymykam oczy i oplatam kubek rękami.
- Tak – podnoszę oczy na mamę i pytam z żałością, która nagromadziła się we mnie w ostatnim czasie. – Powiedzcie, co ja takiego zrobiłam, że zakochałam się ze wzajemnością w żonatym facecie…?

[Klemens]
Nie ma jej.
Nie ma jej od dwunastu godzin i czterdziestu jeden minut. Sekund nie liczę, bo wleką się niemiłosiernie. Dlaczego więc te trzy dni, które minęły od czasu jej rezygnacji minęły tak szybko…?
Dwanaście godzin i czterdzieści sześć minut mija dokładnie w momencie, w którym wjeżdżam na podjazd. Widzę jak w kuchennym oknie pojawia się głowa mojej żony z synem na rękach. Czterdzieści siedem minut. Wyłączam samochód, ale nie wysiadam z auta. Wiem, że muszę ogarnąć swoje myśli, wyrzucić z nich Alicję. Teraz jestem w domu. A w domu jest moja żona.
Żona, którą kocham.
Jest tam także mój dwuletni syn, który właśnie wypada przed dom i ślizgając się na jesiennych liściach dopada samochodu. Wysiadam ostrożnie i biorę go na ręce. Piszczy z radości gdy robię z nim „samolocik” raz i drugi i trzeci. Aga przygląda nam się w progu domu i śmieje się do nas radośnie. W końcu sadzam sobie Klimka na biodrze i podchodzę do żony.
- Dobrze, że już wróciłeś – staje na palcach, mimo dzielącego nas schodka i czule całuje. – Tęskniłam za tobą.
- Ja też za tobą tęskniłem, kochanie.
Co jest w tym wszystkim najgorsze? Że wcale nie kłamię. Tęskniłem za Agnieszką, bo ją kocham. Nasze małżeństwo nie jest dziełem przypadku. Ale mimo to, w każdej chwili jestem w stanie wsiąść w samochód i jechać do Alicji błagając ją by…
Właśnie. By co zrobiła…?

[Alicja]
Rodzice moje rewelacje przyjęli spokojnie. Nie obyło się bez łez i tony chusteczek higienicznych. Ale teraz biorę się w garść. Ostatecznie upewniłam się, że podjęłam najlepszą decyzję, jaką można było podjąć.
Jestem sama w mieszkaniu, przeglądam facebooka i szperam w internecie w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Nie mogę się ponownie uzależnić od rodziców. Muszę jak najszybciej znaleźć jakąś pracę.
Dzwoni dzwonek do drzwi, a gdy otwieram zostaję porwana w objęcia mojej najlepszej przyjaciółki.
- Alka, jesteś! Nareszcie…!
- Kaś, puść, bo mnie udusisz! – wołam ze śmiechem i zamykam za nią drzwi. – Co ty tu robisz?
- Spotkałam twoją mamę w sklepie, mówiła, że już przyjechałaś… Co tak szybko? Nie miałaś zostać jeszcze tydzień w Zakopcu i jechać z nimi na obóz…? – jak zwykle wypowiada milion słów na minutę, ale ja już się przyzwyczaiłam do tego słowotoku.
Tydzień w Zakopcu? Tuż obok Klemensa…? To byłby bardzo zły pomysł.
- Nagła zmiana planów – mówię. – Musiałam wrócić.
- Ech, to mam cię dla siebie do końca listopada, a potem znów w trasę…? – pyta, kiedy wchodzimy do kuchni, by zaparzyć herbatę.
- Nie wiem – odpowiadam, włączając czajnik. – Jeszcze nie wiem, co będę robić za miesiąc.
- Jak to co? – dziwi się Kasia. – Będziesz z polską kadrą na inauguracji sezonu w Niemczech. Tak jak w zeszłym roku…
- Nie będę – mówię cicho. – Odeszłam.
- CO ZROBIŁAŚ?! – Kasia jest tak zaskoczona, że upuszcza szklankę, którą właśnie wyciągała z szafki. Jakimś cudem ta nie rozpryskuje się w drobny mak, tylko toczy się dźwięcznie po blacie. Łapię ją nim spada na podłogę.
- Odeszłam. Zrezygnowałam. Już tam nie pracuję – mówię spokojnie.
- Czy tobie odbiło?! – szok już minął, więc teraz już na mnie regularnie wrzeszczy. – To była najlepsze rzecz jaka mogła ci się przydarzyć! Marzyłaś o tej pracy, cieszyłaś się jak głupia jak ją dostałaś! Poświęcałaś im każdą chwilę, a teraz tak po prostu odeszłaś…?!
- Nadal ja kocham. Nawet nie wiesz jak żałuję, że musiałam odejść. Ale nie miałam wyboru – zalewam herbatę i niosę ją do pokoju. Kasia podąża za mną wciąż wzburzona.
- Co do cholery może sprawić, że rzucasz w kąt coś co kochasz i wracasz do domu jak zbity pies? Bo z całym szacunkiem, ale wyglądasz jakby cię tramwaj przejechał…
Uśmiecham się krzywo. Zapewne ma dużo racji co do mojego wyglądu, bo jeżeli choć w nikłym procencie odzwierciedla on moje uczucia, to musi być naprawdę kiepsko.
- Miłość do niewłaściwej osoby – mówię cicho, mieszając bezwiednie herbatę.
Kasia wyrzuca z siebie wiązankę przekleństw, które wieńczy jedno imię.
- Klemens. Tak, zgadłam?
Kiwam głową.
Kasia wyrzuca z siebie jeszcze jedno przekleństwo i energicznie miesza herbatę.
- Mówiłaś, że go lubisz… tak, mówiłaś mi to w grudniu. Potem powiedziałaś mi, że lubisz go za bardzo, ale, że nad tym panujesz. W marcu byłaś na etapie „to jest platoniczna miłość, przejdzie mi, nie martw się o mnie”, a teraz mówisz mi TAKIE RZECZY?!
- Przeszłoby mi, gdyby Klemens choć trochę mi to ułatwił. Ale od marca było wręcz przeciwnie. Tydzień temu stwierdziłam, że dłużej nie dam rady i jeżeli nie oddalę się od niego to oboje popełnimy jakąś głupotę…
- On ma żonę – przypomniał mi Kasia ponuro. – I syna.
- Nie musisz mi o tym mówić – krzywię się. – Od pół roku powtarzam to sobie jak mantrę milion razy dziennie. Klemens też. Nie zadziałało.
- Czy wy…
Kręcę głową. Stąpaliśmy po bardzo cienkiej linii, ale nigdy jej nie przekroczyliśmy. Choć często było blisko. Bardzo blisko.
- Wiesz, że on był gotów odejść? Bylebym tylko została w sztabie? – mówię, a w oczach pojawiają mi się łzy. Kasia bez słowa sięga do szafki i podaje mi chusteczki. – Dopadłam Kruczka i wcisnęłam mu wypowiedzenie, zanim on zdążył wyciągnąć swoje.
- Chciał zrezygnować z kariery tylko dlatego, żebyś mogła nadal robić to co kochasz?
Kiwam głową.
- Cholera, Alka… On cię naprawdę kocha – mówi zmartwiona Kaś. – Ale coś poszło nie tak, bo nie wyglądasz na szczęśliwą.
- Wierz mi, że czuję się o wiele lepiej niż wtedy, gdy zamartwiałam się, czy aby na pewno dam radę utrzymać dystans między nami. Nie chcę by zdradzał żonę. A już na pewno nie ze mną. Nie takiego go pokochałam.
W milczeniu pijemy herbatę, przytulne do siebie na kanapie. Brakowało mi jej przez te ostatnie miesiące. Strasznie brakowało. Brakowało mi kogoś, kto powiedziałby mi, że robię dobrze, że nie miałam lepszego wyjścia.
- I co teraz zrobisz? – pyta w końcu Kasia.
- Muszę znaleźć pracę – mówię po prostu.
Pracę, która nie będzie miała najmniejszego związku ze skokami narciarskimi.

