25 marca 2017

ROZDZIAŁ 22. "Ludzie widzą to, co chcą widzieć"

[Klemens]
- Znowu zapomniałbyś ręcznika.
Podnoszę się z klęczek, przerywając próby dopięcia torby i podnoszę wzrok na roześmianą Agę. Pod pachą trzyma gruby ręcznik kąpielowy, a ja siadam na podłodze i zaczynam się śmiać.
- Gdzie ja go niby wcisnę? - Wskazuję na wypchany bagaż, a Agnieszka dosiada się do mnie i obejmuje mnie mocno.
- Myślę, że możesz wyrzucić kilka koszulek. I tak wiem, że chodzisz tylko w jednej - szepcze mi do ucha, a ja skradam jej całusa.
- Wcale nie - droczę się z nią i pociągam za sobą na podłogę, a Aga chichocze cicho i mocno się we mnie wtula.
- Szkoda, że musisz już jechać. - Jej westchnienie jest cichsze od szeptu, jednak powoduje nieprzyjemne ukłucie w moim sercu. 
Kilka tygodni temu nasza relacja uległa poprawie, wręcz odżyła po wielu miesiącach moich sportowych niepowodzeń, które niestety przenosiłem na atmosferę w domu. W ostatnich dniach jednak nie potrafię skupić się na swoich rodzinnych relacjach, dręczy mnie bowiem problem, o którym nie mogę porozmawiać z Agnieszką. Nie mogę jej przecież powiedzieć o Alicji, o tym, jak ciężko zerwać mi z nią wszelki kontakt, bo to przecież jedyne rozwiązanie naszej sytuacji.Nie mogę z nią porozmawiać o tym, co nas w pewien sposób dzieli, nie wystawiając naszego związku na jeszcze większy szwank. A przecież był taki moment, że chciałem jej powiedzieć, chciałem jej się do wszystkiego przyznać.
Ale Alicja mi nie pozwoliła. Odeszła, nie chcąc niszczyć naszego małżeństwa, które zapewne nie przetrwałoby takiego ciosu.
- Wiem - odpowiadam, uświadamiając sobie, że Aga czeka na moją odpowiedź. - Ja też wolałbym być w domu trochę dłużej niż dwa dni.
W tym roku Łukasz postanowił nie odpuszczać żadnego z konkursów, również tych na drugim końcu świata. Już dziś wieczorem ruszam w kilkudziesięciogodzinną podróż do Sapporo, choć wróciłem do domu zaledwie przedwczoraj. Te dwa dni, które spędziłem w domu, poświęciłem w głównej mierze na przepakowanie torby i wypraniu brudnych rzeczy.
- Martwię się o ciebie, Klemens. - Agnieszka odsuwa się ode mnie i z powagą patrzy mi w oczy. - Ostatnio jesteś jakiś taki... odległy, zamyślony. Coś się stało? - Marszczy brwi z wyrazem niezrozumienia na twarzy.
Zmuszam się, by nie odwrócić wzroku i przywołuję na twarz pokrzepiający uśmiech.
- W porządku, jestem po prostu zmęczony ciągłymi startami. Zresztą odbija się to na moich skokach - dodaję gorzko. - Chyba poproszę trenera o krótką przerwę, bo na razie kiepsko mi idzie.
- A... Alicja? - pyta Aga cicho, na moment odwracając wzrok. - Może powinieneś z nią o tym porozmawiać? Przecież zawsze potrafiła ci pomóc...
Zaciskam mocno usta. Nie mam dobrej odpowiedzi na te słowa - nie takiej, która nie byłaby kłamstwem. A tych już zbyt wiele padło z moich ust. Kłamstwa, niedopowiedzenia, eufemizmy - tak wyglądało tuszowanie mojej relacji z Alicją. Relacji, która była jednocześnie życiodajna i toksyczna.
- Nie rozmawiałem z nią ostatnio - stwierdzam w końcu, ani nie mówiąc prawdy, ani nie kłamiąc. Jak zwykle zresztą. Agnieszka jednak zdaje się nie dostrzegać tych prób, nie tylko dzisiaj. Od miesięcy. Jakim sposobem nie przyłapała mnie jeszcze na kłamstwie - nie wiem.
- Pokłóciliście się? - Aga otwiera szerzej oczy, jakby z niedowierzaniem.
- Nie. - Kręcę głową. - Jest po prostu bardzo zajęta. Ma dużo pracy, a poza tym teraz obraca się w innych kręgach, ma nowych przyjaciół, Petera... - Do mojego głosu chyba wdziera się gorycz, bo Aga przysuwa się do mnie i mocno przytula.
- Na pewno znajdzie dla ciebie czas - odpowiada. - Jeśli tylko poprosisz.
Kiwam głową. Alicja nigdy mi nie odmówiła pomocy. Nawet jeśli powinna. Tak jak teraz.
A ja nie powinienem prosić. To jest problem, z którym muszę uporać się sam.
- Uważaj na siebie, Klemens. - Całuje mnie delikatnie, ale z pasją i mam ogromną ochotę zatrzymać ją przy sobie na dłużej, jakby wynagradzając jej moje roztargnienie w ostatnich dniach. Musi jednak jechać do pracy, całuje mnie więc szybko raz jeszcze i powtarza:
- Bądź ostrożny.
I wychodzi, zostawiając mnie samego ze swoimi myślami.
- Spóźniłeś na progu. - Drwiący głos Alicji wyrywa mnie z lektury czasopisma. Unoszę wzrok znad tekstu i przenoszę na nią.
Odrywa się od framugi drzwi i wchodzi do mojego pokoju, wciąż szczelnie oplatając dłońmi termiczny kubek z herbatą, co poznaję po dyndającej z boku etykietce.
- Coś mi do oka wpadło i się nie skupiłem - wyjaśniam i robię jej trochę miejsca na moim łóżku. - Znowu to chemiczne świństwo? - Krzywię się, zabierając jej kubek i obwąchując zawartość.
- Na coś trzeba umrzeć. - Wzrusza ramionami i odbiera swoją własność. - Kruczek prosił, żebym z tobą pogadała.
- Nie trzeba, chwilowa niedyspozycja. To się nie powtórzy - tłumaczę się, ale po spojrzeniu Alicji widzę, że nie dała się nabrać.
- Pokłóciłeś się z Agnieszką - stwierdza, a mnie nie pozostaje nic innego jak potwierdzić. - Chodziło o... - waha się, nim dokańcza. - Chodziło o nas?
Odwracam wzrok. Od czerwcowego zgrupowania w Chorwacji było między nami wiele dwuznacznych sytuacji. Sytuacji, na które wcześniej nie zawracałem uwagi. Dopiero w Planicy, podczas finałowych konkursów zauważyłem dziwną wyjątkowość w mojej relacji z Alicją. Wyjątkowość, która latem przeobraziła się w coś, nad czym coraz trudniej było mi zapanować.
A to z kolei zaowocowało licznymi nieporozumieniami z Agą. Jej obecność działała na mnie drażniąco, jakby podkreślając niewłaściwość tego, co czułem. Mimo to, kiedy zaczął się sezon letni, te momenty, w których moje kontakty z Alicją mocno traciły swój zawodowy charakter, były coraz częstsze. Coś, co rosło w nas od miesięcy, w końcu próbowało znaleźć ujście - czy to w przypadkowym muśnięciu dłoni, czy też dłuższym i mocniejszym uścisk albo bardziej zmysłowym "przyjacielskim" buziaku w policzek. Czułem się z tym źle, ale nie potrafiłem przestać. To przecież były drobne gesty, tylko my wiedzieliśmy, co tak naprawdę znaczą.
- Klemens? - Alicja delikatnie dotyka mojego policzka i zwraca moją twarz w swoją stronę, zmuszając mnie, bym na nią spojrzał.
- Nie jest dobrze - odpowiadam cicho. - Ale to nie twoja wina.
Widzę smutek w jej oczach, kiedy dociera do niej, że nie da rady mi pomóc. Że nic nie poradzi na to, co jest między nami. Na to coś, czego sami nie potrafimy nazwać, co jest piękne, ale i przerażające jednocześnie.
- Co się z nami stało, Klemens? - pyta cicho, spuszczając wzrok, a ja ostrożnie dotykam jej policzka, by spojrzała mi w oczy.
- Zaczęło nam za bardzo zależeć - odpowiadam. Wciąż jednak dręczy mnie jedna kwestia. - Alicja? Dlaczego tak bardzo we mnie wierzysz?
Odsuwa się lekko ode mnie i podkula nogi. Dłuższą chwilę wpatruje się w słońce zachodzące nad Hinzenbach - drugim przystanku tegorocznego Letniego Grand Prix. W końcu odzywa się cicho:
- Kiedy cię po raz pierwszy zobaczyłam na skoczni, byłeś niewiele starszy od tego cudownego dziecka, które przeskoczyło Wielką Krokiew mając dziesięć lat. - Uśmiecha się lekko. - A mimo to, niewiele wskazywało na to, byś miał w przyszłości powtórzyć ten wyczyn. Ja jednak podskórnie wiedziałam, że potrafisz, że możesz. Że jesteś w stanie dotrzeć na szczyt i na nim na dłuższy czas pozostać. 
Milknie na chwilę, a ja mimowolnie biorę ją za rękę. Unosi kącik ust, dostrzegając ten gest. Gest, który jest tak zwyczajny, a jednocześnie znaczy tak wiele.
- Nikt tego nie dostrzegał, nawet ty sam. To chyba w tamtym czasie pojawiło się we mnie przekonanie, że psychologia sportowa to właśnie to, co chcę robić. Jakbym podświadomie chciała ci pomóc. - Marszczy brwi, próbując sobie przypomnieć ten moment.
- I udało ci się to - mówię, ale Alicja kręci lekko głową.
- To tobie się udało. Ja tylko wskazałam ci drogę, która zaprowadziła cię tam, gdzie widziałam cię od lat. Być może ty też się tam widziałeś, choć nawet o tym nie wiedziałeś. - Wzrusza po raz kolejny ramionami i zerka na mnie z ukosa. - Zależy mi na tobie, Klemens. Chcę widzieć cię szczęśliwego, a nie widziałem cię szczęśliwszego niż w chwili triumfu na skoczni. - Zagryza wargę, jakby obawiając się kolejnych słów. - Zależy mi bardziej, niż powinno, wiesz? Bardziej, niż można to racjonalnie wytłumaczyć.
Podnosi na mnie wzrok i już wiem, że ponownie znajdujemy się na granicy. Gdzie kończy się służbowo-przyjacielska rozmowa, a gdzie zaczyna niewerbalny przekaz gestów i mowy ciała, wykraczający poza to, na co możemy sobie pozwalać? Czemu ta granica jest tak niewyraźna, czemu z biegiem czasu coraz trudniej nam ją zauważyć? Dlaczego te dwie kwestie zaczynają zlewać się w jedno?
Widzę wyraźnie jasne plamki w jej oczach, czuję dłoń na mojej dłoni, ciepło bijące z jej ciała. Oddychamy tym samym powietrzem z lekko przyśpieszonymi oddechami, nie mogąc opanować tego elektryzującego uczucia między nami.
- Nie powinniśmy. - Udaje mi się wychrypieć. Odchrząkuję, a Alicja mruga i odsuwa się nieznacznie z rumieńcem wypełzającym na twarz. - My...
- Przepraszam - mamrocze Alicja i odwraca wzrok. - Ja... ja lepiej już pójdę.
Podnosi się, mocno zaciskając dłonie na kubku. Wpatruję się w jej pobielałe kłykcie, nie mogąc patrzeć na zakłopotanie na jej twarzy. Nie tak powinno między nami być. Ale musimy umieć postawić sobie wyraźną granicę.
- Musimy coś z tym zrobić - mówię jeszcze cicho, kiedy już niemalże stoi w drzwiach.
- Wiem - odpowiada nie głośniej. - Ale nie potrafię cię traktować na równi z innymi, Klemens - dodaje i znika za drzwiami, nim udaje mi się wymyślić dobrą odpowiedź na to wyznanie.
Bo prawda jest taka, że ona także stała się dla mnie kimś bardzo ważnym. Ważniejszym, niż powinna.
Przed wyjściem znajduję na blacie kuchennym kanapki zrobione przez Agnieszkę. Uśmiecham się i chowam je do plecaka, po czym zamykam dom i wsiadam do samochodu, by podjechać na miejsce zbiórki. Na miejscu są już Kamil, żegnany czule przez Ewę, Maciek, Dawid i Szybki. Czekamy jeszcze na Piotrka i Stękiego oraz trenera i parę osób ze sztabu, którzy docierają niedługo później.
Podróż do Sapporo - najpierw do Krakowa na lotnisko, potem samolotami i z wieloma przesiadkami - dłuży mi się niesamowicie. Mam zdecydowanie zbyt wiele czasu na roztrząsanie każdej chwili spędzonej z Alicją w bezskutecznym poszukiwaniu tego momentu, w którym straciliśmy kontrolę. W którym musieliśmy zacząć mówić sobie "dość" i stawiać bariery, wciąż przez nas łamane.
Ale choć podróż trwa wiele godzin - ja nie znajduję satysfakcjonującej mnie odpowiedzi.

