13 stycznia 2018

ROZDZIAŁ 24. "Nieprzekraczalne bariery"

[Alicja]
- Chyba pod koniec tygodnia podjadę do domu po kolejne rzeczy - mówię, opierając na biodrze torbę z zakupami i czekam, aż Peter otworzy drzwi do domu. - Na pewno mogę się tu zatrzymać na czas zgrupowania? - upewniam się, kiedy wpuszcza mnie do środka.
- Tak, rodzice z dziewczynkami pojechali do dziadków na ferie, a Domen pojechał na Mistrzostwa Świata Juniorów, więc będzie tu tylko Cene, ale też mówił, że ma jakieś plany - wyjaśnia Peter, pomagając mi wyciągać zakupy na kuchenny blat. Postanowiliśmy się zaopatrzyć na najbliższe kilka dni. - Czyli jesteśmy niemal sami.
- Brzmi bardzo... przyjemnie - mówię, uśmiechając się zawadiacko, po czym przekornie odwracam się w stronę lodówki, by schować do niej mleko i masło. - Jakie mamy plany na dziś?
- Bo ja wiem...? Film? - proponuje Peter, podając mi kolejne produkty. - Ale to dopiero wieczorem. A teraz? Hm? - pyta cicho, podchodząc bliżej, a ja mam wrażenie, że ma już dla nas jakiś plan.
I... chyba ten plan może mi się spodobać.
- Cześć, jesteście? - Nim jednak cokolwiek udaje nam się ustalić, trzaskają drzwi wejściowe i do kuchni zagląda Cene. - Jesteście! - woła uradowany na nasz widok. - O, i macie jedzenie, to super. Katka przyjeżdża wieczorem - rzuca mimochodem, otwierając jogurt, którego jeszcze nie zdążyłam schować do lodówki.
- Co proszę? - wyrywa mi się.
- Katka. Twoja przyjaciółka, pamiętasz? - Celuje we mnie upaćkaną nabiałem łyżeczką. - Przyjedzie na dwa dni. Mam ją o czwartej odebrać z lotniska. Chyba ugotuje się z tego jakąś kolację, nie? - Wskazuje otaczające nas produkty spożywcze, a ja ciężko wzdycham.
- A mieliśmy mieć prowiant na kilka dni. - Przenoszę wzrok na Petera, który wzrusza ramionami. - Z jakiej okazji przyjeżdża? To znaczy, nie żeby mi to przeszkadzało, ale słowem mi nie pisnęła.
- Bo to spontaniczne było, godzinę temu ją zaprosiłem, przed chwilą wysłałem jej bilety - odpowiada, rzucając kubeczkiem do kosza. I chybia. - To co? Pichcimy coś? - pyta ochoczo, ponosząc go i tym razem celnie wrzucając go tam, gdzie jego miejsce.
- Zdaje się, że kwestia planów na dzień dzisiejszy rozwiązała się sama - mówi z żalem Peter i otwiera lodówkę. - Jakieś pomysły?
- Jeżeli macie więcej cebuli, to zrobimy bolognese - odpowiadam, zaglądając mu przez ramię. - Cene, skoczysz po makaron spaghetti do sklepu? Może być w drodze na lotnisko i tak go wcześniej nie ugotujemy.
- Jasne. A cebulę mamy w piwnicy, zaraz przyniosę - proponuje radośnie i znika.
- Możemy się jeszcze szybko ewakuować do mnie - sugeruję, kiedy wymieniamy z Peterem zdezorientowane spojrzenia.
- Nie, zjedzmy kolację, potem pomyślimy - odpowiada. - Sama rozumiesz, masz trochę pusto w lodówce, a ja muszę się teraz dobrze odżywiać.
- Tak, tak... zdaje się, że jedziesz na jakieś Igrzyska, czy coś. - Wywracam oczami. - Lepiej się skup na treningach, bo Janus cię jeszcze nie weźmie - mruczę, gdy obejmuje mnie w pasie. - Mówię poważnie! - Trzepię go żartobliwie ścierką, akurat kiedy wraca Cene.
- To co? Gotujemy? Ala, zarządzaj! - Od razu siada i zaczyna obierać cebulę, a ja szybko przeliczam proporcje.
- Okej, no to tak...
Pół godziny później Cene jedzie na lotnisko, choć ma jeszcze mnóstwo czasu do przylotu Katki i zostajemy z Peterem sami na placu boju. Co gorsza, nie daje mi nic zrobić, twierdząc, że udowodni mi, że potrafi gotować.
...pilnie słuchając moich wskazówek.
- Ta cebulka już?
- Niech się jeszcze zrumieni. - Zerkam na patelnię, siedząc na blacie stołu. - Obiorę czosnek.
- Nie, nie, ja to zrobię - oponuje natychmiast Peter.
- Pilnuj lepiej mięsa, bo ci się przypali. - Zwracam mu uwagę. - Podlej trochę wodą, a potem dorzuć cebulkę, za kilka minut będzie gotowa.
Wymieniając wciąż uwagi tego typu, nawet nie zauważamy kiedy nadchodzi piąta i w drzwiach staje Cene z Katką. Zsuwam się ze stołu i idę powitać przyjaciółkę. Zakładam ręce na piersi i przybieram naburmuszoną minę.
- Nie patrz się tak na mnie - prycha, gdy mnie zauważa. - Mam ci podliczyć ile razy dzwoniąc do ciebie, by wyciągnąć cię rano na kawę słyszałam w słuchawce "Jestem w Zakopanem, nie wiem kiedy wrócę"? Ja też mam prawo zrobić czasem coś spontanicznie!
- Ale musiałam się o tym dowiedzieć od Cene! - obruszam się.
- Przyzwyczaj się, to nie będzie ostatni raz - odpowiada Katka, a ja jednie unoszę brew i zerkam na Cene, który nagle robi się dziwnie czerwony i pośpiesznie podaje mi paczkę z makaronem.
- Taki może być?
- Może - wzdycham, odbierając go. - Siadajcie do stołu, zaraz będzie kolacja - mówię, wracając do kuchni, a Cene oprowadza Katkę po domu, tak jak Peter niegdyś mnie.
No proszę, proszę.
Makaron gotuję się szybko i kilka minut później wraz z Peterem dołączamy do nich w jadalni. Pan domu nakłada wszystkim jedzenia, a Cene polewa nam wino.
- Kto gotował? - pyta Kaś, po zrobieniu kilku kęsów.
- Ja - odpowiada dumnie Peter, a ja uśmiecham się pod nosem.
- Według przepisu mamy Prevc? - dopytuje dalej Katka.
- Nie, według mojego przepisu - mówię, a ona wywraca oczami.
- To wyjaśnia, dlaczego w tym sosie jest kilo czosnku.
- Wcale nie! - obruszam się. - A poza tym lubię czosnek - dodaję ciszej.
- Faktycznie nieco ostre - niepewnie przyznaje Cene zerkając to na mnie, to na Kasię. - Ale bardzo smaczne! - dodaje od razu, jakby bojąc się, że się obrażę.
- To jakie mamy plany na wieczór ostatecznie? - pyta Peter, składając sztućce i biorąc łyk wody ze swojego kieliszka.
Katka i Cene wymieniają spojrzenia, a młodszy Prevc wzdycha ciężko.
- No bo w sumie... - Przyjmuje najniewinniejszą z dostępnych w jego repertuarze min. - Tak właściwie, to zapraszając Katkę miałem nadzieję, że... To znaczy, nie chcielibyśmy... - plącze się, a mnie jeden rzut oka na jego czerwone uszy mówi niemal wszystko.
- Właściwie to liczyliśmy na to, że wyniesiecie się z Peterem do ciebie. - Katka rozwiewa moje ostatnie wątpliwości. - Wiesz - dodaje ciszej po polsku. - Podwójna randka chyba jest ci na rękę, co nie?
- A od kiedy ty chodzisz z Cene na randki, co? - pytam
- Od dziś - odpowiada, wzruszając ramionami, a ja wzdycham ciężko.
- Zaplanowałaś to, prawda? - mówię, już w języku zrozumiałym dla wszystkich. - Okej, ja mogę się stąd zmyć, ale nie wiem, czy zabiorę ze sobą Petera - droczę się z nimi. Przecież wiadomo, że Kasi się nie odmawia.
- Ktoś musi odwieźć cię do domu - zauważa ten ostatni. - Piłaś wino, a to kawałek stąd.
- W takim razie dobrze, że chociaż ty nie piłeś. Zawsze się ładuję w jakieś dziwne sytuacje przez wino - wzdycham, kręcąc głową. 
- Jak chociażby w Zakopanem - mamrocze pod nosem Kasia, nikt na szczęście poza mną tego nie słyszy.
Nie chcę myśleć o Zakopanem i tym, co się tam stało.
Alkohol sprawia, że przekraczanie barier wydaje się o wiele łatwiejsze. Zwłaszcza tych nieprzekraczalnych. W Klingenthal przecież było to samo. W Klingenthal, które było początkiem końca.
A może wcale nie takim bardzo początkiem...?
- Pozmywam w takim razie przed wyjściem - mówię, zbierając talerze i zanoszę je do kuchni. - A przynajmniej włożę do zmywarki - poprawiam się, słysząc głośny sprzeciw Prevców.
- To było tylko trochę zamierzone. - Kasia dołącza do mnie i pomaga mi, wkładając sztućce do zmywarkowego koszyczka. - No wiesz, takie dwie pieczenie na jednym ogniu. Ale... Ala? - Zerka na mnie niepewnie.
- No?
- Jakby co, to spałam u ciebie, okej? - Patrzy na mnie błagalnie. - Wiesz jaka jest moja matka, zaraz rozdmucha to do nie wiadomo jakich rozmiarów, a ja... ja nie chcę nic na siłę, rozumiesz?
- Rozumiem. - Kiwam głową. - Ale mogłabyś sama zastosować się do swojej prośby.
- To znaczy? - Marszczy brwi.
Wywracam oczami. Przecież mowa może być tylko o jednym.
- Wiem, że chciałabyś już mnie ubrać w sukienkę ślubną, ale ja nawet nie wiem jeszcze czy to wypali - wzdycham. - Nie zrozum mnie źle - dodaję, widząc jej minę - jest fantastycznie i jestem naprawdę szczęśliwa. Ale kiedy ostatnio czułam się przy kimś tak dobrze... Sama wiesz, jak to się skończyło. I chyba właśnie dlatego mam wrażenie, że już za moment coś zdrowo pieprzenie - wyrzucam z siebie.
- To się nazywa syndrom w końcu osiągniętego szczęścia - mówi Kasia, zatrzaskując zmywarkę. - Odetnij się od tego co było. Jak pieprznie, to pieprznie. Raz a porządnie. A jak będziesz się tym martwić na zapas, to pieprzenie o wiele szybciej i będziesz to przeżywać każdego dnia od nowa. I po co?
- Dzięki. Ile płacę za wizytę? - żartuję, trącając ją łokciem, a ona trzepie mnie ścierką po rękach.
- Po prostu baw się dobrze - mówi mi, odprowadzając mnie do przedpokoju, gdzie już czeka na mnie Peter.
- Odpalę samochód. - Uśmiecha się do mnie i wychodzi przed dom, a ja odprowadzam go wzrokiem.
- Ty też - zwracam się do Kasi i owijam szyję szalikiem. - Tylko, Kaś? - Odwracam się jeszcze w drzwiach.
- No?
- Tylko, żeby mi z tego dzieci nie było, jasne? - Grożę jej żartobliwie palcem, a ona w odpowiedzi wywraca oczami.
- Spokojnie, całą noc będziemy oglądać horrory - prycha. -  Ty się lepiej martw o siebie, apteki są już chyba zamknięte.
- Jesteś niereformowalna! - jęczę i zbiegam po schodach, bo Peter już trąbi niecierpliwie, grzejąc samochód na podjeździe.
- Co tak długo? - pyta, kiedy wsiadam do środka.
- Upewniałam się, że Katka nie zdemoralizuje ci brata - mówię z zawadiackim uśmiechem. 
- Na to chyba już za późno - odpowiada ze śmiechem. - Zresztą obaj chyba żeśmy przepadli - dodaje, zerkając na mnie z ukosa.
- Naprawdę? - Odwzajemniam spojrzenie i przygryzam wargę.
- Naprawdę - odpowiada cicho i odnajduje moją dłoń, zaplatając ją ze swoją.

