mimo tylu szans straconych wciąż
masz jeszcze czas
póki wiara tli się w tobie wiesz
że wybór masz
choć nie wrócą dni stracone wciąż
masz jeszcze czas
- A
teraz zawodnik z numerem trzydziestym szóstym: Klemens Murańka! -
Głos spikera niesie się echem po skoczni, na której wybucha głośna
wrzawa.
Uśmiecham
się lekko pod nosem. Brakowało mi tej atmosfery, naprawdę. Przez
te wszystkie lata chyba nie dopuszczałam do siebie tej myśli,
dopiero teraz, będąc tutaj, boleśnie sobie uświadamiam tę
skrywaną w głębi duszy tęsknotę.
Tak
to jest, gdy porzuca się to, co się kocha.
I ludzi, których się kocha. W taki, czy inny sposób.
Mocniej zaciskam palce na barierce, gdy skoczek podchodzi do lądowania. Ten gest powstrzymuje mnie przed zaciśnięciem kciuków, jak to miałam w zwyczaju. Leci bardzo nisko nad zeskokiem, wyciągając z tego skoku jak najwięcej. Ta sama sylwetka, ten sam styl… Styl, który znam aż za dobrze.
Jakby nic, ale to zupełnie nic się zmieniło.
To zadziwiające, jak bardzo historia lubi zataczać koło.
Trybuny rozbrzmiewają oklaskami, gdy dotyka zeskoku w okolicach punktu HS i wykańcza skok zgrabnym telemarkiem. Nawet prawa narta krawędziuje mu tak samo, niesamowite.
Uważnie śledzę go wzrokiem, gdy idzie wzdłuż barierek bardzo z siebie zadowolony i przybija kibicom piątki. Ten błysk w ciemnych oczach jest mi tak znajomy, że z lekkim opóźnieniem zauważam, że podchodzi blisko mnie, a na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.
Za późno by uciec. Ale to przecież niemożliwe, by mnie rozpoznał. Przecież…
- Widziałeś to, tato?
- Tak, to był naprawdę świetny skok, synu. - Za moimi plecami rozbrzmiewa pełen dumy, tak dobrze znany mi głos.
Zamieram bojąc się odwrócić. Muszę wyglądać dziwacznie – skamieniała statua w środku rozentuzjazmowanego tłumu. Nie mogę się jednak ruszyć, jego obecność mnie paraliżuje.
Spodziewałam się go tutaj. Poniekąd ze względu na niego tutaj jestem. Ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak blisko, nie spodziewałam się, że nie dana mi będzie szansa, by się jeszcze rozmyślić.
Ale przecież nie mogę się rozmyślić. Przecież obiecałam. Dla mnie. Dla niego.
I dla niej.
Biorę głęboki oddech, postanawiając policzyć do trzech, by następnie się odwrócić. Nie jest mi to jednak dane.
- Długo masz zamiar jeszcze udawać, że mnie tutaj nie ma? - pyta cicho Klemens, dotykając ostrożnie mojego ramienia.
Obracam się powoli, a on uważnie lustruje mnie wzrokiem, jakby upewniając się, że to na pewno ja. Odwdzięczam mu się tym samym, uświadamiając sobie jak niepełny jego obraz miałam w pamięci. A może po prostu tak bardzo się zmienił?
Ale mimo kilku siwych włosów, cienia zarostu na twarzy i pierwszych zmarszczek w kącikach oczu, to nadal ten sam Klemens, którego znałam.
Którego przecież niegdyś kochałam.
- Zmieniłaś się – zauważa, gdy nic nie odpowiadam na jego słowa. Jego spojrzenie prześlizguje się po moich krótkich, zafarbowanych na ciemno włosach. Nie zauważa jednak tej jednej rzeczy, która zmieniła mnie najbardziej.
- A ty ani trochę – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Jeszcze trochę i będą brać cię z Klimkiem za bliźniaków – zażartowałam, a Klemens roześmiał się głośno.
Jak za starych, dobrych czasów. Zanim to wszystko się tak strasznie pokomplikowało.
Pierwsza seria konkursu dobiegła właśnie końca, a spiker zarządza przerwę. Muzyka rozbrzmiewa głośniej, dudniąc mi w piersi, kiedy Klemens przystaje obok mnie i z westchnieniem przenosi wzrok na skocznię.
- Co tutaj robisz, Ala? - pyta cicho. - Czemu pojawiłaś się nagle po tych wszystkich latach? - Zerka na mnie z ukosa.
Czy w jego głosie słyszę wyrzut? Może i tak.
- Dlaczego wróciłam? Z drugiego końca świata? Po ośmiu latach milczenia? - upewniam się, że rozmawiamy o tym samym, że jego pytanie nie ma żadnego drugiego dna. - Po prostu obiecałam to komuś. Obiecałam, że wrócę i naprawię to, co jest możliwe do naprawienia.
- Udało ci się już coś naprawić? - zapytał cicho. Sądząc po tym, jak cicho, domyśliłam się, co konkretnie ma na myśli.
- Nie, nie rozmawiałam jeszcze z Peterem. - Pokręciłam głową. - Musiałabym wówczas porozmawiać też z Kasią, a na to… na to jeszcze chyba nie jestem gotowa – westchnęłam.
Nie byłam na jej ślubie z Cene, nie zostałam chrzestną matką ich pierwszego dziecka. Ani drugiego. Wątpię, by wysyłane przeze mnie regularnie lakoniczne pocztówki były w stanie jej to zrekompensować i choć trochę złagodzić jej gniew.
Wbrew pozorom to tej rozmowy obawiam się najbardziej. To ta relacja wydaje mi się najtrudniejsza do odbudowania. Do naprawienia.
A może wręcz do zbudowania na nowo.
- To nie ona kazała ci wrócić? - zdziwił się Klemens, spoglądając na mnie z zaskoczeniem.
- Nie – odpowiadam krótko. Wiem, że zaraz zapyta, więc wskazuję brodą Klimka, wsiadającego właśnie na wyciąg. - W pierwszej chwili was pomyliłam, wiesz?
- Wiem. Stara się jak może, by przyćmić swojego staruszka. - Klemens uśmiecha się lekko pod nosem obserwując znikającą w górze sylwetkę syna. Wiem, że zaraz zapyta, ale Nowy Jork to nadal bolesny dla mnie temat. Ciężko mi o nim rozmawiać. Zwłaszcza z Klemensem.
Dlatego też pytam od razu, nim on zdąża zapytać mnie:
- Miałeś okazję z nim skakać?
- Nie. Nie wróciłem już do skoków – mówi spokojnie, jednak jego spojrzenie wbite jest w zeskok skoczni, gdzie właśnie jeden ze skoczków zalicza niegroźny upadek. Obserwujemy wspólnie, jak podnosi się z igelitu i o własnych siłach schodzi ze skoczni. - Myślałem, że wiesz – dodaje, gdy dostrzega zaskoczenie na mojej twarzy.
- Przykro mi – odpowiadam, kręcąc głową. - Nie żałujesz tego czasami? - pytam cicho.
- Może czasem. Ale rzadko. - Mówiąc te słowa ponownie wpatruje się w skocznię, bo na belce zasiada Klimek. Poprawia gogle, odpycha się od belki i chwilę później oddaje wspaniały skok, który tylko umacnia jego pozycję. - A ty, Ala? Żałowałaś? - pyta Klemens, przenosząc na mnie wzrok, gdy tylko jego syn znika z areny skoczni.
- To zależy, o co pytasz – odpowiedziałam po chwili wahania. - Nie żałowałam, że wyjechałam. To była dobra decyzja, pozwoliła mi na nowo ułożyć sobie życie, dała mi… szczęście. W najpiękniejszej postaci. - Nie umiem powstrzymać uśmiechu, który wypływa na moją twarz. Moje małe szczęście. - Ale żałuję bardzo sposobu, w jaki odeszłam. Żałuję, że nie pożegnałam się z Kasią. Ani z tobą. Żałuję, że moi rodzice tak bardzo się o mnie martwili, przez cały ten czas. I żałuję, że nie potrafiłam dobrze wyjaśnić Peterowi tego, co się stało – westchnęłam.
- Nie musisz się o niego martwić – zapewnia mnie Klemens, łagodnie nakrywając swoją dłonią moją dłoń, mocno zaciśniętą na barierce. - Dobrze sobie poradził z tą sytuacją, mam wrażenie. W następnym sezonie wygrał wszystko, co miał do wygrania. Brakło mu tylko tego złotego medalu, ale stwierdził, że nie da rady skakać przez kolejne cztery lata – informuje mnie, jakby chcąc uspokoić moje sumienie.
Najwyraźniej, Peter zrobił to samo, co w przypadku Katji – przekuł cały swój żal i ból na wyniki sportowe. Tym razem jednak, gdy wyzbył się złych emocji i zabrakło mu energii odszedł z godnością, bo nie było przy nim nikogo, kto pomógłby mu poskładać się ponownie w całość.
- Teraz trenuje dzieciaki i wychodzi mu to fantastycznie – kontynuuje Klemens. - Większość presji przeszła na Cene, ale twoja przyjaciółka pilnuje, by go to nie przytłoczyło. Jest dla nich prawdziwym wsparciem.
