[Klemens]
-
Znowu zapomniałbyś ręcznika.
Podnoszę
się z klęczek, przerywając próby dopięcia torby i podnoszę
wzrok na roześmianą Agę. Pod pachą trzyma gruby ręcznik
kąpielowy, a ja siadam na podłodze i zaczynam się śmiać.
-
Gdzie ja go niby wcisnę? - Wskazuję na wypchany bagaż, a Agnieszka
dosiada się do mnie i obejmuje mnie mocno.
-
Myślę, że możesz wyrzucić kilka koszulek. I tak wiem, że
chodzisz tylko w jednej - szepcze mi do ucha, a ja skradam jej całusa.
-
Wcale nie - droczę się z nią i pociągam za sobą na podłogę, a
Aga chichocze cicho i mocno się we mnie wtula.
-
Szkoda, że musisz już jechać. - Jej westchnienie jest cichsze od
szeptu, jednak powoduje nieprzyjemne ukłucie w moim sercu.
Kilka tygodni temu nasza relacja uległa poprawie, wręcz odżyła po
wielu miesiącach moich sportowych niepowodzeń, które niestety
przenosiłem na atmosferę w domu. W ostatnich dniach jednak nie
potrafię skupić się na swoich rodzinnych relacjach, dręczy
mnie bowiem problem, o którym nie mogę porozmawiać z Agnieszką. Nie mogę
jej przecież powiedzieć o Alicji, o tym, jak ciężko zerwać mi z
nią wszelki kontakt, bo to przecież jedyne rozwiązanie naszej
sytuacji.Nie
mogę z nią porozmawiać o tym, co nas w pewien sposób dzieli, nie
wystawiając naszego związku na jeszcze większy szwank. A przecież
był taki moment, że chciałem jej powiedzieć, chciałem jej się
do wszystkiego przyznać.
Ale
Alicja mi nie pozwoliła. Odeszła, nie chcąc niszczyć naszego
małżeństwa, które zapewne nie przetrwałoby takiego ciosu.
-
Wiem - odpowiadam, uświadamiając sobie, że Aga czeka na moją
odpowiedź. - Ja też wolałbym być w domu trochę dłużej niż dwa
dni.
W
tym roku Łukasz postanowił nie odpuszczać żadnego z konkursów,
również tych na drugim końcu świata. Już dziś wieczorem ruszam w kilkudziesięciogodzinną podróż do Sapporo, choć wróciłem do domu zaledwie przedwczoraj. Te dwa dni, które spędziłem w domu, poświęciłem w głównej
mierze na przepakowanie torby i wypraniu brudnych rzeczy.
-
Martwię się o ciebie, Klemens. - Agnieszka odsuwa się ode mnie i z
powagą patrzy mi w oczy. - Ostatnio jesteś jakiś taki... odległy,
zamyślony. Coś się stało? - Marszczy brwi z wyrazem
niezrozumienia na twarzy.
Zmuszam
się, by nie odwrócić wzroku i przywołuję na twarz pokrzepiający
uśmiech.
-
W porządku, jestem po prostu zmęczony ciągłymi startami. Zresztą
odbija się to na moich skokach - dodaję gorzko. - Chyba poproszę
trenera o krótką przerwę, bo na razie kiepsko mi idzie.
-
A... Alicja? - pyta Aga cicho, na moment odwracając wzrok. - Może
powinieneś z nią o tym porozmawiać? Przecież zawsze potrafiła ci
pomóc...
Zaciskam
mocno usta. Nie mam dobrej odpowiedzi na te słowa - nie takiej,
która nie byłaby kłamstwem. A tych już zbyt wiele padło z moich
ust. Kłamstwa, niedopowiedzenia, eufemizmy - tak wyglądało
tuszowanie mojej relacji z Alicją. Relacji, która była
jednocześnie życiodajna i toksyczna.
-
Nie rozmawiałem z nią ostatnio - stwierdzam w końcu, ani nie mówiąc
prawdy, ani nie kłamiąc. Jak zwykle zresztą. Agnieszka jednak
zdaje się nie dostrzegać tych prób, nie tylko dzisiaj. Od
miesięcy. Jakim sposobem nie przyłapała mnie jeszcze na kłamstwie
- nie wiem.
-
Pokłóciliście się? - Aga otwiera szerzej oczy, jakby z
niedowierzaniem.
-
Nie. - Kręcę głową. - Jest po prostu bardzo zajęta. Ma dużo
pracy, a poza tym teraz obraca się w innych kręgach, ma nowych
przyjaciół, Petera... - Do mojego głosu chyba wdziera się gorycz,
bo Aga przysuwa się do mnie i mocno przytula.
-
Na pewno znajdzie dla ciebie czas - odpowiada. - Jeśli tylko
poprosisz.
Kiwam
głową. Alicja nigdy mi nie odmówiła pomocy. Nawet jeśli powinna.
Tak jak teraz.
A
ja nie powinienem prosić. To jest problem, z którym muszę uporać
się sam.
-
Uważaj na siebie, Klemens. - Całuje mnie delikatnie, ale z pasją i
mam ogromną ochotę zatrzymać ją przy sobie na dłużej, jakby
wynagradzając jej moje roztargnienie w ostatnich dniach. Musi jednak
jechać do pracy, całuje mnie więc szybko raz jeszcze i powtarza:
-
Bądź ostrożny.
I
wychodzi, zostawiając mnie samego ze swoimi myślami.
-
Spóźniłeś na progu. - Drwiący głos Alicji wyrywa mnie z lektury
czasopisma. Unoszę wzrok znad tekstu i przenoszę na nią.
Odrywa
się od framugi drzwi i wchodzi do mojego pokoju, wciąż szczelnie
oplatając dłońmi termiczny kubek z herbatą, co poznaję po
dyndającej z boku etykietce.
-
Coś mi do oka wpadło i się nie skupiłem - wyjaśniam i robię jej
trochę miejsca na moim łóżku. - Znowu to chemiczne świństwo? -
Krzywię się, zabierając jej kubek i obwąchując zawartość.
-
Na coś trzeba umrzeć. - Wzrusza ramionami i odbiera swoją
własność. - Kruczek prosił, żebym z tobą pogadała.
-
Nie trzeba, chwilowa niedyspozycja. To się nie powtórzy - tłumaczę
się, ale po spojrzeniu Alicji widzę, że nie dała się nabrać.
-
Pokłóciłeś się z Agnieszką - stwierdza, a mnie nie pozostaje
nic innego jak potwierdzić. - Chodziło o... - waha się, nim
dokańcza. - Chodziło o nas?
Odwracam
wzrok. Od czerwcowego zgrupowania w Chorwacji było między nami
wiele dwuznacznych sytuacji. Sytuacji, na które wcześniej nie
zawracałem uwagi. Dopiero w Planicy, podczas finałowych konkursów zauważyłem dziwną wyjątkowość w mojej relacji z Alicją.
Wyjątkowość, która latem przeobraziła się w coś, nad czym
coraz trudniej było mi zapanować.
A
to z kolei zaowocowało licznymi nieporozumieniami z Agą. Jej
obecność działała na mnie drażniąco, jakby podkreślając
niewłaściwość tego, co czułem. Mimo to, kiedy zaczął się
sezon letni, te momenty, w których moje kontakty z Alicją mocno
traciły swój zawodowy charakter, były coraz częstsze. Coś,
co rosło w nas od miesięcy, w końcu próbowało znaleźć ujście -
czy to w przypadkowym muśnięciu dłoni, czy też dłuższym i
mocniejszym uścisk albo bardziej zmysłowym "przyjacielskim"
buziaku w policzek. Czułem się z tym źle, ale nie potrafiłem
przestać. To przecież były drobne gesty, tylko my wiedzieliśmy,
co tak naprawdę znaczą.
-
Klemens? - Alicja delikatnie dotyka mojego policzka i zwraca
moją twarz w swoją stronę, zmuszając mnie, bym na nią spojrzał.
-
Nie jest dobrze - odpowiadam cicho. - Ale to nie twoja wina.
Widzę
smutek w jej oczach, kiedy dociera do niej, że nie da rady mi pomóc.
Że nic nie poradzi na to, co jest między nami. Na to coś, czego
sami nie potrafimy nazwać, co jest piękne, ale i
przerażające jednocześnie.
-
Co się z nami stało, Klemens? - pyta cicho, spuszczając wzrok, a
ja ostrożnie dotykam jej policzka, by spojrzała mi w oczy.
-
Zaczęło nam za bardzo zależeć - odpowiadam. Wciąż jednak dręczy
mnie jedna kwestia. - Alicja? Dlaczego tak bardzo we mnie wierzysz?
Odsuwa
się lekko ode mnie i podkula nogi. Dłuższą chwilę wpatruje się
w słońce zachodzące nad Hinzenbach - drugim przystanku
tegorocznego Letniego Grand Prix. W końcu odzywa się
cicho:
-
Kiedy cię po raz pierwszy zobaczyłam na skoczni, byłeś niewiele
starszy od tego cudownego dziecka, które przeskoczyło Wielką
Krokiew mając dziesięć lat. - Uśmiecha się lekko. - A mimo to,
niewiele wskazywało na to, byś miał w przyszłości powtórzyć
ten wyczyn. Ja jednak podskórnie wiedziałam, że potrafisz, że
możesz. Że jesteś w stanie dotrzeć na szczyt i na nim na dłuższy
czas pozostać.
Milknie
na chwilę, a ja mimowolnie biorę ją za rękę. Unosi kącik ust,
dostrzegając ten gest. Gest, który jest tak zwyczajny, a
jednocześnie znaczy tak wiele.
-
Nikt tego nie dostrzegał, nawet ty sam. To chyba w tamtym czasie
pojawiło się we mnie przekonanie, że psychologia sportowa to właśnie to, co chcę robić. Jakbym podświadomie chciała ci pomóc. -
Marszczy brwi, próbując sobie przypomnieć ten moment.
-
I udało ci się to - mówię, ale Alicja kręci lekko głową.
-
To tobie się udało. Ja tylko wskazałam ci drogę, która
zaprowadziła cię tam, gdzie widziałam cię od lat. Być
może ty też się tam widziałeś, choć nawet o tym nie
wiedziałeś. - Wzrusza po raz kolejny ramionami i zerka na mnie z
ukosa. - Zależy mi na tobie, Klemens. Chcę widzieć cię
szczęśliwego, a nie widziałem cię szczęśliwszego niż w chwili
triumfu na skoczni. - Zagryza wargę, jakby obawiając się kolejnych
słów. - Zależy mi bardziej, niż powinno, wiesz? Bardziej, niż
można to racjonalnie wytłumaczyć.
Podnosi
na mnie wzrok i już wiem, że ponownie znajdujemy się na granicy.
Gdzie kończy się służbowo-przyjacielska rozmowa, a gdzie zaczyna
niewerbalny przekaz gestów i mowy ciała, wykraczający poza to, na
co możemy sobie pozwalać? Czemu ta granica jest tak niewyraźna,
czemu z biegiem czasu coraz trudniej nam ją zauważyć? Dlaczego te
dwie kwestie zaczynają zlewać się w jedno?
Widzę
wyraźnie jasne plamki w jej oczach, czuję dłoń na mojej dłoni,
ciepło bijące z jej ciała. Oddychamy tym samym powietrzem z
lekko przyśpieszonymi oddechami, nie mogąc opanować tego
elektryzującego uczucia między nami.
-
Nie powinniśmy. - Udaje mi się wychrypieć. Odchrząkuję, a Alicja
mruga i odsuwa się nieznacznie z rumieńcem wypełzającym na twarz.
- My...
-
Przepraszam - mamrocze Alicja i odwraca wzrok. - Ja... ja lepiej już
pójdę.
Podnosi
się, mocno zaciskając dłonie na kubku. Wpatruję się w jej
pobielałe kłykcie, nie mogąc patrzeć na zakłopotanie na jej
twarzy. Nie tak powinno między nami być. Ale musimy umieć postawić
sobie wyraźną granicę.
-
Musimy coś z tym zrobić - mówię jeszcze cicho, kiedy już
niemalże stoi w drzwiach.
-
Wiem - odpowiada nie głośniej. - Ale nie potrafię cię traktować
na równi z innymi, Klemens - dodaje i znika za drzwiami, nim udaje
mi się wymyślić dobrą odpowiedź na to wyznanie.
Bo
prawda jest taka, że ona także stała się dla mnie kimś bardzo
ważnym. Ważniejszym, niż powinna.
Przed
wyjściem znajduję na blacie kuchennym kanapki zrobione przez
Agnieszkę. Uśmiecham się i chowam je do plecaka, po czym zamykam
dom i wsiadam do samochodu, by podjechać na miejsce zbiórki. Na
miejscu są już Kamil, żegnany czule przez Ewę, Maciek, Dawid i
Szybki. Czekamy jeszcze na Piotrka i Stękiego oraz trenera i parę
osób ze sztabu, którzy docierają niedługo później.
Podróż
do Sapporo - najpierw do Krakowa na lotnisko, potem samolotami i z
wieloma przesiadkami - dłuży mi się niesamowicie. Mam zdecydowanie
zbyt wiele czasu na roztrząsanie każdej chwili spędzonej z Alicją
w bezskutecznym poszukiwaniu tego momentu, w którym straciliśmy
kontrolę. W którym musieliśmy zacząć mówić sobie "dość"
i stawiać bariery, wciąż przez nas łamane.
Ale
choć podróż trwa wiele godzin - ja nie znajduję
satysfakcjonującej mnie odpowiedzi.
[Alicja]
-
Przepytasz mnie?
Od
dobrych kilku minut próbuję pójść pod prysznic, ale wyrzucenie
Prevca z mojego pokoju okazuje się całkowicie niemożliwe. Tego
najmłodszego, dla ścisłości, który w moich japońskich czterech
ścianach odkrył azyl idealny do nauki na czekający go po powrocie
egzamin.
-
Nie wolałeś zostać w domu i w spokoju się uczyć? - pytam, biorąc
od niego kartki zapełnione zupełnie niezrozumiałymi dla mnie
wzorami.
-
Miałbym przegapić Puchar Świata? - Prycha. - Ktoś musi wam
pokazać, jak się skacze!
Kręcę
głową z westchnieniem i zerkam na zegarek.
-
Nic nie będzie z tego odpytywania - mówię. - Po pierwsze, za
dwadzieścia minut jedziecie na skocznię, a po drugie, nie mam
bladego pojęcia, coś ty tutaj nabazgrał, młody. - Oddaję mu
kartki i biorę się pod boki. - Zmiataj stąd, prysznic chciałabym
wziąć.
Domen
marudzi cicho, ale posłusznie zbiera swoje rzeczy, z którymi zdążył
już rozwalić się na moim łóżku, a ja sięgam do torby po
ręcznik. Poganiam go raz jeszcze i w końcu po pięciu minutach
zamykają się za nim drzwi.
Biorę
gorący prysznic, ale na koniec spłukuję się zimną wodą. Moja
natura śpiocha, dodatkowo rozregulowana przez zmianę strefy
czasowej i długą podróż, wymaga radykalnych środków, inaczej
grozi mi zaśnięcie na stojąco w połowie kwalifikacji. W biegu
suszę jeszcze włosy i szybko wychodzę z hotelu, by nie musieli na
mnie czekać.
Wsuwam
się na wolne miejsce obok Petera, który zerka na mnie z ukosa, ale
nic nie mówi. Ja również milczę - od naszej ostatniej rozmowy
unikam go mimowolnie, bo bardzo ciąży mi świadomość, że w końcu
będę musiała mu powiedzieć.
Będę
musiała powiedzieć mu o Klemensie.
Problem
w tym, że nie mam bladego pojęcia, jak się do tego zabrać.
Dlatego
też, gdy tylko bus staje na parkingu skoczni, czym prędzej z niego
wychodzę, nieograniczona licznym sportowym bagażem. Załatwiam kilka
spraw organizacyjnych i odnajduję dogodne miejsce na trybunach,
które świecą pustkami. Japońskie zawody nie cieszą się zbytnią
popularnością, częściowo ze względu na słabą obsadę. Tak
przynajmniej było do tej pory, bo w tym sezonie jedynie Austriacy
zdecydowali się na drugi skład, a Norwegowie wybrali jakąś
pucharowo-kontynentalową mieszankę. Poza nimi pojawiła się cała
czołówka, a limity zostały wykorzystane co do ostatniego miejsca.