[Peter]
- Gdzie te klucze? - mamrocze pod nosem Alicja, w mdłym świetle latarni przeszukując torebkę.
- Potrzymać ci coś? - pytam, a w odpowiedzi w moich ramionach ląduje sterta dość dziwnych rzeczy. - Chcę wiedzieć? - pytam podejrzliwie, wskazując klucz francuski i paczkę chusteczek do higieny intymnej, jak głosi napis na opakowaniu.
- Klucz francuski od dwóch tygodni próbuję zanieść do samochodu, bo mi się przewód od akumulatora luzuje i muszę śrubkę dokręcić, a to... - urywa, biorąc do ręki chusteczki. - A tego szukam od trzech dni. Już myślałam, że zostawiłam w sklepie, musiały się gdzieś zaplątać. O, mam! - woła radośnie, wyławiając klucze z czarnej dziury, mieszczącej te wszystkie dziwaczne skarby.
Szybko otwiera drzwi i prowadzi mnie na trzecie piętro, a mnie przypomina się, jak dwa dni wcześniej taszczyliśmy wspólnie po tych schodach kanapę, bo popsuła się winda.
- Duże ci jeszcze rzecz zostało do przeniesienia? - pytam.
- A co? Boisz się o swoją kondycję? - żartuje sobie ze mnie. - Spokojnie, z mebli tylko jeszcze jakieś dwie szafki, bo jak przywiozę rzeczy z domu, to nie chcę, by musiały wylądować na podłodze. I tak wygląda tu jak po przejściu tajfunu - wzdycha, otwierając na oścież drzwi do mieszkania.
- W takim razie nie widziałaś pokoju Domena - odpowiadam, odwieszając kurtkę na wieszak i wchodzę do salonu. Pamiętna kanapa stoi na środku, oddzielona od telewizora puchatym dywanem i niskim stolikiem do kawy.
- I mam nadzieję nigdy nie zobaczyć - odpowiada Alicja. - Herbaty? - pyta, wchodząc do kuchni, która od pomieszczenia z telewizorem oddzielona jest jedynie wysokim blatem z dwoma barowymi stołkami od strony salonu.
- Poproszę - mówię i rozglądam się ciekawie, bo wcześniej nie zwracałem uwagi na wystrój, zbyt zajęty przestawianiem mebli. Okazuje się, że prócz salono-kuchni, są tu jednie tylko dwa pomieszczenia: sypialnia i łazienka, ale całość daje wrażenie dość sporej przestrzeni, być może ze względu na niewielką ilość wyposażenia.
A mimo to, jest tu dość przytulnie.
- Boję się zapytać, jak wyglądało to mieszkanie, zanim postanowiłaś się tu naprawdę wprowadzić - mówię, przysiadając na jednym z barowych stołków, a Ala odwraca się od lodówki, do której właśnie chowa zrobione przez nas po drodze zakupy.
- Przecież wiesz. - Wzrusza ramionami. - Jeden stolik zwalony papierami, pusta lodówka, mikrofalówka, krzesło i materac, z którego wiecznie schodziło powietrze. Teraz przynajmniej mam łóżko - mówi, wskazując głową otwarte drzwi do sypialni.
- Gotujemy coś? - pytam, kiedy Ala podaje mi herbatę i sama znika za pękatym kubkiem.
- Ja jestem najedzona, ale możemy zrobić popcorn, jeżeli nadal chcesz oglądać film - odpowiada i nie czekając na odpowiedź, podłącza mikrofalówkę do prądu. 
- Jakieś propozycje?
- Szczerze? Nawet nie mam pojęcia, jakie nowe filmy wyszły w ciągu ostatnich dwóch lat, więc mogę zaproponować jedynie starocie - odpowiada, obserwując jak ziarna kukurydzy strzelają w mikrofalówce. Na jej twarzy widać autentyczną fascynację tym zjawiskiem.
- Gwiezdne Wojny? - rzucam, choć nie jestem pewien czy to w ogóle jej klimaty.
Ale Ala uśmiecha się krótko i kiwa głową.
- Zawsze spoko. Która część? - dopytuje, przesypując popcorn do wielkiej michy.
- Wylosujemy coś.
Ostatecznie pada na szóstą część, wyciągamy się więc na kanapie, a Ala podłącza laptop do telewizora i chwilę bluzga obelgami w kilku różnych językach, kiedy obraz nie chce pojawić się na dużym ekranie. W końcu jednak wygrywa z techniką i dosiada się do mnie.
- Mamy jeszcze kilka minut, bo musi się załadować. - Wkłada do ust dużą porcję popcornu, więc ciężko ją zrozumieć. Ze śmiechem strzepuję z jej ramienia okruszki.
- I co masz zamiar zrobić z tym czasem? - pytam, powstrzymując uśmiech i powoli przeciągam palcem po jej ramieniu. 
Lubię jej dotykać. Daje mi to irracjonalną pewność, że nigdy nie zniknie. Nie zniknie bez słowa, jak Katja.
- Cóż, myślę, że powinnam ci o czymś powiedzieć. - Ala zagryza wargę, gdy przenoszę wzrok na jej twarz. Gdzieś pod skórą przyczaja mi się niepokój, ale czekam spokojnie na jej dalsze słowa. - Rozmawiałam już wstępnie z Janusem, bo postanowiłam, że... że po sezonie zakończę współpracę ze związkiem i znajdę sobie jakąś inną pracę.
- Jak to? Chcesz... odejść? - pytam z niedowierzaniem.
- Peter... - mówi miękko Alicja. - Jeżeli to wszystko ma się udać... Jeżeli nam ma się udać, to musimy zmienić ten układ, w którym teraz trwamy. To nie jest dobre ani dla mnie, ani dla ciebie, a już na pewno nie dla drużyny - wyjaśnia łagodnie, a ja kiwam głową ze zrozumiem. To ma sens.
- Rozumiem, masz rację. Po prostu zaskoczyłaś mnie, nie myślałem... nie myślałem o przyszłości - odpowiadam zamyślony.
- Nie? - Ala unosi brew i przewierca mnie wzrokiem. - Na pewno?
- No, może trochę - poprawiam się, uśmiechając się do własnych myśli. To jasne, że myślałem. Jak mógłbym nie myśleć? - Po prostu nie myślałem o rozdzielaniu pracy zawodowej i życia osobistego.
- Dlatego czas o tym pomyśleć - mówi łagodnie Ala, przeczesując mi włosy palcami. Ona chyba też lubi mnie dotykać. Mam wrażenie, że kontakt fizyczny w ogóle jest dla niej bardzo ważny. - Pomyślałam, że lepiej będzie, jeżeli już teraz przestanę jeździć z Wami na zawody. To znaczy pojadę na Igrzyska i na Mistrzostwa Świata w Lotach, bo to bardzo ważne imprezy i jestem wam tam faktycznie potrzebna, ale pozostałe zawody? Jestem tam po prostu zbędna.
- Wcale nie! - oponuję natychmiast.
- Tak, Peter. - Ala twardo obstawia przy swoim. - Jeżdżę tam bardziej dla ciebie, niż dla drużyny. Nie tylko ja to zauważam. I to nie jest w porządku wobec innych. Dlatego lepiej będzie, jeżeli trochę się odsunę. Zawsze będę na posterunku, ale nie mogę być jednocześnie twoją dziewczyną i twoim psychologiem, Peter.
- A więc... jesteś moją dziewczyną? - upewniam się przekornie, znów dotykając jej ramienia, a Ala wywraca oczami i całuje mnie pośpiesznie, ale czule.
- Oczywiście, że tak, głuptasie. Choć w naszym wieku, brzmi to co najmniej śmiesznie. Dobra, oglądajmy, zanim padnę - przerywa, żeby wstać i włączyć film, po czym wraca i wtula się we mnie, zajmując jakieś trzy czwarte niezbyt dużej kanapy.
- Trochę tu ciasno - mamroczę jej we włosy, a ona tylko prycha cicho.
- Oglądaj, nie marudź.
Obejmuję ją mocniej i skupiam się na filmie. Dopiero gdzieś w jego połowie, orientuję się, że Ala od dobrych kilku minut śpi i nawet lekko pochrapuje. Ściszam więc dźwięk w telewizorze, by jej nie obudzić i sam mocniej zapadam się w kanapę. Po chwili i mnie zaczyna usypiać monotonny szum telewizora, zwłaszcza, że dobrze znam ten film. Czuję jak powieki mi opadają, a ja wcale z tym nie walczę, to był męczący dzień.
Budzi mnie Alicja wyplątująca się z moich objęć, by wyciszyć hałaśliwe reklamy, które włączyły się po zakończeniu filmu.
- Przepraszam, nie chciałam cie obudzić - mówi, dostrzegając, że nie śpię.
- Nie szkodzi i tak muszę wziąć jeszcze prysznic - odpowiadam, pocierając zaspaną twarz dłońmi.
- Dobrze, a ja pościelę ci łóżko w sypialni, ja prześpię się na kanapie. - Kiwa głową, wyłączając telewizor i pogrążając pokój w półmroku. - Jest całkiem wygodna, wbrew pozorom.
- Ala, to twoje łóżko, naprawdę nie musisz... - próbuję oponować, jednak dziewczyna kończy dyskusję podając mi kąpielowy ręcznik i wskazując drzwi łazienki, po czym sama znika za drzwiami sypialni.
Biorę szybką kąpiel, tylko tyle, żeby się nieco odświeżyć i wychodzę z łazienki, obwiązując się w pasie puchatym ręcznikiem. Nagle słyszę jakiś hałas dochodzący z sypialni, ruszam więc w tamtym kierunku i odkrywam Alicję z nieco naburmuszoną miną stojącą pod szafą i mamroczącą coś gniewnie pod nosem.
- Trzeba było przywieźć ze sobą ten stołek, trzeba było... - mruczy gniewnie jeszcze zanim mnie dostrzega. - Nie sięgam do najwyższej półki, a potrzebuję drugiej poduszki. Pomożesz? - pyta, odgarniając z twarzy włosy, które musiały wypaść z warkocza podczas nierównej walki z wysoką szafą.
- Jasne - odpowiadam, podchodząc bliżej i ściągam poduszkę. - Proszę. Na pewno chcesz spać na tej kanapie? - upewniam się.
- Na pewno - odpowiada i całuje mnie delikatnie, po czym odbiera ode mnie poduszkę.
- To łóżko jest dwuosobowe - zauważam. - Zmieścisz się.
- Wiem. Ale prześpię się na kanapie, naprawdę.
- Na pewno? - pytam po raz drugi, łapiąc ją za ramiona i zmuszając, by spojrzała mi prosto w oczy.
- Na pewno - odpowiada i całuje mnie raz jeszcze, a ja przyciągam ją do siebie, obejmując ją mocno. Czuję, jak wplata mi palce we włosy, jak wtula się we mnie mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Skóra pali mnie w miejscach, gdzie styka się z jej skórą, jej przyśpieszony oddech i bicie serca to jedyne dźwięki, które docierają do moich uszu.
Jeżeli istniały między nami jeszcze jakieś bariery, to zniknęły właśnie teraz.
A przynajmniej wydaje mi się tak do momentu, w którym Ala nagle odsuwa się ode mnie, pozornie bez powodu.
- Ja... - Odgarnia zmierzwione włosy i bierze głęboki wdech, próbując uspokoić przyśpieszony oddech. - Już późno, powinniśmy iść spać. Na łóżku położyłam ci spodnie od dresu - mówi szybko i odwraca się w kierunku drzwi.
- Ala. - Łapię ją za łokieć i zatrzymuję w pół kroku. - Ala, dlaczego znowu uciekasz? - pytam łagodnie.
- To... to nie jest dobry czas, Peter. Po prostu - odpowiada, nie patrząc mi w oczy. - Idę spać, wiesz gdzie mnie szukać, jakby co - dodaje, nim znika za drzwiami do salonu.
Siadam na łóżku i kryję twarz w dłoniach. Za każdym razem, kiedy już myślę, że nie ma nic, co jeszcze mogłoby nas dzielić, ona po raz kolejny wymyka mi się z rąk. Nie wiem, co robię nie tak. 
A może nic? Może po prostu muszę przyzwyczaić się do myśli, że nigdy nie będzie przy mnie cała. Że jakaś jej część pozostała przy osobie, której imienia nawet nie znam.