[Alicja]
- Przepytasz mnie?
Od dobrych kilku minut próbuję pójść pod prysznic, ale wyrzucenie Prevca z mojego pokoju okazuje się całkowicie niemożliwe. Tego najmłodszego, dla ścisłości, który w moich japońskich czterech ścianach odkrył azyl idealny do nauki na czekający go po powrocie egzamin.
- Nie wolałeś zostać w domu i w spokoju się uczyć? - pytam, biorąc od niego kartki zapełnione zupełnie niezrozumiałymi dla mnie wzorami.
- Miałbym przegapić Puchar Świata? - Prycha. - Ktoś musi wam pokazać, jak się skacze!
Kręcę głową z westchnieniem i zerkam na zegarek.
- Nic nie będzie z tego odpytywania - mówię. - Po pierwsze, za dwadzieścia minut jedziecie na skocznię, a po drugie, nie mam bladego pojęcia, coś ty tutaj nabazgrał, młody. - Oddaję mu kartki i biorę się pod boki. - Zmiataj stąd, prysznic chciałabym wziąć.
Domen marudzi cicho, ale posłusznie zbiera swoje rzeczy, z którymi zdążył już rozwalić się na moim łóżku, a ja sięgam do torby po ręcznik. Poganiam go raz jeszcze i w końcu po pięciu minutach zamykają się za nim drzwi.
Biorę gorący prysznic, ale na koniec spłukuję się zimną wodą. Moja natura śpiocha, dodatkowo rozregulowana przez zmianę strefy czasowej i długą podróż, wymaga radykalnych środków, inaczej grozi mi zaśnięcie na stojąco w połowie kwalifikacji. W biegu suszę jeszcze włosy i szybko wychodzę z hotelu, by nie musieli na mnie czekać.
Wsuwam się na wolne miejsce obok Petera, który zerka na mnie z ukosa, ale nic nie mówi. Ja również milczę - od naszej ostatniej rozmowy unikam go mimowolnie, bo bardzo ciąży mi świadomość, że w końcu będę musiała mu powiedzieć.
Będę musiała powiedzieć mu o Klemensie.
Problem w tym, że nie mam bladego pojęcia, jak się do tego zabrać.
Dlatego też, gdy tylko bus staje na parkingu skoczni, czym prędzej z niego wychodzę, nieograniczona licznym sportowym bagażem. Załatwiam kilka spraw organizacyjnych i odnajduję dogodne miejsce na trybunach, które świecą pustkami. Japońskie zawody nie cieszą się zbytnią popularnością, częściowo ze względu na słabą obsadę. Tak przynajmniej było do tej pory, bo w tym sezonie jedynie Austriacy zdecydowali się na drugi skład, a Norwegowie wybrali jakąś pucharowo-kontynentalową mieszankę. Poza nimi pojawiła się cała czołówka, a limity zostały wykorzystane co do ostatniego miejsca.
Tym sposobem kwalifikacje odbywają się normalnym trybem, podobnie jak i poprzedzające je treningi. Ja swoim zwyczajem przystaję sobie z boku z kubkiem herbaty, która smakuje, nie przymierzając, jak... wolę chyba jednak nie zastanawiać się, co mi przypomina ten smak. Jestem dość przywiązana do tostów, które zjadałam na śniadanie.
Powietrze niemalże stoi w miejscu, trening nie jest więc zbyt porywającym widowiskiem. Dopiero pod koniec stawki pojawiają się zawodnicy zdolni do dolecenia do punktu K, wciąż jednak trudno tu mówić o jakichkolwiek emocjach. Kto zresztą miałby się ekscytować, skoro prócz garstki kibiców z Polski, kilku Japończyków oraz pojedynczych fanów z flagami innych nacji, trybuny są puste? A dobrze wiem, że w trakcie konkursu będzie ich niewiele więcej.
Z jednej strony jest to smutne, z drugiej pozwala na lekki odpoczynek. Za tydzień czekają nas zawody w Polsce, które, choć magiczne, są bardzo wykańczające psychicznie. Dla zawodników, dla sztabu, a także dla mnie.
Teraz w szczególności.
Zagryzam wargę i zerkam do kubka, jednak herbata już całkiem ostygła, wolę więc nie zaryzykować i obracam się w poszukiwaniu kosza na śmieci, by się jej pozbyć. Lokalizuję go kilka metrów dalej, podchodzę więc i kiedy już mam wyrzucić papierowy kubeczek, czuję delikatne stuknięcie w ramię.
- Ala?
Wyrzucam kubek z westchnieniem i ponoszę spojrzenie na zmrużone oczy Maćka. Ściąga narty z ramienia i zrzuca z nich śnieg, nie odrywając ode mnie uważnego spojrzenia.
- Nie odezwałaś się od zeszłego tygodnia - stwierdza w końcu, a w jego głosie pojawia się oskarżycielska nuta.
- Byłam zajęta, Kiciuś - odpowiadam zmęczonym głosem, nie chcąc wchodzić w szczegóły mojej odmowy. - A mam jeszcze parę rzeczy do ogarnięcia przed konkursami w Polsce, więc...
- Unikasz nas - przerywa mi w pół słowa, zaplatając ręce na piersi. - Dlaczego?
- Ja... - Marszczę brwi i kręcę głową, ale nic sensownego nie pojawia się w mojej głowie. - Kicia, to nie takie proste.
- Już nas nie lubisz? Goran ci nie pozwala z nami gadać? Prevc jest zazdrosny? - Maciek strzela na ślepo, a ja tylko coraz gwałtowniej kręcę głową. - To co w takim razie, Ala? Rok temu zniknęłaś prawie bez słowa pożegnania, potem pojawiasz się znienacka, jak gdyby nigdy nic, a teraz nagle z dnia na dzień przestajesz się do nas odzywać. Co my mamy o tym myśleć? Ala, no co?
Przygląda mi się, kiedy szukam odpowiednich słów, których nie znajduję. Bo co mam mu powiedzieć? Że nie unikam ich, tylko Klemensa? Że wcale tego nie chcę, ale muszę? Że tęsknię za nimi tak samo, jak oni za mną, ale muszę poświęcić naszą przyjaźń przez wzgląd na popełnione przed ponad rokiem błędy?
Jak mam to wszystko wyjaśnić bez zdradzania mojej i Klemensa tajemnicy?
- Ala... - Wzrok Maćka łagodniej, kiedy ostrożnie dotyka mojego ramienia. - Możesz nam wszystko powiedzieć, wiesz o tym.
Przymykam oczy i po raz ostatni kręcę głową.
- Nie, Kicia. To wy możecie mówić mi o wszystkim. Moim zadaniem było was wysłuchać. I w tej kwestii nic się nie zmieniło. - Podnoszę wzrok i zmuszam się, by spojrzeć mu prosto w oczy. - Ale teraz musicie radzić sobie sami, Kocie. Beze mnie. Tak jak w zeszłym roku. Tak jak przed tym, gdy zaczęłam z wami współpracować. Tak, jakby mnie tutaj nigdy nie było.
Odwracam się i odchodzę, zostawiając za sobą zszokowanego Maćka. Nie jestem w stanie znieść jego pełnego zawodu spojrzenia, wwiercającego się w moje plecy, szybko znikam więc z pola widzenia i chowam się do słoweńskiej budki.
Gratulacje, Mittner. Właśnie zraniłaś kolejną osobę.
Zraniłam kolejną osobę ze względu na Klemensa. I pewnie zranię ich jeszcze wiele, niezależnie od tego, czy prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw czy też nie.
Rozmowa z Maćkiem uświadomiła mi jedno - nie mam pojęcia, jak powinnam podejść do tego tematu. Skoro nie byłam w stanie dać mu satysfakcjonującej odpowiedzi, jak mam rozmawiać o tym z Peterem? Jeśli to była próba generalna czekającej mnie rozmowy, to wypadła bardzo, ale to bardzo blado.
Ledwie zamykam za sobą drzwi, mój wzrok pada na Cene rozpłaszczonego na ziemi w dziwnej pozycji. Patrzę na niego zaskoczona, po czym odchrząkuję, niepewna na jakiej czynności go właśnie przyłapałam.
- O, cześć! - Uśmiecha się na mój widok i zbiera z podłogi. - Rozciągam się troszkę, nie przejmuj się mną.
- Ty nie na górze? - pytam podejrzliwe. - Kwalifikacje zaraz.
- Nieee. - Prevc kręci głową i robi znienacka głęboki skłon. - Goran kazał mi odpuścić. Wiesz, zmęczenie po podróży, mamy się nie przemęczać.
- Jasna sprawa. - Zgadzam się z nim, przyglądając się serii skomplikowanych ćwiczeń, które wykonuje. - Boże, Cene, jak można być tak giętkim?
- Hę? - Rozplątuje jednym ruchem węzeł, który jeszcze przed chwilą tworzyły jego kończyny i patrzy na mnie zaskoczony. - Aaa... No wiesz, lata wprawy - mówi z niejaką dumą.
- Jesteś niemożliwy! - Kręcę głową ze śmiechem i sięgam po dzbanek z kawą. - Gadałeś z Katką ostatnio? - zagajam.
- Mhm, wczoraj wieczorem po przyjeździe. I dziś rano, przed śniadaniem. - Zamyśla się na moment. - A, i przed treningiem wysłała mi SMSa, to trochę popisaliśmy, bo miała dyżur w pracy i nie mogła rozmawiać.
Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami, próbując sobie to wszystko poukładać w głowie. W ciągu ostatnich dwunastu godzin Cene rozmawiał z nią trzy razy, a ja...
Hmm. Ostatni raz rozmawiałam z nią w zeszłym tygodniu. Nie chodzi o to, że ją olewałam, po prostu obie byłyśmy bardzo zajęte, ale...
- Chcesz z nią pogadać? Bo piszę z nią właśnie na fejsie. - Cene wskazuje mi brodą leżący na stole telefon, którego ekran właśnie podświetla się, informując o nowej wiadomości.
- Mogę? Zostawiłam komórkę w hotelu - mówię, a Cene kiwa głową, sięga po telefon i wstukuje krótką wiadomość.
- Skype. Może być?
- Co ci wygodniej. - Przysiadam na krześle, a młody Prevc podaje mi telefon z otwartym oknem Skype'a i wraca do ćwiczeń.
- Mittner, jest środek nocy! - Wita mnie zgryźliwy głos Katki, a po chwili pojawia się wizja oraz jej twarz okolona ręcznikiem i pozbawiona makijażu. Włączam przednią kamerkę i macham do niej ze złośliwym uśmiechem.
- A gadać z Cene o tej porze to możesz, co? Zresztą, u was to już nie noc, tylko wczesny poranek.
- Cene to inna sprawa. - Wydyma usta i prycha.
- Spokojnie możecie mnie obgadywać, ja nic nie rozumiem! - bełkocze Cene z podłogi, a ja rzucam mu rozbawione spojrzenie. - No co? Usłyszałem swoje imię!
- Dobra, czego chcesz?  - Katka ściąga turban i rozgląda się w poszukiwaniu grzebienia. - I czemu go wykorzystujesz i jego telefon?
- Bo zapomniałam swojego. - Wywracam oczami. - Będziesz w Polsce?
- Cały czas tu jestem. - Katka stuka się w czoło.
- Pytam, czy na konkursie będziesz - precyzuję z westchnieniem. - Naprawdę masz z rana ciężkie myślenie...
- Ty też - odgryza mi się. - To chyba oczywiste, że tak. Rozmawiałam już o tym z Cene. - Wywraca oczami, rozczesując grzywkę. - Werka też jedzie.
- Werka? - Wytrzeszczam oczy. - Jedziesz gdzieś dobrowolnie z własną siostrą? Zresztą, ona matury nie ma przypadkiem?
- W maju, a mamy styczeń, przypominam ci - rzuca ironicznie.
- Studniówkę? - Unoszę brew.
- Już miała. Czy ty masz coś do mojej siostry? - pyta bojowo.
- Nie, po prostu myślałam, że już się dawno wymiksowała z tego interesu...
- Miała mało czasu po prostu. - Katka wzrusza ramionami. - Ale jak ma możliwość, to chce jechać, nie mogę jej zabronić, w końcu jest dorosła.
- Faktycznie, jak ten czas leci... - Wzdycham. - Dobra, bo ja w sumie chciałam z tobą ustalić szczegóły dojazdu i...
- Same dojedziemy. Nocleg mamy, a wy prosto z Japonii do Polski jedziecie, z tego, co wiem. - Kaś przerywa mi w pół słowa, a ja zamieram z otwartymi ustami. - Zamknij tę gębę, bo głupio wyglądasz.
Zamykam posłusznie usta i powoli kręcę głową.
- No co? - Patrzy na mnie zaskoczona. - Jestem na bieżąco.
- I to bardziej niż ja...
- Dobra, Mittner. Ja muszę lecieć do pracy. Wycałuj Cene ode mnie... albo lepiej nie - reflektuje się i pokrywa lekkim rumieńcem. - Pozdrów go, pogadamy później. I to poważnie.  - Grozi mi palcem, a po jej spojrzeniu poznaję, że wie, o czym jeszcze chciałam jej powiedzieć.
W końcu po tylu latach znajomości rozumiemy się bez słów.
Katka rozłącza się, a ja oddaję telefon Cene, dziękując za pomoc. Posyła mi radosny uśmiech i chowa go do kieszeni. Przez chwilę obserwuję, jak robi kolejne skłony, aż w końcu odsapuje z zadowoleniem, ubiera górę od dresu i bierze długi łyk podanego przeze mnie izotoniku.
- Nie mogę się doczekać konkursów w Polsce. - Przysiada się do mnie i zapina bluzę.
- Bo zobaczysz Katkę? - pytam domyślnie, z lekko złośliwym uśmiechem.
- To też. - Prevc rumieni się nieco. - Ale chodzi też o to, że...
Drzwi otwierają się nagle i wraz z podmuchem zimnego powietrza do środka wchodzi Peter w pełnym narciarskim rynsztunku. Obrzuca nas zaskoczonym spojrzeniem, zatrzymując je na mnie ciut dłużej i marszczy brwi.
- Ty jeszcze nie gotowy? - Zerka podejrzliwie na Cene.
- Goran powiedział, że mam odpuścić - wyjaśnia mu młodszy brat, podobnie jak i mnie kilka minut wcześniej. - Jak tam Domen?
- Trzeci w kwali - rzuca lakonicznie Peter, ściągając kask i poprawiając włosy. - Zaniosłeś już narty do serwisu?
- Nie. To może... może ja teraz pójdę, co? - Cene zerka to na mnie, to na brata, po czym ubiera kurtkę i już po chwili znika za drzwiami. Dopiero wtedy starszy Prevc przenosi na mnie spojrzenie.
- Musimy porozmawiać - rzuca bez uśmiechu i opiera narty o ścianę. - Unikasz mnie.
- Bo nie mam dla ciebie żadnej odpowiedzi - odpowiadam cicho, wbijając wzrok w swoje splecione mocno dłonie. - Nie ma żadnej dobrej odpowiedzi.
- Ile jeszcze czasu będziesz mnie wodzić za nos, Ala? - pyta gniewnie, chodząc w te i nazad po maleńkim pomieszczeniu. - Od miesiąca nie potrafisz mi powiedzieć... - Urywa gwałtownie, stając nade mną.
- Czego ci nie umiem powiedzieć, Peter? - podnoszę wzrok i patrzę mu prosto w oczy. - Co chcesz ode mnie usłyszeć? No? - Ostatnie słowo wyrzucam z siebie nieco zaczepnym tonem, łudząc się, że może on będzie znał odpowiedź.
- Chcę wiedzieć, na czym stoję, Ala. Na czym oboje stoimy - poprawia się nieco spokojniej. - Bo na razie mam wrażenie, że popadasz ze skrajności w skrajność. Chcę wiedzieć, czy mi ufasz, bo tylko wtedy mamy szansę na... na coś trwałego - kończy ciszej. - Ja ci zaufałem, pamiętasz?
- Wiem, Peter. - Wzdycham ciężko, szukając w jego oczach zrozumienia. - Ale to nie takie proste, nie wiem nawet, od czego zacząć i... - Gubię się we własnych słowach i myślach, szukając dobrego sposobu, by wytłumaczyć mu, dlaczego tak pogmatwana jest nasza sytuacja, która na pierwszy rzut oka wydaje się prosta i łatwa.
On kocha ją, ona kocha jego. Koniec historii.
Zabawne, bo nadal aktualne.
- Nie mam czasu teraz o tym ciągle myśleć. - Peter traci cierpliwość, kiedy ja nadal szukam w głowie jakiejś sensownej odpowiedzi. - Muszę się skupić na skokach, a ty miałaś mi w tym pomóc. W tym momencie robisz coś wręcz odwrotnego - stwierdza chłodno, a słowa padają między nami ciężko jak kamienie.
- Peter...
- Po prostu przyjdź, gdy będziesz wiedziała, czego tak naprawdę chcesz. - Odwraca się i wychodzi, tylko nieznacznie trzaskając drzwiami.
- Chcę zacząć od nowa - szepczę za nim, choć nie może mnie przecież już usłyszeć. - Ale nie potrafię.