- Cała Kasia – wdycham nieco melancholijnie. Tym razem to ja przenoszę wzrok na skocznię, by uniknąć jego spojrzenia.
Uśmiecham się lekko na te słowa. Cieszę się, że moje odejście nie wywołało tak wiele zła, jak myślałam. Osoby, które tutaj zostawiłam okazały się silniejsze, niż przewidywałam. Czy jednak to wystarczy, by mi wybaczyli?
Ale muszę spróbować. Przecież obiecałam. Zresztą... teraz nie chodzi już tylko o mnie. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, relacji do odbudowania. A potem zdecyduję czy zostanę.
Czy też jednak wrócę do domu.
Widzę, jak Klemens obserwuje moją twarz, gdy zerkam na niego kątem oka, próbując zapamiętać każdy szczegół jego wyglądu, uzupełniając wyryty w mojej pamięci obraz o nowe, nieznane mi dotąd szczegóły. Portret, który zabiorę ze sobą bez względu na to, co postanowię. Każde z nas ma teraz swoje własne życie, do którego wrócimy. Rozejdziemy się, tak jak czyniliśmy to już nie raz. Tym razem jednak nic nie będzie już ciągnęło mnie z powrotem. Pogodziłam się ze wszystkimi i ze wszystkim. A zwłaszcza z samą sobą.
Konkurs już dawno dobiegł końca, a trybuny opustoszały. Jesteśmy tu sami, może prócz ekipy technicznej, która zwija kable i rozbiera rusztowania. Nie mam dokąd uciec, przed pytaniami, które krążą pomiędzy nami. Niezadane, ale rozpaczliwie domagające się odpowiedzi.
- Tęskniłem za tobą, Ala. - Słowa, które padają zamiast nich, zaskakują mnie. - Bardzo – dodaje cicho Klemens, ostrożnie ścierając z mojego policzka łzę, która wbrew mojej woli wymknęła się z kącika mojego oka na myśl o Kasi. To jej chyba brakowało mi jednak najbardziej.
Nic nie mówię, gdy szuka czegoś w moich oczach, sama dobrze nie wiem, czego. Może zrozumienia. Odpowiedzi. Nasz ukradziony losowi czas powoli dobiega końca. Ucieka mi między palcami, podczas gdy jest jeszcze tak wiele rzeczy, które muszę mu powiedzieć, wyjaśnić.
W końcu obiecałam, że to zrobię. A tej obietnicy złamać nie mogę.
Ale i Klemens ma najwyraźniej mi coś do powiedzenia.
- Zabrakło mnie przy tobie wtedy, gdy cię najbardziej potrzebowałem – mówi bez wyrzutu w głosie, gdy już otwieram usta, by wyznać mu to, po co tutaj przyjechałam. Między innymi. - Gdy odeszłaś, rehabilitacja szła mi jak krew z nosa. Powrót do formy wydawał mi się nierealny, szybko więc zrezygnowałem z marzeń o powrocie na skocznię. Chyba po prostu się poddałem. Nie innego w końcu mi nie zostało, kiedy zostałem całkiem sam.
- Sam? - powtarzam jak echo, a coś w jego głosie przykuwa moją uwagę. Przenoszę na niego spojrzenie, a on uśmiecha się smutno.
- Nie wiedziałaś? - pyta z kpiącym uśmiechem. - Fakt, byłaś na drugim końcu świata, mogła nie dotrzeć do ciebie wieść, że Agnieszka odeszła jakieś dwa lata po wypadku. Zostawiła mnie bez słowa wyjaśnienia, bo ciężko potraktować kartkę ze słowami "Pomyliłam się, przepraszam" za jakiekolwiek wyjaśnienie - dodaje gorzko.
Pomyliłam się, przepraszam.
Pomyliłam się.
Zagryzam wargę i zmuszam się, by spojrzeć Klemensowi w oczy.
- Ten list nie był skierowany do ciebie – powiedziałam cicho. - On był skierowany do mnie.
- Do ciebie…?
- Do mnie - powtarzam.
Nie udało jej się naprawić tego związku. Jej wysiłki poszły na marne. Czy odchodząc próbowała uwolnić jego, czy siebie? A może obojgu sprezentowała nowy początek?
Jedno spojrzenie na twarzy Klemensa uświadamia mi, że nie muszę mu nic więcej wyjaśniać. On wie. Tak, jak zawsze, zna mnie lepiej, niż znam samą siebie. Nie utracił umiejętności czytania ze mnie jak z książki.
Mimo to, nie wie wszystkiego.
- Gdzie byłaś przez te wszystkie lata?
A zatem zaczęły się i pytania. Ciekawe, jak wiele czasu minie, nim będę musiała przejść do sedna. Być może dobrze, że pyta. Boję się, że mogłabym nie odnaleźć w sobie odwagi.
- Tak, jak powiedziałeś, na końcu świata. - Uśmiecham się smutno. - Dużo podróżowałam, ale ostatnie lata spędziłam w Nowym Jorku.
- Co tam robiłaś? - pyta z zaciekawieniem. Przygryzam wargę, szukając dobrego określenia.
- Żyłam. Żyłam, jak chyba nigdy wcześniej, Klemens – odpowiadam po prostu, bo nie wiem, jak inaczej nazwać ostatnie cztery lata.
- Taki był plan, kiedy odchodziłaś? Dlatego wtedy odeszłaś? By żyć lepiej, niż dotychczas? - pyta, delikatnie dotykając mojego ramienia. Dobrze wie, że nie tak brzmi odpowiedź.
Jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Mam ochotę wtulić się w niego, znów poczuć jego obecność, jak dawniej. Bo co teraz nas dzieli? Co nas dzieli prócz tych ośmiu lat rozłąki, ośmiu lat różnorakich doświadczeń? Prócz tych licznych chwil pełnych poczucia winy?
Teraz? Teraz już chyba nic.
Mimo to... Mam coś jeszcze do zrobienia.
A to, co było już nie wróci. Nie ma sensu do tego wracać, najwyraźniej nie byliśmy sobie pisani. Mimo iż kiedyś tak nam się wydawało. Mimo iż kiedyś wszystko na to wskazywało.
- Dlaczego odeszłaś? - Naciska Klemens, a ja cofam dłoń, która bez udziału mojej woli wysunęła się w jego kierunku.
- Przecież wiesz - odpowiadam niechętnie, odwracając wzrok. Odwracam wzrok, bo nie chcę by dostrzegł w niej prawdę, którą wciąż lubię przed sobą ukrywać. Choć wiele się zmieniło, to jedno nie.
Łagodnym gestem odwraca moją twarz w swoją stronę i spogląda mi prosto w oczy.
- Alicja. Ty nadal mnie kochasz, prawda? - Klemens wyręcza mnie w tym wyznaniu. A raczej w jego części, bo to wszystko przecież nie jest takie proste. Nigdy nie było.
- Wiele się zmieniło, Klemens - odpowiadam wymijająco, odsuwając jego dłoń, a on dostrzega ten jeden, niewielki szczegół.
- Obrączka - stwierdza krótko, robiąc krok do tyłu. - Przepraszam, nie wiedziałem...
Tkwi we mnie pokusa, by nie wyprowadzać go z błędu, tak byłoby łatwiej. Ale obiecałam przecież, że wyjaśnię wszystko, od początku do końca. Każdemu z nich. Wszyscy zasługują na prawdę. I przeprosiny.
"Zasługujesz na szansę, by mogli ci wybaczyć".
- Osiem lat to dużo czasu, Klemens - mówię, dotykając obrączki. Jej chłodny dotyk ponownie przywołuje wspomnienia. - Pytałeś dlaczego wróciłam. Powodów jest kilka, złożona przeze mnie obietnica to jeden z nich. Ale tak naprawdę przyjechałam, bo moja córka jest już na tyle duża, że mogła dobrze znieść podróż samolotem i w końcu poznać swoich dziadków - odpowiadam, a ma mojej twarzy pojawia się pogodny uśmiech, którego nie jestem w stanie powstrzymać. - Była chyba jedynym powodem, dla którego moja mam nie zamordowała mnie na samym progu za to, że się nie odzywałam – dodaję, udając, że nie widzę zaskoczenia na jego twarzy.
- Masz córkę - mówi oszołomiony Klemens. - I męża.
- Miałam - poprawiam go ze smutnym uśmiechem. - Zmarł jeszcze przed narodzinami Diany - wyjaśniam i powstrzymuję go, nim zdąża powiedzieć cokolwiek więcej. - W porządku. Tak miało być. I byłam na to przygotowana.
- To on kazał ci tutaj przyjechać - domyśla się, a ja kiwam krótko głową. Zdążyłam zapomnieć, jak dobrze mnie rozumie. Jak niemal czyta mi w myślach. Że po prostu jest moją bratnią duszą. - Kazał ci się pogodzić z Kasią, rodzicami, Peterem i... ze mną.
Raz jeszcze kiwam głową, mimowolnie bawiąc się obrączką. Jesteśmy już całkiem sami na opustoszałej już skoczni, a dookoła nas powoli zapada zmrok. A mimo tej pustki, stoimy tak blisko siebie, że niemal czuję miarowe bicie serca Klemensa.