[Alicja]
Gdy zamykam za sobą drzwi, przez dłuższą chwilę nie mogę się ruszyć. Słyszę zza drzwi skrzypnięcie łóżka, które świadczy o tym, że Peter położył się spać i dopiero wtedy odsuwam się od nich i na nogach jak z waty docieram do kanapy, na którą opadam bez sił.
Znowu uciekłam, choć sobie obiecałam, że już nigdy więcej tego mu nie zrobię. Ale nie mogłam nad tym zapanować, wystraszyłam się.
Wystraszyłam się, bo już kiedyś znalazłam się na podobnej granicy. Na granicy, z której w ostatniej chwili zawróciłam.
A i tak okazało się, że uczyniłam to zbyt późno.
- Musimy to uczcić! - śmieję się, otwierając drzwi do hotelowego pokoju.
- Ech, to przecież nic takiego. To tylko lato - odpowiada, skromnie wzruszając ramionami.
- Nie marudź, tylko szukaj korkociągu, a ja przyniosę wino. Miało być prezentem dla Katki, ale kupię na lotnisku drugie - mówię i przechodzę do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie leży moja walizka. - Może być białe? - wołam, odnajdując butelkę.
- Może być. Ale nie ma korkociągu - odpowiada zmartwiony, kiedy wracam.
- Trudno, wbijemy korek do środka. - Wzruszam ramionami.
- Będziemy musieli wypić całe...
- Ty jedną trzecią, a ja resztę, pamiętaj, że masz jutro konkurs wieczorem - przypominam mu i przekazuję mu butelkę, a sama zaczynam szukać kieliszków. Znajduję niestety tylko szklanki i kubki, więc po chwili namysłu decyduję się na to pierwsze.
- Twoje zdrowie! - Wznoszę toast, a on kręci skromnie głową.
- Nie, raczej twoje. To wszystko twoja zasługa - odpowiada.
I tak łyk, za łykiem znika niemal całe wino, a nasze humory z minuty na minutę robią się coraz bardziej szampańskie.
- O, cholera - wyrywa mi się, kiedy źle chwyciwszy szklankę, wylewam na siebie resztkę alkoholu. - Lubię tę bluzkę. I spodnie. Cholera  - powtarzam, dostrzegając kolejną plamę. - Zaraz wracam - mówię i szybko znikam w łazience, gdzie zdejmuję ciuchy i szybko zapieram. 
- W porządku? - dobiega zza drzwi jego głos, a ja szybko owijam się ręcznikiem i wychodzę z łazienki.
- Tak, musiałam to od razu zaprać - odpowiadam i unoszę wzrok.
Przygląda mi się uważnie. Bardzo uważnie, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu na oczy. Jest coś elektryzującego w tym spojrzeniu, tak, że zamieram pod nim, zapomniawszy, że miałam teraz iść się przebrać. Zapominam o wszystkim i widzę tylko jego ciepłe oczy. 
Czuję jego oddech na szyi, jego dotyk na ramieniu, zapach żelu pod prysznic... Jakim cudem, skoro ostatnią kąpiel brał rano?
Wiem, że nie powinnam, ale nie umiem zaprotestować, gdy mnie całuje. Za bardzo sama tego chcę, a jak mogę odmawiać czegoś, czego pragnę tak mocno, wbrew zdrowemu rozsądkowi?
Ale wiem też, że granica jest bardzo cienka. Tak cienka, że możemy nie zauważyć, kiedy ją przekroczymy.
A być może to już się stało.
I moje "nie", niewiele tu zmienia.
Budzę się gwałtownie i przez chwilę nie wiem, gdzie jestem. Dopiero po sekundzie uświadamiam sobie, że to wcale nie jest Klingenthal, tylko Kranj, nie hotelowy pokój, tylko moje własne mieszkanie, a jedyny znajdujący się tu mężczyzna to Peter śpiący spokojnie w sąsiednim pokoju.
Siadam i uświadamiam sobie, że zasnęłam na niepościelonej kanapie, w ubraniu i na dodatek w jakiejś dziwnej pozycji, przez którą teraz wszystko mnie boli. Przeciągam się i zerkam na zegarek, który pokazuje drugą w nocy. 
Czuję straszną suchość w gardle, więc po ciemku człapię do kuchni, by napić się wody i oczywiście potykam się o coś. Nie zadomowiłam się w tym mieszkaniu jeszcze na tyle, by móc poruszać się po nim po omacku. Sięgam po telefon, by nieco oświetlić sobie drogę i zauważam kilka wiadomości od Katki.
"Ej, śpisz?"
"ALKA!"
"To ważne"
"Nie obchodzi mnie co robicie z Peterem, cokolwiek by to nie było, ODPISZ MI"
Ta ostatnia wiadomość jest sprzed trzydziestu minut, więc z duszą na ramieniu wysyłam w odpowiedzi znak zapytania, błagając w myślach, by nie spała, bo inaczej mnie zabije.
Sekundę później telefon rozdzwania mi się w ręce.
- Oszalałaś? - syczę dzikim szeptem. - Wiesz, która jest godzina?!
- Druga siedemnaście - odpowiada również szeptem. - Nie krzycz tak, Cene śpi.
- Tak go wymęczyłaś? - Nie mogę darować sobie złośliwości.
- Daj spokój - prycha. - Zrobiliśmy sobie maraton bajek Disney'a, ma prawo być zmęczony.
- Nie mieliście przypadkiem oglądać horrorów? - dziwię się.
- Owszem, ale ten plan poszedł się kochać, gdy mi się przyznał, że nie widział "Króla Lwa". Rozumiesz to? ON NIE WIDZIAŁ "KRÓLA LWA" - powtarza z autentyczną zgrozą, jednak nadal szeptem, choć nieco głośniejszym.
- Ciszej, bo go obudzisz. Albo co gorsza Petera - uspokajam ją.
- Właśnie, jak u ciebie? - Katka wykazuje nagłe zainteresowanie tematem.
- Nic specjalnego. Film, popcorn i chrapanie na kanapie. Właśnie się obudziłam cała połamana. Jutro ci opowiem - odpowiadam. - Kończę, dobranoc, Kaś.
- Dobranoc. Wiedz, że i tak ci nie wierzę! - dodaje na koniec, nim się rozłącza.
Wzdycham ciężko i włączam latarkę w telefonie, by bezkolizyjnie dotrzeć do kuchni.
Nie pamiętam, gdzie postawiłam zgrzewkę wody mineralnej, zresztą nie chcę hałasować, więc nalewam sobie do szklanki wody z kranu i popijam ją powoli, opierając się o kuchenny blat pośladkami i wbijając wzrok w światło latarni za oknem.
Uciekanie to moja specjalność. Być może dlatego, że nie umiem już sobie po tym wszystkim zaufać. Nie wierzę, że mogę pozwolić sobie na szczęście, nie raniąc przy tym nikogo. A przecież to całkiem irracjonalna myśl, to moje ucieczki najbardziej ranią tych, którzy są mi bliscy.
A jednak ciągle to robię.
Czas jednak z tym skończyć. Czas uwierzyć, że będzie dobrze, że nie powielam błędów z przeszłości, choć sytuacja wydaje się podobna. Czas uwierzyć, że wręcz przeciwnie - w końcu nie wybieram własnego szczęścia, ale tworzę je z drugą osobą.
Dosyć rozmyślania o konsekwencjach, nic nie zaszkodzi mi teraz bardziej niż niepotrzebne wątpliwości. Nie powielam błędów, nie wchodzę drugi raz do tej samej rzeki. 
Tworzę nową historię. 
Naszą historię.
- Nie śpisz? - Peter obejmuje mnie od tyłu, oplatająca ramionami w pasie, a jego włosy lekko łaskoczą mnie w policzek, kiedy opiera brodę na moim ramieniu.
- Zły sen, musiałam ochłonąć - odpowiadam zgodnie z prawdą i całuję go w policzek. - A ty?
- Obudziło mnie twoje hałasowanie. Zachowujesz się jak słoń w składzie porcelany. Nie obrażając słoni - dodaje, a ja daję mu kuksańca w bok.
- Grabi pan sobie, panie Prevc - mruczę przekornie, ale jakoś bez większego przekonania, bo Peter zdąża już skutecznie odwrócić moją uwagę.
Zdaje się, że to w tym miejscu skończyliśmy zanim jak zwykle uciekłam. A obiecałam sobie, że już więcej tego nie zrobię, prawda?
- Zdaje się, że kuchnia to dosyć newralgiczne miejsce dla nas. - Uśmiecham się, przeciągając palcem po jego klatce piersiowej.
Gest, który tak naprawdę nic nie znaczy. Nie dla kogoś takiego jak ja, dla kogo kontakty fizyczny z drugim człowiekiem jest całkiem naturalny, wręcz pożądany. Nic nieznaczący gest, z którego korzystam na co dzień.
Ale nie tym razem.
- Zauważyłem i mam zamiar to wykorzystać - odpowiada z prowokacyjnym uśmiechem i całuje mnie mocno, głęboko. Z pasją.
Przyznaję, nieco zakręciło mi to w głowie.
- Prevc. - Odsuwam się przekornie i zaplatam ręce na piersi. - Nie pójdę z tobą do łóżka - oznajmiam stanowczo. A przynajmniej na tyle stanowczo na ile jestem w stanie, biorąc pod uwagę okoliczności. 
A te akurat nie bardzo mi sprzyjają.
- Cóż - odpowiada z zawadiackim uśmiechem, a ja nagle ląduję półtora metra nad ziemią, w ostatniej chwili obejmując go za kark, choć nie sądzę, by mógłby mnie upuścić. - W takim razie sam cię tam zaniosę.
I robi dokładnie to, co powiedział.
A ja już nie protestuję. I, szczerze powiedziawszy, nie mam najmniejszego zamiaru tego czynić.