[Peter]
Podczas późnego śniadania następnego dnia Ala wygląda jak kupka nieszczęścia. Apatycznie grzebie w talerzu, niby pogrążona w rozmowie z naszym fizjoterapeutą, ale znam ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie spała najlepiej.
I zmiana czasu nie ma tu zbyt wiele do rzeczy.
Być może moje wczorajsze słowa były dość ostre, ale nie mogę znieść tej ciągłej niepewności. Ostatnim razem, miałem wrażenie, że idziemy w dobrą stronę, Alicja nagle wycofała się niczym spłoszone zwierzątko. Od kilku tygodni, kiedy jestem już niemal pewien, że między nami jest już wszystko w porządku, nagle okazuje się, że tak wcale nie jest.
Ewidentnie jest coś, o czym boi się mi powiedzieć. Ale im dłużej z tym zwleka, tym gorsze scenariusze pojawiają się w mojej głowie. Do tego stopnia, że tydzień temu byłem skłonny uwierzyć, że naprawdę ma za sobą nieudane małżeństwo. A to tylko wierzchołek góry lodowej, na którą składają się moje zbudowane na niepewności domysły.
Nie chcę na siłę zmuszać ją do zwierzeń, ale chcę, by mi ufała, by...
By czuła się przy mnie bezpiecznie.
- Kończ tę owsiankę, braciszku, nie mamy całego dnia. - Domen szturcha mnie w ramię, pakując sobie do ust pomidorka koktajlowego. - Ho hy tahy zamyhlony, he? - mamrocze z pełnymi ustami.
- Po prostu koncentruję się przed konkursem, mam problem z aklimatyzacją - przyznaję się, kątem oka dostrzegając, jak Ala odwraca wzrok. - I w sumie nie wiem, czy to aby na pewno jest owsianka - dodaję, patrząc z powątpiewaniem na kleistą maź na swojej łyżce.
Rezygnuję z reszty posiłku i idę do pokoju, który standardowo dzielę z Tepesem. Jest to oczywiście równoznaczne z tym, że mój kolega już króluje w łazience, racząc mnie i resztę hotelu swoim wątpliwej jakości wokalem.
- Pośpiesz się, musimy na skocznię jechać! - przekrzykuję szum wody i na szczęście już po chwili mój współlokator wychodzi.
- Trzeba było tak długo nie medytować nad tą papką - wytyka mi. - Coś ty taki nie w sosie dziś? - Przygląda mi się podejrzliwie, kiedy wrzucam rzeczy do torby.
- Azja mi po prostu nie służy - ucinam i znikam za drzwiami łazienki.
Całą drogę na skocznię zmuszam się, by nie patrzeć w stronę Alicji. Sama mi to ułatwia, siadając na jego drugim końcu wraz z Nejcem i konwersując z nim cicho. Potem skupiam się na rozgrzewce i serii próbnej, wyrzucam ją więc z głowy. W zeszłym sezonie musiałem nauczyć się oddzielać sprawy sportowe od prywatnych. Choć po odejściu Katji całą swoją frustrację przekułem na trening, to ostatecznie te złe emocje miały na mnie destrukcyjny wpływ. Nie mogę pozwolić, by to się jeszcze kiedykolwiek powtórzyło.
Dlatego też, kiedy podczas pierwszej serii przychodzi na mnie kolej, by zasiąść na belce jestem w pełni skoncentrowany. Nie liczy się dla mnie nic więcej, niż stabilny najazd, mocne, trafione odbicie i doskonała sylwetka w locie. Locie, który trwa i trwa, bo Okuyarama to skocznia, której profil bardzo dobrze pasuje do mojego stylu. Nogi więc z trudem przyjmują obciążenie, jakim obarczone jest lądowanie za punktem HS i telemark wychodzi mi nieco koślawy.
O dziwo, ta odległość nie wystarcza mi na objęcie prowadzenia. O włos wyprzedza mnie Kot, który w ostatnich konkursach przegonił już w generalce Kamila, a i do Klemensa niewiele mu brakuje.
Z ciekawości zerkam na tabelę wyników, jednak nie ma tam nic, co mogłoby mnie zaskoczyć. W dziesiątce zauważam Cene i Tepesa, Nejc jest trzynasty, Domen piętnasty, a Semenic dwudziesty szósty. Jeśli chodzi o czołówkę, to do Kota tracę punkt, a pomiędzy mną i trzecim Freitagiem jest spora przerwa. Obracam się, by pogratulować Maćkowi dobrego wyniku, ten jednak zajęty jest rozmową z Alicją. Przyglądam się im przez moment, nim Domen nie przerywa im bezpardonowo tej wymiany zdań, odciągając Alicję na bok. Podchodzę więc do polskiego zawodnika i wymieniam z nim kilka słów, nim trener woła mnie na rozgrzewkę.
- Peter? - Maciek zaczepia mnie jeszcze na odchodnym. - Może nie powinienem pytać, ale...
- Ale? - Zerkam na niego ciekawie, czy ma zamiar rozgrzebywać plotki czy też chodzi mu o coś innego.
- Po prostu zastanawiam się... Nie kazaliście Ali wybierać, prawda?
- Wybierać czego? - Marszczę brwi z niezrozumieniu.
- No... pomiędzy nami a wami - precyzuje Kot, jakby zawstydzony swoim pytaniem.
- Nie, skąd ten pomysł? - dziwię się, bo to doprawdy niedorzeczne. Czemu niby ktokolwiek z naszego sztabu miałby zabraniać Alicji kontaktów z jej polskimi przyjaciółmi?
- Bo ostatnio nas jakoś dziwnie unika. - Wzrusza ramionami Kot. - W ogóle ostatnimi czasy jest jakby nieswoja. Myślałem, że nie wiem... może ma jakiś zakaz od związku, czy coś, ale skoro mówisz, że nic z tych rzeczy...
- Prevc, rusz się, bo zaraz się spóźnisz na drugą serię. - Rozbrzmiewa głos Janusa w krótkofalówce. 
- Musimy iść - zwracam się do Maćka i wspólnie ruszamy w kierunku domków, by przygotować się do finału. Myślę nad jego słowami, bo nie dają mi spokoju.
Alicja odsuwa od siebie nie tylko mnie, ale i resztę swoich przyjaciół. Trzyma na dystans wszystkich, którym na niej zależy, jakby bała się, że...
Że co?
Moje rozmyślania przerywa początek drugiej serii, skupiam się więc na odpowiednim przygotowaniu do skoku. Nie mogę sobie pozwolić na najmniejszy błąd, bo w czołówce Pucharu Świata zrobiło się naprawdę ciasno, więc byłoby miło zakończyć dzisiejsze zawody zwycięstwem. Najważniejsze są dobre skoki, a mnie przyda się taki zastrzyk pozytywnych emocji, bo przecież zbliżają się Igrzyska.
Tym bardziej zależy mi, żeby wszystko sobie dobrze poukładać. Sportowo i prywatnie.
Potrząsam głową, by odrzucić od siebie myśli, które mogłyby rozproszyć moją uwagę i wsuwam się na belkę. Biorę głęboki oddech i napinam mięśnie grzbietu, by równomiernie rozłożyć napięcie. Chwilę później pojawia się zielone światło, a Goran zwleka zaledwie parę sekund z machnięciem chorągiewką, upewniając się, że wiatr będzie mi sprzyjał.
Moje skoki cechuje już pełen automatyzm, dlatego bez większego wysiłku trafiam w próg i przyjmuję wypracowaną pozycję w locie, dokonując tylko nieznacznych korekt, kiedy dostaję lekki podmuch z lewej strony. Pewne problemy napotykam za to przy lądowaniu, bo źle ubity zeskok podbija mi prawą nartę, tak że tracę równowagę, o mały włos nie podpierając skoku. Odległość też nie zapiera jakoś tchu w piersi, dlatego po swoim skoku jestem trzeci.
Ściągam narty i zerkam na tabelę wyników. Prowadzi Freitag przed Cene. Pytanie, co teraz zrobi Kot?
Rozpinam kask i zerkam w górę skoczni. Wiatr wzmaga się, dlatego Polak zostaje ściągnięty z belki i musi czekać na swój skok. Kiedy sadowi się na niej ponownie, długo czeka na zielone światło i znak od trenera, który startuje go niemal w ostatniej chwili, ryzykując dyskwalifikacją. Wybija się nieco krzywo i kiedy już wydaje się, że wyląduje tuż za punktem K, nagle łapie jakiś podmuch wiatru, który pozwala mu dolecieć aż do sto czterdziestego metra, nie pozostawiając nam złudzeń, kto dzisiejszego dnia jest panem Okuyaramy.
Jego koledzy wybiegają na zeskok, by mu pogratulować, a ja rzucam raz jeszcze okiem na listę wyników. Zdaje się, że po dzisiejszym konkursie szykują się zmiany w klasyfikacji generalnej, bo dopiero dwudzieste piąte miejsce Klemensa nie daje mu szansy na pozostanie na jej trzecim miejscu, które ustąpi prawdopodobnie mojemu bratu.
Maciek dociera na miejsce dla lidera, krótko i zwięźle składam mu więc gratulacje i odsuwam się z zasięgu kamer. Przystaję koło Domena, który swój debiut w Pucharze Świata rozpoczął od miejsca jedenastego i wspólnie oglądamy dekorację.
- Co dziś tak słabo, brat? - Szturcha mnie, kiedy Cene staje na podium. - Żeby on musiał ratować honor rodziny? No wiesz? - Wskazuje go brodą.
- Nie zawsze można być najlepszym - stwierdzam lakonicznie i milknę, bo po chwili rozbrzmiewa hymn. Gdy dobiega końca, najlepsza trójka dzisiejszego konkursu schodzi z podium i umyka przed fotoreporterami. Cene dołącza do nas, roześmiany od ucha do ucha i niedługo potem pakujemy się wraz z resztą drużyny do busa.
- Czekamy jeszcze na kogoś? - pyta Jurij, siadając za kierownicą.
- Ala zaraz przyjdzie, mówiła, że musi zamienić jeszcze dwa słowa z Kotem - wyjaśnia mój młodszy brat, próbując jednocześnie usadowić się na miejscu za mną w taki sposób, by nie pognieść ani kwiatków, ani czeku, ani torby ze słodyczami i na dodatek nie potłuc pucharu. - O, już idzie! -Wskazuje przez okno na postać, zmierzającą ku nam szybkim krokiem.
Minutę później Ala zatrzaskuje za sobą drzwi i dosiada się do Cene, nie spoglądając w moim kierunku nawet przez moment.