Tym
sposobem kwalifikacje odbywają się normalnym trybem, podobnie jak i
poprzedzające je treningi. Ja swoim zwyczajem przystaję sobie z
boku z kubkiem herbaty, która smakuje, nie przymierzając, jak... wolę
chyba jednak nie zastanawiać się, co mi przypomina ten smak. Jestem
dość przywiązana do tostów, które zjadałam na śniadanie.
Powietrze
niemalże stoi w miejscu, trening nie jest więc zbyt porywającym
widowiskiem. Dopiero pod koniec stawki pojawiają się zawodnicy
zdolni do dolecenia do punktu K, wciąż jednak trudno tu mówić o
jakichkolwiek emocjach. Kto zresztą miałby się ekscytować, skoro
prócz garstki kibiców z Polski, kilku Japończyków oraz
pojedynczych fanów z flagami innych nacji, trybuny są puste? A
dobrze wiem, że w trakcie konkursu będzie ich niewiele więcej.
Z
jednej strony jest to smutne, z drugiej pozwala na lekki odpoczynek.
Za tydzień czekają nas zawody w Polsce, które, choć magiczne, są
bardzo wykańczające psychicznie. Dla zawodników, dla sztabu, a
także dla mnie.
Teraz
w szczególności.
Zagryzam
wargę i zerkam do kubka, jednak herbata już całkiem ostygła, wolę
więc nie zaryzykować i obracam się w poszukiwaniu kosza na śmieci,
by się jej pozbyć. Lokalizuję go kilka metrów dalej, podchodzę
więc i kiedy już mam wyrzucić papierowy kubeczek, czuję delikatne
stuknięcie w ramię.
-
Ala?
Wyrzucam
kubek z westchnieniem i ponoszę spojrzenie na zmrużone oczy Maćka.
Ściąga narty z ramienia i zrzuca z nich śnieg, nie odrywając ode
mnie uważnego spojrzenia.
-
Nie odezwałaś się od zeszłego tygodnia - stwierdza w końcu, a w
jego głosie pojawia się oskarżycielska nuta.
-
Byłam zajęta, Kiciuś - odpowiadam zmęczonym głosem, nie chcąc
wchodzić w szczegóły mojej odmowy. - A mam jeszcze parę rzeczy do
ogarnięcia przed konkursami w Polsce, więc...
-
Unikasz nas - przerywa mi w pół słowa, zaplatając ręce na
piersi. - Dlaczego?
-
Ja... - Marszczę brwi i kręcę głową, ale nic sensownego nie
pojawia się w mojej głowie. - Kicia, to nie takie proste.
-
Już nas nie lubisz? Goran ci nie pozwala z nami gadać? Prevc jest
zazdrosny? - Maciek strzela na ślepo, a ja tylko coraz gwałtowniej
kręcę głową. - To co w takim razie, Ala? Rok temu zniknęłaś
prawie bez słowa pożegnania, potem pojawiasz się znienacka, jak
gdyby nigdy nic, a teraz nagle z dnia na dzień przestajesz się do nas
odzywać. Co my mamy o tym myśleć? Ala, no co?
Przygląda
mi się, kiedy szukam odpowiednich słów, których nie znajduję. Bo
co mam mu powiedzieć? Że nie unikam ich, tylko Klemensa? Że wcale
tego nie chcę, ale muszę? Że tęsknię za nimi tak samo, jak oni
za mną, ale muszę poświęcić naszą przyjaźń przez wzgląd na
popełnione przed ponad rokiem błędy?
Jak
mam to wszystko wyjaśnić bez zdradzania mojej i Klemensa
tajemnicy?
-
Ala... - Wzrok Maćka łagodniej, kiedy ostrożnie dotyka mojego
ramienia. - Możesz nam wszystko powiedzieć, wiesz o tym.
Przymykam
oczy i po raz ostatni kręcę głową.
-
Nie, Kicia. To wy możecie mówić mi o wszystkim. Moim zadaniem było was wysłuchać. I w tej kwestii
nic się nie zmieniło. - Podnoszę wzrok i zmuszam się, by spojrzeć
mu prosto w oczy. - Ale teraz musicie radzić sobie sami, Kocie. Beze mnie. Tak jak w
zeszłym roku. Tak jak przed tym, gdy zaczęłam z wami
współpracować. Tak, jakby mnie tutaj nigdy nie było.
Odwracam
się i odchodzę, zostawiając za sobą zszokowanego Maćka. Nie
jestem w stanie znieść jego pełnego zawodu spojrzenia, wwiercającego się w moje plecy, szybko znikam więc z pola widzenia
i chowam się do słoweńskiej budki.
Gratulacje,
Mittner. Właśnie zraniłaś kolejną osobę.
Zraniłam
kolejną osobę ze względu na Klemensa. I pewnie zranię ich jeszcze
wiele, niezależnie od tego, czy prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw czy też nie.
Rozmowa
z Maćkiem uświadomiła mi jedno - nie mam pojęcia, jak powinnam
podejść do tego tematu. Skoro nie byłam w stanie dać mu
satysfakcjonującej odpowiedzi, jak mam rozmawiać o tym z Peterem?
Jeśli to była próba generalna czekającej mnie rozmowy, to wypadła
bardzo, ale to bardzo blado.
Ledwie
zamykam za sobą drzwi, mój wzrok pada na Cene rozpłaszczonego na
ziemi w dziwnej pozycji. Patrzę na niego zaskoczona, po czym
odchrząkuję, niepewna na jakiej czynności go właśnie
przyłapałam.
-
O, cześć! - Uśmiecha się na mój widok i zbiera z podłogi. -
Rozciągam się troszkę, nie przejmuj się mną.
-
Ty nie na górze? - pytam podejrzliwe. - Kwalifikacje zaraz.
-
Nieee. - Prevc kręci głową i robi znienacka głęboki skłon. -
Goran kazał mi odpuścić. Wiesz, zmęczenie po podróży, mamy się
nie przemęczać.
-
Jasna sprawa. - Zgadzam się z nim, przyglądając się serii
skomplikowanych ćwiczeń, które wykonuje. - Boże, Cene, jak można
być tak giętkim?
-
Hę? - Rozplątuje jednym ruchem węzeł, który jeszcze przed chwilą
tworzyły jego kończyny i patrzy na mnie zaskoczony. - Aaa... No
wiesz, lata wprawy - mówi z niejaką dumą.
-
Jesteś niemożliwy! - Kręcę głową ze śmiechem i sięgam po
dzbanek z kawą. - Gadałeś z Katką ostatnio? - zagajam.
-
Mhm, wczoraj wieczorem po przyjeździe. I dziś rano, przed
śniadaniem. - Zamyśla się na moment. - A, i przed treningiem
wysłała mi SMSa, to trochę popisaliśmy, bo miała dyżur w pracy
i nie mogła rozmawiać.
Patrzę
na niego z szeroko otwartymi oczami, próbując sobie to wszystko
poukładać w głowie. W ciągu ostatnich dwunastu godzin Cene
rozmawiał z nią trzy razy, a ja...
Hmm.
Ostatni raz rozmawiałam z nią w zeszłym tygodniu. Nie chodzi o to,
że ją olewałam, po prostu obie byłyśmy bardzo zajęte, ale...
-
Chcesz z nią pogadać? Bo piszę z nią właśnie na fejsie. - Cene
wskazuje mi brodą leżący na stole telefon, którego ekran właśnie
podświetla się, informując o nowej wiadomości.
-
Mogę? Zostawiłam komórkę w hotelu - mówię, a Cene kiwa głową,
sięga po telefon i wstukuje krótką wiadomość.
-
Skype. Może być?
-
Co ci wygodniej. - Przysiadam na krześle, a młody Prevc podaje mi
telefon z otwartym oknem Skype'a i wraca do ćwiczeń.
-
Mittner, jest środek nocy! - Wita mnie zgryźliwy głos Katki, a po
chwili pojawia się wizja oraz jej twarz okolona ręcznikiem i
pozbawiona makijażu. Włączam przednią kamerkę i macham do niej
ze złośliwym uśmiechem.
-
A gadać z Cene o tej porze to możesz, co? Zresztą, u was to już nie noc, tylko wczesny poranek.
-
Cene to inna sprawa. - Wydyma usta i prycha.
-
Spokojnie możecie mnie obgadywać, ja nic nie rozumiem! - bełkocze
Cene z podłogi, a ja rzucam mu rozbawione spojrzenie. - No co?
Usłyszałem swoje imię!
-
Dobra, czego chcesz? - Katka ściąga turban i rozgląda się w
poszukiwaniu grzebienia. - I czemu go wykorzystujesz i jego telefon?
-
Bo zapomniałam swojego. - Wywracam oczami. - Będziesz w Polsce?
-
Cały czas tu jestem. - Katka stuka się w czoło.
-
Pytam, czy na konkursie będziesz - precyzuję z westchnieniem. - Naprawdę
masz z rana ciężkie myślenie...
-
Ty też - odgryza mi się. - To chyba oczywiste, że tak. Rozmawiałam
już o tym z Cene. - Wywraca oczami, rozczesując grzywkę. - Werka
też jedzie.
-
Werka? - Wytrzeszczam oczy. - Jedziesz gdzieś dobrowolnie z własną
siostrą? Zresztą, ona matury nie ma przypadkiem?
-
W maju, a mamy styczeń, przypominam ci - rzuca ironicznie.
-
Studniówkę? - Unoszę brew.
-
Już miała. Czy ty masz coś do mojej siostry? - pyta bojowo.
-
Nie, po prostu myślałam, że już się dawno wymiksowała z tego
interesu...
-
Miała mało czasu po prostu. - Katka wzrusza ramionami. - Ale jak ma
możliwość, to chce jechać, nie mogę jej zabronić, w końcu jest
dorosła.
-
Faktycznie, jak ten czas leci... - Wzdycham. - Dobra, bo ja w sumie
chciałam z tobą ustalić szczegóły dojazdu i...
-
Same dojedziemy. Nocleg mamy, a wy prosto z Japonii do Polski
jedziecie, z tego, co wiem. - Kaś przerywa mi w pół słowa, a ja
zamieram z otwartymi ustami. - Zamknij tę gębę, bo głupio
wyglądasz.
Zamykam
posłusznie usta i powoli kręcę głową.
-
No co? - Patrzy na mnie zaskoczona. - Jestem na bieżąco.
-
I to bardziej niż ja...
-
Dobra, Mittner. Ja muszę lecieć do pracy. Wycałuj Cene ode mnie...
albo lepiej nie - reflektuje się i pokrywa lekkim rumieńcem. -
Pozdrów go, pogadamy później. I to poważnie. - Grozi mi
palcem, a po jej spojrzeniu poznaję, że wie, o czym jeszcze
chciałam jej powiedzieć.
W
końcu po tylu latach znajomości rozumiemy się bez słów.
Katka
rozłącza się, a ja oddaję telefon Cene, dziękując za pomoc.
Posyła mi radosny uśmiech i chowa go do kieszeni. Przez chwilę
obserwuję, jak robi kolejne skłony, aż w końcu odsapuje z
zadowoleniem, ubiera górę od dresu i bierze długi łyk podanego
przeze mnie izotoniku.
-
Nie mogę się doczekać konkursów w Polsce. - Przysiada się do
mnie i zapina bluzę.
-
Bo zobaczysz Katkę? - pytam domyślnie, z lekko złośliwym
uśmiechem.
-
To też. - Prevc rumieni się nieco. - Ale chodzi też o to, że...
Drzwi
otwierają się nagle i wraz z podmuchem zimnego powietrza do środka
wchodzi Peter w pełnym narciarskim rynsztunku. Obrzuca nas
zaskoczonym spojrzeniem, zatrzymując je na mnie ciut dłużej i
marszczy brwi.
-
Ty jeszcze nie gotowy? - Zerka podejrzliwie na Cene.
-
Goran powiedział, że mam odpuścić - wyjaśnia mu młodszy brat,
podobnie jak i mnie kilka minut wcześniej. - Jak tam Domen?
-
Trzeci w kwali - rzuca lakonicznie Peter, ściągając kask i
poprawiając włosy. - Zaniosłeś już narty do serwisu?
-
Nie. To może... może ja teraz pójdę, co? - Cene zerka to na mnie, to na brata, po czym ubiera kurtkę i już po chwili znika za
drzwiami. Dopiero wtedy starszy Prevc przenosi na mnie spojrzenie.
-
Musimy porozmawiać - rzuca bez uśmiechu i opiera narty o ścianę.
- Unikasz mnie.
-
Bo nie mam dla ciebie żadnej odpowiedzi - odpowiadam cicho, wbijając
wzrok w swoje splecione mocno dłonie. - Nie ma żadnej dobrej
odpowiedzi.
-
Ile jeszcze czasu będziesz mnie wodzić za nos, Ala? - pyta
gniewnie, chodząc w te i nazad po maleńkim pomieszczeniu. - Od
miesiąca nie potrafisz mi powiedzieć... - Urywa gwałtownie, stając
nade mną.
-
Czego ci nie umiem powiedzieć, Peter? - podnoszę wzrok i patrzę mu
prosto w oczy. - Co chcesz ode mnie usłyszeć? No? - Ostatnie słowo
wyrzucam z siebie nieco zaczepnym tonem, łudząc się, że może on
będzie znał odpowiedź.
-
Chcę wiedzieć, na czym stoję, Ala. Na czym oboje stoimy - poprawia
się nieco spokojniej. - Bo na razie mam wrażenie, że popadasz ze
skrajności w skrajność. Chcę wiedzieć, czy mi ufasz, bo tylko
wtedy mamy szansę na... na coś trwałego - kończy ciszej. - Ja ci
zaufałem, pamiętasz?
-
Wiem, Peter. - Wzdycham ciężko, szukając w jego oczach
zrozumienia. - Ale to nie takie proste, nie wiem nawet, od czego
zacząć i... - Gubię się we własnych słowach i myślach,
szukając dobrego sposobu, by wytłumaczyć mu, dlaczego tak
pogmatwana jest nasza sytuacja, która na pierwszy rzut oka wydaje
się prosta i łatwa.
On
kocha ją, ona kocha jego. Koniec historii.
Zabawne,
bo nadal aktualne.
-
Nie mam czasu teraz o tym ciągle myśleć. - Peter traci
cierpliwość, kiedy ja nadal szukam w głowie jakiejś sensownej
odpowiedzi. - Muszę się skupić na skokach, a ty miałaś mi w tym
pomóc. W tym momencie robisz coś wręcz odwrotnego - stwierdza
chłodno, a słowa padają między nami ciężko jak kamienie.
-
Peter...
-
Po prostu przyjdź, gdy będziesz wiedziała, czego tak naprawdę
chcesz. - Odwraca się i wychodzi, tylko nieznacznie trzaskając
drzwiami.
-
Chcę zacząć od nowa - szepczę za nim, choć nie może mnie
przecież już usłyszeć. - Ale nie potrafię.
[Peter]
Podczas
późnego śniadania następnego dnia Ala wygląda jak kupka
nieszczęścia. Apatycznie grzebie w talerzu, niby pogrążona w
rozmowie z naszym fizjoterapeutą, ale znam ją na tyle dobrze, by
wiedzieć, że nie spała najlepiej.
I
zmiana czasu nie ma tu zbyt wiele do rzeczy.
Być
może moje wczorajsze słowa były dość ostre, ale nie mogę znieść
tej ciągłej niepewności. Ostatnim razem, miałem wrażenie,
że idziemy w dobrą stronę, Alicja nagle wycofała się niczym spłoszone zwierzątko. Od kilku tygodni, kiedy jestem już
niemal pewien, że między nami jest już wszystko w porządku, nagle
okazuje się, że tak wcale nie jest.
Ewidentnie
jest coś, o czym boi się mi powiedzieć. Ale im dłużej z tym
zwleka, tym gorsze scenariusze pojawiają się w mojej głowie. Do
tego stopnia, że tydzień temu byłem skłonny uwierzyć, że
naprawdę ma za sobą nieudane małżeństwo. A to tylko wierzchołek
góry lodowej, na którą składają się moje zbudowane na
niepewności domysły.
Nie
chcę na siłę zmuszać ją do zwierzeń, ale chcę, by mi ufała,
by...
By
czuła się przy mnie bezpiecznie.
-
Kończ tę owsiankę, braciszku, nie mamy całego dnia. - Domen
szturcha mnie w ramię, pakując sobie do ust pomidorka koktajlowego.