[Peter]
Następnego ranka budzę się jakimś cudem tuż przed budzikiem, który szybko wyłączam, by nie obudził Alicji. Odgarniam jej czule włosy z twarzy i całuję w czoło. Mruczy coś pod nosem, jednak się nie budzi.
Wstaję ostrożnie i ogarniam nieco bałagan, który po sobie zostawiliśmy na podłodze, po czym po cichu wychodzę z sypialni i idę do kuchni przygotować jakieś śniadanie. Zerkam na zegarek, który pokazuje dość późną godzinę, ale nie mam zamiaru się śpieszyć. Nie dziś.
Myślę, że mógłbym się tak budzić do końca życia. Przy niej.
Być może będzie mi to dane, wszystko zależy od Alicji.
Wciągam z lodówki zakupione wczoraj produkty i przygotowuję sadzone jajka i grzanki na maśle. Kiedy już niemal wszystko jest gotowe i mam iść budzić Alicję, czuję jak obejmuje mnie od tyłu i całuje w ramię.
- Ładnie pachnie. Czemu mnie nie budzisz? Późno już - zauważa.
- Właśnie miałem po ciebie iść - odpowiadam, a Ala odsuwa się, bym mógł rozłożyć jedzenie na talerze. - Czy ty masz na sobie... moją koszulkę? - dziwię się.
- Mhm, nie mogłam znaleźć swojej. A ty masz moje spodnie od dresu - odpowiada, związując zmierzwione włosy gumką. - Zaleję herbatę, co?
- Sama mi dałaś te spodnie... - odpowiadam.
- Żebyś nie świecił gołym tyłkiem, ale cóż, chyba nie do końca wyszło - odpowiada z łobuzerskim uśmiechem.
- Smacznego. - Stawiam przed nią talerz i obracam się jeszcze po kubki.
- Wygląda bardzo apetycznie. - Uśmiecha się Ala i wgryza się w grzankę. - Szkoda, że musimy się śpieszyć, o czternastej masz trening, a jeszcze musimy podjechać do was po rzeczy. No i po Cene - śmieje się.
- Spokojnie, delektuj się - odpowiadam, zerkając na telefon. - Tepes właśnie mi napisał, że Janus odwołał trening, ma wiać aż do nocy. Mamy popracować nad motoryką we własnym zakresie.
- Czyli jogging? - pyta domyślnie, a ja kiwam głową. - To faktycznie nie musimy się śpieszyć.  Ale i tak chciałabym jechać do ciebie, bo chcę umyć głowę, a żeby to zrobić muszę pożyczyć od Katki suszarkę.
- Nie ma sprawy, pojedziemy, gdy tylko będziesz gotowa. - Całuję ją ponad stołem i ścieram okruszki z jej policzka.
- Tylko zadzwoń najpierw do Cene, czy jeszcze nie śpią. Z tego co wiem, poszli spać dopiero po drugiej, więc to może różnie wyglądać, jak znam Katkę. Lubi sobie pospać. - Uśmiecha się nieco złośliwie.
- Cóż, my też poszliśmy o tej porze spać. Tak jakby - poprawiam się, dostrzegając uniesioną brew Ali.
Uśmiechamy się do siebie tym uśmiechem, który wyraża niemal wszystko. To co się między nami wydarzyło dało mi pewność, której potrzebowałem. Dało mi pewność, że oboje mamy takie samo wyobrażenie o naszym związku i naszej przyszłości. O tym, że chcemy tę przyszłość budować wspólnie.
I już nic nie stoi między nami. Zupełnie nic.
- Jedziemy? - pyta Ala pół godziny później, rozglądając się po mieszkaniu w poszukiwaniu kluczy, które podaje jej z półki w maleńkim przedpokoju, gdzie położyła je wczorajszego wieczora.
- Tak, możemy. - Kiwam głową i schodzimy do samochodu, trzymając się za ręce. - Chyba masz rację - mówię nagle, kiedy stoimy na światłach przy wyjeździe na główną drogę.
- Wiem że mam, ale oświeć mnie: w jakiej sprawie? - droczy się ze mną Alicja, a ja uśmiecham się kącikiem ust.
- Chodzi mi o twoją rezygnację. To faktycznie byłoby nie fair względem chłopaków, stawiałoby ich w głupiej sytuacji - wyjaśniam. - Chyba już teraz tak jest. Nie dostrzegałem tego, przepraszam - dodaję, uświadamiając sobie, że być może dlatego Ala tak długo starała się trzymać mnie na dystans, nawet wbrew sobie.
Choć zdaję sobie sprawę, że jest inny, poważniejszy powód. Powód, który chyba zawsze będzie wisiał nad nami jak cień.
Ważne, byśmy nie dali mu się pochłonąć.
- To dobra decyzja - odpowiada Ala po dłuższej chwili. - Nie musisz przepraszać, żadne z nas nie wiedziało, co z tego wyniknie. A potem ciężko jest zawrócić, gdy przekroczyło się pewną barierę - wzdycha, a ja mam wrażenie, że mówi nie tylko o nas.
- Żałujesz czasem, że odeszłaś od Polaków? - pytam nagle. - Pomijając powody, dla których musiałaś odejść, oczywiście.
- I tak, i nie - odpowiada po namyśle. - Lubiłam z nimi pracować, są naprawdę świetną ekipą, z którą miło się spędza czas, ale... ale nie żałuję. Wiesz czemu? - pyta, a ja wjeżdżam na swoje miejsce parkingowe pod domem i zaciągam hamulec ręczny, by móc na nią spojrzeć. - Bo dzięki temu poznałam ciebie.
- Więc za nami też będziesz tęsknić? - upewniam się, a Ala wywraca oczami i całuje mnie znienacka w nos.
- Obawiam się, że nie będę miała okazji. Chodź już lepiej.
Drzwi otwiera nam rozczochrany Cene w piżamie, zdaje się, że i do niego dotarła informacja o odwołaniu treningu.
- Niech zgadnę, dopiero wstałeś? - pytam, a mój brat ziewa w odpowiedzi. - Bawiliście się przynajmniej dobrze?
- Mhm, a wy? - pyta.
- Trochę się nie wyspałem - odpowiadam, po czym dodaję tonem wyjaśnienia. - Ala ma strasznie wąskie łóżko.
- Mhm, może dlatego, że jest jednoosobowe - odpowiada rezolutnie Cene, natychmiast się budząc. A myślałem, że to mój drugi brat jest pierwszy do takich przytyków.
- Nie twój interes - odpowiadam. - A poza tym jest dwuosobowe - dodaję tonem wyjaśnienia.
- Przed chwilą mówiłeś, że jest wąskie - wytyka mi Cene, a ja biorę głęboki oddech, żeby go nie udusić. - Dobra, dobra. Powiedz lepiej, co robimy z dzisiejszym treningiem. Jogging? -Szybko zmienia temat, widząc, że moja cierpliwość się kończy.
Czasami naprawdę zachowuje się na tyle lat, na ile wygląda.
- Chyba tak będzie najlepiej. Tylko najpierw powinniśmy coś zjeść - odpowiadam.
- Przed chwilą zeżarłeś jajecznicę z czterech jajek, żarłoku! - wytyka mi Ala, wyglądając z kuchni, w której zabarykadowała się od wejścia wraz z Katką. - I trzy grzanki!
- W cyklu treningowym potrzebuję czterech tysięcy kalorii dziennie - odpowiadam, wchodząc z bratem do kuchni i rozsiadamy się przy stole, gdzie już stoją cztery parujące kubki z kawą. Dziewczyny nie próżnowały.
- Dzisiaj już nie spalisz za wiele tych kalorii, pogoda o to zadbała. - Ala wywraca oczami i odwraca się do Katki. - Ej, wiesz, że ja w sumie też nigdy nie widziałam "Alladyna"? - mówi, a ja marszczę brwi.
- Zrobiliśmy sobie z Katką maraton Disney'a - wyjaśnia mi Cene, dostrzegając moją minę. - Okazało się, że mam poważne braki.
- Myślałem, że randki dorosłych ludzi wyglądają nieco inaczej.
- Phi! Mówisz tak, jakbyś się na tym znał! - prycha Cene.
- Chyba trochę się jednak zna - wtrąca Ala i uśmiecha się kącikiem ust. - Jak chcecie iść zrobić trening, to nie chcę was wyrzucać, ale powinniście się sprężać, bo od piętnastej ma lać - dodaje, zerkając na telefon. - No, już, sio! - Wypycha nas z kuchni niecierpliwym gestem.
Umawiam się z Cene, że wychodzimy za dziesięć minut i idę przygotować się do treningu. Gdy schodzę na dół, ku swojemu zdziwieniu, dostrzegam nie tylko mojego brata, ale także i Katkę.
- Dziewczyny idą z nami? - pytam zaskoczony.
- Tylko ja, Alka jest leniwą bułą - odpowiada blondynka, kończąc wiązać buty. - Spokojnie nie będę wam przeszkadzać, dam radę utrzymać tempo. Chyba - dodaje nieco mniej pewnie.