[Alicja]
- Naprawdę go kochasz?
Przygryzam wargę i kręcę lekko głową.
- To nie takie proste, Kaś.
- Alka, albo się kogoś kocha, albo się kogoś nie kocha. - Wywraca oczami i mocniej opatula kocem. - Nie ma nic pomiędzy, a to ewidentnie nie wygląda na coś... zwykłego. - Krzywi się, nie mogąc dobrać odpowiedniego słowa.
- Zależy mi na nim - mówię z namysłem i również poprawiam koc, którym jestem owinięta. Biorę łyk kakao, by dać sobie czas do namysłu. - Chcę, by był szczęśliwy, ale nie ma w tym nic romantycznego, po prostu...
- Czyli go kochasz - przerywa mi Kasia w pół słowa, tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Więc w czym problem? - pyta, jak gdyby nigdy nic.
- Żartujesz? - Patrzę na nią zaskoczona. - A Agnieszka?
- Wiesz, zdarza się, że ludzie odkrywają, że tak naprawdę kochają kogoś innego, niż im się zdawało - odpowiada spokojnie. - I, wiesz? Jest coś, co pomaga im rozwiązać ten problem. Słowo "rozwód" coś ci mówi? - Patrzy na mnie beznamiętnie, a ja nie mogę uwierzyć w to, co słyszę.
- Ty chyba nie mówisz poważnie... - odpowiadam słabo.
- Setki ludzi tak robią. - Wzrusza ramionami. - A w tej chwili wyglądasz jak wrak człowieka, więc albo ustalimy, że wcale się nie kochacie i zaczniesz normalnie funkcjonować, albo... - zawiesza głos, a w mojej głowie pojawia się cały scenariusz tego drugiego rozwiązania i wszystkie jego konsekwencje.
- Dobrze wiesz, że ani ja, ani Klemens nie potrafilibyśmy być w tej sytuacji szczęśliwi - stwierdzam chłodno. - To nie jest historyjka w stylu "on kocha ją, ona kocha jego". Jest jeszcze Agnieszka. On ją kocha i jeśli się podda, to udowodni tylko, że nie jest taki człowiekiem, jakiego... - urywam, bo nie wiem, czy to co chcę powiedzieć, powinno paść z moich ust.
- ...jakiego pokochałaś - dokańcza spokojnie Kasia. - Zawiódłby cię, gdyby poświęcił swoją rodzinę dla was. Gdyby to zrobił, nie miałby ani rodziny, ani ciebie. - Przygląda mi się uważnie, jakby oceniając moją reakcję. Wzdycham ciężko i kiwam głową. - Czy mogę od dziś mówić do ciebie per Antygono? - pyta nagle.
Zerkam na nią zdezorientowana, a kiedy dociera do mnie o czym mówi, mimowolnie wybucham nieopanowanym śmiechem. Wbrew pozorom to dość trafne porównanie. Brakuje dobrego wyjścia z tej pozornie prostej sytuacji. Kaś dołącza do mnie, ale poważniejemy niedługo potem.
- Musisz o nim zapomnieć. - Przygląda mi się współczująco.
- Nie do końca - odpowiadam cicho. - To on musi zapomnieć o mnie.
- A to będzie o wiele trudniejsze - zauważa Kasia. - Bo żaden człowiek nie może zmienić uczuć innego człowieka.
Kiwam głową i owijam się mocniej kocem z myślą, że choćbym nie wiem jak się starała zapomnieć o Klemensie i tym, co pomiędzy nami było, na nic się to zda, jeśli on nie postanowi zrobić tego samego.
Telefon jest głuchy, nikt nie odbiera. To oznacza, że Kasia musi być w pracy, bo w przeciwieństwie do mnie, ma zawsze naładowaną komórkę. Rezygnuję z kolejnej próby połączenia się z nią i padam bezsilnie na łóżko. Potrzebuję z nią porozmawiać.
Już naprawdę nie daję rady.
Bardzo mi pomogła po mojej rezygnacji z pracy w kadrze. Przez parę tygodni naprawdę ledwie się trzymałam, ale Kasia postawiła mnie do pionu. Dobrze wiedziała, jak wygląda sytuacja, że nasza relacja z Klemensem nie była zwykłym romansem, który można rozwiązać albo zerwaniem, albo rozwodem. Musieliśmy jakoś się od siebie oddalić i po prostu zapomnieć, że coś takiego miało w ogóle miejsce. A to wcale nie było takie proste.
I tak naprawdę nigdy się nie udało.
Podświetlam ekran telefonu, by sprawdzić godzinę. Jest już po północy, a sen nie nadchodzi. Wiem, że nie zasnę, póki z nią nie porozmawiam, a nie zanosi się na to przez kilka następnych godzin. Wzdycham ciężko, odrzucam telefon od siebie i podchodzę do okna, mocniej opatulając się bluzą.
Kasia całą winą obarczała Klemensa, bo on nie potrafił zapomnieć. Problem w tym, że i ja nie byłam bez winy. Jesteśmy na dobrej drodze, by definitywnie powiedzieć sobie "dość", odciąć się od przeszłości, ale ja muszę mieć stuprocentową pewność, jeśli...
Jeśli mam zamiar być szczera z Peterem. Skończył się czas połowicznych odpowiedzi, nie mogę dłużej zwlekać i wystawiać na próbę jego cierpliwości. Ranię go, ale czy prawda nie zrani go jeszcze bardziej, zwłaszcza gdy nie będę mogła z czystym sumieniem użyć czasu przeszłego?
Wychodzę na balkon, by zaczerpnąć świeżego - no, powiedzmy, w końcu jesteśmy w Sapporo - powietrza. Opieram się przedramionami o barierkę i wpatruję się tępym wzrokiem w panoramę miasta rozświetloną tysiącem świateł. Osoba, której teraz najbardziej potrzebuję, jest na drugim końcu świata; ta, której powinnam unikać - kilka pięter niżej; a ta, która czeka na moje wyjaśnienia - dosłownie za ścianą.
- Co ja mam zrobić? - mruczę do siebie i chowam twarz w dłoniach, a kaptur bluzy mocniej opada mi na czoło. Łzy to rzadki widok na mojej twarzy, ale nie pierwszy raz pojawiają się na niej z powodu bezsilności. Nie powstrzymuję ich, pozwalając im płynąć swobodnie, łudzę się, że przyniesie mi to ulgę.
Choć nigdy się tak nie dzieje.
Nie widzę żadnego sensownego wyjścia z tej sytuacji. Wyjścia, które byłoby dobre dla wszystkich, nawet jeśli nie miałoby być dobre dla mnie. Muszę być pewna, że sprawa Klemensa jest już dla mnie zamknięta i mogę spokojnie zacząć nowy rozdział. Powiedzieć szczerze Peterowi, dlaczego tak bardzo wzbraniałam się przed jakąkolwiek decyzją. Powiedzieć mu to z niezachwianą pewnością, że to już przeszłość. Już samo to nie będzie dla niego łatwe, a przecież...
A przecież ja nie mam takiej pewności.
- Ala?
Ocieram szybko łzy i spoglądam przestraszona w bok. Zupełnie zapomniałam, że mam wspólny balkon z Peterem i Jurijem, oddzielony tylko niską, żeliwną barierką. Teraz ten pierwszy przygląda mi się badawczo, kiedy nerwowo odgarniam wilgotne włosy z twarzy i mocniej naciągam rękawy bluzy.
- Ty płaczesz? - Otwiera szerzej oczy, kiedy w blasku padającym z mojego okna dostrzega moje napuchnięte i zaczerwienione policzki. - Przeze mnie? - pyta z niepokojem i jednym susem przesadza dzielącą nas barierkę.
- Obudziłam cię? - Unikam odpowiedzi i odwracam wzrok, mimo iż i tak wie, że płakałam.
I pewnie nie spocznie, póki nie dowie się, dlaczego.
- I tak nie mogłem zasnąć, musiałem odetchnąć świeżym powietrzem - odpowiada, a ja uśmiecham się lekko do siebie. - Nie potrafię być na ciebie zły, Ala. Ale to wszystko nie daje mi spokoju. Nie chciałem na ciebie aż tak naciskać... - Delikatnie dotyka mojego ramienia, widać, że boi się, że wywarł na mnie zbyt dużą presję. A ja uświadamiam sobie, że lepszego momentu już chyba nie będzie.
- Nie musisz. Powiem ci, co się dzieje. - Zrzucam kaptur i związuję włosy w kucyk, ściągniętą z nadgarstka gumką, próbując doprowadzić się do porządku i jednocześnie poukładać myśli. - Dosyć niedopowiedzeń. - Popycham drzwi do pokoju, a Peter podąża za mną, zaskoczony moją nagłą zmianą nastroju.
- Alicja... - szepcze z przerażeniem, kiedy w pełnym świetle dokładnie dostrzega moją twarz. Bierze ją w dłonie i przygląda mi się z niepokojem i skruchą, choć nie jest niczemu winien. - Co się stało?
- Nie radzę sobie. - Odwracam twarz i odsuwam się od niego. Muszę zachować dystans i jasność myślenia. - Tracę kontrolę, a tak naprawdę, chyba nigdy jej nie miałam. Chcesz wiedzieć, na czym stoisz, ale ja sama tego nie wiem. Dwa lata temu straciłam grunt pod nogami i nie jestem pewna, czy udało mi się go odzyskać, czy też wręcz przeciwnie - wpadłam w jeszcze większe bagno.
- Nie rozumiem. - Peter kręci głową, wodząc za mną wzrokiem, gdy spaceruję po hotelowym pokoju. Zerkam na niego i biorę głęboki oddech.
- Pytałeś mnie kiedyś, dawno temu, dlaczego zrezygnowałam ze współpracy z Polakami - mówię, wspominając przecież wcale nie tak bardzo odległy czas, kiedy dopiero go poznałam i wspólnie piliśmy kawę w oczekiwaniu na pierwszy trening, któremu miałam się przyglądać. - Miałeś prawo się zdziwić, w końcu nie było ku temu racjonalnych przesłanek. Zresztą wszyscy się dziwili, ale był pewien powód. Mówiłam, że to sprawy osobiste i tak faktycznie było. - Robię krótką pauzę i jeszcze jeden głęboki oddech, nim wyrzucam z siebie:
- Po prostu pokochałam osobę, której nie wolno mi było pokochać.
- To wszystko? - pyta Peter, kiedy milknę, bo nie ma tu zbyt wiele więcej do powiedzenia. Kiwam głową i czekam na jego reakcję, jednak na jego twarzy wciąż gości zaskoczenie. - Nadal nie rozumiem.
- Rozumiesz, widzę to - odpowiadam cicho, bo rozwiązanie czai się gdzieś w jego oczach, ale uparcie nie chce dopuścić go do głosu. Milczy dłuższą chwilę, uważnie lustrując mnie wzrokiem, nim mówi cicho:
- Wciąż go kochasz.
- Chyba tak - wzdycham.
- Chyba? - Unosi brwi i podchodzi bliżej.
- Myślałam, że to już zamknięty rozdział w moim życiu i mogę rozpocząć nowy. Z tobą - mówię cicho. - Ale boję się, że tak nie jest. Nie chcę budować domu na piasku, bo jeśli runie, to najmocniej uderzy to w ciebie. - Podnoszę wzrok i patrzę mu w twarz, z trudem powstrzymując łzy, cisnące mi się do oczu. - Nie chcę, byś musiał przeżywać raz jeszcze to samo.
Milkniemy oboje, każde pogrążając się w swoich myślach. Nadal czekam na jego reakcję, ale jego twarz jest nieodgadniona. Spaceruje po pokoju w te i z powrotem, mijając mnie raz za razem z podziwu godną regularnością.
- Wiesz, że nie lubię być drugi, prawda? - odzywa się w końcu, stając naprzeciwko mnie.
- Dlatego chciałam się upewnić, że nie jesteś po prostu substytutem czegoś, czego nie mogę mieć - odpowiadam. - Ale nie udało mi się to, bo...
- Bo?
- Bo zaczęło mi na tobie zależeć - mówię, bawiąc się swoimi placami. - Bo ciebie też pokochałam - dodaję bardzo cicho, nie podnosząc głowy.
- Nie można kochać dwóch osób jednocześnie. - Mruży oczy i robi kolejny krok w moją stronę.
A ja ponownie uciekam.
- Można. - Kręcę głową, myśląc o Klemensie.  - Można.
Milczymy, stojąc w odległości kilku kroków od siebie, dzieli nas praktycznie tylko szerokość dwuosobowego łóżka. Czuję jak mierzy mnie wzrokiem, jednak nie podnoszę głowy. Boję się tego, co zobaczę w jego oczach. Choć nie wiem, czego bardziej się obawiam - niechęci, żalu, czy bólu.
- Powiesz mi kto to? - pyta bardzo cicho.
- A czy to coś zmieni? - odpowiadam pytaniem na pytanie, zerkając na niego z ukosa.
Kręci powoli głową bez słowa, wciąż nie spuszczając ze mnie uważnego wzroku.
- Zresztą, myślę, że wiesz - dodaję i znów ruszam w moją podróż dookoła pokoju. - Ludzie widzą to, co chcą widzieć. Nikt nie doszukiwał się czegoś niewłaściwego w relacji dwojga przyjaciół, którzy przecież zawsze spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Pewnych rzeczy się nie dostrzega, jeśli nie wie się, że się tego szuka. Drobiazgi. Nieistotne, jeżeli nie znało się kontekstu.
Peter śledzi każdy mój ruch, wciąż jednak nie potrafię nic wyczytać z jego twarzy. Nie wiem czy jest zły, zawiedziony, smutny czy po prostu zaskoczony. Nie wiem nic, nie mam pojęcia, czego się spodziewać.
- A on? - pyta znienacka.
- Też - odpowiadam krótko, zatrzymując się. Nie muszę dopowiadać nic więcej, tak naprawdę wszystko zostało już powiedziane.
Prawie wszystko.
Peter przygląda mi się beznamiętnym wzrokiem, jakby próbując poukładać sobie wszystko, czego się właśnie dowiedział. Przeciera twarz dłońmi i bierze głęboki oddech, nic jednak nadal nie mówi, tylko przygląda mi się, jakby analizując skomplikowany obraz.
- A jednak wróciłaś - zauważa. - Dlaczego?
Otwieram usta, zwlekam jednak z odpowiedzią. To bardzo dobre pytanie: dlaczego tak właściwie wróciłam?
- Bo myślałam, że jestem silniejsza - mówię w końcu, głosem niewiele głośniejszym od szeptu. - Ale myliłam się.
Zerkam na Petera, ten jednak milczy z tajemniczą miną, z której nic nie potrafię wyczytać. Mój powrót do skocznego światka jeszcze bardziej skomplikował sprawę, a co ważniejsze, wplątał w to wszystko Petera. Ale przecież nie mogłam nie wrócić. Bo wtedy nawet Kasia nie powstrzymałaby mnie przed pogrążeniem się w obłędzie.
- Powiedz coś - proszę cicho, kiedy nadal się nie odzywa. - Cokolwiek.
- Czy ty powiedziałaś chwilę temu - zaczyna niepewnie, marszcząc brwi - że mnie pokochałaś?
Kiwam ostrożnie głową, bo faktycznie takie słowa padły z moich ust, a Peter robi krok w moją stronę. I kolejny. I jeszcze jeden, tak, że stoimy twarzą w twarz, zaledwie pół metra od siebie.
- Czego potrzebujesz, żeby mieć pewność? Mieć pewność, że zamknęłaś już tamten rozdział? - Patrzy mi głęboko w oczy, a ja rozpadam się pod tym spojrzeniem. Wyraz jego twarzy nadal jest nieodgadniony, wróciła pokerowa twarz Prevca, ale wiem jakoś podskórnie, że nie jest zły. I to mi wcale nie pomaga, wbrew pozorom.
- Czego potrzebujesz, Ala? - pyta dobitniej, przewiercając mnie wzrokiem niemal na wylot.
- Ciebie - odpowiadam cichutko i ponownie się rozklejam.
Ale Peter jest tuż obok i momentalnie zamyka mnie w mocnym uścisku, chroniąc mnie przed rozpadnięciem się na kawałki. Przylegam do niego ściśle i szlocham wprost w jego ramię. Mało kto miał kiedykolwiek okazję zobaczyć mnie w takim stanie, mało kto wie też, jak w takim przypadku postępować. Peter jednak dobrze wywiązuje się z tego zadania, w milczeniu znosząc mój płacz i nawet na moment nie wypuszczając mnie ze swoich objęć.
- Już dobrze, jestem tutaj - szepcze uspokajająco, kiedy powoli zaczyna brakować mi tchu. - Jestem, Ala, jestem - mówi bardzo cicho, ledwie dosłyszalnie.
Biorę głęboki oddech i odsuwam się lekko od niego, by otrzeć twarz. Odwracam wzrok z zakłopotaniem.
- Przepraszam, ja nie powinnam...
- Powinnaś - przerywa mi nagle. - Tego właśnie potrzebowałaś, prawda? - Przygląda mi się z troską, a kiedy kiwam głową, ostrożnie całuje w czoło. - Poradzimy sobie, Ala. Damy radę, razem. Tylko... obiecaj mi coś.
- Tak? - Zerkam na niego z lekką obawą.
- Nie próbuj udawać, że jest w porządku, jeśli tak nie będzie, dobrze? - prosi. - Jeśli uznasz, że to się nie uda, powiedz mi to od razu. Nie próbuj dawać mi złudnej nadziei, bo będzie tylko gorzej.
Kiwam głową, a Peter przyciąga mnie do siebie raz jeszcze i mocno przyciska do piersi.
- Nie jesteś zły? Zawiedziony? - upewniam się, mamrocząc cicho te słowa wprost w jego ramię.
- Trochę pewnie tak - odpowiada. - Sam dobrze nie wiem, co o tym myśleć. Ale skoro mnie potrzebujesz, to jestem - mówi z prostotą, jakby to było zwykłe równanie. Dwa plus dwa jest czteryPotrzebujesz mnie, więc jestem.
- Nie możesz być prawdziwy. - Kręcę głową, nie dowierzając we własne szczęście. Nie umiem uwierzyć, że przyjął to ot tak, po prostu. Nie umiem uwierzyć, że ufa mi tak bardzo, że nie boi się konsekwencji prawdy, którą mu właśnie wyjawiłam.
- Sprawdź - droczy się ze mną ostrożnie, jakby sprawdzając, na ile może sobie pozwolić w tej sytuacji i całuje mnie w nos. - Nie znikam w pierwszych promieniach słońca. - Uśmiecha się kącikiem ust i czeka, ja jednak nie zdobywam się na odpowiedź.
- Powinieneś iść spać - mówię, odwracając głowę. Jego luźno rzucona uwaga uświadamia mi, jak późno się zrobiło. - I to dawno. Masz dużo do przemyślenia, a jutro konkurs - przypominam mu.
- I tak spisałem go już na straty. - Wzrusza ramionami. - Chcesz, żebym... z tobą został? - pyta niepewnie.
- Lepiej będzie, jeśli pójdziesz. - Odsuwam się od niego i podchodzę do okna. - Dam sobie radę - zapewniam go.
- Jakby co, wiesz, gdzie mnie szukać - odzywa się po dłuższej chwili milczenia i rusza w kierunku drzwi.
- Peter? - wołam go jeszcze, gdy już stoi jedną nogą na progu.
- Tak? - Przymyka drzwi  i zerka na mnie z ukosa.
- Przepraszam... przepraszam, że tyle z tym zwlekałam - mówię. - Nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać...
- Rozumiem - uspokaja mnie Peter. - Dobranoc, Ala, śpij dobrze.
- Dobranoc, Peter - odpowiadam, a kiedy za skoczkiem zamykają się drzwi, opadam wprost na łóżko. Tym razem zasypiam niemal od razu, ale tak naprawdę wcale nie jest mi dużo lżej.
Tak naprawdę ta rozmowa wcale nie zmieniła mojej sytuacji.