- Ho hy tahy zamyhlony, he? - mamrocze z pełnymi ustami.
-
Po prostu koncentruję się przed konkursem, mam problem z
aklimatyzacją - przyznaję się, kątem oka dostrzegając, jak Ala
odwraca wzrok. - I w sumie nie wiem, czy to aby na pewno jest
owsianka - dodaję, patrząc z powątpiewaniem na kleistą maź na
swojej łyżce.
Rezygnuję
z reszty posiłku i idę do pokoju, który standardowo dzielę z
Tepesem. Jest to oczywiście równoznaczne z tym, że mój kolega już
króluje w łazience, racząc mnie i resztę hotelu swoim wątpliwej
jakości wokalem.
-
Pośpiesz się, musimy na skocznię jechać! - przekrzykuję szum
wody i na szczęście już po chwili mój współlokator wychodzi.
-
Trzeba było tak długo nie medytować nad tą papką - wytyka mi. -
Coś ty taki nie w sosie dziś? - Przygląda mi się podejrzliwie,
kiedy wrzucam rzeczy do torby.
-
Azja mi po prostu nie służy - ucinam i znikam za drzwiami łazienki.
Całą
drogę na skocznię zmuszam się, by nie patrzeć w stronę Alicji.
Sama mi to ułatwia, siadając na jego drugim końcu wraz z Nejcem i
konwersując z nim cicho. Potem skupiam się na rozgrzewce i serii
próbnej, wyrzucam ją więc z głowy. W zeszłym sezonie musiałem
nauczyć się oddzielać sprawy sportowe od prywatnych. Choć po
odejściu Katji całą swoją frustrację przekułem na trening, to
ostatecznie te złe emocje miały na mnie destrukcyjny wpływ. Nie
mogę pozwolić, by to się jeszcze kiedykolwiek powtórzyło.
Dlatego
też, kiedy podczas pierwszej serii przychodzi na mnie kolej, by
zasiąść na belce jestem w pełni skoncentrowany. Nie liczy się
dla mnie nic więcej, niż stabilny najazd, mocne, trafione odbicie i
doskonała sylwetka w locie. Locie, który trwa i trwa, bo
Okuyarama to skocznia, której profil bardzo dobrze pasuje do mojego
stylu. Nogi więc z trudem przyjmują obciążenie, jakim obarczone
jest lądowanie za punktem HS i telemark wychodzi mi nieco koślawy.
O
dziwo, ta odległość nie wystarcza mi na objęcie
prowadzenia. O włos wyprzedza mnie Kot, który w ostatnich
konkursach przegonił już w generalce Kamila, a i do Klemensa
niewiele mu brakuje.
Z
ciekawości zerkam na tabelę wyników, jednak nie ma tam nic, co
mogłoby mnie zaskoczyć. W dziesiątce zauważam Cene i Tepesa, Nejc
jest trzynasty, Domen piętnasty, a Semenic dwudziesty szósty. Jeśli
chodzi o czołówkę, to do Kota tracę punkt, a pomiędzy mną i
trzecim Freitagiem jest spora przerwa. Obracam się, by pogratulować
Maćkowi dobrego wyniku, ten jednak zajęty jest rozmową z Alicją.
Przyglądam się im przez moment, nim Domen nie przerywa im
bezpardonowo tej wymiany zdań, odciągając Alicję na bok.
Podchodzę więc do polskiego zawodnika i wymieniam z nim kilka słów,
nim trener woła mnie na rozgrzewkę.
-
Peter? - Maciek zaczepia mnie jeszcze na odchodnym. - Może nie
powinienem pytać, ale...
-
Ale? - Zerkam na niego ciekawie, czy ma zamiar rozgrzebywać plotki czy też chodzi mu o coś innego.
-
Po prostu zastanawiam się... Nie kazaliście Ali wybierać, prawda?
-
Wybierać czego? - Marszczę brwi z niezrozumieniu.
-
No... pomiędzy nami a wami - precyzuje Kot, jakby zawstydzony swoim
pytaniem.
-
Nie, skąd ten pomysł? - dziwię się, bo to doprawdy niedorzeczne.
Czemu niby ktokolwiek z naszego sztabu miałby zabraniać Alicji
kontaktów z jej polskimi przyjaciółmi?
-
Bo ostatnio nas jakoś dziwnie unika. - Wzrusza ramionami Kot. - W
ogóle ostatnimi czasy jest jakby nieswoja. Myślałem, że nie
wiem... może ma jakiś zakaz od związku, czy coś, ale skoro
mówisz, że nic z tych rzeczy...
-
Prevc, rusz się, bo zaraz się spóźnisz na drugą serię. -
Rozbrzmiewa głos Janusa w krótkofalówce.
- Musimy iść - zwracam się do Maćka i wspólnie ruszamy w kierunku domków, by przygotować się do finału. Myślę nad jego słowami, bo nie dają mi spokoju.
- Musimy iść - zwracam się do Maćka i wspólnie ruszamy w kierunku domków, by przygotować się do finału. Myślę nad jego słowami, bo nie dają mi spokoju.
Alicja
odsuwa od siebie nie tylko mnie, ale i resztę swoich przyjaciół.
Trzyma na dystans wszystkich, którym na niej zależy, jakby bała
się, że...
Że
co?
Moje
rozmyślania przerywa początek drugiej serii, skupiam się więc na
odpowiednim przygotowaniu do skoku. Nie mogę sobie pozwolić na
najmniejszy błąd, bo w czołówce Pucharu Świata zrobiło się
naprawdę ciasno, więc byłoby miło zakończyć dzisiejsze zawody
zwycięstwem. Najważniejsze są dobre skoki, a mnie przyda się taki
zastrzyk pozytywnych emocji, bo przecież zbliżają się Igrzyska.
Tym
bardziej zależy mi, żeby wszystko sobie dobrze poukładać. Sportowo
i prywatnie.
Potrząsam
głową, by odrzucić od siebie myśli, które mogłyby rozproszyć
moją uwagę i wsuwam się na belkę. Biorę głęboki oddech i
napinam mięśnie grzbietu, by równomiernie rozłożyć napięcie.
Chwilę później pojawia się zielone światło, a Goran zwleka
zaledwie parę sekund z machnięciem chorągiewką, upewniając się,
że wiatr będzie mi sprzyjał.
Moje
skoki cechuje już pełen automatyzm, dlatego bez większego wysiłku
trafiam w próg i przyjmuję wypracowaną pozycję w locie, dokonując
tylko nieznacznych korekt, kiedy dostaję lekki podmuch z lewej
strony. Pewne problemy napotykam za to przy lądowaniu, bo źle ubity
zeskok podbija mi prawą nartę, tak że tracę równowagę, o mały
włos nie podpierając skoku. Odległość też nie zapiera jakoś
tchu w piersi, dlatego po swoim skoku jestem trzeci.
Ściągam
narty i zerkam na tabelę wyników. Prowadzi Freitag przed Cene.
Pytanie, co teraz zrobi Kot?
Rozpinam
kask i zerkam w górę skoczni. Wiatr wzmaga się, dlatego Polak
zostaje ściągnięty z belki i musi czekać na swój skok. Kiedy
sadowi się na niej ponownie, długo czeka na zielone światło i
znak od trenera, który startuje go niemal w ostatniej chwili,
ryzykując dyskwalifikacją. Wybija się nieco krzywo i kiedy już
wydaje się, że wyląduje tuż za punktem K, nagle łapie jakiś
podmuch wiatru, który pozwala mu dolecieć aż do sto czterdziestego
metra, nie pozostawiając nam złudzeń, kto dzisiejszego dnia jest
panem Okuyaramy.
Jego
koledzy wybiegają na zeskok, by mu pogratulować, a ja rzucam raz
jeszcze okiem na listę wyników. Zdaje się, że po dzisiejszym
konkursie szykują się zmiany w klasyfikacji generalnej, bo dopiero dwudzieste piąte miejsce Klemensa nie daje mu szansy na
pozostanie na jej trzecim miejscu, które ustąpi prawdopodobnie
mojemu bratu.
Maciek
dociera na miejsce dla lidera, krótko i zwięźle składam mu więc
gratulacje i odsuwam się z zasięgu kamer. Przystaję koło Domena,
który swój debiut w Pucharze Świata rozpoczął od miejsca
jedenastego i wspólnie oglądamy dekorację.
-
Co dziś tak słabo, brat? - Szturcha mnie, kiedy Cene staje na podium. - Żeby on musiał ratować honor rodziny? No wiesz? -
Wskazuje go brodą.
-
Nie zawsze można być najlepszym - stwierdzam lakonicznie i milknę,
bo po chwili rozbrzmiewa hymn. Gdy dobiega końca, najlepsza trójka
dzisiejszego konkursu schodzi z podium i umyka przed fotoreporterami.
Cene dołącza do nas, roześmiany od ucha do ucha i niedługo potem
pakujemy się wraz z resztą drużyny do busa.
-
Czekamy jeszcze na kogoś? - pyta Jurij, siadając za kierownicą.
-
Ala zaraz przyjdzie, mówiła, że musi zamienić jeszcze dwa słowa
z Kotem - wyjaśnia mój młodszy brat, próbując jednocześnie
usadowić się na miejscu za mną w taki sposób, by nie pognieść
ani kwiatków, ani czeku, ani torby ze słodyczami i na dodatek nie
potłuc pucharu. - O, już idzie! -Wskazuje przez okno na postać,
zmierzającą ku nam szybkim krokiem.
Minutę
później Ala zatrzaskuje za sobą drzwi i dosiada się do Cene, nie
spoglądając w moim kierunku nawet przez moment.
[Alicja]
-
Naprawdę go kochasz?
Przygryzam
wargę i kręcę lekko głową.
-
To nie takie proste, Kaś.
-
Alka, albo się kogoś kocha, albo się kogoś nie kocha. - Wywraca
oczami i mocniej opatula kocem. - Nie ma nic pomiędzy, a to
ewidentnie nie wygląda na coś... zwykłego. - Krzywi się, nie
mogąc dobrać odpowiedniego słowa.
-
Zależy mi na nim - mówię z namysłem i również poprawiam koc,
którym jestem owinięta. Biorę łyk kakao, by dać sobie czas do
namysłu. - Chcę, by był szczęśliwy, ale nie ma w tym nic
romantycznego, po prostu...
-
Czyli go kochasz - przerywa mi Kasia w pół słowa, tonem nie
znoszącym sprzeciwu. - Więc w czym problem? - pyta, jak gdyby nigdy
nic.
-
Żartujesz? - Patrzę na nią zaskoczona. - A Agnieszka?
-
Wiesz, zdarza się, że ludzie odkrywają, że tak naprawdę kochają
kogoś innego, niż im się zdawało - odpowiada spokojnie. - I,
wiesz? Jest coś, co pomaga im rozwiązać ten problem. Słowo
"rozwód" coś ci mówi? - Patrzy na mnie beznamiętnie, a
ja nie mogę uwierzyć w to, co słyszę.
-
Ty chyba nie mówisz poważnie... - odpowiadam słabo.
-
Setki ludzi tak robią. - Wzrusza ramionami. - A w tej chwili
wyglądasz jak wrak człowieka, więc albo ustalimy, że wcale się
nie kochacie i zaczniesz normalnie funkcjonować, albo... - zawiesza
głos, a w mojej głowie pojawia się cały scenariusz tego drugiego
rozwiązania i wszystkie jego konsekwencje.
-
Dobrze wiesz, że ani ja, ani Klemens nie potrafilibyśmy być w tej
sytuacji szczęśliwi - stwierdzam chłodno. - To nie jest historyjka
w stylu "on kocha ją, ona kocha jego". Jest jeszcze
Agnieszka. On ją kocha i jeśli się podda, to udowodni tylko, że
nie jest taki człowiekiem, jakiego... - urywam, bo nie wiem, czy to
co chcę powiedzieć, powinno paść z moich ust.
-
...jakiego pokochałaś - dokańcza spokojnie Kasia. - Zawiódłby
cię, gdyby poświęcił swoją rodzinę dla was. Gdyby to zrobił,
nie miałby ani rodziny, ani ciebie. - Przygląda mi się uważnie,
jakby oceniając moją reakcję. Wzdycham ciężko i kiwam głową. -
Czy mogę od dziś mówić do ciebie per Antygono? - pyta nagle.
Zerkam
na nią zdezorientowana, a kiedy dociera do mnie o czym mówi,
mimowolnie wybucham nieopanowanym śmiechem. Wbrew pozorom to dość
trafne porównanie. Brakuje dobrego wyjścia z tej pozornie prostej
sytuacji. Kaś dołącza do mnie, ale poważniejemy niedługo potem.
-
Musisz o nim zapomnieć. - Przygląda mi się współczująco.
-
Nie do końca - odpowiadam cicho. - To on musi zapomnieć o mnie.
-
A to będzie o wiele trudniejsze - zauważa Kasia. - Bo żaden
człowiek nie może zmienić uczuć innego człowieka.
Kiwam
głową i owijam się mocniej kocem z myślą, że choćbym nie wiem
jak się starała zapomnieć o Klemensie i tym, co pomiędzy nami
było, na nic się to zda, jeśli on nie postanowi zrobić tego
samego.
Telefon
jest głuchy, nikt nie odbiera. To oznacza, że Kasia musi być w pracy, bo w
przeciwieństwie do mnie, ma zawsze naładowaną komórkę. Rezygnuję
z kolejnej próby połączenia się z nią i padam bezsilnie na
łóżko. Potrzebuję z nią porozmawiać.
Już
naprawdę nie daję rady.
Bardzo
mi pomogła po mojej rezygnacji z pracy w kadrze. Przez parę tygodni
naprawdę ledwie się trzymałam, ale Kasia postawiła mnie do pionu.
Dobrze wiedziała, jak wygląda sytuacja, że nasza relacja z
Klemensem nie była zwykłym romansem, który można rozwiązać albo
zerwaniem, albo rozwodem. Musieliśmy jakoś się od siebie oddalić
i po prostu zapomnieć, że coś takiego miało w ogóle miejsce. A
to wcale nie było takie proste.
I
tak naprawdę nigdy się nie udało.
Podświetlam
ekran telefonu, by sprawdzić godzinę. Jest już po północy, a sen
nie nadchodzi. Wiem, że nie zasnę, póki z nią nie porozmawiam, a
nie zanosi się na to przez kilka następnych godzin. Wzdycham
ciężko, odrzucam telefon od siebie i podchodzę do okna, mocniej
opatulając się bluzą.
Kasia
całą winą obarczała Klemensa, bo on nie potrafił zapomnieć.
Problem w tym, że i ja nie byłam bez winy. Jesteśmy na dobrej
drodze, by definitywnie powiedzieć sobie "dość", odciąć się od
przeszłości, ale ja muszę mieć stuprocentową pewność, jeśli...
Jeśli
mam zamiar być szczera z Peterem. Skończył się czas połowicznych
odpowiedzi, nie mogę dłużej zwlekać i wystawiać na próbę jego
cierpliwości. Ranię go, ale czy prawda nie zrani go jeszcze
bardziej, zwłaszcza gdy nie będę mogła z czystym sumieniem użyć
czasu przeszłego?
Wychodzę
na balkon, by zaczerpnąć świeżego - no, powiedzmy, w końcu
jesteśmy w Sapporo - powietrza. Opieram się przedramionami o
barierkę i wpatruję się tępym wzrokiem w panoramę miasta
rozświetloną tysiącem świateł. Osoba, której teraz najbardziej
potrzebuję, jest na drugim końcu świata; ta, której powinnam
unikać - kilka pięter niżej; a ta, która czeka na moje wyjaśnienia
- dosłownie za ścianą.
-
Co ja mam zrobić? - mruczę do siebie i chowam twarz w dłoniach, a
kaptur bluzy mocniej opada mi na czoło. Łzy to rzadki widok na
mojej twarzy, ale nie pierwszy raz pojawiają się na niej z powodu
bezsilności. Nie powstrzymuję ich, pozwalając im płynąć swobodnie, łudzę się, że przyniesie mi to ulgę.
Choć
nigdy się tak nie dzieje.