- Nie ma sprawy. Możemy iść? - pytam brata, który coś tam jeszcze sprawdza na zegarku.
- Mhm, tylko włączę sobie stoper. O... już! - woła, a ja obracam się jeszcze w kierunku Ali przyglądającej się nam z progu kuchni.
- Bawcie się dobrze, ja idę pod prysznic i będę wylegiwać się potem na kanapie. - Pokazuje mi język, a potem podchodzi i szybko całuje mnie na pożegnanie. - Uważajcie na siebie.
- Jasne. - Zamykam za sobą drzwi i przyśpieszam, by dogonić Cene i Katkę, którzy docierają już do końca ulicy.
- Co tak długo? - marudzi mój brat, gdy zrównuję z nimi krok.
- Rozmawiałem jeszcze z Alicją - wyjaśniam. - Standardowa trasa?
- Jeżeli tylko Katka nie odpadnie nam gdzieś po drodze - odpowiada Cene, zerkając na dziewczynę, która prycha oburzona.
- Jeszcze zobaczymy, kto tu odpadnie! 
- To około piętnastu kilometrów - uprzedzam ją, ale ta perspektywa raczej jej nie przeraża. 
Odpuszczam trochę tempo, puszczając ich przed sobą, by mogli bez krępacji porozmawiać. Przyglądam im się z perspektywy i nachodzi mnie dziwna myśl, że jeżeli im również się uda, to będziemy tworzyć niezwykłą grupę - w końcu Ala i Katka są dla siebie niemal jak siostry. 
To przecież nie może być przypadek, prawda?
- Zostałeś z tyłu! - Z zamyślenia wyrywa mnie ta ostatnia, biegnąć dziarsko u mojego boku.  - Cene gada przez telefon z jakimś kolegą, więc nie chcę mu przeszkadzać. Zresztą i tak niewiele rozumiem - dodaje z westchnięciem.
- Zaczęłaś uczyć się słoweńskiego? - pytam z zaciekawieniem. W sumie wcześniej nie miałem okazji z nią dłużej porozmawiać, widywaliśmy się głównie na zawodach do tej pory.
- Tak, Alka oddała mi swoje materiały, jej już przecież nie są potrzebne, mówi świetnie, prawie jak native speaker. - Wzrusza ramionami Katka. - Choć Cene mówi, że czas śmiesznie akcentuje niektóre słowa.
- Owszem, zdarza jej się. - Uśmiecham się, bo faktycznie tak jest. Osobiście uważam to za urocze, ale ona denerwuje się, gdy się z niej śmieję. - Jak to się w ogóle stało, że mówi tak płynnie?
- Uparta jest zaraza - odpowiada dziewczyna. - Założyła się ze swoim kuzynem, kto szybciej opanuje tysiąc słów nowego języka. Ona wybrała sobie słoweński, on rosyjski, co było nieco niesprawiedliwe, bo miał w klasie kolegę z Ukrainy. Codziennie uczyła się kilkunastu słówek i wygrała zakład, a w międzyczasie tak jej to weszło w nawyk, że potem uczyła się dalej, bo spodobał jej się ten język. I tyle, w sumie - kończy ponownie wzruszając ramionami.
- Czyli... czysty przypadek? - dziwię się.
- Nie wierzę w przypadki - odpowiada, zerkając na mnie z ukosa. - Wy też nie jesteście przypadkiem, Peter.
- To znaczy? - pytam, z wrażenia aż się zatrzymując.
- Ala... Ala nie jest osobą, która łatwo pozwala sobie na uczucia - odpowiada Katka, zatrzymując się przy mnie i przykuca, by poprawić sznurówki. - Jest naprawdę niewielka garstka osób, która może powiedzieć, że dobrze ją zna. Nawet ja czasami mam wątpliwości, czy mogę tak o sobie powiedzieć, a ciężko znaleźć osobę, która byłaby z nią bliżej niż ja. Zdarza jej się podejmować decyzje, które dla mnie są zupełnie niezrozumiałe, zupełnie do niej nie pasują. 
- Na przykład? - pytam ostrożnie.
- Na przykład to, że wróciła do skoków - odpowiada dziewczyna.  - To nie tak, że nie popierałam jej decyzji, choć dobrze wiedziałam, że miała powody, by zrezygnować i to rozwiązanie było wówczas, choć niepodziewane, to słuszne. Zaskoczyło mnie to, że nagle zdecydowała się wrócić, choć wielokrotnie wcześniej namawiano ją do powrotu - opowiada mi, a ja słucham z uwagą, bo Ala bardzo niechętnie dzieliła się ze mną tym, co działo się w jej życiu podczas pracy z Polakami oraz w tym okresie, nazywanym przez nią "pomiędzy". - Dziwne jest to, że zgodziła się akurat wtedy, gdy usłyszała, że jest u was wakat na stanowisku psychologa. Być może po prostu zgrało się to w czasie z apogeum frustracji, które przeżywała w swojej tymczasowej pracy, być może. - Wzrusza ramionami i urywa myśl, pozwalając mi dokończyć.
- Myślisz... myślisz, że zdecydowała się ze względu na nas? - mówię niepewnie, bo to dość odważna myśl. A jednak, gdy tylko pojawiła się wśród nas, nie miała problemów z zadomowieniem się, ze znalezieniem wspólnego języka z nami. Czy to jej umiejętności interpersonalne, czy po prostu miała nas już wcześniej na oku?
- Wiem tylko, że kibicowała ci po cichu, jeszcze w czasach pracy z Polakami, a nawet wcześniej. Czy to miało wpływ na jej decyzję? Nie wiem - odpowiada wymijająco Katka i opiera się o drzewo. - Chcę tylko przez to wszystko powiedzieć, że nieważne w jak bliskiej relacji jesteście, nigdy nie możesz być pewien tego, co naprawdę myśli. Potrafi doskonale ukrywać uczucia. Przecież minęło mnóstwo czasu zanim domyśliłam się prawdy o niej i... - urywa gwałtownie, uświadamiając chyba sobie, że nie powinna tego mówić.
- Wiem o tym - uspokajam ją, kładąc dłoń na jej ramieniu. - Ala przyznała mi się, dlaczego zrezygnowała z pracy z Polakami. 
- Wiem. - Kiwa głową Katka. - Ale chyba nie powiedziała ci nic więcej ponad to, że zakochała się w niewłaściwej osobie? - upewnia się, a ja kręcę głową. - To ci wystarcza?
- Musi. Ufam jej - odpowiadam z niezachwianą pewnością.
- A więc ufasz jej bardziej, niż ona ufa samej sobie - wzdycha cicho dziewczyna. - Jedyna rada, jaką mogę ci dać, to żebyś się nie poddawał, Peter - dodaje nieco głośniej. - Ona nie jest łatwą osobą do kochania, będziesz musiał wciąż się o nią starać. Za was oboje. Nie dlatego, że jej nie zależy, wręcz przeciwnie. Zależy jej tak bardzo, że boi się, że na ciebie nie zasługuje. Ze względu na przeszłość, która się za nią ciągnie. A kiedy Alicja się boi...
- To ucieka - dokańczam, przypominając sobie poprzedni wieczór. I chyba już rozumiem czego się wystraszyła.
Bała się przekroczyć barierę, która była dla niej granicą. Granicą w relacji z osobą, której nie powinna kochać, jak sama mówiła. Uciekła, bo nie wiedziała, czy i tym razem nie powinna postawić tej granicy w tym samym miejscu.
Bo wciąż do końca nie wie, czy może pozwolić sobie mnie kochać.
- Musisz dać jej czas i dystans - dodaje jeszcze Katka. - Ale nie możesz pozwolić jej się oddalić. Zbyt łatwo przychodzi jej odchodzenie, gdy boi się zaangażować - kończy, spoglądając mi w oczy.
- Ej, co to za obijanie się? - Podbiega do nas Cene i obrzuca nas zdegustowanym spojrzeniem. - Średnie tempo spadło nam przez was poniżej dwóch kilometrów na godzinę. Przecież jak nasz fizjo to zobaczy, to poukręca nam głowy! Już, lecimy dalej! Jeszcze dycha! - Pogania nas i zrywa się do biegu. Nam nie pozostaje nic innego, jak ruszyć za nim.
Zerkamy na siebie z Katką szybko i uśmiecham się krótko.
- Dziękuję - szepczę niemal bezgłośnie, a ona odpowiada mi tajemniczym uśmiechem.
Zdaje się, że ma rację i wciąż czeka mnie niełatwa droga. Ale przyjemna jest myśl, że wierzy we mnie. W nas. Wierzy, że nam się uda.
A ja cieszę się, że Cene będzie mieć przy sobie kogoś takiego, jak Katka. Bo ja wierzę w nich, tak jak ona wierzy w nas.
Obyśmy oboje mieli rację.