- Opowiedz mi - prosi, opierając mi dłonie na ramionach; tym gestem jednocześnie trzyma mnie na dystans, jak i wzbudza tęsknotę za jego dotykiem. Jego słowa obudziły coś w mojej duszy, ale nie jestem już tą samą osobą, co kiedyś. Klemens to przeszłość. - Opowiedz mi o nim. O Dianie. Opowiedz mi o wszystkim, Ala. Mamy czas.
Chciałabym. Naprawdę bym chciała. Nie tylko mu o tym opowiedzieć, ale też chciałabym, by ponownie był moim przyjacielem. Chciałabym go odzyskać. Jedyne, czego pragnę w tej chwili bardziej, to odzyskać także Kasię. Ale nie jestem pewna, czy to w ogóle realne, by mi wybaczyła.
- Nie, Klemens. - Kręcę głową. - Muszę jechać. Diana na mnie czeka. Rodzice na mnie czekają, choć myślę, że są zbyt zajęci zabawianiem wnuczki. - Uśmiecham się lekko, nim ponownie poważnieję. - A muszę znaleźć w sobie jeszcze siłę na rozmowę z Kasią i Peterem. A potem muszę zdecydować, czy zostanę tutaj na dłużej, czy wrócę do Ameryki.
- Do Ameryki? Po co?
- W Nowym Jorku w końcu udało mi się odnaleźć siebie – wyjaśniłam mu łagodnie. - Nie było łatwo, ale w końcu było normalnie, przynajmniej jak na mnie. Tam urodziła się Diana, ma więc amerykańskie obywatelstwo. Jeżeli ma szansę tam dorastać, to nie chcę jej tego zabierać. Jest moją małą księżniczką, chcę dla niej jak najlepiej – wyjaśniam, uśmiechając się, gdy uświadamiam sobie tę dyskretną grę słów.
- Amerykański sen – wzdycha Klemens. - Ale co z twoimi rodzicami? Kasią? Peterem… Mną? - dodaje cicho na samym końcu.
- Przyjechałam do Polski z dwóch powodów, Klemens – odpowiadam. - Chciałam, by Diana poznała swoich dziadków, a jednocześnie potrzebowałam jej do przełamania lodów przed rozmową z rodzicami. Drugim powodem byłeś ty. - Spoglądam na niego spod rzęs. - Obiecałam, że wrócę i powiem ci, że nigdy nie przestałam cię kochać. I zawsze w jakiś sposób będę. Ale czasem nie dostajemy wystarczająco dużo czasu z ludźmi, których kochamy. My nasz czas próbowaliśmy ukraść i spotkała nas za to kara. Zbyt wielu ludzi musiało zapłacić cenę za ten czas, bym uwierzyła, że istniała dla nas jakakolwiek przeszłość, przyszłość czy też teraźniejszość.
- Nawet teraz? - zapytał cicho Klemens. - Czy jest coś, co stoi nam teraz na przeszkodzie?
- Teraz jesteśmy na to zbyt mądrzy, Klemens. Dobrze o tym wiesz. - Pokręciłam głową.
- A Prevc? Jemu też powiesz, że nie byliście sobie przeznaczeni? - W głosie Klemensa pojawia się z trudem skrywany smutek. - Spróbujecie raz jeszcze? Wiesz, że dobrze wam życzyłem.
- Wiem. - Ściskam lekko jego ramię. - Ale on już przeżył swoją wielką miłość i to nie ja nią byłam. Po prostu trafiliśmy na siebie w nieodpowiednim momencie. Tak samo jak i my – westchnęłam. - Mam czas na zastanowienie. Nie pojadę do Słowenii, dopóki nie wymyślę, co mu powiedzieć. A raczej jak. Jemu i Kasi.
- A potem?
- A potem będę musiała się zastanowić, gdzie tak naprawdę jest mój dom – odpowiadam cicho. - Będę musiała podjąć decyzję: czy odejść, czy zostać.
- Ala – mówi łagodnie Klemens, ponownie łapiąc mnie za ramiona w pokrzepiającym geście. Unoszę wzrok, by móc patrzeć mu prosto w oczy. - Przecież wiesz, że nie musisz wybierać. Przecież wiesz, że jest tylko jedna możliwa opcja.
- Dlaczego miałabym zostać? - pytam szeptem, czując jak głos zaczyna mi drżeć, a łzy napływają do gardła.
- Bo twoi rodzice muszą mieć czas nacieszyć się swoją wnuczką. Bo mieszkając tutaj, łatwiej odbudujesz relację z Kasią. Bo tutaj jest twój dom. I twój przyjaciel. - Bierze moją twarz w dłonie, tak, że w jego oczach widzę dokładnie swoje odbicie. - Bo tym razem nie pozwolę ci tak po prostu odejść.
Jego słowa uświadamiają mi, że choć nadal nie wiem kim teraz dla mnie jest Klemens, wiem, że teraz naprawdę wróciłam. Wróciłam do domu, na dobre.
I nie mam zamiaru już nigdzie odchodzić.
___________
No i to by było na tyle. Nie uciekajcie jeszcze, chciałabym Wam jeszcze podziękować, ale tego, co chcę Wam powiedzieć, jest tak dużo, że potrzebuję na to dłuższej chwili i osobnej notki.
Takie półotwarte to zakończenie, prawda?
I ludzi, których się kocha. W taki, czy inny sposób.
Mocniej zaciskam palce na barierce, gdy skoczek podchodzi do lądowania. Ten gest powstrzymuje mnie przed zaciśnięciem kciuków, jak to miałam w zwyczaju. Leci bardzo nisko nad zeskokiem, wyciągając z tego skoku jak najwięcej. Ta sama sylwetka, ten sam styl… Styl, który znam aż za dobrze.
Jakby nic, ale to zupełnie nic się zmieniło.
To zadziwiające, jak bardzo historia lubi zataczać koło.
Trybuny rozbrzmiewają oklaskami, gdy dotyka zeskoku w okolicach punktu HS i wykańcza skok zgrabnym telemarkiem. Nawet prawa narta krawędziuje mu tak samo, niesamowite.
Uważnie śledzę go wzrokiem, gdy idzie wzdłuż barierek bardzo z siebie zadowolony i przybija kibicom piątki. Ten błysk w ciemnych oczach jest mi tak znajomy, że z lekkim opóźnieniem zauważam, że podchodzi blisko mnie, a na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.
Za późno by uciec. Ale to przecież niemożliwe, by mnie rozpoznał. Przecież…
- Widziałeś to, tato?
- Tak, to był naprawdę świetny skok, synu. - Za moimi plecami rozbrzmiewa pełen dumy, tak dobrze znany mi głos.
Zamieram bojąc się odwrócić. Muszę wyglądać dziwacznie – skamieniała statua w środku rozentuzjazmowanego tłumu. Nie mogę się jednak ruszyć, jego obecność mnie paraliżuje.
Spodziewałam się go tutaj. Poniekąd ze względu na niego tutaj jestem. Ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak blisko, nie spodziewałam się, że nie dana mi będzie szansa, by się jeszcze rozmyślić.
Ale przecież nie mogę się rozmyślić. Przecież obiecałam. Dla mnie. Dla niego.
I dla niej.
Biorę głęboki oddech, postanawiając policzyć do trzech, by następnie się odwrócić. Nie jest mi to jednak dane.
- Długo masz zamiar jeszcze udawać, że mnie tutaj nie ma? - pyta cicho Klemens, dotykając ostrożnie mojego ramienia.
Obracam się powoli, a on uważnie lustruje mnie wzrokiem, jakby upewniając się, że to na pewno ja. Odwdzięczam mu się tym samym, uświadamiając sobie jak niepełny jego obraz miałam w pamięci. A może po prostu tak bardzo się zmienił?
Ale mimo kilku siwych włosów, cienia zarostu na twarzy i pierwszych zmarszczek w kącikach oczu, to nadal ten sam Klemens, którego znałam.
Którego przecież niegdyś kochałam.
- Zmieniłaś się – zauważa, gdy nic nie odpowiadam na jego słowa. Jego spojrzenie prześlizguje się po moich krótkich, zafarbowanych na ciemno włosach. Nie zauważa jednak tej jednej rzeczy, która zmieniła mnie najbardziej.
- A ty ani trochę – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. - Jeszcze trochę i będą brać cię z Klimkiem za bliźniaków – zażartowałam, a Klemens roześmiał się głośno.
Jak za starych, dobrych czasów. Zanim to wszystko się tak strasznie pokomplikowało.
Pierwsza seria konkursu dobiegła właśnie końca, a spiker zarządza przerwę. Muzyka rozbrzmiewa głośniej, dudniąc mi w piersi, kiedy Klemens przystaje obok mnie i z westchnieniem przenosi wzrok na skocznię.
- Co tutaj robisz, Ala? - pyta cicho. - Czemu pojawiłaś się nagle po tych wszystkich latach? - Zerka na mnie z ukosa.
Czy w jego głosie słyszę wyrzut? Może i tak.