[Peter]
Ktoś szturcha mnie w ramię, ale położyłem się spać przecież dosłownie przed chwilą, więc obracam się plecami do niemiłego bodźca i próbuję ponownie zasnąć. Niestety, ktoś ponownie mnie szturcha, tym razem bardziej zdecydowanie.
- Prevc, rusz dupę, śniadanie zaraz!
Otwieram jedno oko i zerkam najpierw na stojącego nade mną Tepesa, a potem na zegarek. Faktycznie, jest już późno, a ja mam wrażenie, jakbym dopiero co przyłożył głowę do poduszki.
- Nigdzie nie idę - odpowiadam niewyraźnie i nakrywam głowę kołdrą, niczym małe dziecko.
- Janus cię zabije - uprzedza mnie Jurij, a kiedy w odpowiedzi dostaje jedynie krótkie mruknięcie, wzdycha i wychodzi z pokoju.
Pozwalam sobie na jeszcze kilka minut drzemki, ale i tak muszę przecież wstać. W końcu już za parę godzin czeka mnie konkurs. Wysuwam się spod kołdry i idę do łazienki wziąć zimny prysznic. Pomaga mi się rozbudzić i zebrać myśli, które huczą mi w głowie od ładnych paru godzin. Naciągając na siebie T-shirt, zerkam mimowolnie w kierunku balkonu, podświadomie chcąc ujrzeć na nim Alicję.
Długo czekałem, aż zechce się przede mną otworzyć, ale zaskoczyła mnie w najmniej spodziewanym momencie. Zresztą to, o czym mi powiedziała nadal do mnie dociera. Nic dziwnego, że tak długo starała się trzymać mnie dystans, skoro... skoro kocha wciąż kogoś innego, kogoś, kto jest dla niej niedostępny.
A mimo to zależy jej na mnie nie mniej niż mi na niej.
Wzdycham, opierając ręce na biodrach i odwracam wzrok od okna. Powiedziałem jej wczoraj, że poradzimy sobie z tą sytuacją razem, że będę przy niej skoro mnie potrzebuje. I, choć mówiłem szczerze, nie jestem pewien, jak ta sytuacja się rozwinie. Co, jeśli okaże się, że faktycznie jestem dla niej tylko "substytutem", jak sama to określiła? Co, jeżeli odkryje, że nie będzie potrafiła być ze mną szczęśliwa?
- Mam nadzieję, że jesteś już gotowy, leniu, bo zaraz jedziemy na skocznię. - Drzwi otwierają się i do środka wchodzi Jurij. - Trzymaj! - Rzuca we mnie jakimś pakunkiem, który okazuje się smacznie wyglądającą kanapką. - Przyda ci się, pewnie spaliłeś w nocy pełno energii za ścianą.
Marszczę brwi i puszczam mimo uszu tę uwagę. Zamiast tego chowam kanapkę do torby i ubieram buty. Tepes pogania mnie niecierpliwie, nie szczędząc dwuznacznych złośliwości.
- Powinieneś leczyć tę bezsenność - odcinam mu się w końcu, wsiadając do busa. - Bo masz potem jakieś urojenia.
Rozglądam się po wnętrzu pojazdu, jednak nigdzie nie mogę dostrzec Alicji. Siadam na swoim ulubionym miejscu, dochodząc do wniosku, że pewnie też zaspała i przybiegnie na ostatnią chwilę, ale kiedy Janus zatrzaskuje drzwi i przekręca kluczyk w stacyjce, zaczynam się niepokoić.
- A Ala? - dziwię się.
- Powiedziała, że się źle czuje i będzie nam kibicować z kanapy - odpowiada trener. - Jakby coś się działo, jest pod telefonem.
Kiwa głową i sięgam po komórkę. Waham się chwilę, nim wystukuję szybką wiadomość:
W porządku?
Tak, po prostu zasypiam na stojąco - odpisuje po minucie.
Przymykam oczy i mimo iż podróż trwa zaledwie kilka minut, udaje mi się przysnąć. Budzi mnie znowu mało delikatne szturchnięcie i pełne politowania spojrzenie Jurija.
- Ach, te baby! - wzdycha. - Weź się skup, Prevc, bo nam jeszcze na progu zaśniesz i będzie klops.
Przecieram twarz dłońmi i wychodzę na zimne, japońskie powietrze. Szybko rozkładamy się ze sprzętem w budce i ruszam na szybką rozgrzewkę. Zimno nieco mnie orzeźwia, mimo to nie czuję się najlepiej po prawie nieprzespanej nocy. Wchodząc na górę skoczni, nieco mechanicznie przybijam piątkę z Ammannem i uśmiecham się do Kamila. Nie dość, że walczę ze zmęczeniem, to po głowie wciąż chodzi mi Alicja i pytanie - co ja mam z tym wszystkim zrobić?
Skok treningowy w kwalifikacjach wychodzi mi nawet nieźle, ten w serii próbnej też nie najgorzej. Słucham przez krótkofalówkę uwag Janusa, walcząc z zamykającymi się uparcie powiekami, kiedy nagle do mojego nosa dociera cudowny zapach kofeiny.
- Weź się ogarnij, brat. - Domen podaje mi kubek z kawą, a ja spoglądam na niego podejrzliwie.
- Czego chcesz? - pytam nieufnie, a młody wywraca oczami.
- Nic nie chcę, po prostu jak się zaraz nie obudzisz, to klapniesz na bulę aż miło. A jak się połamiesz, to mama zabije i mnie, i Cene. A potem jeszcze przyjdzie nastukać Hoferowi. - Opiera się łokciami o barierkę i patrzy jak popijam kawę. - Peter?
- No?
- Pokłóciłeś się z Alą? - pyta jakby nieśmiało.
- Nie. - Marszczę brwi. - A czemu pytasz?
- Bo oboje jesteście jacyś tacy nie w sosie. - Domen wzrusza ramionami. - A ona fajna jest, więc nie zmaść tego, brat. Gdzie ja sobie znajdę drugą taką spoko szwagierkę?
Wywracam oczami i wyrzucam kubeczek do kosza. Poprawiam czapkę i idę do budki po narty, bo już za moment powinienem ruszyć na górę.
- Dzięki za kawę, młody. Oby pomogła.
Końska dawka kofeiny faktycznie działa, bo skok w pierwszej serii wychodzi mi całkiem dobrze, choć daleko mu do ideału. Dzisiejszego dnia nie spodziewam się jednak niczego więcej, ze spokojem więc szykuję się do drugiej serii. Pewnie przez zmęczenie, dopiero po chwili zauważam kręcącego się w okolicy Maćka, który przystaje przy mnie niezdecydowany.
- Alicja została w hotelu, źle się czuje - uprzedzam pytanie, a Kot robi zatroskaną minę.
- Coś poważnego? - niepokoi się.
- Po prostu niewsypanie - uspokajam go, a ten oddycha z wyraźną ulgą.
- Uff, bo się wystraszyłem, że znowu jakaś grypa. Ona się tak łatwo przeziębia... - wzdycha, a mnie uderza pewne spostrzeżenie.
Myślę, że wiesz.
Obrzucam uważniejszym spojrzeniem odchodzącego już Kota. Ala miała rację mówiąc, że ludzie widzą to, co chcą widzieć. Ale teraz, kiedy już wiem, czego szukać...
Teraz pewne rzeczy zaczynają mi się wydawać oczywiste.
- Peter, twoja kolej.
Otrząsam się z zamyślenia, przerwa między skokami minęła mi w mgnieniu oka. Poprawiam gogle i wychodzę na zewnątrz. Rozgrzewam jeszcze po raz ostatni mięśnie, robiąc kilka przysiadów, przechodzę kontrolę kombinezonu i już po chwili siadam na belce. Warunki są równe, niemal bezwietrzne, nie ma więc zbyt wielkich szans na dalekie loty, bo jury ustawiło na drugą serię dość krótki rozbieg. Janus macha chorągiewką, a ja odpycham się energicznie od belki. Nieco dłużej niż zwykle zajmuje mi odnalezienie stabilnej pozycji najazdowej, przez co spóźniam nieco wybicie i z drobnymi problemami w locie ląduję tuż przed punktem K.
Odpinam narty i szybko zerkam na noty. Pokazuję uniesiony w górę kciuk do kamery i znikam z areny skoczni. Serwisant odbiera ode mnie narty, a ja ściągam kask i zerkam na tabelę wyników. Cene walczy o podium, Domen próbuje się wbić do dziesiątki, a ja zawody zakończę najpewniej na siedemnastym miejscu.
Zerkam na zegarek - do końca konkursu zostało jeszcze z dwadzieścia minut, więc najwcześniej za godzinę będziemy wracać do hotelu. Przebieram się szybko, rzucam najbliższej osobie, że wrócę do hotelu pieszo i wychodzę z budki.
Spacer dobrze mi zrobi i da mi czas na przemyślenia.
Bo muszę raz jeszcze porozmawiać z Alicją.

[Alicja]
Unoszę powieki i sięgam po telefon, próbując dojrzeć godzinę przez zaspane oczy. Z powolnych kalkulacji wychodzi mi, że właśnie przespałam całą pierwszą serię konkursu, więc przecieram twarz, próbując doprowadzić się do porządku i siadam wygodniej.
Owijam się szczelniej kocem, który zsunął się ze mnie w trakcie snu i włączam telewizor. Odmówiłam dziś stanowczo pójścia na skocznię, bo nieprzespana noc dała mi się porządnie we znaki. Poza tym nie jestem dziś w stanie, który pozwala na pokazywanie się w miejscach bardziej publicznych niż własny, hotelowy pokój.
Wyciszam japońskie reklamy i mocniej obejmuję kubek dłońmi. Sama przed sobą mogę się przyznać - boję się po prostu reakcji Petera. W nocy niby zaakceptował moje wyznanie, ale rano, w świetle dnia, na pewno dostrzegł pozostałe szczegóły tej układanki. Kto wie, czy nie zmienił zdania?
A ja nie wiem, czy udźwignę ewentualne konsekwencje mojej szczerości, która wszak była konieczna.
Pewne rany trzeba najpierw rozdrapać, by zaczęły się dobrze goić.
Nagle wyczuwam wibrację telefonu, odgrzebuję go więc spomiędzy fałdów koca i odbieram z nieukrywaną ulgą, widząc na ekranie numer Kasi. Jednocześnie odstawiam kubek na stolik i opadam na ułożoną za plecami poduszkę.
- Heeeeej... - Kasia wita mnie ziewnięciem. - Co tam tak cicho u ciebie? Nie jesteś na skoczni?
- Kiepsko spałam, więc zostałam w hotelu - wyjaśniam. - Dobrze cię słyszeć. - Uśmiecham się lekko.
- A coś się stało? - pyta natychmiast domyślnie, niemal widzę jak się rozbudza mimo późnej godziny.
- Rozmawiałam z Peterem. - Milknę na moment, przygryzając dolną wargę. Nie wiem, co tak naprawdę chcę powiedzieć, o czym porozmawiać, żeby choć trochę mi ulżyło.
Może potrzebuję po prostu zapewnienia, że postępuję słusznie?
- O Klemensie? - docieka Kasia, kiedy nie mówię nic więcej.
- Można tak to ująć - odpowiadam wymijająco.
- Alka, cholera, miałaś być z nim, kurwa, szczera! - unosi się, chyba zresztą całkiem słusznie. W końcu zazwyczaj nie używa mało parlamentarnych słów jako przecinków.
- Powiedziałam mu wszystko - wyjaśniam obronnie. - Prócz tego, że chodzi o Klemensa. Nie chcę, by przenosił emocje na skocznię, wystarczy, że Klemens to robi - dodaję gorzko.
- Miałaś o nim nie myśleć - przypomina mi Kasia lodowatym tonem.
- Nie myślę, po prostu widzę, co się dzieje. - Wzruszam ramionami i wzdycham ciężko. - I boli mnie to, że nie mogę mu pomóc. Albo inaczej - mogę, ale nie wolno mi.
- Jak to przyjął? - Kaś pozostawia bez komentarza temat Klemensa i wraca do sedna.
- Chyba dobrze, nawet bardzo dobrze. - Nawijam na palec pasmo włosów i zawieszam na chwilę wzrok na ekranie telewizora. Skoczyło już kilku zawodników, ale prawie w ogóle nie skupiam się na konkursie. W tej chwili jest to dla mnie mało istotne.
- To znaczy? - drąży Kasia, a ja wzdycham ciężko i zmuszam się do zebrania myśli.
- Mam wrażenie, że... że to po prostu zaakceptował - mówię, próbując jednocześnie to wszystko sobie poukładać w głowie. - Powiedziałam, co miałam powiedzieć, choć nie było mi łatwo, a on tylko kiwnął głową i powiedział, że damy sobie z tym radę. Jakby mówił "okej, kochasz innego faceta, ale dopóki kochasz i mnie, ja to akceptuję". - Głos łamie mi się odrobinę. - Ale boję się, że nie do końca do niego dotarło, na co się pisze. A kiedy zrozumie, to może już nie być tak kolorowo. - Zaciskam mocno zęby, powstrzymując łzy i skupiam się na cieple herbaty promieniującym z kubka, do którego mocno się przytulam.
Kasia po drugiej stronie milczy tak długo, że zaczynam się obawiać, że zasnęła. Słyszę przez słuchawkę zaspany głos komentatora podający odległość Daikiego Ito, a potem narzekający na zawyżone noty dla Eisenbichlera. Dopiero przy następnym skoczku, którym jest Domen, Kasia odzywa się cicho:
- Ala?
- Mhm?
- Ale ty go kochasz, prawda?
Mam ochotę rozbić sobie na głowie mój ukochany termiczny kubek, bo niewiele brakowało, bym zapytała o kogo pyta. Nigdy nie uda mi się uwolnić od uczucia do Klemensa, mogę je tylko zagłuszać tym, co czuję do Petera, aż w końcu stanie się zupełnie niezauważalne.
Pytanie tylko, czy mogę go tak wykorzystać. Oraz czym jest tak naprawdę to, co nas łączy.
- To nie takie proste, Kaś - odpowiadam w końcu, mając silne uczucie deja vu. - Zależy mi na nim, to fakt. Dobrze mi w jego towarzystwie, to też prawda. Ale to zupełnie inne uczucie.
- Bo nie musisz go hamować. A mimo to to robisz - zauważa, jakby to było coś najzwyklejszego na świecie. Może spojrzeć na tę sprawę z boku, a mnie potrzebny jest jej chłodny osąd. - Dlaczego?
Biorę głęboki wdech i zamieram z otwartymi ustami, bo nie mam odpowiedzi na to pytanie. Choć to nie do końca prawda, wiem, co chcę powiedzieć. Ale boję się usłyszeć te słowa ze swoich ust.
- Ala?
- Bo boję się, że się zawiodę - odpowiadam cicho, patrząc jak Cene siada na belkę. - I jego też, bo nie będę umiała go w pełni pokochać. Że nie poczuję się przy nim całkiem swobodnie, że cały czas z tyłu głowy będzie siedział mi Klemens. I że Peter już zawsze będzie "tym drugim".
- Ty też nie jesteś pierwsza - zauważa Kasia, przypominając mi o Katji.
Ale to zupełnie inna historia, kręcę więc głową, a gdzieś na krańcu świadomości zapala mi się czerwona lampka. Jakaś jej część zaczyna pracować na wysokich obrotach, bo coś mi się nie zgadza, coś krzyczy, że nie jest do końca tak, jak się wszystkim wydaje.
Bo ludzie widzą to, co chcą widzieć.
- To coś innego, ona go zostawiła - stwierdzam krótko. - Nie twierdzę, że przestał ją kochać, bo dobrze wiem, że to nie jest takie łatwe, ale...
- ...ale on umie o niej nie myśleć i skupić się na tobie - dokańcza za mnie Katka. - A ty nie możesz się na to zdobyć - stwierdza beznamiętnie. Brzmi to jak przygana, ale wiem dobrze, że po prostu się martwi.
- Nie mogę - mruczę cicho, obserwując ostatni skok. - Mimo iż chcę.
- Więc mu to powiedz - stwierdza prosto. - Porozmawiajcie raz jeszcze. I jeszcze. Aż do skutku. Nie tylko słowami, jeśli nie wystarczą. Pewnych rzeczy nie dasz rady nimi wyrazić - mówi, a w jej ustach brzmi to tak cudownie prosto. - Słowa kłamią, ciało nie.
- Czy ty...? - Marszczę brwi, ale Kasia nie daje mi rozwinąć myśli, bo wydaje okrzyk radości, kiedy okazuje się, że Cene utrzymuje prowadzenie i wygrywa dzisiejszy konkurs.
- No! Taki konkurs to rozumiem! - woła uszczęśliwiona, a ja przyglądam się klasyfikacji końcowej. Peter plasuje się pod koniec drugiej dziesiątki, ale nie dziwi mnie to zbytnio, jeśli jest w podobnym stanie co i ja. Nigdzie nie mogę za to dostrzec Klemensa.
Zagryzam wargę, kiedy przyłapuję się na tym, że go szukam. Szybko usprawiedliwiam się przed samą sobą, porównując wyniki pozostałych Polaków, a chwilę później dostrzegam jego nazwisko na czterdziestym pierwszym miejscu.
Oj, Klemens.
- Mittner, mówię do ciebie! - Głos Kasi przebija się przez moje myśli i sprowadza mnie ponownie na ziemię. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Mhm, zamyśliłam się, to ze zmęczenia - udaje mi się wybrnąć i skupiam się na jej słowach. - Co mówiłaś?
- Że zamówiłam dla mnie i Werki pokój tam, gdzie zwykle w Wiśle, ale nie wiem, co z Zakopanem. Masz jakiś pomysł?
- Może wcisnę was do COSu. - Myślę na głos, ignorując dziwne uczucie niepokoju. Konkursy w Polsce. Teraz dopiero do mnie dociera, co to oznacza. - A jak nie, to gdzieś na obrzeżach, bo i tak będziesz autem, nie?
- A gdzie zaparkuję potem? - martwi się Kasia. - I sama wiesz, jak to potem wygląda.
- Dwa lata temu dałaś radę, to i teraz się uda. Popytam, może młode Koty was przygarną? Maciek mówił, że skończyli już remont, więc po starej znajomości...
- Nie no, co ty, oszalałaś? - oburza się Kaś. - Przecież oni mają małe dziecko, nie będę im się zwalać na głowę! Coś ogarniemy z Werką. Zostajesz potem w Polsce na parę dni? - pyta.
- Jeszcze nie wiem. Nie jedziemy do Willingen, więc może wynegocjuję trochę wolnego u Janusa i uniknę śmierci z rąk mojej rodzicielki. - Wzdycham, patrząc jednym okiem na dekorację. - Swoją droga potrzebuję oddechu, zmiany otoczenia. Tak, jak na ślubie Karo. - Przypominam sobie tę chwilę, która miała przecież miejsce wcale nie tak dawno temu. A wydaje się, jakby minęły wieki.
- Więc zostań na parę dni, Janus ci pozwoli - popiera mnie Kaś. - Dobra, ja kończę, bo oczy mi się zamykają, a chcę jeszcze porozmawiać z Cene przed snem. Ma mi napisać, jak będzie mógł gadać.
- To dobranoc, widzimy się niedługo - odpowiadam, a Kasia rozłącza się chwilę potem.
Przecieram oczy i wyłączam telewizor, który teraz pokazuje tylko reklamy płatków śniadaniowych, a przynajmniej czegoś, co jak płatki śniadaniowe wygląda. Japończycy w końcu jedzą różne, dziwne rzeczy...
Rozglądam się dookoła ze świadomością, że powinnam się już zacząć pakować, kiedy nagle słyszę dźwięk przychodzącego SMSa. Przekonana, że to Kasia z jakąś uwagą, odblokowuje natychmiast ekran i zamieram na moment.
Musimy porozmawiać. Daj znać, jak już będziecie w Polsce.
Nadawcą tej wiadomości jest Agnieszka.
Mój mózg zaczyna pracować na wysokich obrotach, a palce zamierają nad klawiaturą. Nie mam pojęcia, co jej odpisać. To znaczy, wiem, ale nie do końca jestem pewna, o co może jej chodzić. Czy chodzi o Klemensa? Pewnie tak, ale pytanie brzmi  - w jakim kontekście?
Moje rozważanie przerywa pukanie do drzwi, odrzucam więc telefon na łóżko, nie wysławszy żadnej odpowiedzi i zapraszam niespodziewanego gościa do środka. Prawie w ogóle nie dziwię się, gdy na moim progu staje Peter z wyrazem zmęczenia na twarzy.
- Mogę? - pyta, wskazując miejsce na łóżku obok mnie, a ja krótko kiwam głową i mocniej opatulam się bluzą. - Nie najlepiej wyglądasz, Ala - stwierdza z troską, przyglądając mi się uważnie.
- Ty wcale nie lepiej - odcinam mu się i raz jeszcze przecieram twarz dłonią. - Nie popisałeś się dziś.
- Zmęczenie - rzuca krótko, a ja kiwam głową raz jeszcze. Nie ma tu zbyt wiele do dodania. - Jak się czujesz?
- Mniej więcej tak, jak wyglądam. - Wzruszam ramionami i ziewam, nie zawracając sobie głowy zasłanianiem ust. - Bywało lepiej.
Peter przygląda mi się w milczeniu, przygryzając lekko dolną wargę, widać, że się waha. Zastanawiam się, czy poruszy temat, po to tu w końcu przyszedł, prawda? On jednak milczy dalej, a ja odwracam głowę, nie mogąc znieść jego spojrzenia.
- Alicja.
Wzdrygam się, słysząc w jego głosie nieznane mi dotąd tony. Czuję ruch materaca, kiedy przysuwa się bliżej, zostawiając mi jednak przestrzeń, której potrzebuję w tej chwili.
- Myślałem o tym, co mi powiedziałaś - mówi cicho. - I doszedłem do wniosku, że to chyba nic nie zmienia. To w sumie głupie. - Śmieje się cicho do siebie. - Ale nie przeszkadza mi to, w końcu ja też nadal w jakiś pokrętny sposób kocham Kat. - W jego głosie daje się wyczuć się gorycz.
- To nie to samo, Peter - szepczę. - Nie zrozumiałeś, ja...
- Przyglądałem się dziś Polakom na skoczni - przerwa mi i łagodnie obraca mnie w swoją stronę. - Nie potrafiłem przestać zastanawiać się, którego z nich miałaś na myśli, bo to jeden z nich, prawda? - upewnia się, a ja kiwam powoli głową. - Ale w końcu stwierdziłem, że to nie ma znaczenia, tak jak sama mówiłaś. Bo nie liczy się to, co było, ważne jest to, co mamy teraz. I co możemy mieć.
Patrzy na mnie z nadzieją, a ja czuję jak moje oczy stają się ponownie wilgotne. Nie widzi, jak głęboko mogę go zranić, jeśli ulegnę sama sobie, jeżeli nie poradzę sobie ze swoją własną przeszłością.
Ale czy mogę się z nią rozprawić, wciąż do niej wracając? Może lepiej po prostu zostawić ją w spokoju, licząc, że nie stanie się przysłowiowym "trupem w szafie"? Ale co, jeżeli tak właśnie się stanie i pojawi się ponownie w moim życiu w najmniej spodziewanym momencie?
- Damy sobie radę, Ala - mówi Peter. - Nie będzie łatwo, ale damy radę - powtarza raz jeszcze i przytula mnie mocno, pokonując moją strefę komfortu.
- A jeśli nie? - szepczę cichutko, podnosząc na niego wzrok. - Co jeżeli zawiodę? I cię zranię?
- Jestem gotów zaryzykować. - Odgarnia mi włosy z twarzy i ociera spływającą po policzku łzę. - Zresztą, nie jestem tak delikatny, jak ci się wydaje. Jeśli nam nie wyjdzie, to trudno. - Wzrusza ramionami i bierze moją twarz w dłonie. - Tylko pozwól nam spróbować.
Otwieram usta, a wtedy przypominają mi się słowa Kasi. Dlatego zamiast powiedzieć coś, co nie wniesie nic nowego do naszej rozmowy, całuję go delikatnie, ostrożniej niż za ostatnim razem. Peter wydaje się zaskoczony tym gestem, ale to tylko moment. Czuję, jak się uśmiecha, przyciągając mnie mocniej do siebie.
Opadamy w poprzek łóżka, a Peter odsuwa się minimalnie, by spojrzeć mi w oczy. Tym razem nie uciekam spojrzeniem, tylko czekam ciekawa, co chce mi powiedzieć.
- Damy sobie radę, Ala. - Całuje mnie w czoło.
- Damy sobie radę. - Całuje mnie w nos.
- Damy radę - szepcze i całuje raz jeszcze delikatnie, a ja wtulam się w niego mocno.
I po kilku chwilach w takiej pozycji jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę ma rację.