Nie
widzę żadnego sensownego wyjścia z tej sytuacji. Wyjścia, które
byłoby dobre dla wszystkich, nawet jeśli nie miałoby być dobre
dla mnie. Muszę być pewna, że sprawa Klemensa jest już dla mnie
zamknięta i mogę spokojnie zacząć nowy rozdział. Powiedzieć
szczerze Peterowi, dlaczego tak bardzo wzbraniałam się przed
jakąkolwiek decyzją. Powiedzieć mu to z niezachwianą pewnością,
że to już przeszłość. Już samo to nie będzie dla niego łatwe, a
przecież...
A
przecież ja nie mam takiej pewności.
-
Ala?
Ocieram
szybko łzy i spoglądam przestraszona w bok. Zupełnie zapomniałam,
że mam wspólny balkon z Peterem i Jurijem, oddzielony tylko niską,
żeliwną barierką. Teraz ten pierwszy przygląda mi się badawczo,
kiedy nerwowo odgarniam wilgotne włosy z twarzy i mocniej naciągam
rękawy bluzy.
-
Ty płaczesz? - Otwiera szerzej oczy, kiedy w blasku padającym z
mojego okna dostrzega moje napuchnięte i zaczerwienione policzki. -
Przeze mnie? - pyta z niepokojem i jednym susem przesadza dzielącą
nas barierkę.
-
Obudziłam cię? - Unikam odpowiedzi i odwracam wzrok, mimo iż i tak
wie, że płakałam.
I
pewnie nie spocznie, póki nie dowie się, dlaczego.
-
I tak nie mogłem zasnąć, musiałem odetchnąć świeżym
powietrzem - odpowiada, a ja uśmiecham się lekko do siebie. - Nie
potrafię być na ciebie zły, Ala. Ale to wszystko nie daje mi
spokoju. Nie chciałem na ciebie aż tak naciskać... - Delikatnie
dotyka mojego ramienia, widać, że boi się, że wywarł na mnie zbyt dużą presję. A ja uświadamiam sobie, że lepszego momentu już chyba nie będzie.
-
Nie musisz. Powiem ci, co się dzieje. - Zrzucam kaptur i związuję
włosy w kucyk, ściągniętą z nadgarstka gumką, próbując doprowadzić się do porządku i jednocześnie poukładać myśli. - Dosyć
niedopowiedzeń. - Popycham drzwi do pokoju, a Peter podąża za mną,
zaskoczony moją nagłą zmianą nastroju.
-
Alicja... - szepcze z przerażeniem, kiedy w pełnym świetle
dokładnie dostrzega moją twarz. Bierze ją w dłonie i przygląda
mi się z niepokojem i skruchą, choć nie jest niczemu winien. - Co
się stało?
-
Nie radzę sobie. - Odwracam twarz i odsuwam się od niego. Muszę
zachować dystans i jasność myślenia. - Tracę kontrolę, a tak
naprawdę, chyba nigdy jej nie miałam. Chcesz wiedzieć, na czym
stoisz, ale ja sama tego nie wiem. Dwa lata temu straciłam grunt pod
nogami i nie jestem pewna, czy udało mi się go odzyskać, czy też
wręcz przeciwnie - wpadłam w jeszcze większe bagno.
-
Nie rozumiem. - Peter kręci głową, wodząc za mną wzrokiem, gdy
spaceruję po hotelowym pokoju. Zerkam na niego i biorę głęboki
oddech.
-
Pytałeś mnie kiedyś, dawno temu, dlaczego zrezygnowałam ze
współpracy z Polakami - mówię, wspominając przecież wcale nie
tak bardzo odległy czas, kiedy dopiero go poznałam i wspólnie
piliśmy kawę w oczekiwaniu na pierwszy trening, któremu miałam
się przyglądać. - Miałeś prawo się zdziwić, w końcu nie było
ku temu racjonalnych przesłanek. Zresztą wszyscy się dziwili, ale
był pewien powód. Mówiłam, że to sprawy osobiste i tak
faktycznie było. - Robię krótką pauzę i jeszcze jeden głęboki
oddech, nim wyrzucam z siebie:
-
Po prostu pokochałam osobę, której nie wolno mi było pokochać.
-
To wszystko? - pyta Peter, kiedy milknę, bo nie ma tu zbyt wiele
więcej do powiedzenia. Kiwam głową i czekam na jego reakcję,
jednak na jego twarzy wciąż gości zaskoczenie. - Nadal nie rozumiem.
-
Rozumiesz, widzę to - odpowiadam cicho, bo rozwiązanie czai się
gdzieś w jego oczach, ale uparcie nie chce dopuścić go do głosu.
Milczy dłuższą chwilę, uważnie lustrując mnie wzrokiem, nim
mówi cicho:
-
Wciąż go kochasz.
-
Chyba tak - wzdycham.
-
Chyba? - Unosi brwi i podchodzi bliżej.
-
Myślałam, że to już zamknięty rozdział w moim życiu i mogę
rozpocząć nowy. Z tobą - mówię cicho. - Ale boję się, że tak
nie jest. Nie chcę budować domu na piasku, bo jeśli runie, to
najmocniej uderzy to w ciebie. - Podnoszę wzrok i patrzę mu w
twarz, z trudem powstrzymując łzy, cisnące mi się do oczu. - Nie
chcę, byś musiał przeżywać raz jeszcze to samo.
Milkniemy
oboje, każde pogrążając się w swoich myślach. Nadal czekam na
jego reakcję, ale jego twarz jest nieodgadniona. Spaceruje po pokoju
w te i z powrotem, mijając mnie raz za razem z podziwu godną
regularnością.
-
Wiesz, że nie lubię być drugi, prawda? - odzywa się w końcu,
stając naprzeciwko mnie.
-
Dlatego chciałam się upewnić, że nie jesteś po prostu
substytutem czegoś, czego nie mogę mieć - odpowiadam. - Ale nie
udało mi się to, bo...
-
Bo?
-
Bo zaczęło mi na tobie zależeć - mówię, bawiąc się swoimi
placami. - Bo ciebie też pokochałam - dodaję bardzo cicho, nie
podnosząc głowy.
-
Nie można kochać dwóch osób jednocześnie. - Mruży oczy i robi
kolejny krok w moją stronę.
A
ja ponownie uciekam.
-
Można. - Kręcę głową, myśląc o Klemensie. - Można.
Milczymy,
stojąc w odległości kilku kroków od siebie, dzieli nas
praktycznie tylko szerokość dwuosobowego łóżka. Czuję jak
mierzy mnie wzrokiem, jednak nie podnoszę głowy. Boję się tego,
co zobaczę w jego oczach. Choć nie wiem, czego bardziej się
obawiam - niechęci, żalu, czy bólu.
-
Powiesz mi kto to? - pyta bardzo cicho.
-
A czy to coś zmieni? - odpowiadam pytaniem na pytanie, zerkając na
niego z ukosa.
Kręci
powoli głową bez słowa, wciąż nie spuszczając ze mnie uważnego
wzroku.
-
Zresztą, myślę, że wiesz - dodaję i znów ruszam w moją podróż
dookoła pokoju. - Ludzie widzą to, co chcą widzieć. Nikt nie
doszukiwał się czegoś niewłaściwego w relacji dwojga przyjaciół,
którzy przecież zawsze spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Pewnych
rzeczy się nie dostrzega, jeśli nie wie się, że się tego szuka.
Drobiazgi. Nieistotne, jeżeli nie znało się kontekstu.
Peter
śledzi każdy mój ruch, wciąż jednak nie potrafię nic wyczytać
z jego twarzy. Nie wiem czy jest zły, zawiedziony, smutny czy po
prostu zaskoczony. Nie wiem nic, nie mam pojęcia, czego się
spodziewać.
-
A on? - pyta znienacka.
-
Też - odpowiadam krótko, zatrzymując się. Nie muszę dopowiadać
nic więcej, tak naprawdę wszystko zostało już powiedziane.
Prawie
wszystko.
Peter
przygląda mi się beznamiętnym wzrokiem, jakby próbując poukładać
sobie wszystko, czego się właśnie dowiedział. Przeciera twarz
dłońmi i bierze głęboki oddech, nic jednak nadal nie mówi, tylko
przygląda mi się, jakby analizując skomplikowany obraz.
-
A jednak wróciłaś - zauważa. - Dlaczego?
Otwieram
usta, zwlekam jednak z odpowiedzią. To bardzo dobre pytanie:
dlaczego tak właściwie wróciłam?
-
Bo myślałam, że jestem silniejsza - mówię w końcu, głosem
niewiele głośniejszym od szeptu. - Ale myliłam się.
Zerkam
na Petera, ten jednak milczy z tajemniczą miną, z której nic nie
potrafię wyczytać. Mój powrót do skocznego światka jeszcze
bardziej skomplikował sprawę, a co ważniejsze, wplątał w to
wszystko Petera. Ale przecież nie mogłam nie wrócić. Bo wtedy
nawet Kasia nie powstrzymałaby mnie przed pogrążeniem się w
obłędzie.
-
Powiedz coś - proszę cicho, kiedy nadal się nie odzywa. -
Cokolwiek.
-
Czy ty powiedziałaś chwilę temu - zaczyna niepewnie, marszcząc brwi - że mnie
pokochałaś?
Kiwam
ostrożnie głową, bo faktycznie takie słowa padły z moich ust, a
Peter robi krok w moją stronę. I kolejny. I jeszcze jeden, tak, że
stoimy twarzą w twarz, zaledwie pół metra od siebie.
-
Czego potrzebujesz, żeby mieć pewność? Mieć pewność, że
zamknęłaś już tamten rozdział? - Patrzy mi głęboko w oczy, a
ja rozpadam się pod tym spojrzeniem. Wyraz jego twarzy nadal jest
nieodgadniony, wróciła pokerowa twarz Prevca, ale wiem jakoś
podskórnie, że nie jest zły. I to mi wcale nie pomaga, wbrew
pozorom.
-
Czego potrzebujesz, Ala? - pyta dobitniej, przewiercając mnie
wzrokiem niemal na wylot.
-
Ciebie - odpowiadam cichutko i ponownie się rozklejam.
Ale
Peter jest tuż obok i momentalnie zamyka mnie w mocnym uścisku,
chroniąc mnie przed rozpadnięciem się na kawałki. Przylegam do
niego ściśle i szlocham wprost w jego ramię. Mało kto miał
kiedykolwiek okazję zobaczyć mnie w takim stanie, mało kto wie
też, jak w takim przypadku postępować. Peter jednak dobrze
wywiązuje się z tego zadania, w milczeniu znosząc mój płacz i
nawet na moment nie wypuszczając mnie ze swoich objęć.
-
Już dobrze, jestem tutaj - szepcze uspokajająco, kiedy powoli
zaczyna brakować mi tchu. - Jestem, Ala, jestem - mówi bardzo
cicho, ledwie dosłyszalnie.
Biorę
głęboki oddech i odsuwam się lekko od niego, by otrzeć twarz.
Odwracam wzrok z zakłopotaniem.
-
Przepraszam, ja nie powinnam...
-
Powinnaś - przerywa mi nagle. - Tego właśnie potrzebowałaś,
prawda? - Przygląda mi się z troską, a kiedy kiwam głową,
ostrożnie całuje w czoło. - Poradzimy sobie, Ala. Damy radę,
razem. Tylko... obiecaj mi coś.
-
Tak? - Zerkam na niego z lekką obawą.
-
Nie próbuj udawać, że jest w porządku, jeśli tak nie będzie,
dobrze? - prosi. - Jeśli uznasz, że to się nie uda, powiedz mi to
od razu. Nie próbuj dawać mi złudnej nadziei, bo będzie tylko
gorzej.
Kiwam
głową, a Peter przyciąga mnie do siebie raz jeszcze i mocno
przyciska do piersi.
-
Nie jesteś zły? Zawiedziony? - upewniam się, mamrocząc cicho te
słowa wprost w jego ramię.
-
Trochę pewnie tak - odpowiada. - Sam dobrze nie wiem, co o tym
myśleć. Ale skoro mnie potrzebujesz, to jestem - mówi z prostotą,
jakby to było zwykłe równanie. Dwa plus dwa jest
cztery. Potrzebujesz mnie, więc jestem.
-
Nie możesz być prawdziwy. - Kręcę głową, nie dowierzając we
własne szczęście. Nie umiem uwierzyć, że przyjął to ot tak, po
prostu. Nie umiem uwierzyć, że ufa mi tak bardzo, że nie boi się
konsekwencji prawdy, którą mu właśnie wyjawiłam.
-
Sprawdź - droczy się ze mną ostrożnie, jakby sprawdzając, na ile
może sobie pozwolić w tej sytuacji i całuje mnie w nos. - Nie
znikam w pierwszych promieniach słońca. - Uśmiecha się kącikiem
ust i czeka, ja jednak nie zdobywam się na odpowiedź.
-
Powinieneś iść spać - mówię, odwracając głowę. Jego luźno
rzucona uwaga uświadamia mi, jak późno się zrobiło. - I to
dawno. Masz dużo do przemyślenia, a jutro konkurs - przypominam mu.
-
I tak spisałem go już na straty. - Wzrusza ramionami. - Chcesz,
żebym... z tobą został? - pyta niepewnie.
-
Lepiej będzie, jeśli pójdziesz. - Odsuwam się od niego i podchodzę
do okna. - Dam sobie radę - zapewniam go.
-
Jakby co, wiesz, gdzie mnie szukać - odzywa się po dłuższej chwili
milczenia i rusza w kierunku drzwi.
-
Peter? - wołam go jeszcze, gdy już stoi jedną nogą na progu.
-
Tak? - Przymyka drzwi i zerka na mnie z ukosa.
-
Przepraszam... przepraszam, że tyle z tym zwlekałam - mówię. -
Nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać...
-
Rozumiem - uspokaja mnie Peter. - Dobranoc, Ala, śpij dobrze.
-
Dobranoc, Peter - odpowiadam, a kiedy za skoczkiem zamykają się
drzwi, opadam wprost na łóżko. Tym razem zasypiam niemal od razu,
ale tak naprawdę wcale nie jest mi dużo lżej.
Tak
naprawdę ta rozmowa wcale nie zmieniła mojej sytuacji.
[Peter]
Ktoś
szturcha mnie w ramię, ale położyłem się spać przecież
dosłownie przed chwilą, więc obracam się plecami do niemiłego
bodźca i próbuję ponownie zasnąć. Niestety, ktoś ponownie mnie
szturcha, tym razem bardziej zdecydowanie.
-
Prevc, rusz dupę, śniadanie zaraz!
Otwieram
jedno oko i zerkam najpierw na stojącego nade mną Tepesa, a potem
na zegarek. Faktycznie, jest już późno, a ja mam wrażenie, jakbym
dopiero co przyłożył głowę do poduszki.
-
Nigdzie nie idę - odpowiadam niewyraźnie i nakrywam głowę kołdrą,
niczym małe dziecko.
-
Janus cię zabije - uprzedza mnie Jurij, a kiedy w odpowiedzi dostaje
jedynie krótkie mruknięcie, wzdycha i wychodzi z pokoju.
Pozwalam
sobie na jeszcze kilka minut drzemki, ale i tak muszę przecież
wstać. W końcu już za parę godzin czeka mnie konkurs. Wysuwam się
spod kołdry i idę do łazienki wziąć zimny prysznic. Pomaga mi
się rozbudzić i zebrać myśli, które huczą mi w głowie od
ładnych paru godzin. Naciągając na siebie T-shirt, zerkam
mimowolnie w kierunku balkonu, podświadomie chcąc ujrzeć na nim
Alicję.
Długo
czekałem, aż zechce się przede mną otworzyć, ale zaskoczyła
mnie w najmniej spodziewanym momencie. Zresztą to, o czym mi
powiedziała nadal do mnie dociera. Nic dziwnego, że tak długo
starała się trzymać mnie dystans, skoro... skoro kocha wciąż
kogoś innego, kogoś, kto jest dla niej niedostępny.
A
mimo to zależy jej na mnie nie mniej niż mi na niej.
Wzdycham,
opierając ręce na biodrach i odwracam wzrok od okna. Powiedziałem
jej wczoraj, że poradzimy sobie z tą sytuacją razem, że będę
przy niej skoro mnie potrzebuje. I, choć mówiłem szczerze, nie
jestem pewien, jak ta sytuacja się rozwinie. Co, jeśli okaże się,
że faktycznie jestem dla niej tylko "substytutem", jak
sama to określiła? Co, jeżeli odkryje, że nie będzie potrafiła być
ze mną szczęśliwa?