- Dlaczego wróciłam? Z drugiego końca świata? Po ośmiu latach milczenia? - upewniam się, że rozmawiamy o tym samym, że jego pytanie nie ma żadnego drugiego dna. - Po prostu obiecałam to komuś. Obiecałam, że wrócę i naprawię to, co jest możliwe do naprawienia.
- Udało ci się już coś naprawić? - zapytał cicho. Sądząc po tym, jak cicho, domyśliłam się, co konkretnie ma na myśli.
- Nie, nie rozmawiałam jeszcze z Peterem. - Pokręciłam głową. - Musiałabym wówczas porozmawiać też z Kasią, a na to… na to jeszcze chyba nie jestem gotowa – westchnęłam.
Nie byłam na jej ślubie z Cene, nie zostałam chrzestną matką ich pierwszego dziecka. Ani drugiego. Wątpię, by wysyłane przeze mnie regularnie lakoniczne pocztówki były w stanie jej to zrekompensować i choć trochę złagodzić jej gniew.
Wbrew pozorom to tej rozmowy obawiam się najbardziej. To ta relacja wydaje mi się najtrudniejsza do odbudowania. Do naprawienia.
A może wręcz do zbudowania na nowo.
- To nie ona kazała ci wrócić? - zdziwił się Klemens, spoglądając na mnie z zaskoczeniem.
- Nie – odpowiadam krótko. Wiem, że zaraz zapyta, więc wskazuję brodą Klimka, wsiadającego właśnie na wyciąg. - W pierwszej chwili was pomyliłam, wiesz?
- Wiem. Stara się jak może, by przyćmić swojego staruszka. - Klemens uśmiecha się lekko pod nosem obserwując znikającą w górze sylwetkę syna. Wiem, że zaraz zapyta, ale Nowy Jork to nadal bolesny dla mnie temat. Ciężko mi o nim rozmawiać. Zwłaszcza z Klemensem.
Dlatego też pytam od razu, nim on zdąża zapytać mnie:
- Miałeś okazję z nim skakać?
- Nie. Nie wróciłem już do skoków – mówi spokojnie, jednak jego spojrzenie wbite jest w zeskok skoczni, gdzie właśnie jeden ze skoczków zalicza niegroźny upadek. Obserwujemy wspólnie, jak podnosi się z igelitu i o własnych siłach schodzi ze skoczni. - Myślałem, że wiesz – dodaje, gdy dostrzega zaskoczenie na mojej twarzy.
- Przykro mi – odpowiadam, kręcąc głową. - Nie żałujesz tego czasami? - pytam cicho.
- Może czasem. Ale rzadko. - Mówiąc te słowa ponownie wpatruje się w skocznię, bo na belce zasiada Klimek. Poprawia gogle, odpycha się od belki i chwilę później oddaje wspaniały skok, który tylko umacnia jego pozycję. - A ty, Ala? Żałowałaś? - pyta Klemens, przenosząc na mnie wzrok, gdy tylko jego syn znika z areny skoczni.
- To zależy, o co pytasz – odpowiedziałam po chwili wahania. - Nie żałowałam, że wyjechałam. To była dobra decyzja, pozwoliła mi na nowo ułożyć sobie życie, dała mi… szczęście. W najpiękniejszej postaci. - Nie umiem powstrzymać uśmiechu, który wypływa na moją twarz. Moje małe szczęście. - Ale żałuję bardzo sposobu, w jaki odeszłam. Żałuję, że nie pożegnałam się z Kasią. Ani z tobą. Żałuję, że moi rodzice tak bardzo się o mnie martwili, przez cały ten czas. I żałuję, że nie potrafiłam dobrze wyjaśnić Peterowi tego, co się stało – westchnęłam.
- Nie musisz się o niego martwić – zapewnia mnie Klemens, łagodnie nakrywając swoją dłonią moją dłoń, mocno zaciśniętą na barierce. - Dobrze sobie poradził z tą sytuacją, mam wrażenie. W następnym sezonie wygrał wszystko, co miał do wygrania. Brakło mu tylko tego złotego medalu, ale stwierdził, że nie da rady skakać przez kolejne cztery lata – informuje mnie, jakby chcąc uspokoić moje sumienie.
Najwyraźniej, Peter zrobił to samo, co w przypadku Katji – przekuł cały swój żal i ból na wyniki sportowe. Tym razem jednak, gdy wyzbył się złych emocji i zabrakło mu energii odszedł z godnością, bo nie było przy nim nikogo, kto pomógłby mu poskładać się ponownie w całość.
- Teraz trenuje dzieciaki i wychodzi mu to fantastycznie – kontynuuje Klemens. - Większość presji przeszła na Cene, ale twoja przyjaciółka pilnuje, by go to nie przytłoczyło. Jest dla nich prawdziwym wsparciem.
- Cała Kasia – wdycham nieco melancholijnie. Tym razem to ja przenoszę wzrok na skocznię, by uniknąć jego spojrzenia.
Uśmiecham się lekko na te słowa. Cieszę się, że moje odejście nie wywołało tak wiele zła, jak myślałam. Osoby, które tutaj zostawiłam okazały się silniejsze, niż przewidywałam. Czy jednak to wystarczy, by mi wybaczyli?
Ale muszę spróbować. Przecież obiecałam. Zresztą... teraz nie chodzi już tylko o mnie. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia, relacji do odbudowania. A potem zdecyduję czy zostanę.
Czy też jednak wrócę do domu.
Widzę, jak Klemens obserwuje moją twarz, gdy zerkam na niego kątem oka, próbując zapamiętać każdy szczegół jego wyglądu, uzupełniając wyryty w mojej pamięci obraz o nowe, nieznane mi dotąd szczegóły. Portret, który zabiorę ze sobą bez względu na to, co postanowię. Każde z nas ma teraz swoje własne życie, do którego wrócimy. Rozejdziemy się, tak jak czyniliśmy to już nie raz. Tym razem jednak nic nie będzie już ciągnęło mnie z powrotem. Pogodziłam się ze wszystkimi i ze wszystkim. A zwłaszcza z samą sobą.
Konkurs już dawno dobiegł końca, a trybuny opustoszały. Jesteśmy tu sami, może prócz ekipy technicznej, która zwija kable i rozbiera rusztowania. Nie mam dokąd uciec, przed pytaniami, które krążą pomiędzy nami. Niezadane, ale rozpaczliwie domagające się odpowiedzi.
- Tęskniłem za tobą, Ala. - Słowa, które padają zamiast nich, zaskakują mnie. - Bardzo – dodaje cicho Klemens, ostrożnie ścierając z mojego policzka łzę, która wbrew mojej woli wymknęła się z kącika mojego oka na myśl o Kasi. To jej chyba brakowało mi jednak najbardziej.
Nic nie mówię, gdy szuka czegoś w moich oczach, sama dobrze nie wiem, czego. Może zrozumienia. Odpowiedzi. Nasz ukradziony losowi czas powoli dobiega końca. Ucieka mi między palcami, podczas gdy jest jeszcze tak wiele rzeczy, które muszę mu powiedzieć, wyjaśnić.
W końcu obiecałam, że to zrobię. A tej obietnicy złamać nie mogę.
Ale i Klemens ma najwyraźniej mi coś do powiedzenia.
- Zabrakło mnie przy tobie wtedy, gdy cię najbardziej potrzebowałem – mówi bez wyrzutu w głosie, gdy już otwieram usta, by wyznać mu to, po co tutaj przyjechałam. Między innymi. - Gdy odeszłaś, rehabilitacja szła mi jak krew z nosa. Powrót do formy wydawał mi się nierealny, szybko więc zrezygnowałem z marzeń o powrocie na skocznię. Chyba po prostu się poddałem. Nie innego w końcu mi nie zostało, kiedy zostałem całkiem sam.
- Sam? - powtarzam jak echo, a coś w jego głosie przykuwa moją uwagę. Przenoszę na niego spojrzenie, a on uśmiecha się smutno.
- Nie wiedziałaś? - pyta z kpiącym uśmiechem. - Fakt, byłaś na drugim końcu świata, mogła nie dotrzeć do ciebie wieść, że Agnieszka odeszła jakieś dwa lata po wypadku. Zostawiła mnie bez słowa wyjaśnienia, bo ciężko potraktować kartkę ze słowami "Pomyliłam się, przepraszam" za jakiekolwiek wyjaśnienie - dodaje gorzko.
Pomyliłam się, przepraszam.
Pomyliłam się.
Zagryzam wargę i zmuszam się, by spojrzeć Klemensowi w oczy.
- Ten list nie był skierowany do ciebie – powiedziałam cicho. - On był skierowany do mnie.
- Do ciebie…?
- Do mnie - powtarzam.
Nie udało jej się naprawić tego związku. Jej wysiłki poszły na marne. Czy odchodząc próbowała uwolnić jego, czy siebie? A może obojgu sprezentowała nowy początek?
Jedno spojrzenie na twarzy Klemensa uświadamia mi, że nie muszę mu nic więcej wyjaśniać. On wie. Tak, jak zawsze, zna mnie lepiej, niż znam samą siebie. Nie utracił umiejętności czytania ze mnie jak z książki.
Mimo to, nie wie wszystkiego.