[Klemens]
- Rozmawiałem z Alą.
Zamieram zgięty w pół i unoszę wzrok na Maćka. Stoi oparty o busa i przygląda mi się z jakaś dziwną miną.
- No i? - pytam, mam nadzieję, obojętnym tonem i wracam do wiązania buta, a Kot wzdycha ciężko.
- Martwię się o nią. Ty nie? - nadal drąży, a ja prostuje się i zaplatam ręce na piersi.
- Jest dorosła, ma Petera i jest szczęśliwa - odpowiadam, a trener woła nas już do środka, bo powoli zbieramy się do wyjazdu. Łudzę się, że Kot odpuści i zajmie się sobą, ale on siada obok mnie i, nim zdążam założyć słuchawki, znowu wzdycha smętnie:
- No właśnie.
Rezygnuję z muzyki i obracam się w jego kierunku, a kierowca powoli zaczyna wyjeżdżać z zaśnieżonego parkingu. Na lotnisko mamy pół godziny drogi i pewnie tyle czasu będę musiał znosić Maćkowe wynurzenia na temat Alicji.
Nie pomaga mi pan, panie Kot.
- Zapytałem ją, dlaczego nas unika, wiesz? - Maciek usadza się wygodniej, zanosi się więc na dłuższy wywód, bo chowa także telefon do kieszeni kurtki. - Powiedziała, że to nie chodzi o nas, tylko po prostu ma wiele na głowie i musi poukładać sobie pewne rzeczy na nowo... Myślisz, że to prawda?
- Czemu miałaby kłamać? - dziwię się, jednak nie patrzę mu w oczy. - Dużo się pewnie teraz dla niej zmieniło, na pewno jest rozdarta. - Wzruszam ramionami. Nie chcę rozmawiać o Alicji i Peterze. Ale Maciek chyba tego nie widzi, bo nie chce tego widzieć.
W końcu wszyscy uważają mnie i Alicję za najlepszych przyjaciół, powinienem się więc interesować jej życiem, prawda? Tak myślą ludzie, a ja wiem, że jest zupełnie inaczej.
- Myślisz, że przeprowadzi się do Słowenii? Ze względu na Prevca? - pyta nagle Maciek zmartwiony.
- Pracuje tam i ma mieszkanie w Kranju - odpowiadam wymijająco, ale Kot kręci głową.
- To nie to samo. Bo jeśli się przeprowadzi na stałe, to przecież w Polsce zostaną jej przyjaciele, rodzina... A to jednak jest kawałek drogi. Z drugiej strony, jeżeli to związek na stałe... Nie dziwię się, że musi przemyśleć parę rzeczy. - Dalej rozmyśla na głos, ale ja już jestem zmęczony tymi dywagacjami.
- Dlaczego tak to roztrząsasz? - pytam lekko już poirytowany. - To jej sprawa, nam nic do tego. Może sobie zamieszkać nawet na Biegunie Północnym, jeżeli zechce, choć wątpię, bo przecież nie cierpi zimna. - Gryzę się w język za tę ostatnią uwagę. - Już nie jest częścią naszego sztabu, to logiczne, że nasze drogi się prędzej czy później rozejdą, przestań przeżywać i daj jej żyć samodzielnie! - kończę gniewnie, a Kot wpatruje się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Klimek, co cię ugryzło? - pyta zszokowany.
- Dwudzieste piąte i czterdzieste pierwsze miejsce - odwarkuję na odczepnego, choć jest w tym trochę prawdy. Moje kiepskie wyniki w ten weekend nie dają mi spokoju, zwłaszcza w świetle zbliżających się igrzysk.
Obiecałem Alicji, że dam sobie bez niej radę. Jak na razie, jedyne, co daję, to plamę.
- Pokłóciłeś się z nią? - dopytuje się dalej Maciek, na szczęście już o wiele ciszej.
- Nie, po prostu... - urywam, bo za bardzo nie wiem, co powiedzieć. - Choć w sumie to tak, ale tak jest lepiej - zmyślam na poczekaniu, by uniknąć ciągłych pytań czemu unikam Alicji.
Kolejne kłamstwo, które nie byłoby konieczne, gdyby to wszystko potoczyło się odrobinę inaczej. Gdybym jej nie poznał.
Albo przeciwnie - gdybym poznał ją kilka lat wcześniej.
Maciek otwiera usta, pewnie po to, by uraczyć mnie jakąś dobrą radą, ale na szczęście musimy już wysiadać i uciekam przed jego mądrościami. Nie mam dziś kompletnie humoru i marzę tylko o powrocie do domu.
A to jeszcze trochę potrwa.
Na lotnisku okazuje się, że nasz lot jest nieco opóźniony ze względu na warunki atmosferyczne, rozsiadamy się więc na plastikowych krzesełkach i każdy znajduje sobie jakieś zajęcie.
- O ile zakład, że posiedzimy tu jeszcze ze cztery godziny? - rzuca nagle Skrobot, unosząc głowę znad telefonu. - Stawiam dwa Mannery.
- Skąd weźmiesz dwa Mannery? - pyta Dawid podejrzliwie.
- Wyciągnąłem ci wczoraj z torby na buty, bo przysypiałem nad żelazkiem - odpowiada serwisant niefrasobliwie. - Ale potem zaczęły się jakieś cuda z najazdem dziać, to otrzeźwiałem, bo oczywiście nie te woski wziąłem z hotelu i już mi inne zastrzyki energii nie były potrzebne.
- Ale... - zaperza się Kubacki, nikt jednak nie daje mu dokończyć, bo do dyskusji włącza się Maciek.
- Pięć godzin, stawiam dwie duże Milki - podbija stawkę i natychmiast zostaje posądzony o konszachty z Wellingerem, więc zmienia markę na bardziej "patriotyczną".
- Trzy godziny!
- Dwie!
- Dziesięć!
Uśmiecham się, słysząc, jak przekrzykują się jeden przez drugiego i nachodzi refleksja, że brakowało mi tego. Słodkie zakłady były kiedyś dla nas codziennością, choć ich finalizacja nie zawsze dochodziła do skutku, ze względu na naszą dietę. Ostatnio jednak ten zwyczaj zaniknął. 
Ostatnio, czyli odkąd nie ma z nami Alicji.
- Stawiam paczkę żelków, że najdalej za pół godziny Hofer spasuje. - Alicja ponurym wzrokiem wpatruje się w okno, za którym szaleje śnieżyca.
- Coś ty! Przecież to Turniej Czterech Skoczni! - wykrzykuje Jasiek. - Nie ma bata, hajs się musi zgadzać!
- Widzisz, co się dzieje za oknem? - Wskazuje palcem za szybę. - Może i on jest szalony, ale raczej nie chce was pozabijać.
- Ja mu daję półtorej godziny.  I pół słoika Nutelli, że mam rację - odzywa się Stęki.
- Czemu tylko pół? - dziwi się Maciek. 
- Bo pierwsze pół już zeżarłem - przyznaje się młody, a reszta wybucha śmiechem.
- Lepiej niech odwołają, bo od tej pogody włosy mi się skręcają i loczków dostaję! - Dawid zaczyna panikować, grzebiąc nerwowo w torbie na buty. - Zgadzam się z Alą i dorzucam trzy paczki Mannerów. Albo w sumie... - waha się. - Ja mu daję trzy kwadranse.
- Wszyscy będziecie grubi jak beki - do domku wchodzi Kruczek i otrzepuje czapkę ze śniegu. - Walter właśnie spasował, jedziemy do hotelu.
- Byłam najbliżej, zgarniam pulę! - wykrzykuje uradowana Alicja i wyciąga Dawidowi z rąk Mannery, a następnie patrzy wyczekująco na Stękiego i Jaśka.
- W hotelu mam - odpowiada młody markotnie.
- Ja się o nic nie zakładałem! - oburza się Ziobro, a dziewczyna zaplata ręce na piersi, więc ten wzdycha poirytowany. - Dobra, kupię ci jakaś czekoladę potem, niech stracę.
- Uwielbiam robić z wami interesy. - Alicja uśmiecha się szeroko i ostentacyjnie otwiera jednego Mannera.
- Będziesz gruba - zauważam złośliwie.
- Ale szczęśliwa! - Daje mi pstryczka w nos, po czym naciąga kaptur na głowę i wychodzi na zewnątrz.
- Nie będzie żadnego czekania, obżarstwa też nie. - Z zamyślenia wyrywa mnie głos Kruczka.
- Skąd trener wie?! - Dawid wytrzeszcza oczy, a Łukasz bez słowa wskazuje zielony napis boarding, który wyświetlił się właśnie nad naszą bramką. Zaczynamy zbierać manatki i niemrawo ruszamy w kierunku samolotu, prostując i rozciągając zastane mięśnie. W tym czasie powstaje już kolejka, a ja szybko oceniam jej długość i, dochodząc do wniosku, że to jeszcze trochę potrwa, rzucam Kamilowi krótkie "zaraz wracam" i ruszam na poszukiwanie toalety.
Maszeruję szybko, próbując zrozumieć cokolwiek z dziwnych szlaczków, które Japończycy nazywają alfabetem i w końcu odkrywam drzwi, które wyglądają jak wejście do WC. Popycham je energicznie, bo trochę mi się śpieszy i natychmiast słyszę jęk bólu.
Ktoś stoi po ich drugiej stronie trzymając się za czoło, podchodzę więc, tłumacząc się gęsto i przepraszając po angielsku, a kiedy kobieta odejmuje ręce od twarzy, natychmiast uśmiecha się szeroko.
- Och, nic się nie stało! - mówi po polsku, a ja uświadamiam sobie, że to fotoreporterka jednego ze sportowych czasopism. - Do wesela się zagoi, ale następnym razem bądź ostrożniejszy, dobrze?
Przepraszam ją raz jeszcze i odprowadzam dla pewności wzrokiem. Przez to wszystko dopiero po chwili zauważam, że ktoś za mną stoi.
- Mogę przejść? - pyta cicho Alicja, kiedy obracam się, wyczuwszy czyjąś obecność.
- Jasne. - Odsuwam się, ale ona robi krok w tę samą stronę. Przesuwam się więc w przeciwnym kierunku, ale ona czyni to samo. Wzdycha lekko i bez słowa zatrzymuje mnie w miejscu, przesuwając lekko pod ścianę i chwyta za klamkę.
- Klemens? - Zatrzymuje się w pół kroku. Nie puszcza mojego ramienia, zaciskając kurczowo drugą dłoń na klamce.
- Tak? - podchwytuję, szukając jej spojrzenia, ona jednak odwraca głowę.
Waha się przez sekundę, może odrobinę dłużej, ale ostatecznie kręci głową, jakby ze zrezygnowaniem.
- Już nic, nieważne - mamrocze cicho i wychodzi z toalety.
Stoję tam przez dłuższą chwilę, nim przypominam sobie, że dosłownie za moment odlatuje mój samolot. Rezygnuję z wizyty w toalecie i wracam do kolejki, zastanawiając się, co też takiego chciała mi powiedzieć.
W każdym razie, cokolwiek to było, nie powinno mnie obchodzić. A ona nie powinna tego mówić. Zdaje się, że dobrze jej idzie odrywanie swojej roli, o wiele lepiej niż mnie. Żeby ludzie mogli widzieć tylko to, co chcą widzieć.
Pytanie tylko, dokąd nas w końcu zaprowadzi ta gra.
__________
Więc tego. Nie bijcie za mocno. I za przerwę i za jakość tego czegoś powyżej. Nie obiecuję poprawy, bo nie jestem dobra w takich sprawach.
Bierzcie i się radujcie. Lub nie, co kto lubi.