-
Mam nadzieję, że jesteś już gotowy, leniu, bo zaraz jedziemy na
skocznię. - Drzwi otwierają się i do środka wchodzi Jurij. -
Trzymaj! - Rzuca we mnie jakimś pakunkiem, który okazuje się
smacznie wyglądającą kanapką. - Przyda ci się, pewnie spaliłeś
w nocy pełno energii za ścianą.
Marszczę
brwi i puszczam mimo uszu tę uwagę. Zamiast tego chowam kanapkę do
torby i ubieram buty. Tepes pogania mnie niecierpliwie, nie szczędząc
dwuznacznych złośliwości.
-
Powinieneś leczyć tę bezsenność - odcinam mu się w końcu,
wsiadając do busa. - Bo masz potem jakieś urojenia.
Rozglądam
się po wnętrzu pojazdu, jednak nigdzie nie mogę dostrzec Alicji.
Siadam na swoim ulubionym miejscu, dochodząc do wniosku, że pewnie
też zaspała i przybiegnie na ostatnią chwilę, ale kiedy Janus
zatrzaskuje drzwi i przekręca kluczyk w stacyjce, zaczynam się
niepokoić.
-
A Ala? - dziwię się.
-
Powiedziała, że się źle czuje i będzie nam kibicować z kanapy -
odpowiada trener. - Jakby coś się działo, jest pod telefonem.
Kiwa
głową i sięgam po komórkę. Waham się chwilę, nim wystukuję
szybką wiadomość:
W
porządku?
Tak,
po prostu zasypiam na stojąco - odpisuje po minucie.
Przymykam
oczy i mimo iż podróż trwa zaledwie kilka minut, udaje mi się
przysnąć. Budzi mnie znowu mało delikatne szturchnięcie i pełne
politowania spojrzenie Jurija.
-
Ach, te baby! - wzdycha. - Weź się skup, Prevc, bo nam jeszcze na
progu zaśniesz i będzie klops.
Przecieram
twarz dłońmi i wychodzę na zimne, japońskie powietrze. Szybko
rozkładamy się ze sprzętem w budce i ruszam na szybką rozgrzewkę.
Zimno nieco mnie orzeźwia, mimo to nie czuję się najlepiej po
prawie nieprzespanej nocy. Wchodząc na górę skoczni, nieco
mechanicznie przybijam piątkę z Ammannem i uśmiecham się do
Kamila. Nie dość, że walczę ze zmęczeniem, to po głowie wciąż
chodzi mi Alicja i pytanie - co ja mam z tym wszystkim zrobić?
Skok
treningowy w kwalifikacjach wychodzi mi nawet nieźle, ten w serii
próbnej też nie najgorzej. Słucham przez krótkofalówkę uwag
Janusa, walcząc z zamykającymi się uparcie powiekami, kiedy nagle
do mojego nosa dociera cudowny zapach kofeiny.
-
Weź się ogarnij, brat. - Domen podaje mi kubek z kawą, a ja
spoglądam na niego podejrzliwie.
-
Czego chcesz? - pytam nieufnie, a młody wywraca oczami.
-
Nic nie chcę, po prostu jak się zaraz nie obudzisz, to klapniesz na
bulę aż miło. A jak się połamiesz, to mama zabije i mnie, i Cene.
A potem jeszcze przyjdzie nastukać Hoferowi. - Opiera się łokciami
o barierkę i patrzy jak popijam kawę. - Peter?
-
No?
-
Pokłóciłeś się z Alą? - pyta jakby nieśmiało.
-
Nie. - Marszczę brwi. - A czemu pytasz?
-
Bo oboje jesteście jacyś tacy nie w sosie. - Domen wzrusza
ramionami. - A ona fajna jest, więc nie zmaść tego, brat. Gdzie ja
sobie znajdę drugą taką spoko szwagierkę?
Wywracam
oczami i wyrzucam kubeczek do kosza. Poprawiam czapkę i idę do
budki po narty, bo już za moment powinienem ruszyć na górę.
-
Dzięki za kawę, młody. Oby pomogła.
Końska
dawka kofeiny faktycznie działa, bo skok w pierwszej serii wychodzi
mi całkiem dobrze, choć daleko mu do ideału. Dzisiejszego dnia nie
spodziewam się jednak niczego więcej, ze spokojem więc szykuję
się do drugiej serii. Pewnie przez zmęczenie, dopiero po chwili
zauważam kręcącego się w okolicy Maćka, który przystaje przy
mnie niezdecydowany.
-
Alicja została w hotelu, źle się czuje - uprzedzam pytanie, a Kot robi zatroskaną minę.
-
Coś poważnego? - niepokoi się.
-
Po prostu niewsypanie - uspokajam go, a ten oddycha z wyraźną ulgą.
-
Uff, bo się wystraszyłem, że znowu jakaś grypa. Ona się tak łatwo przeziębia... - wzdycha, a mnie uderza pewne
spostrzeżenie.
Myślę,
że wiesz.
Obrzucam
uważniejszym spojrzeniem odchodzącego już Kota. Ala miała rację
mówiąc, że ludzie widzą to, co chcą widzieć. Ale teraz, kiedy
już wiem, czego szukać...
Teraz
pewne rzeczy zaczynają mi się wydawać oczywiste.
-
Peter, twoja kolej.
Otrząsam
się z zamyślenia, przerwa między skokami minęła mi w mgnieniu
oka. Poprawiam gogle i wychodzę na zewnątrz. Rozgrzewam jeszcze po
raz ostatni mięśnie, robiąc kilka przysiadów, przechodzę
kontrolę kombinezonu i już po chwili siadam na belce. Warunki są
równe, niemal bezwietrzne, nie ma więc zbyt wielkich szans na
dalekie loty, bo jury ustawiło na drugą serię dość krótki
rozbieg. Janus macha chorągiewką, a ja odpycham się energicznie od
belki. Nieco dłużej niż zwykle zajmuje mi odnalezienie stabilnej
pozycji najazdowej, przez co spóźniam nieco wybicie i z drobnymi
problemami w locie ląduję tuż przed punktem K.
Odpinam
narty i szybko zerkam na noty. Pokazuję uniesiony w górę kciuk do
kamery i znikam z areny skoczni. Serwisant odbiera ode mnie narty, a
ja ściągam kask i zerkam na tabelę wyników. Cene walczy o podium,
Domen próbuje się wbić do dziesiątki, a ja zawody zakończę
najpewniej na siedemnastym miejscu.
Zerkam
na zegarek - do końca konkursu zostało jeszcze z dwadzieścia
minut, więc najwcześniej za godzinę będziemy wracać do hotelu.
Przebieram się szybko, rzucam najbliższej osobie, że wrócę do
hotelu pieszo i wychodzę z budki.
Spacer
dobrze mi zrobi i da mi czas na przemyślenia.
Bo
muszę raz jeszcze porozmawiać z Alicją.
[Alicja]
Unoszę
powieki i sięgam po telefon, próbując dojrzeć godzinę przez
zaspane oczy. Z powolnych kalkulacji wychodzi mi, że właśnie
przespałam całą pierwszą serię konkursu, więc przecieram twarz,
próbując doprowadzić się do porządku i siadam wygodniej.
Owijam
się szczelniej kocem, który zsunął się ze mnie w trakcie snu i
włączam telewizor. Odmówiłam dziś stanowczo pójścia na
skocznię, bo nieprzespana noc dała mi się porządnie we znaki.
Poza tym nie jestem dziś w stanie, który pozwala na pokazywanie się
w miejscach bardziej publicznych niż własny, hotelowy pokój.
Wyciszam
japońskie reklamy i mocniej obejmuję kubek dłońmi. Sama przed sobą
mogę się przyznać - boję się po prostu reakcji Petera. W nocy
niby zaakceptował moje wyznanie, ale rano, w świetle dnia, na pewno
dostrzegł pozostałe szczegóły tej układanki. Kto wie, czy nie
zmienił zdania?
A
ja nie wiem, czy udźwignę ewentualne konsekwencje mojej szczerości,
która wszak była konieczna.
Pewne
rany trzeba najpierw rozdrapać, by zaczęły się dobrze goić.
Nagle
wyczuwam wibrację telefonu, odgrzebuję go więc spomiędzy fałdów
koca i odbieram z nieukrywaną ulgą, widząc na ekranie numer Kasi.
Jednocześnie odstawiam kubek na stolik i opadam na ułożoną za
plecami poduszkę.
-
Heeeeej... - Kasia wita mnie ziewnięciem. - Co tam tak cicho u
ciebie? Nie jesteś na skoczni?
-
Kiepsko spałam, więc zostałam w hotelu - wyjaśniam. - Dobrze cię
słyszeć. - Uśmiecham się lekko.
-
A coś się stało? - pyta natychmiast domyślnie, niemal widzę jak
się rozbudza mimo późnej godziny.
-
Rozmawiałam z Peterem. - Milknę na moment, przygryzając dolną
wargę. Nie wiem, co tak naprawdę chcę powiedzieć, o czym
porozmawiać, żeby choć trochę mi ulżyło.
Może
potrzebuję po prostu zapewnienia, że postępuję słusznie?
-
O Klemensie? - docieka Kasia, kiedy nie mówię nic więcej.
-
Można tak to ująć - odpowiadam wymijająco.
-
Alka, cholera, miałaś być z nim, kurwa, szczera! - unosi się,
chyba zresztą całkiem słusznie. W końcu zazwyczaj nie używa mało
parlamentarnych słów jako przecinków.
-
Powiedziałam mu wszystko - wyjaśniam obronnie. - Prócz tego, że
chodzi o Klemensa. Nie chcę, by przenosił emocje na skocznię,
wystarczy, że Klemens to robi - dodaję gorzko.
-
Miałaś o nim nie myśleć - przypomina mi Kasia lodowatym tonem.
-
Nie myślę, po prostu widzę, co się dzieje. - Wzruszam ramionami i
wzdycham ciężko. - I boli mnie to, że nie mogę mu pomóc. Albo
inaczej - mogę, ale nie wolno mi.
-
Jak to przyjął? - Kaś pozostawia bez komentarza temat Klemensa i
wraca do sedna.
-
Chyba dobrze, nawet bardzo dobrze. - Nawijam na palec pasmo włosów
i zawieszam na chwilę wzrok na ekranie telewizora. Skoczyło już
kilku zawodników, ale prawie w ogóle nie skupiam się na konkursie.
W tej chwili jest to dla mnie mało istotne.
-
To znaczy? - drąży Kasia, a ja wzdycham ciężko i zmuszam się do
zebrania myśli.
-
Mam wrażenie, że... że to po prostu zaakceptował - mówię,
próbując jednocześnie to wszystko sobie poukładać w głowie. -
Powiedziałam, co miałam powiedzieć, choć nie było mi łatwo, a
on tylko kiwnął głową i powiedział, że damy sobie z tym radę.
Jakby mówił "okej, kochasz innego faceta, ale dopóki kochasz
i mnie, ja to akceptuję". - Głos łamie mi się odrobinę. -
Ale boję się, że nie do końca do niego dotarło, na co się
pisze. A kiedy zrozumie, to może już nie być tak kolorowo. -
Zaciskam mocno zęby, powstrzymując łzy i skupiam się na cieple
herbaty promieniującym z kubka, do którego mocno się przytulam.
Kasia
po drugiej stronie milczy tak długo, że zaczynam się obawiać, że
zasnęła. Słyszę przez słuchawkę zaspany głos komentatora
podający odległość Daikiego Ito, a potem narzekający na zawyżone
noty dla Eisenbichlera. Dopiero przy następnym skoczku, którym jest
Domen, Kasia odzywa się cicho:
-
Ala?
-
Mhm?
-
Ale ty go kochasz, prawda?
Mam
ochotę rozbić sobie na głowie mój ukochany termiczny kubek, bo
niewiele brakowało, bym zapytała o kogo pyta. Nigdy nie uda mi się
uwolnić od uczucia do Klemensa, mogę je tylko zagłuszać tym, co
czuję do Petera, aż w końcu stanie się zupełnie niezauważalne.
Pytanie
tylko, czy mogę go tak wykorzystać. Oraz czym jest tak naprawdę
to, co nas łączy.
-
To nie takie proste, Kaś - odpowiadam w końcu, mając silne
uczucie deja vu. - Zależy mi na nim, to fakt. Dobrze mi
w jego towarzystwie, to też prawda. Ale to zupełnie inne uczucie.
-
Bo nie musisz go hamować. A mimo to to robisz - zauważa, jakby to
było coś najzwyklejszego na świecie. Może spojrzeć na tę sprawę
z boku, a mnie potrzebny jest jej chłodny osąd. - Dlaczego?
Biorę
głęboki wdech i zamieram z otwartymi ustami, bo nie mam odpowiedzi
na to pytanie. Choć to nie do końca prawda, wiem, co chcę
powiedzieć. Ale boję się usłyszeć te słowa ze swoich ust.
-
Ala?
-
Bo boję się, że się zawiodę - odpowiadam cicho, patrząc jak
Cene siada na belkę. - I jego też, bo nie będę umiała go w pełni
pokochać. Że nie poczuję się przy nim całkiem swobodnie, że
cały czas z tyłu głowy będzie siedział mi Klemens. I że Peter
już zawsze będzie "tym drugim".
-
Ty też nie jesteś pierwsza - zauważa Kasia, przypominając mi o
Katji.
Ale
to zupełnie inna historia, kręcę więc głową, a gdzieś na
krańcu świadomości zapala mi się czerwona lampka. Jakaś jej
część zaczyna pracować na wysokich obrotach, bo coś mi się nie
zgadza, coś krzyczy, że nie jest do końca tak, jak się wszystkim
wydaje.
Bo
ludzie widzą to, co chcą widzieć.
-
To coś innego, ona go zostawiła - stwierdzam krótko. - Nie
twierdzę, że przestał ją kochać, bo dobrze wiem, że to nie jest
takie łatwe, ale...
-
...ale on umie o niej nie myśleć i skupić się na tobie - dokańcza
za mnie Katka. - A ty nie możesz się na to zdobyć - stwierdza
beznamiętnie. Brzmi to jak przygana, ale wiem dobrze, że po prostu
się martwi.
-
Nie mogę - mruczę cicho, obserwując ostatni skok. - Mimo iż chcę.
-
Więc mu to powiedz - stwierdza prosto. - Porozmawiajcie raz jeszcze.
I jeszcze. Aż do skutku. Nie tylko słowami, jeśli nie wystarczą.
Pewnych rzeczy nie dasz rady nimi wyrazić - mówi, a w jej ustach
brzmi to tak cudownie prosto. - Słowa kłamią, ciało nie.
-
Czy ty...? - Marszczę brwi, ale Kasia nie daje mi rozwinąć myśli,
bo wydaje okrzyk radości, kiedy okazuje się, że Cene utrzymuje
prowadzenie i wygrywa dzisiejszy konkurs.
-
No! Taki konkurs to rozumiem! - woła uszczęśliwiona, a ja
przyglądam się klasyfikacji końcowej. Peter plasuje się pod
koniec drugiej dziesiątki, ale nie dziwi mnie to zbytnio, jeśli
jest w podobnym stanie co i ja. Nigdzie nie mogę za to dostrzec
Klemensa.
Zagryzam
wargę, kiedy przyłapuję się na tym, że go szukam. Szybko
usprawiedliwiam się przed samą sobą, porównując wyniki
pozostałych Polaków, a chwilę później dostrzegam jego nazwisko
na czterdziestym pierwszym miejscu.
Oj,
Klemens.
-
Mittner, mówię do ciebie! - Głos Kasi przebija się przez moje
myśli i sprowadza mnie ponownie na ziemię. - Czy ty mnie w ogóle
słuchasz?
-
Mhm, zamyśliłam się, to ze zmęczenia - udaje mi się wybrnąć i
skupiam się na jej słowach. - Co mówiłaś?
-
Że zamówiłam dla mnie i Werki pokój tam, gdzie zwykle w Wiśle,
ale nie wiem, co z Zakopanem. Masz jakiś pomysł?
-
Może wcisnę was do COSu. - Myślę na głos, ignorując dziwne
uczucie niepokoju. Konkursy w Polsce. Teraz dopiero do mnie dociera,
co to oznacza. - A jak nie, to gdzieś na obrzeżach, bo i tak
będziesz autem, nie?
-
A gdzie zaparkuję potem? - martwi się Kasia. - I sama wiesz, jak to
potem wygląda.