- Gdzie byłaś przez te wszystkie lata?
A zatem zaczęły się i pytania. Ciekawe, jak wiele czasu minie, nim będę musiała przejść do sedna. Być może dobrze, że pyta. Boję się, że mogłabym nie odnaleźć w sobie odwagi.
- Tak, jak powiedziałeś, na końcu świata. - Uśmiecham się smutno. - Dużo podróżowałam, ale ostatnie lata spędziłam w Nowym Jorku.
- Co tam robiłaś? - pyta z zaciekawieniem. Przygryzam wargę, szukając dobrego określenia.
- Żyłam. Żyłam, jak chyba nigdy wcześniej, Klemens – odpowiadam po prostu, bo nie wiem, jak inaczej nazwać ostatnie cztery lata.
- Taki był plan, kiedy odchodziłaś? Dlatego wtedy odeszłaś? By żyć lepiej, niż dotychczas? - pyta, delikatnie dotykając mojego ramienia. Dobrze wie, że nie tak brzmi odpowiedź.
Jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Mam ochotę wtulić się w niego, znów poczuć jego obecność, jak dawniej. Bo co teraz nas dzieli? Co nas dzieli prócz tych ośmiu lat rozłąki, ośmiu lat różnorakich doświadczeń? Prócz tych licznych chwil pełnych poczucia winy?
Teraz? Teraz już chyba nic.
Mimo to... Mam coś jeszcze do zrobienia.
A to, co było już nie wróci. Nie ma sensu do tego wracać, najwyraźniej nie byliśmy sobie pisani. Mimo iż kiedyś tak nam się wydawało. Mimo iż kiedyś wszystko na to wskazywało.
- Dlaczego odeszłaś? - Naciska Klemens, a ja cofam dłoń, która bez udziału mojej woli wysunęła się w jego kierunku.
- Przecież wiesz - odpowiadam niechętnie, odwracając wzrok. Odwracam wzrok, bo nie chcę by dostrzegł w niej prawdę, którą wciąż lubię przed sobą ukrywać. Choć wiele się zmieniło, to jedno nie.
Łagodnym gestem odwraca moją twarz w swoją stronę i spogląda mi prosto w oczy.
- Alicja. Ty nadal mnie kochasz, prawda? - Klemens wyręcza mnie w tym wyznaniu. A raczej w jego części, bo to wszystko przecież nie jest takie proste. Nigdy nie było.
- Wiele się zmieniło, Klemens - odpowiadam wymijająco, odsuwając jego dłoń, a on dostrzega ten jeden, niewielki szczegół.
- Obrączka - stwierdza krótko, robiąc krok do tyłu. - Przepraszam, nie wiedziałem...
Tkwi we mnie pokusa, by nie wyprowadzać go z błędu, tak byłoby łatwiej. Ale obiecałam przecież, że wyjaśnię wszystko, od początku do końca. Każdemu z nich. Wszyscy zasługują na prawdę. I przeprosiny.
"Zasługujesz na szansę, by mogli ci wybaczyć".
- Osiem lat to dużo czasu, Klemens - mówię, dotykając obrączki. Jej chłodny dotyk ponownie przywołuje wspomnienia. - Pytałeś dlaczego wróciłam. Powodów jest kilka, złożona przeze mnie obietnica to jeden z nich. Ale tak naprawdę przyjechałam, bo moja córka jest już na tyle duża, że mogła dobrze znieść podróż samolotem i w końcu poznać swoich dziadków - odpowiadam, a ma mojej twarzy pojawia się pogodny uśmiech, którego nie jestem w stanie powstrzymać. - Była chyba jedynym powodem, dla którego moja mam nie zamordowała mnie na samym progu za to, że się nie odzywałam – dodaję, udając, że nie widzę zaskoczenia na jego twarzy.
- Masz córkę - mówi oszołomiony Klemens. - I męża.
- Miałam - poprawiam go ze smutnym uśmiechem. - Zmarł jeszcze przed narodzinami Diany - wyjaśniam i powstrzymuję go, nim zdąża powiedzieć cokolwiek więcej. - W porządku. Tak miało być. I byłam na to przygotowana.
- To on kazał ci tutaj przyjechać - domyśla się, a ja kiwam krótko głową. Zdążyłam zapomnieć, jak dobrze mnie rozumie. Jak niemal czyta mi w myślach. Że po prostu jest moją bratnią duszą. - Kazał ci się pogodzić z Kasią, rodzicami, Peterem i... ze mną.
Raz jeszcze kiwam głową, mimowolnie bawiąc się obrączką. Jesteśmy już całkiem sami na opustoszałej już skoczni, a dookoła nas powoli zapada zmrok. A mimo tej pustki, stoimy tak blisko siebie, że niemal czuję miarowe bicie serca Klemensa.
- Opowiedz mi - prosi, opierając mi dłonie na ramionach; tym gestem jednocześnie trzyma mnie na dystans, jak i wzbudza tęsknotę za jego dotykiem. Jego słowa obudziły coś w mojej duszy, ale nie jestem już tą samą osobą, co kiedyś. Klemens to przeszłość. - Opowiedz mi o nim. O Dianie. Opowiedz mi o wszystkim, Ala. Mamy czas.
Chciałabym. Naprawdę bym chciała. Nie tylko mu o tym opowiedzieć, ale też chciałabym, by ponownie był moim przyjacielem. Chciałabym go odzyskać. Jedyne, czego pragnę w tej chwili bardziej, to odzyskać także Kasię. Ale nie jestem pewna, czy to w ogóle realne, by mi wybaczyła.
- Nie, Klemens. - Kręcę głową. - Muszę jechać. Diana na mnie czeka. Rodzice na mnie czekają, choć myślę, że są zbyt zajęci zabawianiem wnuczki. - Uśmiecham się lekko, nim ponownie poważnieję. - A muszę znaleźć w sobie jeszcze siłę na rozmowę z Kasią i Peterem. A potem muszę zdecydować, czy zostanę tutaj na dłużej, czy wrócę do Ameryki.
- Do Ameryki? Po co?
- W Nowym Jorku w końcu udało mi się odnaleźć siebie – wyjaśniłam mu łagodnie. - Nie było łatwo, ale w końcu było normalnie, przynajmniej jak na mnie. Tam urodziła się Diana, ma więc amerykańskie obywatelstwo. Jeżeli ma szansę tam dorastać, to nie chcę jej tego zabierać. Jest moją małą księżniczką, chcę dla niej jak najlepiej – wyjaśniam, uśmiechając się, gdy uświadamiam sobie tę dyskretną grę słów.
- Amerykański sen – wzdycha Klemens. - Ale co z twoimi rodzicami? Kasią? Peterem… Mną? - dodaje cicho na samym końcu.
- Przyjechałam do Polski z dwóch powodów, Klemens – odpowiadam. - Chciałam, by Diana poznała swoich dziadków, a jednocześnie potrzebowałam jej do przełamania lodów przed rozmową z rodzicami. Drugim powodem byłeś ty. - Spoglądam na niego spod rzęs. - Obiecałam, że wrócę i powiem ci, że nigdy nie przestałam cię kochać. I zawsze w jakiś sposób będę. Ale czasem nie dostajemy wystarczająco dużo czasu z ludźmi, których kochamy. My nasz czas próbowaliśmy ukraść i spotkała nas za to kara. Zbyt wielu ludzi musiało zapłacić cenę za ten czas, bym uwierzyła, że istniała dla nas jakakolwiek przeszłość, przyszłość czy też teraźniejszość.
- Nawet teraz? - zapytał cicho Klemens. - Czy jest coś, co stoi nam teraz na przeszkodzie?
- Teraz jesteśmy na to zbyt mądrzy, Klemens. Dobrze o tym wiesz. - Pokręciłam głową.
- A Prevc? Jemu też powiesz, że nie byliście sobie przeznaczeni? - W głosie Klemensa pojawia się z trudem skrywany smutek. - Spróbujecie raz jeszcze? Wiesz, że dobrze wam życzyłem.
- Wiem. - Ściskam lekko jego ramię. - Ale on już przeżył swoją wielką miłość i to nie ja nią byłam. Po prostu trafiliśmy na siebie w nieodpowiednim momencie. Tak samo jak i my – westchnęłam. - Mam czas na zastanowienie. Nie pojadę do Słowenii, dopóki nie wymyślę, co mu powiedzieć. A raczej jak. Jemu i Kasi.
- A potem?
- A potem będę musiała się zastanowić, gdzie tak naprawdę jest mój dom – odpowiadam cicho. - Będę musiała podjąć decyzję: czy odejść, czy zostać.
- Ala – mówi łagodnie Klemens, ponownie łapiąc mnie za ramiona w pokrzepiającym geście. Unoszę wzrok, by móc patrzeć mu prosto w oczy. - Przecież wiesz, że nie musisz wybierać. Przecież wiesz, że jest tylko jedna możliwa opcja.
- Dlaczego miałabym zostać? - pytam szeptem, czując jak głos zaczyna mi drżeć, a łzy napływają do gardła.