PS: A twitterowicze, którzy namiętnie favują moje tweety o tym, że piszę mogliby swoją radość wyjawić też poniżej, co nie? To byłoby bardzo miłe z Waszej strony, serio ;)
PS2: Pokłony dla Karoliny. Od dziś - jeden zjedzony przecinek = jeden karny brzuszek!


30 komentarzy:

  1. Fajny, że są sloski, polpporo i te klimaty, ale niech Ala będzie z Kraftem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej antytalent do języka niemieckiego wyklucza jakąkolwiek możliwość komunikacji, więc jest to zdecydowanie niemożliwe.

      Usuń
    2. Ale Kraft jest królem. Wreszcie znalazłaby się w rękach mężczyzny, ktory ja chwyci i nie da się jej oswobodzić.

      Usuń
    3. Spiepszaj dziadu i się pode mnie nie podszywaj, tylko ja mogę insynuować, że Ala powinna być z Kraftem, ale Ala może być z kim chce, nawet jak chce może być z cudnym Apollem.

      Usuń
    4. Cudny Apollo już zajęty, besos

      Usuń
  2. Uwielbiam ten rozdział i czekam na następny❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Chwila oddechu i się za niego biorę ;)

      Usuń
  3. Jeeej, jak fajnie, że Ala i Pero jakoś przebrnęli.

    I współczuję Katce, miłość nie Cene, nie zawsze jest rozciągliwa.

    I nic więcej nie wymyślę, muszę wysłać swojego bohatera na terapię i skończyć pracę zaliczeniową na psychologi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej! Fajnie, cieszę się z każdego odzewu! ;)
      No, odległość robi swoje :<
      Doceniam i dziękuję za poświęcony czas ;)

      PS: teraz dopiero zauważyłam, o co Ci chodziło z tym rozdwojeniem jaźni.

      Usuń
  4. Czy postanowiłaś zrobić z Petera faceta idealnego? Mam nadzieję, że Ali wreszcie uda się zapomnieć o uczuciu do Klemensa, bo taki ktoś jak Prevc to prawdziwy skarb! :)
    Cieszę się bardzo, że wreszcie powiedziała mu prawdę, a sposób, w jaki on zareagował na tę pokręconą historię po prostu zwalił mnie z nóg.
    Mam ogromną nadzieję, że ta przerwa pomiędzy rozdziałami będzie krótsza. Już nie mogę się doczekać. Przesyłam buziaki i życzę dużo weny i wolnego czasu na pisanie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że wyjdzie mi zbyt idealny. Tacy ludzie nie istnieją! Ale oby jak najwięcej takich w prawdziwym życiu!
      Nie jestem w stanie zejść poniżej miesiąca, ale robię, co w mojej mocy, by nie było to więcej. Niestety okoliczności są niesprzyjające ;/
      Dziękuję i buziaczkuję back!

      Usuń
  5. Hayboeck królem. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Siemka!
    Cóż, ja nie napiszę oryginalnie, żeby Ala była z Kraftem lub z Apollem. Ja bym chciała tylko, żeby poukładało się między nią a Peterem. Mogłoby się wydawać, że Peter to po prostu ta łatwiejsza opcja - bez żadnej żony itp. Ale myślę, że Ala też naprawdę coś do niego czuje, tylko na razie sobie na to nie pozwala. Za bardzo myśli o Klimku, za bardzo boi się, że w jakikolwiek sposób zrani Petera. A przecież często jest tak, że póki nie zarykujesz, nie możesz wiedzieć, co się zdarzy. Bardzo liczę na to, że Alka w końcu się przełamie i zaufa Peterowi w 100%, a przede wszystkim, że pozwoli sobie kochać kogoś takiego jak Peter. Myślę, że ich szczera rozmowa była dobrym, pierwszym krokiem ku temu, by wreszcie zaczęło być dobrze. Zwłaszcza, że Peter przyjął rewelacje Alki z taką cierpliwością i wyrozumiałością. Złoty chłopak, przykro byłoby takiego stracić. Także nie żadne Krafty i Apolla, tylko Peter Prevc!
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Mówiąc krótko, dobrze prawisz! I czyż to nie prawda, że to bohater idealny? Meh, przydałaby się Prevcowi jakaś wada, co nie?
      Dziękuję ślicznie i czekam na Over ;)

      Usuń
  7. No w kooońcu😍 Radość na mojej buzi bezcenna, porównywalna do tej po zjedzenia Milki (właśnie czemu tu nie ma władcy fioletowych krów??)
    Pero miszcz przytulania!! Yeeey!
    Ala w końcu wydusiła większość tego co jej ciążyło na sercu, teraz jeszcze rozmowa z Agnieszką i będzie ok (mam nadzieję).
    Cene gimnastyk? Ooo
    Grożenie mamą 😎😎 Nie mogę przestać
    Objawy bezsenności Tepesa też niczego sobie haha
    A co do Krafta... Nieeeee on nieee za małe to 😂 btw kiedy w szkole masz dziewczynę o nazwisku Kraft i dyrektor na apelu z żartem wyskakuje " Słyszałem, że twój wujek Puchar Świata zdobył"😂😄
    Podsumowując - chcę więcej Pero i Ali, ciekawej rozmowy z Agnieszką, jakiś interesujących wydarzeń Cene-Katka(talenty gimnastyczne może się przydadzą hehehe), jakiejś historyjki z Wellingerem i braku Krafta no i dużo weny życzę!
    Poszukiwaczka Żuczków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wellingi nie ma, bo jakoś nie umiem pisać o Niemcach. Zdarza mi się jedynie o AUTach.
      (też bym chciała takiego Petera do przytulania, ale ciii...)
      Tepes jest ukrytym miszczem tego opowiadania ^^.
      Serio? Kraft u Was w szkole? Haha, świetne!
      Rozwaliłaś mnie tym tekstem o przydatności talentów gimnastycznych XD. Wen się przyda, Wellinga może gdzieś się w tle przemknie.
      Dziękuję bardzo za śliczny komentarz! :*

      Usuń
    2. A no dziękuję dziękuję 😄 Tak, naprawdę u mnie w szkole jest dziewczyna o tym jakże"pięknym" nazwisku😂😂😂
      Nawet jak tylko się przemknie Andi to będzie dobrze😄
      Katka jak już Cenę porozciąga...😏 Dobra zagalopowałam się 😂
      Sloski to wgl miszczowie (szczególnie żelki dla kierowcy)
      Który miał Milke? Jaaa chce!
      Powodzenia w pisaniu i jak chcesz mogę większą liczbą takich komentarzy Cię uraczyć😄

      Usuń
  8. Chyba pierwszy mój komentarz tutaj, ale czytam już od jakiegoś czasu i wiesz co? Alka mnie już wkurza :( Mam wrażenie, że od kilku rozdziałów jest jedno i to samo. Rozumiem, że relacja w jakiej była Ala z Klimkiem była skomplikowana i to uczucie pozostaje w człowieku najprawdopodobniej do końca życia - pewna osoba na zawsze ma u nas w sercu szczególne miejsce, ale czytelnik chciałby też poczytać coś… innego? Chciałabym zobaczyć jak Ala jest w końcu zadowolona i nie zaprząta sobie myśli niepotrzebnymi rzeczami, które tylko ją blokują przed radością (tak tak, wiem że życie to nie sama radość, skakanie po łące i zbieranie kwiatków, ale niechże ta dziewczyna ma też coś z życia :D). Nie wiem, może niech Katka w końcu do niej jakoś dotrze xD i też zgadzam się z tym, że mogłoby być więcej wątku Katki i Cene :D czekam na kolejny!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak już z tą Alą jest, że nie może się od tego Klimka odpędzić, choć stara się ze wszystkich sił. Ale spokojnie, jeszcze będzie cud, miód i orzeszki ;).
      Katki i Cene będzie całkiem sporo, bo wszyscy ich bardzo lubią, więc co Wam będę odmawiać, nie?
      Kolejny się powolutku piszę, zobaczę jak mi pozwolą zaliczenia na uczelni. Mam nadzieję, że będzie szybciej :P

      Usuń
  9. Zaczęłam sobie czytać w tramwaju, wracając do domu i na sam początek w tej pierwszej części z perspektywy Klemensa udarzyło mnie - wybacz, to okropne - ale w rzeczywistości on by chyba nigdy takich pięknych zdań nie ułożył XD przepraszam XD chyba już się przyzwyczaiłam do faktu, że w większości opowiadań pełni on rolę kadrowego przygłupa XD
    Ale już dobrze, przestawiam się na poważny tryb. Widać dużą różnicę między relacjami Klemensa z Agnieszką i z Alicją. Na Agnieszce bez dwóch zdań mu zależy, ale już nie w ten sposób, co kiedyś. W ten sposób zależy mu na Alicji. Jest to oczywiście niewłaściwe, karygodne i w ogóle na stos z nim, ale to nie takie proste. Łatwo oceniać z boku. Ten temat już zresztą kilka razy przerabialiśmy. Stara się, żeby Agnieszka tego nie odczuła, ale umówmy się, każda kobieta wyczuwa, że coś jest nie tak. Może nie wiedzieć, o co chodzi, ale podświadomie zdaje sobie sprawę z tego, że jest jakiś problem.
    Ale raczej nie szuka tego problemu w osobie swojej dobrej, zaufanej koleżanki. Czasem się zastanawiam czy nie lepiej byłoby, gdyby Klemens przyznał się do tego, że kocha Alicję, rozwiódł się z żoną i związał z Alą. Naprawdę tak byłoby uczciwiej. A przynajmniej jeszcze jakiś czas temu, bo od czasu, kiedy na horyzoncie pojawił się Peter, zaistniała szansa na to, żeby chociaż Alicja była szczęśliwa. A poza tym, te słowa, które padają w retrospekcji rozmowy Ali z Kasią są bardzo znaczące: " Zawiódłby cię, gdyby poświęcił swoją rodzinę dla was". To jest okropne. A jednocześnie do bólu logiczne.
    Punkt kulminacyjny tego rozdziału - nocna rozmowa Alicji i Petera. "Tak naprawdę ta rozmowa wcale nie zmieniła mojej sytuacji." Święta prawda. Bo przecież uczucia Ali wciąż pozostają tak samo skomplikowane jak wcześniej. Różnica jest tylko taka, że teraz Peter o nich wie. Choć, w gruncie rzeczy, wciąż nie wie wszystkiego. Alicja chyba chce w ten sposób jakoś chronić Klemensa. Bo przecież mijają się co chwilę koło skoczni i to mogłoby tworzyć jakieś chore sytuacje między tymi facetami. To trochę inna sytuacja niż wtedy, gdy Peter opowiedział Alicji o Katji. Bo Ala jej nie znała. Tak jest chyba łatwiej. W ogóle mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, że Peter o bycie tym facetem, który uniemożliwia mu budowanie związku z Alą, podejrzewał Maćka. I ja tak po cichu mam wrażenie, że Kot faktycznie tak nieco naiwnie się w Alicji podkochuje.
    Tak czy inaczej Peter naprawdę mnie zaskoczył swoją postawą wobec tego, co usłyszał od Alicji. Schował męską dumę do kieszeni i zaproponował Ali pełne wsparcie. Mega szacun. Z tym tylko zastrzeżeniem, że nie wiem, jak długo tak wytrzyma. To chyba zależy od tego, w którą stronę faktycznie pójdą jego relacje z Alą. Czy będzie coraz lepiej, czy wybudowany przez nią mur okaże się nie do zburzenia. Plus mam wrażenie, że imię Klemensa w końcu między nimi padnie. Wydaje mi się to jednak nieuniknione.
    Dobrze, to jeszcze na koniec powiem, że scena z Cene i rozmowa z Katką była przekochana :3 naprawdę. Chociaż trochę słodyczy nam się należało w tym trudnym rozdziale.
    Buziak! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej!
      Takie mam właśnie dziwne wrażenie, że Klemens coś mi tu za mądry wychodzi. Ale cóż - musi być jakaś różnorodność, nie?
      Bardzo się cieszę, że dostrzegłaś właśnie to, na co najbardziej chciałam zwrócić uwagę - bardzo mnie to podbudowało, wiesz?
      (może nie jestem aż tak mierną ałtorką, jak mi się wydaje zazwyczaj XD)
      Wiele Twoich gdybań rozwinie się w kolejnych rozdziałach, więc spokojnie, na wszystko znajdziesz odpowiedź ;)
      Bo Cene i Katka to takie tutejsze słodziaki na pocieszenie po moich, pożal się Boże, smętach ;)
      Buziaczki! Uwielbiam Cię, wiesz?

      Usuń
  10. Nie wiem za bardzo co mam tu napisać, ale każesz komencić, a wiec oto jestem!
    Chce tylko, żebyś wiedziała, że jestem twoim wiernym czytelnikiem i czekam (niezle testujesz moja cierpliwość😂) na następny rozdzialik! <3
    Arcydzieło xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie każę, ja tylko pięknie proszę, bo serduszko mi się raduje na widok Waszych opinii :).
      Rozdział się pisze. Powoli, alw jednak!