5 komentarzy:

  1. Rozstania bolą. Przez rok Alicja nie tylko zdążyła się zakochać ale i zaprzyjaźnić. Wspólne przeżywanie radości i smutków musiało zbliżyć do siebie ekipę. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów, niestety, nie ma lekko. Ciesze się że Ala ma rodzinę i przyjaciółkę, której może powiedzieć wszystko. Bliscy nie oceniają jej a dają wsparcie, ciepło. Masz szczęście, że ma takich ludzi przy sobie.
    Nie lubię Klemensa, wpakował się w taką sytuacje i zadowolony. Marudzi, że tęskni, że boli go to rozstanie a po chwili tuli się do syna i małżonki. Masz bardzo pojemne serce Klemensie. Nie możesz kochać jednocześnie dwóch kobiet. Jeśli jesteś w stanie podczas głupiej rozmowy z Alicją zapomnieć o swojej rodzinie to coś jest z tobą nie tak. Odpuść sobie, jeśli ją kochasz daj jej odejść. No chyba, że chcesz poświęcić swoją rodzinę i zawalczyć o Alicję. Albo jedno albo drugie. Nie uznajemy półśrodków.
    Wydaje mi się, że Alicja i Klemens przekroczyli jednak granice. Zdradzić można nie tylko typowym romansem. Zdanie "my tylko się całowaliśmy" nie uspokoi zdradzonej osoby. To nie chodzi o głupie całowanie, tu chodzi o przekroczenie granicy, wprowadzenie innej osoby w strefę, która jest przeznaczona tylko dla wybranej osoby.
    Czas odciąć się od Klemensa. Czas znaleźć nową pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rodzinkę i przyjaciółkę Ala ma na sto dwa!
      Eh, dlaczego nikt nie lubi Klemensa? :( on jest... Skomplikowaną postacią. Alicja zresztą też.
      Co do zdrady to osobiście muszę się zgodzić, ale jal wspomniałam - ta sytuacja jest zbyt subtelna i skomplikowana, by rozpatrywać ją tak po prostu.
      Czekam na resztę wrażeń :)

      Usuń
    2. Jak to nikt nie lubi Klimka? Ja go polubiłam. W sumie... Nawet nie wiem do końca czemu. Może po prostu lubię pogmatwane losy i uczuciaa bohaterów czytanej przeze mnie historii

      Usuń
    3. Ja mam do niego pewien sentyment. Zresztą nie mów hop, a nuż ktoś inny skradnie Twoje serce :)

      Usuń