- Bo twoi rodzice muszą mieć czas nacieszyć się swoją wnuczką. Bo mieszkając tutaj, łatwiej odbudujesz relację z Kasią. Bo tutaj jest twój dom. I twój przyjaciel. - Bierze moją twarz w dłonie, tak, że w jego oczach widzę dokładnie swoje odbicie. - Bo tym razem nie pozwolę ci tak po prostu odejść.
Jego słowa uświadamiają mi, że choć nadal nie wiem kim teraz dla mnie jest Klemens, wiem, że teraz naprawdę wróciłam. Wróciłam do domu, na dobre.
I nie mam zamiaru już nigdzie odchodzić.
___________
No i to by było na tyle. Nie uciekajcie jeszcze, chciałabym Wam jeszcze podziękować, ale tego, co chcę Wam powiedzieć, jest tak dużo, że potrzebuję na to dłuższej chwili i osobnej notki.
Takie półotwarte to zakończenie, prawda?
Po przeczytaniu ostatniego rozdziału wchodziłam na Twojego bloga kilka razy dziennie, czytałam komentarze, sprawdzałam czy na pewno nie pojawiło się coś nowego, mimo Twojego uprzedzenia o terminie epilogu. Przeczytałam słowa piosenki i nie miałam ochoty czytać dalej bo to oznacza koniec. Ten właściwy koniec, pożegnanie z tą historią.
OdpowiedzUsuńMuszę Ci pogratulować. Mam mokre oczy... Uwierz, nie zdarza się to często
8 lat... Kurcze. Alka zbudowała nowy świat w USA. I nawet tu dopadł ją chichot losu bo szybko straciła męża. Może to nie była wielka, romantyczna miłość bo ten przeklęty Klemens był i jest w jej serduszku ale mały głosik w mojej głowie mówi mi, że to był dobry czas z dobrym człowiekiem.
Spełnił się czarny scenariusz, w który nie chciałam wierzyć ostatnio. Ala odeszła też z życia Katki i swojej rodziny. Eh eh.
Uderzyły we mnie słowa Klemensa "udało Ci się już coś naprawić?" to pytanie może mieć bardzo dużo znaczeń wiesz? I skoro to opowiadanie ma otwarte zakończenie to sama sobie wybiorę to, które najbardziej mi pasuje (bez urazy, ogarniam o co chodziło ;) )
Jestem zła na Agnieszkę chociaż nie mam do tego prawa. Nie, nie będę dalej komentować jej postaci. Nie mam na to siły.
Jestem wściekła na Klemensa. Obwinia Alicję, że nie było jej gdy hrabia tego potrzebował mimo, że wie jak było. Sam też za nią nie ruszył. Nie mógł. A jej to odcięcie się było jak widać potrzebne więc moja złość troszkę osłabła.
W moim zakończeniu Alicja i Klemens zaczeli razem nowe życie. Ala pogodziła się z rodziną. Czy z Katką też? Nie wiem, pewnie próbowały ale odległość zrobiła swoje.
Dziękuje za to opowiadanie, Twoje serducho dodawane do każdej notki, odpowiedzi do komentarzy dzięki, którym czytelnik czuł więź z autorem, za podkład muzyczny, za zdjęcia bohaterów. Za wszystko dziękuje :*
Wytuptałaś ten rozdział, bo przez przypadek puściłam go w świat już wczoraj, ale szybko naprawiłam ten błąd ;).
UsuńZ jednej strony czuję ulgę, bo trochę już męczyła mnie ta historia, ale z drugiej strony, teraz kiedy to jest naprawdę koniec, czuję trochę smutku. Tak tyci-tyci. Bo jednak to praktycznie pierwsze opowiadanie, które skończyłam. Tak, jak planowałam. Więc spory sentyment jednak jest.
To był... ciekawy czas. Zdradzę cichutko, że dam Wam jeszcze zerknąć tam troszeczkę. Tak myślę. Już niedługo.
Ala zniknęła na osiem lat i to tak solidnie. Ale najważniejsze, że znalazła powód, by wrócić.
Kilka spraw do naprawienia miała, to fakt. Myślę, że powolutku będzie szła z nimi do przodu, zwłaszcza że może liczyć na wsparcie bliskich osób.
Zachowanie Agnieszki... Zrobiła praktycznie to, o co tak długo Peter podejrzewał Katję. Ale najwyraźniej uznała, że lepiej będzie Klemensowi bez niej, nie wytrzymała świadomości, że jednak nie miała racji i nie uda jej się odbudować relacji z mężem.
Klemens raczej Ali nie obwiniał. Zna ją na tyle dobrze, że wie, że tego właśnie potrzebowała. Zbyt wiele razy przekładała jego dobro nad swoje.
Chcę wierzyć, że udało jej się odbudować relację z Katką. Niełatwo zapewne było przejednać jej gniew, ale ostatecznie chybaby Ali wybaczyła. Taką mam nadzieję. A Ala i Klemens? Dorośli, zmienili perspektywę i właściwie mają teraz czysty start. Tylko od nich zależy, co z tym zrobią.
Ja dziękuję za piękne, emocjonalne komentarze. Starałam się jak mogłam, dopieszczałam tę historię dla Was.
A więcej podziękowań będzie jutro. Bo mi się tutaj wszystkie nie zmieszczą.
Buziaki!
Nie pamiętam czy kiedykolwiek uroniłam łzę podczas czytania tego opowiadania, ale tutaj bez chusteczek się nie odeszło. Nawet nie wiem co mam Ci tu napisać teraz.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę chyba liczyłam, że spotkam tu Petera, a nie Klemensa, ale ten wyjątkowo mnie tutaj nie wkurzał ;P
8 lat, kurcze, sporo czasu. Jak to wiele może się w życiu pozmieniać. Całkiem inni ludzie. Nie popieram tego, że Alka tak całkowicie się od wszystkich odcięła, ale skoro tak było dla niej lepiej, skoro tak potrafiła ułożyć sobie życie, to dobrze. Choć tego, że wyjdzie za mąż to się w życiu nie spodziewałam, raczej obstawiałam wersję że zostanie starą panną.
Tak naprawdę każdy tam kogoś, mniej lub bardziej ranił. Szkoda najbardziej Petera i bardzo jestem ciekawa jakby się zachował gdyby ją zobaczył, ale może to i lepiej, że go tu nie ma? Wystarczająco dużo w życiu przeszedł. mam nadzieję, że przez 8 lat zdążył sobie już jakoś życie ułożyć. Lepiej już mu nie mieszać, nawet jak bardzo za nią tęskni i nadal kocha, bo tak naprawdę Alicji nigdy nie można być pewnym. Czy byłby więc w stanie znów jej zaufać, tak jak zaufał 8 lat temu? Boję się, że nie.
Co do Katki. Byłabym zła na Alkę. Na jej miejscu najpierw bym ją pewnie zwyzywała za te ucieczki a potem mocno przytuliła. Kobietki jednak umią się ze sobą dogadać, poza tym one się przyjaźniły całe życie, więc myślę, że to udałoby się naprawić.
Echh Klemens, Klemens. Jak ja Cie chłopie nie lubię (przepraszam, że pisze to po raz setny). Odejście Agnieszki to tak naprawdę nagroda za twoje występki. Może i ona święta nie była, może powinna się inaczej zachować kiedy domyśliła się co cię łączy z Alą, potem tez gdy ty przechodziłeś rehabilitacje, ale jednak sam do tego rękę przyłożyłeś. Oczywiście z Alą. Teraz bądź dla niej przyjacielem, oparciem, tak jak była ona nim kiedyś dla ciebie, ale nie zatrzymuj jej na siłę, bo ona wtedy zrobi coś całkiem na odwrót.
Chciałabym by wszyscy sobie ułożyli w końcu życie (nawet ty Murańka). Co do ALicji, sama nie wiem. Z jednej strony piękne życie w USA, z drugiej strony Polska gdzie ma swoich rodziców i jest Klemens, z którym tak naprawdę mogłaby pisać wspólną przyszłość, jednak wolałabym by znalazła sobie kogoś innego. Czasami człowiek zbyt dużo przejdzie z jedną osobą by móc potem, mimo wzajemnej miłości, żyć z tą osobą. Z Peterem chyba też nie byłoby to dobrym rozwiązaniem. Złożyła mężowi obietnicę, że się wytłumaczy, że wyjaśni wszystkim co i dlaczego się wydarzyło, jednak czy inni będą chcieli jej słuchać?
Smutno się pisze ten komentarz, nie wiem czy to kwestia tego, że ostatni do opowiadania, czy jednak ten koniec nie jest taki szczęśliwy jakby moja dusza romantyczna chciała? Ale przecież życie to nie piękna bajka w której każda księżniczka odnajduje swojego rycerza i żyją długo i szczęśliwie.
Naprawdę, moim planem nie było doprowadzenie kogokolwiek do łez, ale i mnie się w oku jakoś mokro robi, kiedy myślę, że to już koniec.
UsuńTak sobie myślę, że wszyscy liczyli tutaj na Petera. A tutaj od samego początku miał być Klemens. Szkoda, że w trakcie opowiadania nie wyszedł mi taki, żeby wszyscy na niego czekali. Ale chyba same założenia tej historii to wykluczały.