-
Dwa lata temu dałaś radę, to i teraz się uda. Popytam, może
młode Koty was przygarną? Maciek mówił, że skończyli już
remont, więc po starej znajomości...
-
Nie no, co ty, oszalałaś? - oburza się Kaś. - Przecież oni mają
małe dziecko, nie będę im się zwalać na głowę! Coś ogarniemy
z Werką. Zostajesz potem w Polsce na parę dni? - pyta.
-
Jeszcze nie wiem. Nie jedziemy do Willingen, więc może wynegocjuję
trochę wolnego u Janusa i uniknę śmierci z rąk mojej rodzicielki.
- Wzdycham, patrząc jednym okiem na dekorację. - Swoją droga
potrzebuję oddechu, zmiany otoczenia. Tak, jak na ślubie Karo. -
Przypominam sobie tę chwilę, która miała przecież miejsce wcale nie tak
dawno temu. A wydaje się, jakby minęły wieki.
-
Więc zostań na parę dni, Janus ci pozwoli - popiera mnie Kaś. -
Dobra, ja kończę, bo oczy mi się zamykają, a chcę jeszcze
porozmawiać z Cene przed snem. Ma mi napisać, jak będzie mógł
gadać.
-
To dobranoc, widzimy się niedługo - odpowiadam, a Kasia rozłącza
się chwilę potem.
Przecieram
oczy i wyłączam telewizor, który teraz pokazuje tylko reklamy
płatków śniadaniowych, a przynajmniej czegoś, co jak płatki
śniadaniowe wygląda. Japończycy w końcu jedzą różne, dziwne
rzeczy...
Rozglądam
się dookoła ze świadomością, że powinnam się już zacząć pakować,
kiedy nagle słyszę dźwięk przychodzącego SMSa. Przekonana, że
to Kasia z jakąś uwagą, odblokowuje natychmiast ekran i zamieram
na moment.
Musimy
porozmawiać. Daj znać, jak już będziecie w Polsce.
Nadawcą
tej wiadomości jest Agnieszka.
Mój
mózg zaczyna pracować na wysokich obrotach, a palce zamierają nad
klawiaturą. Nie mam pojęcia, co jej odpisać. To znaczy, wiem, ale
nie do końca jestem pewna, o co może jej chodzić. Czy chodzi o
Klemensa? Pewnie tak, ale pytanie brzmi - w jakim kontekście?
Moje
rozważanie przerywa pukanie do drzwi, odrzucam więc telefon na
łóżko, nie wysławszy żadnej odpowiedzi i zapraszam
niespodziewanego gościa do środka. Prawie w ogóle nie dziwię się,
gdy na moim progu staje Peter z wyrazem zmęczenia na twarzy.
-
Mogę? - pyta, wskazując miejsce na łóżku obok mnie, a ja krótko
kiwam głową i mocniej opatulam się bluzą. - Nie najlepiej
wyglądasz, Ala - stwierdza z troską, przyglądając mi się
uważnie.
-
Ty wcale nie lepiej - odcinam mu się i raz jeszcze przecieram twarz
dłonią. - Nie popisałeś się dziś.
-
Zmęczenie - rzuca krótko, a ja kiwam głową raz jeszcze. Nie ma tu
zbyt wiele do dodania. - Jak się czujesz?
-
Mniej więcej tak, jak wyglądam. - Wzruszam ramionami i ziewam, nie
zawracając sobie głowy zasłanianiem ust. - Bywało lepiej.
Peter
przygląda mi się w milczeniu, przygryzając lekko dolną wargę,
widać, że się waha. Zastanawiam się, czy poruszy temat, po to tu w
końcu przyszedł, prawda? On jednak milczy dalej, a ja odwracam
głowę, nie mogąc znieść jego spojrzenia.
-
Alicja.
Wzdrygam
się, słysząc w jego głosie nieznane mi dotąd tony. Czuję ruch
materaca, kiedy przysuwa się bliżej, zostawiając mi jednak
przestrzeń, której potrzebuję w tej chwili.
-
Myślałem o tym, co mi powiedziałaś - mówi cicho. - I doszedłem
do wniosku, że to chyba nic nie zmienia. To w sumie głupie. -
Śmieje się cicho do siebie. - Ale nie przeszkadza mi to, w końcu
ja też nadal w jakiś pokrętny sposób kocham Kat. - W jego głosie
daje się wyczuć się gorycz.
-
To nie to samo, Peter - szepczę. - Nie zrozumiałeś, ja...
-
Przyglądałem się dziś Polakom na skoczni - przerwa mi i łagodnie
obraca mnie w swoją stronę. - Nie potrafiłem przestać zastanawiać
się, którego z nich miałaś na myśli, bo to jeden z nich, prawda?
- upewnia się, a ja kiwam powoli głową. - Ale w końcu
stwierdziłem, że to nie ma znaczenia, tak jak sama mówiłaś. Bo
nie liczy się to, co było, ważne jest to, co mamy teraz. I co
możemy mieć.
Patrzy
na mnie z nadzieją, a ja czuję jak moje oczy stają się ponownie
wilgotne. Nie widzi, jak głęboko mogę go zranić, jeśli ulegnę
sama sobie, jeżeli nie poradzę sobie ze swoją własną
przeszłością.
Ale
czy mogę się z nią rozprawić, wciąż do niej wracając? Może
lepiej po prostu zostawić ją w spokoju, licząc, że nie stanie się
przysłowiowym "trupem w szafie"? Ale co, jeżeli tak
właśnie się stanie i pojawi się ponownie w moim życiu w najmniej
spodziewanym momencie?
-
Damy sobie radę, Ala - mówi Peter. - Nie będzie łatwo,
ale damy radę - powtarza raz jeszcze i przytula mnie mocno,
pokonując moją strefę komfortu.
-
A jeśli nie? - szepczę cichutko, podnosząc na niego wzrok. - Co
jeżeli zawiodę? I cię zranię?
-
Jestem gotów zaryzykować. - Odgarnia mi włosy z twarzy i ociera
spływającą po policzku łzę. - Zresztą, nie jestem tak delikatny, jak ci się wydaje. Jeśli nam nie wyjdzie, to trudno. - Wzrusza ramionami i bierze moją twarz w dłonie. - Tylko pozwól nam spróbować.
Otwieram
usta, a wtedy przypominają mi się słowa Kasi. Dlatego zamiast
powiedzieć coś, co nie wniesie nic nowego do naszej rozmowy, całuję
go delikatnie, ostrożniej niż za ostatnim razem. Peter wydaje się
zaskoczony tym gestem, ale to tylko moment. Czuję, jak się
uśmiecha, przyciągając mnie mocniej do siebie.
Opadamy
w poprzek łóżka, a Peter odsuwa się minimalnie, by spojrzeć mi w
oczy. Tym razem nie uciekam spojrzeniem, tylko czekam ciekawa, co
chce mi powiedzieć.
-
Damy sobie radę, Ala. - Całuje mnie w czoło.
-
Damy sobie radę. - Całuje mnie w nos.
-
Damy radę - szepcze i całuje raz jeszcze delikatnie, a ja wtulam
się w niego mocno.
I
po kilku chwilach w takiej pozycji jestem w stanie uwierzyć, że naprawdę ma
rację.
[Klemens]
-
Rozmawiałem z Alą.
Zamieram
zgięty w pół i unoszę wzrok na Maćka. Stoi oparty o busa i
przygląda mi się z jakaś dziwną miną.
-
No i? - pytam, mam nadzieję, obojętnym tonem i wracam do wiązania
buta, a Kot wzdycha ciężko.
-
Martwię się o nią. Ty nie? - nadal drąży, a ja prostuje się i
zaplatam ręce na piersi.
-
Jest dorosła, ma Petera i jest szczęśliwa - odpowiadam, a trener
woła nas już do środka, bo powoli zbieramy się do wyjazdu. Łudzę
się, że Kot odpuści i zajmie się sobą, ale on siada obok mnie i,
nim zdążam założyć słuchawki, znowu wzdycha smętnie:
-
No właśnie.
Rezygnuję
z muzyki i obracam się w jego kierunku, a kierowca powoli zaczyna
wyjeżdżać z zaśnieżonego parkingu. Na lotnisko mamy pół
godziny drogi i pewnie tyle czasu będę musiał znosić Maćkowe
wynurzenia na temat Alicji.
Nie
pomaga mi pan, panie Kot.
-
Zapytałem ją, dlaczego nas unika, wiesz? - Maciek usadza się
wygodniej, zanosi się więc na dłuższy wywód, bo chowa także
telefon do kieszeni kurtki. - Powiedziała, że to nie chodzi o nas,
tylko po prostu ma wiele na głowie i musi poukładać sobie pewne
rzeczy na nowo... Myślisz, że to prawda?
-
Czemu miałaby kłamać? - dziwię się, jednak nie patrzę mu w
oczy. - Dużo się pewnie teraz dla niej zmieniło, na pewno jest
rozdarta. - Wzruszam ramionami. Nie chcę rozmawiać o Alicji i
Peterze. Ale Maciek chyba tego nie widzi, bo nie chce tego widzieć.
W
końcu wszyscy uważają mnie i Alicję za najlepszych przyjaciół,
powinienem się więc interesować jej życiem, prawda? Tak myślą
ludzie, a ja wiem, że jest zupełnie inaczej.
-
Myślisz, że przeprowadzi się do Słowenii? Ze względu na Prevca?
- pyta nagle Maciek zmartwiony.
-
Pracuje tam i ma mieszkanie w Kranju - odpowiadam wymijająco, ale
Kot kręci głową.
-
To nie to samo. Bo jeśli się przeprowadzi na stałe, to przecież w
Polsce zostaną jej przyjaciele, rodzina... A to jednak jest kawałek
drogi. Z drugiej strony, jeżeli to związek na stałe... Nie
dziwię się, że musi przemyśleć parę rzeczy. - Dalej rozmyśla
na głos, ale ja już jestem zmęczony tymi dywagacjami.
-
Dlaczego tak to roztrząsasz? - pytam lekko już poirytowany. - To
jej sprawa, nam nic do tego. Może sobie zamieszkać nawet na
Biegunie Północnym, jeżeli zechce, choć wątpię, bo przecież nie cierpi
zimna. - Gryzę się w język za tę ostatnią uwagę. -
Już nie jest częścią naszego sztabu, to logiczne, że nasze drogi
się prędzej czy później rozejdą, przestań przeżywać i daj jej
żyć samodzielnie! - kończę gniewnie, a Kot wpatruje się we mnie szeroko
otwartymi oczami.
-
Klimek, co cię ugryzło? - pyta zszokowany.
-
Dwudzieste piąte i czterdzieste pierwsze miejsce - odwarkuję na
odczepnego, choć jest w tym trochę prawdy. Moje kiepskie
wyniki w ten weekend nie dają mi spokoju, zwłaszcza w świetle
zbliżających się igrzysk.
Obiecałem
Alicji, że dam sobie bez niej radę. Jak na razie, jedyne, co daję,
to plamę.
-
Pokłóciłeś się z nią? - dopytuje się dalej Maciek, na
szczęście już o wiele ciszej.
-
Nie, po prostu... - urywam, bo za bardzo nie wiem, co powiedzieć. -
Choć w sumie to tak, ale tak jest lepiej - zmyślam na poczekaniu,
by uniknąć ciągłych pytań czemu unikam Alicji.
Kolejne
kłamstwo, które nie byłoby konieczne, gdyby to wszystko potoczyło
się odrobinę inaczej. Gdybym jej nie poznał.
Albo
przeciwnie - gdybym poznał ją kilka lat wcześniej.
Maciek
otwiera usta, pewnie po to, by uraczyć mnie jakąś dobrą radą,
ale na szczęście musimy już wysiadać i uciekam przed jego
mądrościami. Nie mam dziś kompletnie humoru i marzę tylko o
powrocie do domu.
A
to jeszcze trochę potrwa.
Na
lotnisku okazuje się, że nasz lot jest nieco opóźniony ze względu
na warunki atmosferyczne, rozsiadamy się więc na plastikowych
krzesełkach i każdy znajduje sobie jakieś zajęcie.
-
O ile zakład, że posiedzimy tu jeszcze ze cztery godziny? - rzuca
nagle Skrobot, unosząc głowę znad telefonu. - Stawiam dwa Mannery.
-
Skąd weźmiesz dwa Mannery? - pyta Dawid podejrzliwie.
-
Wyciągnąłem ci wczoraj z torby na buty, bo przysypiałem nad
żelazkiem - odpowiada serwisant niefrasobliwie. - Ale potem zaczęły
się jakieś cuda z najazdem dziać, to otrzeźwiałem, bo oczywiście
nie te woski wziąłem z hotelu i już mi inne zastrzyki energii nie
były potrzebne.
-
Ale... - zaperza się Kubacki, nikt jednak nie daje mu dokończyć,
bo do dyskusji włącza się Maciek.
-
Pięć godzin, stawiam dwie duże Milki - podbija stawkę i
natychmiast zostaje posądzony o konszachty z Wellingerem, więc
zmienia markę na bardziej "patriotyczną".
-
Trzy godziny!
-
Dwie!
-
Dziesięć!
Uśmiecham
się, słysząc, jak przekrzykują się jeden przez drugiego i
nachodzi refleksja, że brakowało mi tego. Słodkie zakłady były
kiedyś dla nas codziennością, choć ich finalizacja nie zawsze
dochodziła do skutku, ze względu na naszą dietę. Ostatnio jednak
ten zwyczaj zaniknął.
Ostatnio, czyli odkąd nie ma z nami Alicji.
Ostatnio, czyli odkąd nie ma z nami Alicji.
-
Stawiam paczkę żelków, że najdalej za pół godziny Hofer
spasuje. - Alicja ponurym wzrokiem wpatruje się w okno, za którym
szaleje śnieżyca.
-
Coś ty! Przecież to Turniej Czterech Skoczni! - wykrzykuje Jasiek.
- Nie ma bata, hajs się musi zgadzać!
-
Widzisz, co się dzieje za oknem? - Wskazuje palcem za szybę. - Może
i on jest szalony, ale raczej nie chce was pozabijać.
-
Ja mu daję półtorej godziny. I pół słoika Nutelli, że
mam rację - odzywa się Stęki.
-
Czemu tylko pół? - dziwi się Maciek.
-
Bo pierwsze pół już zeżarłem - przyznaje się młody, a reszta
wybucha śmiechem.
-
Lepiej niech odwołają, bo od tej pogody włosy mi się skręcają i
loczków dostaję! - Dawid zaczyna panikować, grzebiąc nerwowo w
torbie na buty. - Zgadzam się z Alą i dorzucam trzy paczki
Mannerów. Albo w sumie... - waha się. - Ja mu daję trzy kwadranse.
-
Wszyscy będziecie grubi jak beki - do domku wchodzi Kruczek i
otrzepuje czapkę ze śniegu. - Walter właśnie spasował, jedziemy
do hotelu.
-
Byłam najbliżej, zgarniam pulę! - wykrzykuje uradowana Alicja i
wyciąga Dawidowi z rąk Mannery, a następnie patrzy
wyczekująco na Stękiego i Jaśka.
-
W hotelu mam - odpowiada młody markotnie.
-
Ja się o nic nie zakładałem! - oburza się Ziobro, a dziewczyna
zaplata ręce na piersi, więc ten wzdycha poirytowany. - Dobra,
kupię ci jakaś czekoladę potem, niech stracę.
-
Uwielbiam robić z wami interesy. - Alicja uśmiecha się szeroko i
ostentacyjnie otwiera jednego Mannera.
-
Będziesz gruba - zauważam złośliwie.
-
Ale szczęśliwa! - Daje mi pstryczka w nos, po czym naciąga kaptur
na głowę i wychodzi na zewnątrz.
-
Nie będzie żadnego czekania, obżarstwa też nie. - Z zamyślenia
wyrywa mnie głos Kruczka.
-
Skąd trener wie?! - Dawid wytrzeszcza oczy, a Łukasz bez słowa
wskazuje zielony napis boarding, który wyświetlił się
właśnie nad naszą bramką. Zaczynamy zbierać manatki i niemrawo
ruszamy w kierunku samolotu, prostując i rozciągając zastane
mięśnie. W tym czasie powstaje już kolejka, a ja szybko oceniam jej
długość i, dochodząc do wniosku, że to jeszcze trochę potrwa,
rzucam Kamilowi krótkie "zaraz wracam" i ruszam na
poszukiwanie toalety.