[Alicja]
Wychodzę spod prysznica i obwiązuje włosy ręcznikiem, a następnie zakładam ciepły Peterowy szlafrok i opuszczam łazienkę, zostawiając za sobą kłąb pary. Nigdy nie mogłam zrozumieć tej tendencji do ciągłego podkradania ubrań swojego partnera. Cóż, teraz chyba już wiem, o co chodzi.
Po prostu daje to poczucie jego obecności, nawet gdy jest daleko, gdy długo go nie ma. Zwłaszcza wtedy, gdy pojęcia "długo" i "daleko" stają się bardzo względne.
Rozsiadam się na kanapie w salonie i sięgam po laptopa. Włączam go i wpisuję hasło, a na ekranie wyświetla się informacja o aktualizacji systemu. Wzdycham ciężko i idę do kuchni zrobić sobie herbatę, korzystając z chwili, zanim laptop będzie gotowy do pracy.
Kiedy wracam z pękatym kubkiem parującej herbaty, wita mnie już pulpit z milionem ikonek, których nigdy nie mam czasu posprzątać. Otwieram przeglądarkę i popijając herbatę wpisuję w pasku wyszukiwania kilka haseł, które mnie interesują.
Podczas mojego ostatniego pobytu tutaj, coś nie dawało mi spokoju. Przez ostatnie tygodnie, problem ten cały czas czaił się gdzieś z tyłu mojej głowy, by w końcu stać się czymś na kształt teorii. Korzystając z wolnej chwili postanowiłam ją sprawdzić.
Przeglądam kolejne strony w języku słoweńskim i zapisuję sobie kilka numerów telefonu oraz dwa adresy. Jestem już niemal bliska rozwiązania zagadki, kiedy nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Prycham poirytowana i zamykam ekran laptopa, biorę kubek z połową herbaty i idę otworzyć, pewna że to Peter wraz z Cene i Katką, którzy nie posłuchali mnie i nie wzięli kluczy.
- Mówiłam wam, że będę pod prysz-... - urywam w pół słowa, bo osoby stojące na progu absolutnie nie są tymi, których się spodziewałam. 
- Dzień dobry. Ty pewnie jesteś Alicją, prawda?
- Tak, dzień dobry - odpowiadam słabo, lustrując wzrokiem stojącą przede mną kobietę w średnim wieku i kryjącą się nieco za jej plecami nastoletnią dziewczynkę. - Pani musi mamą Petera. A ty to pewnie Nika, zgadza się? - zwracam się do dziewczynki, która bez słowa kiwa głową. 
- Możemy wejść? - pyta pani Prevc, a ja odsuwam się od drzwi robią przejście.
- Jasne, przecież to w końcu pani dom... - odpowiadam, czując się nagle niesamowicie głupio.
Bo cała ta sytuacja jest mocno... krępująca.
- Chłopcy są na treningu? - pyta kobieta, a ja kręcę głową.
- Odwołany. Poszli biegać, ale za pół godziny powinni już wrócić - wyjaśniam i przypominam sobie o Katce. Odczuwam dziwną satysfakcję, na myśl, że nie będę sama w tym mocno kuriozalnym położeniu.
Choć ona przynajmniej będzie mieć na sobie coś więcej niż bieliznę i szlafrok. Na dodatek nie swój.
- Może zaparzę herbaty? - proponuję, by jak najszybciej móc urwać kontakt wzrokowy.
- To dobry pomysł. Jeśli można to owocową, jest na drugiej półce...
- ...w szafce nad piecem - wyrywa mi się, a pani Prevc uśmiecha się do mnie.
- Zdaje się, że obie lubimy tę samą herbatę. Nika - zwraca się do córki - idź po swoje rzeczy na górę, dobrze?
Dziewczynka wciąż nie wypowiadając ani słowa znika mi z oczu, a mama Petera siada przy stole w kuchni obserwując mnie jak nalewam wody do czajnika. Nadzieja na chwilę osamotnienia dla pozbierania myśli znika, jak kamfora.
- Nika chyba jest nieco nieśmiała - zagajam ostrożnie i wyciągam z lodówki mleko. - Ja w jej wieku też nie czułam się pewnie w obecności obcych osób - wyznaję.
- Niemożliwe, przecież jest pani psychologiem! - dziwi się pani Prevc, a ja uśmiecham się wąsko.
- To raczej nie ma wiele do rzeczy. I, naprawdę, wystarczy Alicja - dodaję, podchodząc bliżej. - Alicja Mittner, chyba zapomniałam się przedstawić, przepraszam.
- Julianna Prevc - odpowiada, ściskając zdecydowanym gestem moją dłoń. - Miło mi cię w końcu poznać, Alicjo, choć w nieco niespodziewanych okolicznościach.
- Mnie również miło panią poznać. - Odwzajemniam uśmiech, nieco uspokojona i podaję jej kubek z herbatą. - Bardzo przepraszam za ten strój, dopiero co wyszłam spod prysznica. Nie spodziewałam się nikogo przez najbliższe pół godziny.
- Nic nie szkodzi. Powinnam uprzedzić Petera, że przyjedziemy na chwilę. Nika dostała dziś rano wiadomość, że jutro ma wystąpić w zawodach - wyjaśnia. - Nie wzięła na ferie ze sobą sprzętu narciarskiego, więc musiałyśmy po niego przyjechać. Mój mąż został z drugą córką u teściów, bo to ja wyciągnęłam krótszą zapałkę - śmieje się.
- Naprawdę? - wtóruję jej i podchodzę do pieca, gdzie mleko właśnie zaczyna się gotować. Dosypuję do garnka kakao, cukier i wrzucam odrobinę masła i zaczynam energicznie mieszać.
- Tak, oboje mieliśmy ciężki czas w pracy i chcieliśmy odpocząć, ale niestety, zawody sportowe w tej rodzinie stoją zawsze na pierwszym miejscu - wzdycha, a ja przelewam kakao do kubka i dosiadam się do niej.
- Musi pani być w ciągłym stresie - czterech skoczków w rodzinie! - uświadamiam sobie. - Chyba że i Ema zaczyna się interesować skokami? - pytam.
- Dzięki Bogu, nie - odpowiada pani Prevc z ulgą, biorąc kolejny łyk herbaty. - Ale masz rację, to nie jest dla mnie łatwe. Zwłaszcza, że każde kolejne z nich, jest coraz bardziej szalone na tym punkcie.
- Myślałam, że Cene i Domen nie biorą tego aż tak poważnie jak Peter - dziwię się. - Ale w sumie nie wiem jak to było z nim, gdy był w ich wieku - dodaję.
- Jak dla mnie niewiele się zmienił... Ale jestem jego matką, bez względu na okoliczności, zawsze będzie moim dzieckiem - odpowiada i przenosi wzrok na Nikę, która po cichu wsuwa się do kuchni. - Masz wszystko? - pyta, a dziewczynka kiwa głową, unikając mojego wzroku.
- Zrobiłam dla ciebie kakao, mam nadzieję, że lubisz. - Uśmiecham się do niej zachęcająco i podaję kubek.
- Dziękuję - mówi cicho i nieśmiało odpowiada uśmiechem. - Bardzo dobre - dodaje, upijając łyk.
- Zaraz wrócę, kochanie, muszę zadzwonić. - Pani Prevc podnosi się z krzesła i wychodzi, a ja zostaję sama z siostrą Petera, która popija zrobione przeze mnie kakao.
- Będziesz z nami mieszkać? - pyta nagle, zupełnie mnie zaskakując tym pytaniem.
- Nie, raczej nie - odpowiadam, kiedy mija pierwszy szok. - Mam mieszkanie niedaleko, wbrew pozorom, jestem jednie waszym gościem.
- Szkoda - wzdycha dziewczynka. - Domen i Cene mówią, że jesteś fajna. Petera nie biorę pod uwagę, bo wiadomo. - Wywraca oczami. - Ciężko jest mieć trzech starszych braci, wiesz?
- Mogę się jedynie domyślać, jestem jedynaczką - odpowiadam.
- Szczęściara! - woła Nika i dopija kakao. - Nie przejmuj się mamą, polubiła cię. 
- Tak myślisz? - pytam.
- No. Już dawno chciała cię poznać, ale Peter jakoś unikał tematu. Chyba nie chciał zapeszyć, czy coś. No wiesz. Chciał być pewien.
- Zdaje się, że los zadecydował za niego. - Uśmiecham się. - Ale nie ma się czego bać. Nigdzie się nie wybieram - dodaję, kiedy nagle rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. - Oho, o wilku mowa.
Idę otworzyć, a Nika idzie za mną, by przywitać się z braćmi. Naszym oczom ukazuje się jednak jedynie Kasia.
- Mittner, ty jeszcze w piżamie...!? - wykrzykuje zdyszana, nim dostrzega najmłodszą znaną mi latorośl Prevców i milknie zaskoczona.
- Zostałam zaskoczona. Kaś poznaj Nikę. Nika, to moja przyjaciółka Kasia - zwracam się do dziewczynki, przyglądającej się nam ciekawie. - Twoi bracia nazywają ją Katką, pewnie słyszałaś.
- Ty jesteś dziewczyną Cene? - pyta rezolutnie, a w oczach przyjaciółki dostrzegam przerażenie. - Mówi o tobie tak dużo, że nie może być inaczej! - Sama sobie odpowiada, a ja uświadamiam sobie, że pierwsze wrażenie o jej nieśmiałości było błędne. Wbrew pozorom zdaje się, że Nika jest całkiem śmiałą dziewczynką.
- Gdzie Peter i Cene? - pytam. - Zgubiłaś ich?
- Nie, muszę wejść przez garaż, bo wpadli do strumyka. - Kaś wywraca oczami. - Założyli się, czy dadzą radę go przeskoczyć. Obaj się przeliczyli - wzdycha, a ja wybucham śmiechem.
- Czemu mnie to nie dziwi? Wchodź, poznasz zaraz mamę Prevc - dodaję, a na twarz Katki powraca wyraz przerażenia.
- Co ona tu robi? - pyta scenicznym szeptem.
- Mieszka - odpowiadam. - Nika potrzebowała kilku rzeczy na zawody. O, jesteście! - wołam, na widok skoczków wyłaniających się z drzwi prowadzących do garażu.
- Peter! - Nika rzuca się na szyję zaskoczonemu bratu, a Cene zerka zdezorientowany na bladą Katkę, to na mnie.
- Cześć, co ty tu robisz? - pyta oszołomiony Peter, odstawiając siostrę na ziemię.
- Przyjechałam z mamą, bo jadę jutro na FisCup! Rozumiesz? Jednak pozwolili mi jechać, więc mama mnie przywiozła, żebym mogła się spakować.
- Mama tu jest? - powtarza jak echo Peter i przenosi na mnie wzrok.
- Tak. Bardzo miła kobieta, lubi tę samą herbatę, co ja - odpowiadam z uśmiechem. - Pozwolicie, że was zostawię, co? Chciałabym się w końcu ubrać - wzdycham.
- Alka, ja się muszę stąd ewakuować! - syczy za mną po polsku Kasia, jednak ignoruje ją i zamykam się w  łazience.
Niech też trochę pocierpi.
Zaplatam włosy w warkocz i ubieram się nieco bardziej elegancko niż planowałam wcześniej i przeglądam się w lustrze. Nachodzi mnie dziwna myśl, że jestem w takim miejscu mojego życia, o którym wiedziałam, że nadejdzie, jednak jakaś część mnie nie wierzyła, że jest to w ogóle realne. 
A jednak tu jestem. Z mężczyzną, który mnie kocha, na którym mi zależy. Z jego rodziną, która, mam wrażenie, w pełni mnie akceptuje oraz Kasią, która jest najlepszym uzupełnieniem tego obrazka, jaki mógł mi się trafić.
Jeszcze całkiem niedawno nie pomyślałabym, że coś takiego jest w ogóle możliwe.
Teraz pozostaje mi jedynie wierzyć, że wykorzystałam już limit nieszczęść w moim życiu. Że przekroczyłam magiczną barierę, za którą może nie będzie zawsze dobrze, ale na pewno będzie lepiej.
Stawiam stopę po raz pierwszy na gruncie, który nie jest mi znany. Mijam bariery, które były dla mnie dotąd nie do przejścia. Mam teraz jedno, jedne zadanie: nie wystraszyć się i nie zawrócić.
Biorę głęboki oddech i wychodzę z łazienki.
W końcu mam pewność, że naprawdę zaczynam od nowa.
_____________
Przybyłam dużo szybciej, niż zazwyczaj, tego się nie spodziewaliście, co?
Tekst prosto spod igły, ma pewnie milion błędów, ale obiecałam, że będzie w sobotę, więc jest. Mam nadzieję, że nie jest tragicznie, a jeśli jest to potem będę się bawić w korektę.
I czy ktoś zauważył, że ani razu nie padło tu imię Klemensa, nie wspominając o jego fragmentach, huh?  No i jak Wam się podobają moi kolejni członkowie dynastii Prevców? :D
Ok, piszcie, jak się podobało, polecajcie znajomym i lajkujcie naszą stronę na fejsbóku itp., itd. A ja lecę pisać kolejny rozdział!