      Usuń
  11. Co jakiś czas wchodzę tutaj mając nadzieje ze blogger jakos ominął nowy rozdział u Ciebie 🙈 Zbliża sie sezon zimowy, wiec mam nadzieje ze wrócisz tutaj i dasz nam poznać historie Ali i Petera do końca 😊


    Pozdrawiam serdecznie i liczę na szybko powrót,
    Miska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wczoraj właśnie sobie uświadomiłam, że od pół roku nie było rozdziału! :o

      Spokojnie, pracuję nad tym, gdy tylko zacznie się rok akademicki, wena na 100% mnie zaleje xD. Ale plan by skończyć przed PjongChang chyba nie wypali :(

      Usuń
  12. Klemens! Ja cię błagać, nawet niech ci przez myśl nie przejdzie prosić Alicję o pomoc. Zrobię wszystko tylko nie rób tego!
    A Kicia ma bardzo dużo racji. Pani psycholog powinna wiedzieć jak takie zmiany źle wpływają na człowieka.
    No nie, Katka lepiej wie co ma w planach kadra Słowenii niż sama zainteresowana.
    I czemu mam przeczucie, ze Weronika coś tu namiesza? Oby nie.
    Może Peter jak przypmnie ją do muru to się ogarnie i wszystko powie. Bo jego wkurzenie jest w stuprocentach właściwe.
    Mitter! Masz czas do wyjazdu z Sapporo! Jak nie wyjasnisz wszystkiego Peterowi, a on się załamie przez to, to wiedz że cię znajdę. I to już nie są groźby bez pokrycia! Znajdę, powieszę na suchej gałęzi i jak się ona złamie a ty wpadniesz na bardzo twarde podłoże, zrobisz sobie kuku to może ci się wszystko przy okazji w mózgu postawią jak powinno i się wreszcie ogarniesz.
    Tsaaa Azja mu nie służy. Raczej Ala. I ona o tym bardzo dobrze wie.
    Ooo Maciejka wygrała. Już myślałam że znów prorok ale to już napisane było po fakcie ;)
    No niemożliwe. Panna Alicja wreszcie sie wygasa?!  Czyżby groźby poskutkowały?
    Czy ona choć raz może powiedzieć prosto z mostu o co chodzi, a nie owijać w bawełnę. Nie ogarniam kobiety i ta rozmowa, tak jak i Petera, w pełni mnie nie satysfakcjonuje. Inaczej sobie to wyobrażałam. Dobrze ze chociaż głośno powiedziala, ze go pokochała i go potrzebuje. Echhh Peter, ciężki ten twój los z kobietami.
    Domen, pamiętaj ze masz jeszcze jednego brata i szansa na jeszcze lepsza szwagierke.
    I co narobiła Ala? Peter ędzie podejrzewać wszystkich po kolei. Choć z tym Maćkiem to chyba będzie grubsza sprawa.
    Katka to mój ziom! Jakby chciała pomocy w zamordowaniu pewnych osób jestem chetna. Myślę że potem w celi bysmy sie dogadały. I nie wiem dlaczego, ale rozmowa Ali z Kasią wzruszyła mnie niemniej niż ta z Peterem.
    "Jestem w stanie uwierzyć że ma racje " - bo do cholery on ma rację!!!
    Kicia kochana sie martwi niechcący dobijając Klemensa - nie, wcale mi go nie żal.
    Konszachty z Wellingerem - ja bym tam nie marudziła, milka dobra czekolada. A retrospekcja cudo! Tylko gdzie ten nasz Stęki ;(
    O nie. Tylko nie gadaj z Klemensem!

    Czy tam się wreszcie zacznie układać jak powinno? Kto jak kto, ale Peter zasłużył na szczęście i ma je dostać! Więc Alka, ogarnij sie i walcz o lepsze jutro dla siebie i dla niego, bo sama to długo nie pożyjesz. A Ty Klemens to się żoną zajmijmy i synem, i przestań marzyć o Alce.

    Czy następny rozdział to już zawody w Polsce?? Oj będzie się działo :D

    Do zobaczenia za kilka dni ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, Klemens jest twardy. Zamknęli rozdizał? Zamknęli!
      Katka jest super, Katka wie wszystko!
      Ala mu sluży, napięcie między nimi mu nie służy.
      Co miała powiedzieć, powiedziała, a o Klemensie nie wspominała, bo jeszcze Peter by mu mordkę obił i byłyby klopoty tylko.
      Ej, ej, Katka może i byłaby fajną szwagierką, ale Peter ma pierwseśńtwo wg starszeństwa!
      Peter podejrzenia już ma, w końcu jet taki jeden co się do niej wiecznie klei, nie? A co tam MAciejce się roi to inna sprawa :P
      No fajna ta rozmowa, Katka ma jednak gadane!
      Oj Stęki, Stęki...
      Tak, następny w Polsce i stach ię bać! :O


      Usuń
  13. Jakiegoż to gościa mieliśmy...
    Nie było mnie tutaj 1,5 roku. Jak do tego doszło – nie wiem. Nie będę się tłumaczyć. Miałam krejzolski poprzedni rok po prostu. Tym samym nie obiecuję, że będę wszystko dobrze pamiętać. Postaram się zrobić, co w mojej mocy, żeby mój komentarz brzmiał solidnie. Nie mogę też obiecać elaboratu, bo moje pisanie (a co za tym idzie – komentowanie) zmieniło się, w naturalny sposób, razem ze mną, przez co brzmię inaczej. A może – próbuję odnaleźć dawne brzmienie?
    W każdym razie, choćby miało mi to zająć kolejne 1,5 roku, zamierzam Cię komentować!

    Te scenki Murańków są całkiem urocze – poza elementem kłamstw i niewypowiedzianych przemyśleń Klemensa. Już przez moment chciałam się zdenerwować, że zamierza, mimo złożonych sobie wcześniej obietnic, odezwać się do Mittner, ale na szczęście, póki co, nic takiego się nie dzieje. Klemens jest dorosły i powinien zrozumieć i przełknąć fakt, że pewnych rzeczy w życiu, choćbyśmy bardzo ich pragnęli, mieć nie możemy, bo nie wyszłoby to nikomu na dobre. Zachowując się tak, jak to robi do tej pory, tylko udowadnia swoją niedojrzałość. Oraz że to nie jest prawdziwa miłość. Bo taka wolna jest od egoizmu.

    Co do retrospekcji: jeśli drażni cię obecność drugiej połówki, znaczy to, że nic do niej nie czujesz. Potwierdzone doświadczeniem wielu osób, w tym mnie. Sam fragment wnosi tylko tyle, że przedstawia nam motywację Alicji do rozpoczęcia kariery (wskazując na Klimka jako tego przyczynę) i pewnym sensie pokazuje, że oni razem byliby najlepszym wzajemnym wyborem. Nie wiem, czy Klemens był już wtedy po ślubie, ale jeśli nie, to... wystarczyło zerwać, czy on sobie z tego zdawał sprawę?

    Domen... Jeżu, prawie zapomniałam o jego istnieniu! XD #shameonme Ale to przez to, że chłopak spadł z pucharowego piedestału, a poza tym bez skoków żyjemy już trzeci miesiąc i... no sama rozumiesz, prawda?
    Prysznic? Dwadzieścia minut przed wyjściem na zimno? To nieodpowiedzialne, panno Mittner! No po prostu gorsza od M., ech.
    Twoje opisy pobytu/przyjazdów na skocznię mogą być kluczem do odzyskania przeze mnie dawnego toru pisania, bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że zupełnie z niego wypadłam. Zresztą jeśli mnie nadrobisz, to sama zorientujesz się, o czym mówię. Dlatego uważam, że nadrobienie u Ciebie komentarzy ma wiele dobrych stron!
    BORZE, przy tym stuknięciu w ramię już myślałam, że to Klimek i już się przymierzałam do zamachnięcia się traperkiem!
    „Zraniłam kolejną osobę ze względu na Klemensa. I pewnie zranię ich jeszcze wiele, niezależnie od tego, czy prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw czy też nie.” – Dlatego ich relacja nie jest wcale romantyczna, tylko toksyczna. Prawdziwa miłość nikogo nie rani, a przynajmniej nie robi tego wobec osób postronnych. Choć strasznie szkoda mi Kota, bo dzięki Twojej świetnej narracji jestem w stanie wczuć się w jego sytuację i poczuć jego zmieszanie. I szkoda mi też Alki, która musi się bezsłownie wykręcać od czego, czego w normalnych nigdy by nie odmówiła.
    „Boże, Cene, jak można być tak giętkim?” – Aż mi się przypomniał wywiad z Kotem, który powiedział, że Prevce chyba nie mają jakichś połączeń w kościach. XD Tak dawno tu nie komentowałam, że mogę mieć z tym rację!
    Tak pomijając całą fajną rozmowę Katki, Ali i w sumie Cenego – EKHEM, ubrań się nie ubiera. Choinkę się ubiera, ale ubrania się ZAKŁADA. Można się W NIE UBRAĆ, ale ich samych się nie da. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I wtedy wchodzi Peter, cały na słoweńsko... i zaraz bierze się do roboty! No! I tego człowieka to ja szanuję. Bo szczery jest. „Po prostu przyjdź, gdy będziesz wiedziała, czego tak naprawdę chcesz.” GO, PETER! Dobrze jej tak powiedział. A ty, Alu, jeśli chcesz zacząć, ale nie potrafisz, to daj chłopakowi sposób, a nie będziesz mu mąciła w głowie i karierę narażała.
      Szkoda mi Petera, naprawdę. Bo Alicja zachowuje się trochę jak średnio rozgarnięta nastolatka, która nie może się zdecydować, do jakiego liceum iść. A Peter jest dojrzały, więc chce jej dać bezpieczeństwo, poczucie stabilność, miłość... tymczasem ona wygląda, jakby zupełnie gdzieś miała, co sobie tam Prevc do niej czuje. Poza tym – zwleka z powiedzeniem o Klimku, jakby to była tajemnica państwowa. Ot, kocha niewłaściwego człowieka i nie może z tym skończyć. End of story. Put yourself together, gurl!
      Peter też przecież swoje przeszedł, ale zebrał się w sobie i przepracował ból, który go trawił. A Ala, profesjonalna pomoc psychologiczna, ma z tym problem. Chyba sama potrzebuje psychologa, bo na tle Petera wypada... dość dziecinnie.
      ...że nic, Peter. Ona po prostu narobiła sobie kwasu w życiu i teraz musi za to zapłacić stosowną cenę.
      (Borze, jaka się zrobiłam cięta po tej przerwie!)
      Powiedzmy, że retrospekcja rzuca trochę światła na sprawę i w jakiś sposób tłumaczy Alę. To mądre, co mówi – że Klime by ją zawiódł, gdyby rozbił rodzinę i przestałby się jej podobać, jakkolwiek by to rozumieć. Wystarczyłoby pomyśleć, że Klimek byłby do tego zdolny. A byłby, gdyby tylko Alicja z nim pogadała i przekonała go do związku ze sobą. Wystarczyłoby o tym pomyśleć i trzymać się tej wizji... szybko by jej przeszło. Ale ona woli myśleć, że Murańka jest jakimś ideałem. Cóż, co kto lubi. Jak lubi się dręczyć...
      Rozmowa Ali z Peterem jest bardzo fajna. I nawet nie wiesz, jak bardzo Peter przypomina mi M.! A Ala mnie. Bo ja, niestety, też mam wiele chwil załamania, kiedy rozpadam się M. w ramionach. A on reaguje właśnie w ten sam sposób. A Alicja chyba trochę nie kuma, że ta rozmowa jednak zmieniła jej sytuację. Teraz może mówić Peterowi o wszystkich rozterkach, a on może pomóc jej je rozwiązać... Ale jak znam życie, to wcale tak nie postąpi. Prawda? No bo przecież po co otwierać się przed kimś wartościowym, skoro można w sobie pielęgnować toksyczne uczucie do kogoś niewłaściwego.
      A, i wg mnie nie było sensu ukrywać, o kogo chodzi. A nawet lepiej byłoby to powiedzieć na głos. Może wtedy bańka by pękła.
      Wiedziałam, że będzie myślał, że chodzi o Kota.
      Kolejna rozmowa Petera i Ali znowu jest świetna. Myślę, że ta wcześniejsza z Katką też, chociaż Katka nadal wydaje mi się bucowata. A Peter coraz bardziej przypomina mi M.! Dlatego chyba go tak lubię :D Poza tym M. też się ta cudownie uśmiecha w czasie pocałunków i tak często całuje mnie w czoło i w nosek... UPS, temat się nagle zmienił. XD W każdym razie Ala powinna słuchać Prevca i Katki, to jej może tylko wyjść na dobre. Bo na razie to Ala wydaje mi się taką panikarą i strasznie się nad sobą użala. „Co, jeśli go zranię?” – kobieto, on ci pół opowiadania mówi, że chce zaryzykować. Musiał ci to wielkimi zgłoskami zapisać, że nie jest miękką pipą?
      Kot rzeczywiście nie pomaga Klimkowi i nie dziwię mu się, że się trochę wkurzył. Sama bym pewnie tak zrobiła. I rzeczywiście lepiej, żeby ludzie myśleli, że Ala i Murańka się pokłócili, choć pewnie Kot czy inny Kubacki mogą drążyć temat i starać się ich pogodzić.
      I tak na zakończenie dodam, że Ala nie powinna nic mówić do Klimka, a ich wspólne sceny w ogóle mnie nie biorą.

      Wkrótce zobaczę, co Ty tam wymyśliłaś dalej. :)

      Usuń
    2. O rajuśku, jak mi miluśko!

      Nie ważne jak, ważne kto! No! Czekałam. Choć zaraz powytykasz mi wszystkie błędy, bo pod Twoją nieobecność przestałam sprawdzać rozdziały i już nie będzie tak uroczo XD.

      Przełknę te psy wieszane na Klemensie, mnie również zaczął denerwować w sumie. Ale jak zaczęłam, to skończę, nie?

      (już nie pamiętam, co tam naskrobałam). Wiem jednak, że jak się poznali, to Klimki były już ohajtane, o.

      Nie da się zapomnieć o Demonie (pssyt, ja też zapomniałam XD). No ona taka nieodpowiedzialna, no. Bardzo się cieszę i jestem do usług, ale im dalej w las, tym gorsze opisy, więc może się tak nie rozpędzaj, co? :P Biedna Kicia, no :< I jest toksyczna, no jest. Ja bym to ujęła w ten sposób, że niemożność bycia razem, sprawia, że ich relacja jest toksyczna.

      Nigdy nie zapamiętam tego o ubraniach chyba :<<<

      Heh, łatwo się mówi, daj spokój. Rozum swoje, a serce swoje, nie wiesz?

      Wiem, że wyszła dziecinnie i bardzo, ale to bardzo mi się to nie podoba. To jest ten moment w kreacji postaci, w którym zaczynam wszystko kiepścić i niestety nie jestem w stanie z tego wybrnąć. BTW, na psychologię idą ludzie, którzy sami ze sobą mają problem, wiec tego. No.

      (zawsze byłaś cięta! I za to kocham i wielbię!)

      Jest masochistką i tyle. O.

      Ta szczera rozmowa musiała nadejść. I w sumie miło mi, że odnajdujesz tam siebie - w końcu każdy widzi, to co chce widzieć (ups,czyżbym przypadkowo zacytowała tytuł?). Ala z premedytacją ukryła imię, mimo iż wiedziała, że pewnie wyjdzie w końcu na jaw. Nie po to, by chronić Klemensa. Raczej by uchronić Petera przed przenoszeniem negatywnych emocji na skocznię.

      Wątek Kota jest tak skonstruowany, że nie ma tam żadnych zaskoczeń, niestety. Kilka razy już pisałam, że wprowadziłam go do fabuły nieco bokiem i nie bardzo wiedziałam potem co z tym fantem zrobić.

      Ala nie chce dusić w sobie tego toksycznego uczucia, wie, że może mu teraz powiedzieć o wszystkim, ale zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie między nimi takiej jasności, przez tę sytuację z Klimkiem.

      (Bo Katka jest trochę zbyt bezpośrednia i bucowata, ale ciii).

      Peter jeszcze nie wie do końca w jakie bagno wdepnął ;). I skubany, nie chcę słuchać. Ale Alka faktycznie mocno panikuje.

      Bo Kot to taka dobra duszyczka, która chce wszystkich godzić. I jak się nie odzywać do kogoś, na kogo ciągle wpadasz, hm?

      Dziękuję Ci bardzo, za dobre słowa i za sceptycyzm też! I czekam na ciąg dalszy i zaraz ruszam w odwecie na podbój Bez-sennych :D

      Usuń