Osiem lat to sporo i wszyscy są teraz innymi ludźmi. Myślę, że to naprawdę wiele ułatwia, wbrew pozorom, daje nową perspektywę. Kto wie, jak się teraz te wszystkie relacje potoczą?
Też jestem zdania, że tak ich spotkanie by wyglądało, ale w kwestii Petera i Kasi zostawiam Wam wolną rękę. Myślcie o nich co chcecie, ja wiem swoje, ale to nie znaczy, że tak by się stało.
Cięta jesteś na tego Klemensa niemożebnie, ale ja rozumiem, czemu tak uważasz. Czy zasłużył? Może. Ale teraz jest zupełnie inaczej i co innego się liczy.
Myślę, że wszyscy mają szansę na nowy początek. I tej myśli trzeba się trzymać. Ala obietnicy chce dotrzymać, bo relacja, którą zbudowała z tym tajemniczym mężem była wyjątkowa... i jeszcze o tym usłyszycie :P.
Tak to jest z epilogami, niestety. Ciężko się pisze zakończenia, bo po pierwsze zamykają jakiś etap, a po drugie ciężko sprostać oczekiwaniom. Mam nadzieję, że choć trochę mi się udało. Ale to tylko nadzieja, bo faktycznie - życie to nie bajka.
Buziaki, zajrzyj jeszcze jutro na podziękowania,
E_A
MAM ŁZY W OCZACH, cholera. Ale z komentarzem wrócę na dniach, bo muszę sobie to wszystko poukładać. Love! <3
OdpowiedzUsuńJak zwykle obiecałam, że wróce wkrótce i nie wróciłam. Eh. Pewne rzeczy się już nie zmienią. Ale jestem dzisiaj. I przechodzę już do rzeczy.
OdpowiedzUsuńWiesz co? Dowiedziałam się o tym blogu dosyć późno i pamiętam jak na początku niejednokrotnie wchodziłam tutaj z postanowieniem, że wreszcie przeczytam to opowiadanie, ale za każdym razem widząc ilość rozdziałów i ich objętość poddawałam się. Ale w końcu zaczęłam czytać pierwszy rozdział i... po prostu przepadłam. Ilość przestała mieć znaczenie, bo czytało to się tak przyjemnie, bo tak bardzo dałam się wciągnąć w tą historię i zżyłam się z bohaterami. Wtedy nie lubiłam Petera. Teraz go uwielbiam. Zgadnij dlaczego? :D
Dlatego tak bardzo zabolało mnie to zakończenie. I zaskoczyło. A jako czytelnik uwielbiam być zaskakiwaną, uwielbiam nagłe zwroty akcji, a w zakończeniach to je po prostu kocham. Uwielbiam jak po zakończeniu czytanka siedzę z otwartą paszczą i nie wiem, co ze sobą zrobić, nie potrafię pojąć dlaczego tak to się potoczyło. Najlepsze uczucie. Ale jako człowiek... To było bolesne. Bo nie takie zakończenia chciałoby się dla tych bohaterów, wiadomo, byłoby cudownie, gdyby żyli długo i szczęśliwie. Dlatego właśnie z jednej strony czuję straszny niedosyt, a z drugiej jestem w pełni usatysfakcjonowana. Mam nadzieję, że udało mi się dość jasno wyrazić to, co czuję :D
Co do samej treści. Naprawdę bardzo, ale to bardzo wkurzałam się na Alkę. No bo jak to tak zniknąć? Zerwać kontakt? Z każdym? Nawet z własną rodziną, nawet z Katką? Dobrowolnie, ok, może pod własnym przymusem odciąć się od najważniejszych osób w swoim życiu? Dlaczego? Nie potrafiłam tego zrozumieć. Potem mi się trochę rozjaśniło w głowie, po Twoim dodatku to już w ogóle wybaczyłam Alicji jej okropne zachowanie (ale ten temat doczeka się osobnego komentarza). I przede wszystkim cieszy mnie, że pogodziła się ze wszystkim, ze swoją życiem, samą sobą. Że wszystko sobie w głowie poukładała. I że jest po prostu stabilnie. No i przede wszystkim, że znalazła siłę, by wrócić do Polski i spojrzeć w oczy ludziom, których notabene, zawiodła swoim zniknięciem, których niewyobrażalnie skrzywdziła. Wiadomo, że pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy. Dlatego wierzę, że teraz będzie tylko lepiej.
Smutne jest to jak potoczyło się życie Klemensa. Zupełnie jakby bez Alicji nie mógł istnieć. Jakby była tym elementem całości, który warunkuje jego byt. Wierzę, że na tym świecie istnieje taka wręcz pochłaniająca miłość, z którą można wszystko, ale bez niej nie można niczego. Choć patrząc na ich przykład to nie wiem, czy chciałabym jej doświadczyć. Bo nie jestem pewna, czy w alternatywnym świecie, w którym nie byłoby żadnej żony na drodze, udałoby się im przetrwać. Bo co jeśli taka wielka miłość jest za silna i ciężka, by móc ją udźwignąć? Czy pięć minut idylli i szczęścia jest warte dziesiątek lat cichego cierpienia? Chyba dopiero teraz dociera do mnie ogrom tego wszystkiego, tego, co naprawdę do siebie czuli, jak to musiało być trudne, co dla siebie znaczyli. I nawet trochę rozumiem Klemensa i trochę jestem mu bardziej przychylna. Mam nadzieję, że Klemens Junior był takim promyczkiem, który choć trochę rozpraszał chmury nad jego niebem.
Kurde, co do Petera to chłop ma pecha. Dwie wielkie miłości w życiu i obie odeszły od niego, po prostu zniknęły z jego życia z słabym wyjaśnieniem, pożegnaniem. Na szczęście umiał to choć przekuć na sportowe wyniki. I bardzo ciekawi mnie, jak potoczyło się jego życie prywatne. Czy wreszcie znalazł szczęście?
Generalnie to ja mam problem z półotwartymi zakończeniami. Z zasady ich nie znoszę, ale z perspektywy czasu je doceniam, Wiadomo, od razu chciałoby się dowiedzieć wszystkiego, a jak zakończenie jest satysfakcjonujące to można się zachwycić i bezmyślnie przejść do porządku dziennego. Tymczasem to te półotwarte zmuszają do tego, by naprawdę wgryźć się w historię, przeanalizować ją od początku do końca i gdybać.
Co tu jeszcze dodać? Na końcówce miałam łzy w oczach, bo totalnie sie wzruszyłam. Można wmawiać sobie wszystko, ale serca nie oszukasz. Serce wie, gdzie jest twój dom, wie, gdzie są ludzie, których kochasz. Możesz uciekać przed tym na koniec świata, ale w końcu prawda i tak cię dopadnie. Choć czasem, w tej szalonej ucieczce, jak widać, można też znaleźć swój happy end.
UsuńWięc już oficjalnie żegnam się z tą historią i trzymam kciuki, by Alce starczyło sił i odwagi na wyprostowanie wszystkich ścieżek swojego życia.
Kocham bardzo!
Kam.
Aż mi się jakoś tak mokro w oczętach zrobiło, jak zobaczyłam powiadomienie o tym komentarzu, wiesz?
UsuńPamiętam jak się cieszyłam, że tutaj dotarłaś i że zostałaś. To naprawdę było dla mnie miłe! Cieszę się, że wsysłam i mam nadzieję, że nie zawaliłaś przeze mnie żadnego egzaminu ;).
Widzę, że zmieniam opinie XD. Może i Klemens dzięki mnie stał się większym fejmem? XD (jeszcze jakby naprawdę tak skakał jak tutaj...).
To zakończenie jest takie pół na pół. Pokazuje, ze było kiepsko, teraz też nie jest idealnie, ale mają szansę na nowy początek. Co z nim zrobią, to ich sprawa. Oby tego nie zmarnowali, ale to już nie ode mnie zależy, tylko od Was :).
Alka trochę impulsywnie zadziałała, ale przez te wszystkie lata dojrzała. I myślę, że powinnaś wpaść na dodatek, który jest podlinkowany w podziękowaniach, bo naprawdę jeszcze lepiej pokazuje, dlaczego wróciła i jak bardzo jej podróż z dala od domu ją zmieniła. I to chyba na lepsze.
Wątek Klemensa i Alicji trącił z samego założenia odrobiną baśniowości i brakiem realizmu. Trochę jakby przewrotny los zamiast skrzyżować ich ścieżki zrobił z nich dwie linie równoległe, które nigdy się nie przetną, ale są na tyle blisko siebie, że silnie na siebie oddziałowują. Próbowali pokonać prawa fizyki, ale to im nie wyszło. To ich nierealne wręcz przywiązanie trochę odrealniało te sytuacje, ale taki był plan. pokazać pewną metafizyczność ich uczucia. Ale faktycznie szkoda trochę Klemensa, choć zasadniczo nie było mu potem aż tak bardzo źle.
Peter miał pecha, a mogę Ci zdradzić, że chyba tak bardzo skupił się na sporcie, że przestał myśleć o swoim prywatnym życiu i dobrze mu z tym. Nie stała mu się krzywda, wbrew temu, co gryzło Alicję. W jej głowie ta sytuacja nabrała o wiele większego dramatyzmu niż w rzeczywistości.