PS: Decyzja o tym, że Alicja nie będzie jeździć na pozostałe zawody, została podyktowana tym, że nie zniosłabym kolejnych pięciu rozdziałów o niczym, więc sobie daruje wszystko, co jest między Igrzyskami a Planicą, nie licząc MŚwL. Jestem leniwa, wiem.


14 komentarzy:

  1. Cene, bratu takich rzeczy się nie robi!
    Katka, nie narzekaj, póki jest jadalne póty jedz.
    Katka ty dyktatorze *emota kota płaczącego ze śmiechu*
    Peter, nigdy nie miałeś w torebce klucza francuskiego?
    Pokój Domena jako podpis skutków tajfunu?
    WTF
    Łóżko dwuosobowe, Peter odda ci kawałek połówki.
    Wybacz, to że Cene wygląda sześć razy młodziej i wyrwał Katkę nie oznacza, że masz tak samo dobre geny, nawet jak pula była ta sama.
    Katka *emotka płaczącego ze śmiechu kota*
    JA TEŻ NIE WIDZIAŁAM, WIELKIE MI HALO
    A niby to takie szczuplutkie so
    Ciągle zapominam - ile ona ma wzrostu?
    No w dom to raczej się nie bawili.
    DWUOSOBOWE ŁÓŻKA TEŻ MOGĄ BYĆ WĄSKIE
    no może czasem śmiesznie akcentuje, przeca jest chyba ze śluńska
    Powiecie, że pielgrzymka do Częstochowy na kolanach bywa i wzięli was za pielgrzymów, więc 2 km/h na kolanach to spoko prędkość
    Świecisz jak miliony ikonek, pozostanie tylko moment, chwila zanim znajdziesz to.
    A teraz to śmiechnęłam mocno i potężnie, dobrze że nie czytam tego po 23 jak zazwyczaj.
    Kurde inna ta Nika
    Ma adres meldunkowy, jakbyś się pytała, czemu tu mieszka
    Biedna Kasia.

    Uff, udało się przed rozładowaniem laptopa, heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem kim jesteś, ale cieszę się, że się podoba! :D
      Tak, Katka ma w sobie coś z dyktatora XD
      Klucz francuski to pół biedy, zdziwiłabym się gdyby Peter nosił torebkę.
      JAK MOŻNA NIE ZNAĆ "KRÓLA LWA"?!?!
      Ala ma 165cm, krasnal z niej :P.
      Z akcentem chodziło raczej o to, że przy zmianie języków z polskiego na słoweński zapominała o zmianie akcentu, który pada na inne sylaby w tych jęzkach.
      Kasia zasłużła!!!

      Gratuluję refleksu i zapraszam za ok. 2 tygodnie na następny! :)