Maszeruję
szybko, próbując zrozumieć cokolwiek z dziwnych szlaczków, które
Japończycy nazywają alfabetem i w końcu odkrywam drzwi, które
wyglądają jak wejście do WC. Popycham je energicznie, bo trochę
mi się śpieszy i natychmiast słyszę jęk bólu.
Ktoś
stoi po ich drugiej stronie trzymając się za czoło, podchodzę więc, tłumacząc się gęsto i przepraszając po angielsku, a kiedy
kobieta odejmuje ręce od twarzy, natychmiast uśmiecha się szeroko.
-
Och, nic się nie stało! - mówi po polsku, a ja uświadamiam sobie,
że to fotoreporterka jednego ze sportowych czasopism. - Do wesela
się zagoi, ale następnym razem bądź ostrożniejszy, dobrze?
Przepraszam
ją raz jeszcze i odprowadzam dla pewności wzrokiem. Przez to
wszystko dopiero po chwili zauważam, że ktoś za mną stoi.
-
Mogę przejść? - pyta cicho Alicja, kiedy obracam się, wyczuwszy
czyjąś obecność.
-
Jasne. - Odsuwam się, ale ona robi krok w tę samą stronę.
Przesuwam się więc w przeciwnym kierunku, ale ona czyni to samo. Wzdycha
lekko i bez słowa zatrzymuje mnie w miejscu, przesuwając lekko pod
ścianę i chwyta za klamkę.
-
Klemens? - Zatrzymuje się w pół kroku. Nie puszcza mojego ramienia, zaciskając kurczowo drugą
dłoń na klamce.
-
Tak? - podchwytuję, szukając jej spojrzenia, ona jednak odwraca
głowę.
Waha się przez sekundę, może odrobinę dłużej, ale ostatecznie kręci głową, jakby ze zrezygnowaniem.
Waha się przez sekundę, może odrobinę dłużej, ale ostatecznie kręci głową, jakby ze zrezygnowaniem.
-
Już nic, nieważne - mamrocze cicho i wychodzi z toalety.
Stoję
tam przez dłuższą chwilę, nim przypominam sobie, że dosłownie
za moment odlatuje mój samolot. Rezygnuję z wizyty w toalecie i
wracam do kolejki, zastanawiając się, co też takiego chciała mi
powiedzieć.
W
każdym razie, cokolwiek to było, nie powinno mnie obchodzić. A
ona nie powinna tego mówić. Zdaje się, że dobrze jej idzie
odrywanie swojej roli, o wiele lepiej niż mnie. Żeby ludzie mogli widzieć tylko to, co chcą
widzieć.
Pytanie
tylko, dokąd nas w końcu zaprowadzi ta gra.
__________
Więc
tego. Nie bijcie za mocno. I za przerwę i za jakość tego czegoś
powyżej. Nie obiecuję poprawy, bo nie jestem dobra w takich
sprawach.
Bierzcie
i się radujcie. Lub nie, co kto lubi.
PS:
A twitterowicze, którzy namiętnie favują moje tweety o tym, że
piszę mogliby swoją radość wyjawić też poniżej, co nie? To
byłoby bardzo miłe z Waszej strony, serio ;)
PS2: Pokłony dla Karoliny. Od dziś - jeden zjedzony przecinek = jeden karny brzuszek!
PS2: Pokłony dla Karoliny. Od dziś - jeden zjedzony przecinek = jeden karny brzuszek!
Fajny, że są sloski, polpporo i te klimaty, ale niech Ala będzie z Kraftem
OdpowiedzUsuńJej antytalent do języka niemieckiego wyklucza jakąkolwiek możliwość komunikacji, więc jest to zdecydowanie niemożliwe.
UsuńAle Kraft jest królem. Wreszcie znalazłaby się w rękach mężczyzny, ktory ja chwyci i nie da się jej oswobodzić.
UsuńSpiepszaj dziadu i się pode mnie nie podszywaj, tylko ja mogę insynuować, że Ala powinna być z Kraftem, ale Ala może być z kim chce, nawet jak chce może być z cudnym Apollem.
UsuńCudny Apollo już zajęty, besos
UsuńUwielbiam ten rozdział i czekam na następny❤
OdpowiedzUsuńDziękuję! Chwila oddechu i się za niego biorę ;)
UsuńJeeej, jak fajnie, że Ala i Pero jakoś przebrnęli.
OdpowiedzUsuńI współczuję Katce, miłość nie Cene, nie zawsze jest rozciągliwa.
I nic więcej nie wymyślę, muszę wysłać swojego bohatera na terapię i skończyć pracę zaliczeniową na psychologi.
Jej! Fajnie, cieszę się z każdego odzewu! ;)
UsuńNo, odległość robi swoje :<
Doceniam i dziękuję za poświęcony czas ;)
PS: teraz dopiero zauważyłam, o co Ci chodziło z tym rozdwojeniem jaźni.
Czy postanowiłaś zrobić z Petera faceta idealnego? Mam nadzieję, że Ali wreszcie uda się zapomnieć o uczuciu do Klemensa, bo taki ktoś jak Prevc to prawdziwy skarb! :)
OdpowiedzUsuńCieszę się bardzo, że wreszcie powiedziała mu prawdę, a sposób, w jaki on zareagował na tę pokręconą historię po prostu zwalił mnie z nóg.
Mam ogromną nadzieję, że ta przerwa pomiędzy rozdziałami będzie krótsza. Już nie mogę się doczekać. Przesyłam buziaki i życzę dużo weny i wolnego czasu na pisanie! :)
Obawiam się, że wyjdzie mi zbyt idealny. Tacy ludzie nie istnieją! Ale oby jak najwięcej takich w prawdziwym życiu!
UsuńNie jestem w stanie zejść poniżej miesiąca, ale robię, co w mojej mocy, by nie było to więcej. Niestety okoliczności są niesprzyjające ;/
Dziękuję i buziaczkuję back!
Hayboeck królem. <3
OdpowiedzUsuńSiemka!
OdpowiedzUsuńCóż, ja nie napiszę oryginalnie, żeby Ala była z Kraftem lub z Apollem. Ja bym chciała tylko, żeby poukładało się między nią a Peterem. Mogłoby się wydawać, że Peter to po prostu ta łatwiejsza opcja - bez żadnej żony itp. Ale myślę, że Ala też naprawdę coś do niego czuje, tylko na razie sobie na to nie pozwala. Za bardzo myśli o Klimku, za bardzo boi się, że w jakikolwiek sposób zrani Petera. A przecież często jest tak, że póki nie zarykujesz, nie możesz wiedzieć, co się zdarzy. Bardzo liczę na to, że Alka w końcu się przełamie i zaufa Peterowi w 100%, a przede wszystkim, że pozwoli sobie kochać kogoś takiego jak Peter. Myślę, że ich szczera rozmowa była dobrym, pierwszym krokiem ku temu, by wreszcie zaczęło być dobrze. Zwłaszcza, że Peter przyjął rewelacje Alki z taką cierpliwością i wyrozumiałością. Złoty chłopak, przykro byłoby takiego stracić. Także nie żadne Krafty i Apolla, tylko Peter Prevc!
Buźka!
Hej!
UsuńMówiąc krótko, dobrze prawisz! I czyż to nie prawda, że to bohater idealny? Meh, przydałaby się Prevcowi jakaś wada, co nie?
Dziękuję ślicznie i czekam na Over ;)
No w kooońcu😍 Radość na mojej buzi bezcenna, porównywalna do tej po zjedzenia Milki (właśnie czemu tu nie ma władcy fioletowych krów??)
OdpowiedzUsuńPero miszcz przytulania!! Yeeey!
Ala w końcu wydusiła większość tego co jej ciążyło na sercu, teraz jeszcze rozmowa z Agnieszką i będzie ok (mam nadzieję).
Cene gimnastyk? Ooo
Grożenie mamą 😎😎 Nie mogę przestać
Objawy bezsenności Tepesa też niczego sobie haha
A co do Krafta... Nieeeee on nieee za małe to 😂 btw kiedy w szkole masz dziewczynę o nazwisku Kraft i dyrektor na apelu z żartem wyskakuje " Słyszałem, że twój wujek Puchar Świata zdobył"😂😄
Podsumowując - chcę więcej Pero i Ali, ciekawej rozmowy z Agnieszką, jakiś interesujących wydarzeń Cene-Katka(talenty gimnastyczne może się przydadzą hehehe), jakiejś historyjki z Wellingerem i braku Krafta no i dużo weny życzę!
Poszukiwaczka Żuczków
Wellingi nie ma, bo jakoś nie umiem pisać o Niemcach. Zdarza mi się jedynie o AUTach.
Usuń(też bym chciała takiego Petera do przytulania, ale ciii...)
Tepes jest ukrytym miszczem tego opowiadania ^^.
Serio? Kraft u Was w szkole? Haha, świetne!
Rozwaliłaś mnie tym tekstem o przydatności talentów gimnastycznych XD. Wen się przyda, Wellinga może gdzieś się w tle przemknie.
Dziękuję bardzo za śliczny komentarz! :*
A no dziękuję dziękuję 😄 Tak, naprawdę u mnie w szkole jest dziewczyna o tym jakże"pięknym" nazwisku😂😂😂
UsuńNawet jak tylko się przemknie Andi to będzie dobrze😄
Katka jak już Cenę porozciąga...😏 Dobra zagalopowałam się 😂
Sloski to wgl miszczowie (szczególnie żelki dla kierowcy)
Który miał Milke? Jaaa chce!
Powodzenia w pisaniu i jak chcesz mogę większą liczbą takich komentarzy Cię uraczyć😄
Chyba pierwszy mój komentarz tutaj, ale czytam już od jakiegoś czasu i wiesz co? Alka mnie już wkurza :( Mam wrażenie, że od kilku rozdziałów jest jedno i to samo. Rozumiem, że relacja w jakiej była Ala z Klimkiem była skomplikowana i to uczucie pozostaje w człowieku najprawdopodobniej do końca życia - pewna osoba na zawsze ma u nas w sercu szczególne miejsce, ale czytelnik chciałby też poczytać coś… innego? Chciałabym zobaczyć jak Ala jest w końcu zadowolona i nie zaprząta sobie myśli niepotrzebnymi rzeczami, które tylko ją blokują przed radością (tak tak, wiem że życie to nie sama radość, skakanie po łące i zbieranie kwiatków, ale niechże ta dziewczyna ma też coś z życia :D). Nie wiem, może niech Katka w końcu do niej jakoś dotrze xD i też zgadzam się z tym, że mogłoby być więcej wątku Katki i Cene :D czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńM.
Tak już z tą Alą jest, że nie może się od tego Klimka odpędzić, choć stara się ze wszystkich sił. Ale spokojnie, jeszcze będzie cud, miód i orzeszki ;).
UsuńKatki i Cene będzie całkiem sporo, bo wszyscy ich bardzo lubią, więc co Wam będę odmawiać, nie?
Kolejny się powolutku piszę, zobaczę jak mi pozwolą zaliczenia na uczelni. Mam nadzieję, że będzie szybciej :P
Zaczęłam sobie czytać w tramwaju, wracając do domu i na sam początek w tej pierwszej części z perspektywy Klemensa udarzyło mnie - wybacz, to okropne - ale w rzeczywistości on by chyba nigdy takich pięknych zdań nie ułożył XD przepraszam XD chyba już się przyzwyczaiłam do faktu, że w większości opowiadań pełni on rolę kadrowego przygłupa XD
OdpowiedzUsuńAle już dobrze, przestawiam się na poważny tryb. Widać dużą różnicę między relacjami Klemensa z Agnieszką i z Alicją. Na Agnieszce bez dwóch zdań mu zależy, ale już nie w ten sposób, co kiedyś. W ten sposób zależy mu na Alicji. Jest to oczywiście niewłaściwe, karygodne i w ogóle na stos z nim, ale to nie takie proste. Łatwo oceniać z boku. Ten temat już zresztą kilka razy przerabialiśmy. Stara się, żeby Agnieszka tego nie odczuła, ale umówmy się, każda kobieta wyczuwa, że coś jest nie tak. Może nie wiedzieć, o co chodzi, ale podświadomie zdaje sobie sprawę z tego, że jest jakiś problem.
Ale raczej nie szuka tego problemu w osobie swojej dobrej, zaufanej koleżanki. Czasem się zastanawiam czy nie lepiej byłoby, gdyby Klemens przyznał się do tego, że kocha Alicję, rozwiódł się z żoną i związał z Alą. Naprawdę tak byłoby uczciwiej. A przynajmniej jeszcze jakiś czas temu, bo od czasu, kiedy na horyzoncie pojawił się Peter, zaistniała szansa na to, żeby chociaż Alicja była szczęśliwa. A poza tym, te słowa, które padają w retrospekcji rozmowy Ali z Kasią są bardzo znaczące: " Zawiódłby cię, gdyby poświęcił swoją rodzinę dla was". To jest okropne. A jednocześnie do bólu logiczne.
Punkt kulminacyjny tego rozdziału - nocna rozmowa Alicji i Petera. "Tak naprawdę ta rozmowa wcale nie zmieniła mojej sytuacji." Święta prawda. Bo przecież uczucia Ali wciąż pozostają tak samo skomplikowane jak wcześniej. Różnica jest tylko taka, że teraz Peter o nich wie. Choć, w gruncie rzeczy, wciąż nie wie wszystkiego. Alicja chyba chce w ten sposób jakoś chronić Klemensa. Bo przecież mijają się co chwilę koło skoczni i to mogłoby tworzyć jakieś chore sytuacje między tymi facetami. To trochę inna sytuacja niż wtedy, gdy Peter opowiedział Alicji o Katji. Bo Ala jej nie znała. Tak jest chyba łatwiej. W ogóle mam wrażenie, nie wiem, czy słuszne, że Peter o bycie tym facetem, który uniemożliwia mu budowanie związku z Alą, podejrzewał Maćka. I ja tak po cichu mam wrażenie, że Kot faktycznie tak nieco naiwnie się w Alicji podkochuje.
Tak czy inaczej Peter naprawdę mnie zaskoczył swoją postawą wobec tego, co usłyszał od Alicji. Schował męską dumę do kieszeni i zaproponował Ali pełne wsparcie. Mega szacun. Z tym tylko zastrzeżeniem, że nie wiem, jak długo tak wytrzyma. To chyba zależy od tego, w którą stronę faktycznie pójdą jego relacje z Alą. Czy będzie coraz lepiej, czy wybudowany przez nią mur okaże się nie do zburzenia. Plus mam wrażenie, że imię Klemensa w końcu między nimi padnie. Wydaje mi się to jednak nieuniknione.
Dobrze, to jeszcze na koniec powiem, że scena z Cene i rozmowa z Katką była przekochana :3 naprawdę. Chociaż trochę słodyczy nam się należało w tym trudnym rozdziale.
Buziak! :**
No hej!
UsuńTakie mam właśnie dziwne wrażenie, że Klemens coś mi tu za mądry wychodzi. Ale cóż - musi być jakaś różnorodność, nie?
Bardzo się cieszę, że dostrzegłaś właśnie to, na co najbardziej chciałam zwrócić uwagę - bardzo mnie to podbudowało, wiesz?
(może nie jestem aż tak mierną ałtorką, jak mi się wydaje zazwyczaj XD)
Wiele Twoich gdybań rozwinie się w kolejnych rozdziałach, więc spokojnie, na wszystko znajdziesz odpowiedź ;)
Bo Cene i Katka to takie tutejsze słodziaki na pocieszenie po moich, pożal się Boże, smętach ;)
Buziaczki! Uwielbiam Cię, wiesz?
Nie wiem za bardzo co mam tu napisać, ale każesz komencić, a wiec oto jestem!
OdpowiedzUsuńChce tylko, żebyś wiedziała, że jestem twoim wiernym czytelnikiem i czekam (niezle testujesz moja cierpliwość😂) na następny rozdzialik! <3
Arcydzieło xx
Ja nie każę, ja tylko pięknie proszę, bo serduszko mi się raduje na widok Waszych opinii :).
UsuńRozdział się pisze. Powoli, alw jednak!