Cieszę się że trochę udało mi się Cię wzruszyć. Nie podejrzewałam się o taki talent ;).
Mądre słowa ot co!
Ja bardzo Ci dziękuję i liczę, że jeszcze gdzieś na blogspotach się spotkamy ;) Czy to u mnie, czy u Ciebie.
Miłości wiele!
EA
Powinnaś mnie teraz widzieć. Siedzę z laptopem na kolanach, z kieliszkiem wina w dłoni, w oczach mam łzy i jestem totalnie rozbita. Prawdopodobnie za chwilę całkiem się popłaczę.
OdpowiedzUsuńJestem okropnym, paskudnym, obrzydliwym czytelnikiem. Powinnam z tym komentarzem przyjść juz dawno temu. Kocham to opowiadanie całym serduszkiem, nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam tak wspaniałe opowiadanie, choć przecież czytałam dużo dobrych i bardzo dobrych. Ale teraz... chyba je znienawidzę. Wciąż je kochając. Bo jest piękne, ale okropnie, okropnie smutne.
(właśnie zaczęłam płakać)
Strasznie dużo myśli kłębi mi się w głowie, pewnie nie wszystko uda mi się tu zawrzeć. Spełniło się wszystko, co najgorsze. Naprawdę. To się po prostu nie mogło skończyć gorzej. Tak bardzo się tego obawiałam i tak bardzo mnie to boli. Mam wrażenie, że właściwie nie miało prawa skończyć się inaczej, ale w niczym mi to nie pomaga.
Nie potrafię uwierzyć w to, że Alicja spełniała się życiowo w Nowym Jorku.Tak naprawdę nie wiemy, co się tak działo. W sensie okej, ma córkę i to jest na pewno dla niej coś wspaniałego, ale nie sądzę, żeby po tym wszystkim potrafiła się tam jakoś tak zdrowo, normalnie zakochać. Może ten facet był po prostu miły i sympatyczny. Nie wiem, naprawdę. Może nie chciała już dłużej się miotać, ale też nie być całkiem sama. Może był takim pocieszeniem, ale tam nie miało jej co rozpraszać.
Wiem, znęcam się teraz nad nią. Wiem, to nie jej wina, że jej serce "niedodpowiednio" wybierało. Ale nie potrafię jej wybaczyć tego, co zrobiła Peterowi. Tak, wiem, że nie chciała. Wszystko to rozumiem. Chciała go pokochać. Starała się. Tylko że to nie działa w ten sposób. I tak po prostu, po ludzku mi go szkoda. Drugi raz został ze złamanym sercem. Nie wiem, czy po tym da się jeszcze pozbierać. Choć on chyba też bardziej chciał wierzyć niż rzeczywiście wierzył w to, że jest dla Alicji najważniejszy. Że może być na pierwszym miejscu. Cóż, nie mógł. Bo na pierwszym miejscu zawsze był Klemens.
Takie graniczne sytuacje jak wypadek i zagrożenie śmiercią często otwierają nam oczy. Alicji też to dotyczyło. Przestała się w końcu oszukiwać. I zdobyła się na szczerość wobec Agnieszki. A tu... okazało się, że Aga jednak nie jest ślepa. Patrzyliśmy na wydarzenia z perspektywy Alicji i Klemensa, więc mogliśmy tego wcześniej nie wiedzieć. Tak po prostu. Ale potrafię ją zrozumieć. Bała się, że jeśli każe Klemensowi wybierać, zostanie sama. Może nie podeszłaby do tematu aż tak bezpośrednio, ale niewątpliwie wolała mieć choć część Klemensa niż nie mieć go w ogóle. Część jego czasu, zainteresowania i uczucia. I nie dziwię się też, że kiedy zdobyły się obie z Alicją na szczerość, kazała się jej wynieść z ich życia. Tylko że to w niczym nie pomogło. A może nawet wręcz przeciwnie. Tak jak nie da się kogoś pokochać tylko dlatego, że się próbuje, tak samo nie można przestać kogoś kochać tylko dlatego, że wie się, że to niewłaściwe i bez przyszłości. I Aga wkrótce przekonała się, że może usunąć Alicję z życia Klemensa, ale nie może jej usunąć z jego serca. I sama zrezygnowała z prób ratowania tego małżeństwa.
Muszę jeszcze wrócić do postawy Alicji wobec Kasi. To jest niewybaczalne. Zniknęła bez słowa. Wiem, że nie mogła się pojawić na ślubie Kasi z Cene (wgl ojej <3) z powodu Petera. Ale patrząc na to z perspektywy przyjaciółki - to boli jak cholera. I później cała reszta ważnych wydarzeń, z narodzinami dzieci włącznie, kiedy jej nie było. Nie robi się tego przyjaciółce.
UsuńA jednak mam wrażenie, że Kasia by jej wybaczyła. Właśnie dlatego, że wciąż pozostała jej przyjaciółką. Mimo wszystko. Tylko Ala musiałaby się odwaźyć i spróbować z nią skontaktować. Skoro i tak chciałaby wytłumaczyć pewne sprawy Peterowi. Choć nie wiem, czy akurat to jest najlepszym pomysłem, czy nie powinna dać mu świętego spokoju. Ale jeśli skontaktuje się z Kasią, do Petera i tak dotrze ta informacja.
A zresztą teraz to już wszystko jedno. Już i tak wszystko przepadło.
Wszystko poza Alicją i Klemensem.
Wreszcie są oboje wolnymi ludźmi. I już bardziej nikogo nie skrzywdzą. I wciąż się kochają. Więc może dostaną jakiś happy end, choć trochę przesunięty w czasie. Ale wciąż nie potrafię im wybaczyć skrzydzenia Petera. Nie potrafię i już. Okropnie mi go żal.
Okej, chyba skończyłam.
Jestem na Ciebie zła i równocześnie nie mogę być na Ciebie zła, bo gdyby to nie było tak smutne i dramatyczne, nie wzbudziłoby we mnie tylu emocji. Musisz wiedzieć, że dalej to kocham. Ale płaczę. Ale wciąż kocham <3 Jesteś niesamowita <3
Kolejny ulubiony czytelnik (no dobra, wszystkich Was kocham tak samo, ale tych co komentując, ciut bardziej, ok?) dotarł na ostatni rozdział!
UsuńTroszku dałaś mi (a konkretnie Alicji) w tym komentarzu po pupie. Trochę schlebia mi, że doprowadziłam Cię do łez, mam nadzieję, że to takie "dobre" łzy, co? Bo inaczej będzie mi przykro!
Przykro mi, że zakończenie nie spełniło Twoich oczekiwań, osobiście uważam, że nie jest takie złe. W sensie, że rozwiązanie nie jest takie złe, bo w sumie ono może nie jest happy endem, ale też żadna krzywda się nikomu w sumie nie dzieje. Ale wszystko do tego zmierzało, to nie miało szans skończyć się lepiej.
O tym, co Alicja robiła w NYC i czy znalazła tam szczęście traktuje dodatek "Gdybyśmy tylko mieli czas". I czy naprawdę tak skrzywdziła Petera, czy nie byłoby gorzej, gdyby pozwoliła mu się kochać, nie dając mu w zamian tego samego? Myślę, że Peter dojrzał na tyle, by to zrozumieć i przyjąć to ze spokojem. Swoją wielką miłość ma już za sobą.
Z wątku Agi jestem duma, choć wciąż narzekaliście, że chyba jest ślepa, skoro nie widzi, co się dzieje. Cóż widziała, ale przymykała oczy ze względu na Klemensa, bo on Alicji po prostu potrzebował w swoim życiu. Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku sama obecność Klemensa nie była wystarczająco i on i tak został sam. I to jeszcze w tak ciężkim dla niego momencie.
Tak, zostawienie Kasi w ten sposób powinno się zakończyć dla Alicji tragicznie, wiecznym fochem i toporkiem wbitym w głowę, bo jak to tak nie przybyć na jej ślub (tak, zgadzam się z tym "ojej!"), przy czym Peter nie był głównym powodem nieobecności. Ona była po prostu poza zasięgiem i wiadomości docierały do niej po czasie. Ja też wierzę, że jej wybaczyła, bo Ala zdobyłaby się na odwagę. W końcu obiecała to komuś bardzo dla niej ważnemu.
W końcu po tylu latach Ala i Klemens mają czyste karty i mogą zacząć to wszystko tak, jak powinno być. Bez zobowiązań, choć z różnymi doświadczeniami. Nie jestem pewna, czy mają szansę, bo są jak magnesy o zmiennej biegunowości - z jednej strony się przyciągają, jednak zawsze znajdzie się coś, co zepchnie ich ze wspólnej ścieżki. Czy tym razem się uda?
Chyba nie powinnam się cieszyć, że jesteś na mnie zła i przeze mnie płaczesz, ale to tylko znaczy, że udało mi się zagrać na emocjach i postawić bohaterów w sytuacji patowej, a Twoja reakcja oznacza, że chyba mi wyszło. Zatem dziękuję Ci!
Za wszystko!
Buziaki, E_A