      Usuń
  2. To jam była, nie chciało mi się logować xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam. Miało być wczoraj wieczorem ale zaczęłam oglądać Bodyguarda i przepadłam...
    Katka i Cena to takie dwa ciołki, które idealnie burzą plany innych na spędzenie czasu wolnego. Ok, nie było jeszcze sprecyzowane co będą robić Ala i Peter, a ciołki już mieszają się i rządzą :P
    A z Katki to niezła artystka, Alkę prosi o alibi przed własną rodzicielką a sama wrabiała Alę i jej znajomych w związki zmierzające do ołtarza.
    Peter serio? Twoja mama na pewno ma podobny obraz zawartości torebki, a ty się dziwisz na klamoty Ali? (a tak btw to widziałaś skecz kabaretu Simle pt. Wigilia? Tam w torebce znalazł się m.in. kremik do usteczek- takie luźne skojarzenie).
    Poważnych decyzji część dalsza: zmiana pracy. Trochę mnie to smuci, bo reszcie drużyny Ala była przydatna, Peterowi zresztą też. Jako jego dziewczyna na dłuższą metę wiadomo, że będzie musiała odpuścić. I co dalej? Znów praca w linii dla desperatów? Może z młodzikami znajdzie się dla nich zajęcie. Chociaż biorąc pod uwagę, że za każdym razem wchodzi w miłosne relacje z jakimś zawodnikiem to nie jest dobry pomysł :P
    Osobne łóżka, odrzucenie, retrospekcja (martwiąca mnie bo jednak A&K przekroczyli kolejne bariery...)rozmowa z Katką. A potem Peter i kolejne kroki w jego kierunku. Peter i jego odważny krok. Lubię go takiego.
    A teraz zaczynamy prze uroczy fragment, ogólnie rzygam tęczą, dookoła biegają różowe jednorożce i latają pulchniutkie aniołki grające na harfach. Gdybyś jednak nie dała tego fragmentu to bym Cie chyba udusiła! Musiał tu być i bardzo dobrze, że się pojawił. Bałam się, że Alka po tej nocy zacznie robić jakieś cyrki i odbije to się na Peterze. Ale teraz wygląda na to, że zaryzykowała, weszła na ścieżkę razem z Peterem i nie zrezygnuje.
    Dobrze, że Katka przyjechała. Peter potrzebował rozmowy z nią. Ala ma szczęście, że ma wokół siebie takich ludzi.
    Peter poznał już teściów to teraz czas na Alicję. Trochę krępujące, rozmowa w szlafroku ale dała radę. I Nika się rozbrykała. To jeszcze teść i Emma i cała rodzina jej :D
    Czego Alicja szuka w tym internecie? Pierwsza myśl: była Petera. Mam nadzieję, że się mylę. Chyba nie chce ich spotkania. Chociaż Peter może potrzebować rozmowy z nią. Ehh takie coś wpadnie do głowy i nie chce się odczepić...
    Ta końcówka podsunęła mi jeszcze jedną myśl: Czy to opowiadanie zmierza do końca? Bo ja tego nie chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, spoko, ja przecież też nie grzeszę punktualnością XD
      Katka i Cene mają niezły tajming, jeżeli chodzi o przeszkadzanie :P
      Skeczu nie znam, a Peter do damskich torebek nie zagląda tak często ;)
      No, Ala nie mogłaby dalej z nimi pracować, bez poważnego konfliktu etycznego. Ale pracę jakąś na pewno znajdzie i to na pewno nie na niebieskiej linii, czy czymś podobnym, bo oszaleje. Ona miała propozycje ze strony środowiska narciarskiego wcześniej, ale odrzucała je ze względu na niebezpieczną bliskość Klemensa i kłoptów z nim związanych. Teraz nie ma takich ograniczeń, więc myślę, że ze znalezieniem pracy kłopotów mieć nie będzie.
      Co do retrospekcji, to chyba nie została dobrze zrozumiana :O. Nie wiem, czy ktoś zauważył, ale to było odniesienie do prologu, w którym Ala powiedziała Klemensowi zdecydowane "NIE". To to wspomnienie uświadomiło jej, że w relacji z Peterem nie musi sobie stawiać takich granic, jest całkowicie wolna.
      Tak, ja też rzygałam tęczą pisząc ten fragment, a pisałam go dwa razy, bo mi się wziął i skasował. Kto śledzi mojego tt, ten wie, bo bluzgałam równo.
      #teamKatka! :D
      Sceny z rodzicami zawsze są creepy XD
      I powiem Ci, ze zadziwiająco dobrze kombinujesz, nie sądziłam, że ktoś w ogóle przywiąże wagę do tych alicjowych poszukiwań w internecie! :O Pozytywnie mnie zaskoczyłaś.
      A wyjaśnienie już niedługo ;)
      No, niestety, zbliżamy się nieuchronnie do epilogu. Trzydziesty rozdział będzie ostatnim, a potem... finito :<
      Mnie też smutno, ale czuję też coś na kształt ulgi.
      Dziękuję pięknie za wspaaaaaniały komentarz! Buziaczki!

      Usuń
    2. Przyznaję się bez bicia, nie połączyłam retrospekcji z prologiem. Nie poszła z K na całość ale jednak było o wiele za blisko :(
      Ehh pociesza mnie jedynie to że do 30 rozdziału jeszcze mamy trochę czasu. Biorąc pod uwagę długość rozdziałów trudno oczekiwać, że ich ilość będzie dużo większa tak by nie ucierpiała na tym treść. Modzie na sukces mówimy nie!
      Do następnego :*

      Usuń
  4. Trafiłam na to opowiadanie wczoraj i całe je przeczytałam z zapartym tchem. No i... wow. Nie wiem co napisać, po prostu czekam na dalsze rozdziały. To jest po prostu niesamowite :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autentycznie podziwiam ludzi, którzy czytają całe "Odchodzę" za jednym zamachem. Przecież to ma już ze trzysta stron! :O
      Z następnym rozdziałem przybędę niedługo, witaj na pokładzie! :D

      Usuń
  5. Ależ ja się nie spodziewałam rozdziału tak szybko! Nie, żebym narzekała. Poproszę o więcej takich niespodzianek. :)
    Nareszcie, chce się powiedzieć. Nareszcie relacja Ali z Peterem wygląda tak pięknie, jak zawsze chciałam, żeby wyglądała. Nie będę się już zachwycać panem skoczkiem, bo to byłoby nudne, widzę przecież że robisz z niego ideał. Eh, a potem się to czyta i chce się wierzyć, że tacy istnieją! :(Bardzo zaimponowała mi Ala i jej chęć, żeby wreszcie przekroczyć te wszystkie bariery w swojej głowie. Mam ogromną nadzieję, że wreszcie jej się uda.
    Wszystko zdaje się zmierzać w dobrym kierunku i tak się zastanawiam... Kiedy coś pójdzie nie tak? Oby nie za szybko! Daj nam się pocieszyć!
    To jeden z moich ulubionych rozdziałów, a nie został w nim oddany ani jeden skok... Co ja poradzę, że tak uwielbiam relacje, jakie stworzyłaś między bohaterami.
    Życzę bardzo dużo weny i czasu na pisanie, bo każdy rozdział powoduje ogromny uśmiech na mojej (i nie tylko mojej) twarzy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, w ostatnim czasie podkręciłam tempo ;).
      No jest miło jest, ja też lubię ten rozdział. Nie mogę nic obiecać, ale na razie nie planuję katastrof... aż tak bardzo. Zresztą sami zobaczycie niedługo. Mi też nie bardzo chce się opisywać już konkursy, ale ciii :p.
      Dziękuje za komentarz, a wenka się zawsze przydaje :3

      Usuń
  6. Nie ma to jak poznać teściową, będąc w szlafroku XDDDD uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jeszcze nie swoim!
      Nie ma co - to jest chyba najlepsza scena tego rozdziału :P

      Usuń
  7. Cene! Kur...czątko! Czy ty i twój brat to zawsze musicie wejść w nieodpowiednim momencie???
    Peter. Uwierz, że też mi ogromnie żal, że plany wam nie wyszły. Jakby coś to mogę twoich braci zamordować.
    Ala prponująca ucieczkę? Tylko we dwoje. Nonono. Panno Alicjo! Co to sie porobiło.
    Pero, było jechać do Ali, przynajmniej była pewność ze nie przytyjesz przed igrzyskami.
    Oj Kaś, Kaś. Ty jeszcze wspólny ślub wymyślisz skoro juz podwójne randki załatwiasz.
    Masz racje Peter. Oboje przepadliście na amen.
    No nie. Jak tak można wykorzystywać zwyciezce TCS do wnoszenia kanap. Na 3 piętro!  I to po schodach!!
    Ojojoj. Tego to sie nie spodziewałam, że będzie chciała tak szybko zrezygnować z jazdy za nimi na zawody (i sie wyjasnilo dlaczego jej nie widzę w tv).
    No nie! Ten jej mówi niemal prosto w czy by się położyła obok, sama mu się kiedyś do łóżka wtryniła a teraz ucieka? I to w takim momencie. Echhh dzieci to ja sie tutaj długo nie doczekam.
    I biedny Pero. Znowu skołowany i zaczyna siebie obwiniać. Alka! Ty mi go tak nie martretuj psychicznie! Bo się chłopaczyna naprawdę załamie raz na zawsze.
    Jeszcze raz będzie wspominać Klemensa i robic sobie retrospekcje to ją uduszę. Jak pragnę zdrowia!
    Ja na zawał chce zejść a Kaś o tym że Cene Króla Lwa nie oglądał?
    Tak Alicjo. Teraz ma pani racje. Nie możesz ciągle uciekać. Trzeba zaryzykować w końcu. Przecież to twój chłopak.
    A determinacja pana Prevca bardzo mi sie podoba. Może jednak będą z tego dzieci wcześniej niż myślę ;)
    Ej no. Ja chce tego Prevca obok siebie. Echhh naczytam sie ff a potem płacze ze nie mam takich facetów na tym świecie ;(
    Ciekawa ta rozmowa Petera z Katką. Chyba dobrze na niego podziała. Będzie miał trochę rozjaśnione to co prawdopodobnie dzieje sie w głowie Ali.
    Nie ma to jak pierwsze wrażenie . Pięknie nam sie synowa zaprezentowała, oj cudnie w tym szlafroczku.
    Nika. Dziecko juz cię kocham!
    Ja wiedziałam ze te Prevce to szalone człowieki, ale żeby przez strumyk skakać? Przed Igrzyskami??!!! Dobrze ze żaden nogi nie skręcił.
    Kaś! Nawet nie probuj uciekać. Nie ma takiej opcji. Trzeba sie poznać z teściową.
    Przemyslenia Ali na koniec bardzo fajne. Mam nadzieje ze będzie sie tego uparcie trzymać.

    Jakoś szybko mi ten rozdział uciekł. Taki krótki był czy tak nie mogłam sie od niego uwolnić?
    Oczywiście weny i do zobaczenia niedługo ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te Precle takie wscibskie i malo zorganizowane no.
      Kasia jako swatka bylaby fenomenalna!
      Kogos musiala wykorzystac. A Pwter byl chetny :p
      No w sumie to jej nie widac na tych zawodach faktycznie xd
      WTEDY WTRYNILA SIE PRZYPADKIEM!!!
      bo Klemens ja spaczyl i teraz ma opory, to trzeba wyjasnic!
      Bo Katka to taka ciocia dobra rada ;)
      Dobrze ze miala na sobie szlafroczek.
      Prevce to w ogole szalona rodzinka jest!
      Kasia lubi dawac rady ale korzystac z nich ro juz niekoniecznie :p
      Chyba byl krotki (jak na mnie). A poza tym blizej niz dalej :p
      Do zo! Dziękowac! :*

      Usuń