Co jakiś czas wchodzę tutaj mając nadzieje ze blogger jakos ominął nowy rozdział u Ciebie 🙈 Zbliża sie sezon zimowy, wiec mam nadzieje ze wrócisz tutaj i dasz nam poznać historie Ali i Petera do końca 😊
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i liczę na szybko powrót,
Miska
Hej, wczoraj właśnie sobie uświadomiłam, że od pół roku nie było rozdziału! :o
UsuńSpokojnie, pracuję nad tym, gdy tylko zacznie się rok akademicki, wena na 100% mnie zaleje xD. Ale plan by skończyć przed PjongChang chyba nie wypali :(
Klemens! Ja cię błagać, nawet niech ci przez myśl nie przejdzie prosić Alicję o pomoc. Zrobię wszystko tylko nie rób tego!
OdpowiedzUsuńA Kicia ma bardzo dużo racji. Pani psycholog powinna wiedzieć jak takie zmiany źle wpływają na człowieka.
No nie, Katka lepiej wie co ma w planach kadra Słowenii niż sama zainteresowana.
I czemu mam przeczucie, ze Weronika coś tu namiesza? Oby nie.
Może Peter jak przypmnie ją do muru to się ogarnie i wszystko powie. Bo jego wkurzenie jest w stuprocentach właściwe.
Mitter! Masz czas do wyjazdu z Sapporo! Jak nie wyjasnisz wszystkiego Peterowi, a on się załamie przez to, to wiedz że cię znajdę. I to już nie są groźby bez pokrycia! Znajdę, powieszę na suchej gałęzi i jak się ona złamie a ty wpadniesz na bardzo twarde podłoże, zrobisz sobie kuku to może ci się wszystko przy okazji w mózgu postawią jak powinno i się wreszcie ogarniesz.
Tsaaa Azja mu nie służy. Raczej Ala. I ona o tym bardzo dobrze wie.
Ooo Maciejka wygrała. Już myślałam że znów prorok ale to już napisane było po fakcie ;)
No niemożliwe. Panna Alicja wreszcie sie wygasa?! Czyżby groźby poskutkowały?
Czy ona choć raz może powiedzieć prosto z mostu o co chodzi, a nie owijać w bawełnę. Nie ogarniam kobiety i ta rozmowa, tak jak i Petera, w pełni mnie nie satysfakcjonuje. Inaczej sobie to wyobrażałam. Dobrze ze chociaż głośno powiedziala, ze go pokochała i go potrzebuje. Echhh Peter, ciężki ten twój los z kobietami.
Domen, pamiętaj ze masz jeszcze jednego brata i szansa na jeszcze lepsza szwagierke.
I co narobiła Ala? Peter ędzie podejrzewać wszystkich po kolei. Choć z tym Maćkiem to chyba będzie grubsza sprawa.
Katka to mój ziom! Jakby chciała pomocy w zamordowaniu pewnych osób jestem chetna. Myślę że potem w celi bysmy sie dogadały. I nie wiem dlaczego, ale rozmowa Ali z Kasią wzruszyła mnie niemniej niż ta z Peterem.
"Jestem w stanie uwierzyć że ma racje " - bo do cholery on ma rację!!!
Kicia kochana sie martwi niechcący dobijając Klemensa - nie, wcale mi go nie żal.
Konszachty z Wellingerem - ja bym tam nie marudziła, milka dobra czekolada. A retrospekcja cudo! Tylko gdzie ten nasz Stęki ;(
O nie. Tylko nie gadaj z Klemensem!
Czy tam się wreszcie zacznie układać jak powinno? Kto jak kto, ale Peter zasłużył na szczęście i ma je dostać! Więc Alka, ogarnij sie i walcz o lepsze jutro dla siebie i dla niego, bo sama to długo nie pożyjesz. A Ty Klemens to się żoną zajmijmy i synem, i przestań marzyć o Alce.
Czy następny rozdział to już zawody w Polsce?? Oj będzie się działo :D
Do zobaczenia za kilka dni ;*
Nie, nie, Klemens jest twardy. Zamknęli rozdizał? Zamknęli!
UsuńKatka jest super, Katka wie wszystko!
Ala mu sluży, napięcie między nimi mu nie służy.
Co miała powiedzieć, powiedziała, a o Klemensie nie wspominała, bo jeszcze Peter by mu mordkę obił i byłyby klopoty tylko.
Ej, ej, Katka może i byłaby fajną szwagierką, ale Peter ma pierwseśńtwo wg starszeństwa!
Peter podejrzenia już ma, w końcu jet taki jeden co się do niej wiecznie klei, nie? A co tam MAciejce się roi to inna sprawa :P
No fajna ta rozmowa, Katka ma jednak gadane!
Oj Stęki, Stęki...
Tak, następny w Polsce i stach ię bać! :O
Jakiegoż to gościa mieliśmy...
OdpowiedzUsuńNie było mnie tutaj 1,5 roku. Jak do tego doszło – nie wiem. Nie będę się tłumaczyć. Miałam krejzolski poprzedni rok po prostu. Tym samym nie obiecuję, że będę wszystko dobrze pamiętać. Postaram się zrobić, co w mojej mocy, żeby mój komentarz brzmiał solidnie. Nie mogę też obiecać elaboratu, bo moje pisanie (a co za tym idzie – komentowanie) zmieniło się, w naturalny sposób, razem ze mną, przez co brzmię inaczej. A może – próbuję odnaleźć dawne brzmienie?
W każdym razie, choćby miało mi to zająć kolejne 1,5 roku, zamierzam Cię komentować!
Te scenki Murańków są całkiem urocze – poza elementem kłamstw i niewypowiedzianych przemyśleń Klemensa. Już przez moment chciałam się zdenerwować, że zamierza, mimo złożonych sobie wcześniej obietnic, odezwać się do Mittner, ale na szczęście, póki co, nic takiego się nie dzieje. Klemens jest dorosły i powinien zrozumieć i przełknąć fakt, że pewnych rzeczy w życiu, choćbyśmy bardzo ich pragnęli, mieć nie możemy, bo nie wyszłoby to nikomu na dobre. Zachowując się tak, jak to robi do tej pory, tylko udowadnia swoją niedojrzałość. Oraz że to nie jest prawdziwa miłość. Bo taka wolna jest od egoizmu.
Co do retrospekcji: jeśli drażni cię obecność drugiej połówki, znaczy to, że nic do niej nie czujesz. Potwierdzone doświadczeniem wielu osób, w tym mnie. Sam fragment wnosi tylko tyle, że przedstawia nam motywację Alicji do rozpoczęcia kariery (wskazując na Klimka jako tego przyczynę) i pewnym sensie pokazuje, że oni razem byliby najlepszym wzajemnym wyborem. Nie wiem, czy Klemens był już wtedy po ślubie, ale jeśli nie, to... wystarczyło zerwać, czy on sobie z tego zdawał sprawę?
Domen... Jeżu, prawie zapomniałam o jego istnieniu! XD #shameonme Ale to przez to, że chłopak spadł z pucharowego piedestału, a poza tym bez skoków żyjemy już trzeci miesiąc i... no sama rozumiesz, prawda?
Prysznic? Dwadzieścia minut przed wyjściem na zimno? To nieodpowiedzialne, panno Mittner! No po prostu gorsza od M., ech.
Twoje opisy pobytu/przyjazdów na skocznię mogą być kluczem do odzyskania przeze mnie dawnego toru pisania, bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że zupełnie z niego wypadłam. Zresztą jeśli mnie nadrobisz, to sama zorientujesz się, o czym mówię. Dlatego uważam, że nadrobienie u Ciebie komentarzy ma wiele dobrych stron!
BORZE, przy tym stuknięciu w ramię już myślałam, że to Klimek i już się przymierzałam do zamachnięcia się traperkiem!
„Zraniłam kolejną osobę ze względu na Klemensa. I pewnie zranię ich jeszcze wiele, niezależnie od tego, czy prawda kiedykolwiek wyjdzie na jaw czy też nie.” – Dlatego ich relacja nie jest wcale romantyczna, tylko toksyczna. Prawdziwa miłość nikogo nie rani, a przynajmniej nie robi tego wobec osób postronnych. Choć strasznie szkoda mi Kota, bo dzięki Twojej świetnej narracji jestem w stanie wczuć się w jego sytuację i poczuć jego zmieszanie. I szkoda mi też Alki, która musi się bezsłownie wykręcać od czego, czego w normalnych nigdy by nie odmówiła.
„Boże, Cene, jak można być tak giętkim?” – Aż mi się przypomniał wywiad z Kotem, który powiedział, że Prevce chyba nie mają jakichś połączeń w kościach. XD Tak dawno tu nie komentowałam, że mogę mieć z tym rację!
Tak pomijając całą fajną rozmowę Katki, Ali i w sumie Cenego – EKHEM, ubrań się nie ubiera. Choinkę się ubiera, ale ubrania się ZAKŁADA. Można się W NIE UBRAĆ, ale ich samych się nie da. :P
O! I wtedy wchodzi Peter, cały na słoweńsko... i zaraz bierze się do roboty! No! I tego człowieka to ja szanuję. Bo szczery jest. „Po prostu przyjdź, gdy będziesz wiedziała, czego tak naprawdę chcesz.” GO, PETER! Dobrze jej tak powiedział. A ty, Alu, jeśli chcesz zacząć, ale nie potrafisz, to daj chłopakowi sposób, a nie będziesz mu mąciła w głowie i karierę narażała.
UsuńSzkoda mi Petera, naprawdę. Bo Alicja zachowuje się trochę jak średnio rozgarnięta nastolatka, która nie może się zdecydować, do jakiego liceum iść. A Peter jest dojrzały, więc chce jej dać bezpieczeństwo, poczucie stabilność, miłość... tymczasem ona wygląda, jakby zupełnie gdzieś miała, co sobie tam Prevc do niej czuje. Poza tym – zwleka z powiedzeniem o Klimku, jakby to była tajemnica państwowa. Ot, kocha niewłaściwego człowieka i nie może z tym skończyć. End of story. Put yourself together, gurl!
Peter też przecież swoje przeszedł, ale zebrał się w sobie i przepracował ból, który go trawił. A Ala, profesjonalna pomoc psychologiczna, ma z tym problem. Chyba sama potrzebuje psychologa, bo na tle Petera wypada... dość dziecinnie.
...że nic, Peter. Ona po prostu narobiła sobie kwasu w życiu i teraz musi za to zapłacić stosowną cenę.
(Borze, jaka się zrobiłam cięta po tej przerwie!)
Powiedzmy, że retrospekcja rzuca trochę światła na sprawę i w jakiś sposób tłumaczy Alę. To mądre, co mówi – że Klime by ją zawiódł, gdyby rozbił rodzinę i przestałby się jej podobać, jakkolwiek by to rozumieć. Wystarczyłoby pomyśleć, że Klimek byłby do tego zdolny. A byłby, gdyby tylko Alicja z nim pogadała i przekonała go do związku ze sobą. Wystarczyłoby o tym pomyśleć i trzymać się tej wizji... szybko by jej przeszło. Ale ona woli myśleć, że Murańka jest jakimś ideałem. Cóż, co kto lubi. Jak lubi się dręczyć...
Rozmowa Ali z Peterem jest bardzo fajna. I nawet nie wiesz, jak bardzo Peter przypomina mi M.! A Ala mnie. Bo ja, niestety, też mam wiele chwil załamania, kiedy rozpadam się M. w ramionach. A on reaguje właśnie w ten sam sposób. A Alicja chyba trochę nie kuma, że ta rozmowa jednak zmieniła jej sytuację. Teraz może mówić Peterowi o wszystkich rozterkach, a on może pomóc jej je rozwiązać... Ale jak znam życie, to wcale tak nie postąpi. Prawda? No bo przecież po co otwierać się przed kimś wartościowym, skoro można w sobie pielęgnować toksyczne uczucie do kogoś niewłaściwego.
A, i wg mnie nie było sensu ukrywać, o kogo chodzi. A nawet lepiej byłoby to powiedzieć na głos. Może wtedy bańka by pękła.
Wiedziałam, że będzie myślał, że chodzi o Kota.
Kolejna rozmowa Petera i Ali znowu jest świetna. Myślę, że ta wcześniejsza z Katką też, chociaż Katka nadal wydaje mi się bucowata. A Peter coraz bardziej przypomina mi M.! Dlatego chyba go tak lubię :D Poza tym M. też się ta cudownie uśmiecha w czasie pocałunków i tak często całuje mnie w czoło i w nosek... UPS, temat się nagle zmienił. XD W każdym razie Ala powinna słuchać Prevca i Katki, to jej może tylko wyjść na dobre. Bo na razie to Ala wydaje mi się taką panikarą i strasznie się nad sobą użala. „Co, jeśli go zranię?” – kobieto, on ci pół opowiadania mówi, że chce zaryzykować. Musiał ci to wielkimi zgłoskami zapisać, że nie jest miękką pipą?
Kot rzeczywiście nie pomaga Klimkowi i nie dziwię mu się, że się trochę wkurzył. Sama bym pewnie tak zrobiła. I rzeczywiście lepiej, żeby ludzie myśleli, że Ala i Murańka się pokłócili, choć pewnie Kot czy inny Kubacki mogą drążyć temat i starać się ich pogodzić.
I tak na zakończenie dodam, że Ala nie powinna nic mówić do Klimka, a ich wspólne sceny w ogóle mnie nie biorą.
Wkrótce zobaczę, co Ty tam wymyśliłaś dalej. :)
O rajuśku, jak mi miluśko!
UsuńNie ważne jak, ważne kto! No! Czekałam. Choć zaraz powytykasz mi wszystkie błędy, bo pod Twoją nieobecność przestałam sprawdzać rozdziały i już nie będzie tak uroczo XD.
Przełknę te psy wieszane na Klemensie, mnie również zaczął denerwować w sumie. Ale jak zaczęłam, to skończę, nie?
(już nie pamiętam, co tam naskrobałam). Wiem jednak, że jak się poznali, to Klimki były już ohajtane, o.
Nie da się zapomnieć o Demonie (pssyt, ja też zapomniałam XD). No ona taka nieodpowiedzialna, no. Bardzo się cieszę i jestem do usług, ale im dalej w las, tym gorsze opisy, więc może się tak nie rozpędzaj, co? :P Biedna Kicia, no :< I jest toksyczna, no jest. Ja bym to ujęła w ten sposób, że niemożność bycia razem, sprawia, że ich relacja jest toksyczna.
Nigdy nie zapamiętam tego o ubraniach chyba :<<<
Heh, łatwo się mówi, daj spokój. Rozum swoje, a serce swoje, nie wiesz?
Wiem, że wyszła dziecinnie i bardzo, ale to bardzo mi się to nie podoba. To jest ten moment w kreacji postaci, w którym zaczynam wszystko kiepścić i niestety nie jestem w stanie z tego wybrnąć. BTW, na psychologię idą ludzie, którzy sami ze sobą mają problem, wiec tego. No.
(zawsze byłaś cięta! I za to kocham i wielbię!)
Jest masochistką i tyle. O.
Ta szczera rozmowa musiała nadejść. I w sumie miło mi, że odnajdujesz tam siebie - w końcu każdy widzi, to co chce widzieć (ups,czyżbym przypadkowo zacytowała tytuł?). Ala z premedytacją ukryła imię, mimo iż wiedziała, że pewnie wyjdzie w końcu na jaw. Nie po to, by chronić Klemensa. Raczej by uchronić Petera przed przenoszeniem negatywnych emocji na skocznię.
Wątek Kota jest tak skonstruowany, że nie ma tam żadnych zaskoczeń, niestety. Kilka razy już pisałam, że wprowadziłam go do fabuły nieco bokiem i nie bardzo wiedziałam potem co z tym fantem zrobić.
Ala nie chce dusić w sobie tego toksycznego uczucia, wie, że może mu teraz powiedzieć o wszystkim, ale zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie między nimi takiej jasności, przez tę sytuację z Klimkiem.
(Bo Katka jest trochę zbyt bezpośrednia i bucowata, ale ciii).
Peter jeszcze nie wie do końca w jakie bagno wdepnął ;). I skubany, nie chcę słuchać. Ale Alka faktycznie mocno panikuje.
Bo Kot to taka dobra duszyczka, która chce wszystkich godzić. I jak się nie odzywać do kogoś, na kogo ciągle wpadasz, hm?
Dziękuję Ci bardzo, za dobre słowa i za sceptycyzm też! I czekam na ciąg dalszy i zaraz ruszam w odwecie na podbój Bez-sennych :D